Witam
Zapewne polowe odstraszy ilosc tresci a dodatkowo znaczna wiekszosc osob tu wchodzi ze zwyklej nudy czy podbudowac swoje ego czy poprawic myslenie o swoim wcale nie tak duzym problemie... Mam nadzieje natomiast ze choc jedna osoba naprawde bedzie w stanie mi pomoc, nawet najgorszymi obelgami czy nakazem wrecz zostawienia biednej dziewczyny, ale mam nadzieje ze bedzie to opinia osoby znajacej sie na rzeczy czy w najgorszym wypadku znajacej taka sytuacje...
Tak wiec,
Historia ta nie jest zbyt dluga, choc zapewne moglbym o niej napisac juz ksiazke. Na sam poczatek opowiesci musze zaznaczyc iz zdaje sobie sprawe i mam nadzieje ze czytajacy pamietaja o tym ze jak bardzo bym sie nie staral jednak nie jest to obiektywna opowiesc a jedynie opisanie wspomnien moimi oczami...
Poczatek tej na chwile obecna przykrej opowiesci datowany jest na przelom kwietnia/maja 2014r. Niechetnie musze uzyc tu znienawidzonego ostatnimi sytuacjami dla mnie slowa FACEBOOK. Otoz tak, mimo tego ze pochodzimy z niedalekich sobie miejscowosci wychowywalismy sie przez tyle lat bez wiedzy o swoim istnieniu. Tak jak wspomnialem wczesniej, na przelomie kwietnia/maja zeszlego roku przez przypadek wpadl mi w rece jej profil. Dziewczyna strasznie mi sie spodobala. Jak nigdy chyba podzialaly na mnie same zdjecia. Zaczalem krecic przegladac kombinowac wspolnych znajomych jak stworzyc sytuacje do poznania sie itp. Jest nawet pewna grupa osob oglaszajacych sie z wolnymi miejscami na powrot z naszego miasta studenckiego do rodzinnych okolic. Wspomne tylko ze jest to odleglosc przeszlo 100 km... Tak wiec widzac ze jest zapisana do tej grupy przegladalem nawet aktualnosci czy czasem nie szuka badz nie oferuje transportu. Ktoregos pieknego dnia udalo sie znalezc jej ogloszenie. Oczywiscie szybko zaproponowalem przejazd, mimo ze bylem juz w domu, ale nie bylo dla mnie problemem zwazajac jak zalezy mi na tym spotkaniu sklamac ze akurat wracam do domu i pojechac specjalnie by ja przywiezc. Oczywiscie cos sie nie udalo, ale jakos juz nawiazala sie rozmowa, czego nie omieszkalem wykorzystac by sprobowac sie umowic. Kilkukrotnie zostalem zlany ale probowalem dalej az tu nagle. Nie mialo znaczenia to gdzie jestem i jak akurat mam do niej daleko. Znalazla czas i nie interesowalem sie jakie byly tego powody... Spotkalismy sie! Pojechalismy na kolacje, pozniej kilkadziesiat kilometrow do moich znajomych na skromnego grilla ale zauwazylem ze mimo gdzies tam utrzymujacej sie rozmowy O. z dziewczynami nie czula sie zbyt komfortowo wiec stwierdzilem szybko ze wymiksuje nas stamtad i odwioze do domku jako ze bylo juz pozno. W drodze powrotnej wywiazala sie jakas rozmowa z niczego o morzu, plazy i rybce na sniadanie. Dlugo nie myslac kiedy sie dowiedzialem ze nie ma nastepnego dnia ani pracy ani szkoly porwalem ja na 500km wycieczke na wschod slonca na plazy;) Po drodze hmm spora czesc spala;p Dojezdzajac przez telefon zarezerwowalem nocleg zeby choc troche odpoczac, z zaznaczeniem dwoch pokoi lub dwoch osobnych lozek. Pomijajac ze chcialem jej pokazac ze nie chodzi mi o jej cialo to naprawde mi o nie nie chodzilo. Naprawde spodobala mi sie ta dziewczyna nie tylko swietna figura i sliczna buzka a z wlasnych przekonan nie moglbym rozwinac w sobie do niej szczerego uczucia gdyby przespala sie ze mna na pierwszej randce. No i tak bez erotycznych przygod, zjedlismy obiadek, kupilem podstawowe srodki higieny i ciuszki na zmiane dla siebie i dla niej i wrocilismy po kilku szalonych, choc grzecznych godzinkach do domku. Wrocilem do siebie i nie moglem przestac o tym myslec. Wydaje mi sie ze juz wtedy mnie zabralo no ale spokojnie i grzecznie. Pozniej mimo ze slow kilka z jej strony szlo milych to bylo tak...spokojnie. Nastepne spotkanie nie bylo tak odrazu. Wiedzialem ze nie ma w niej tego co urodzilo sie we mnie ale probowalem. Ktoregos razu pisala jak bardzo jest zmeczona po pracy i wraca do domu do rodzicow. Ja akurat tez bylem w naszej okolicy wiec zaproponowalem czy na chwile choc nie moglaby przyjechac bo sie stesknilem. Oczywiscie bylismy umowieni itp wiec ja szybko tesco bo zawsze otwarte... Jakies olejki, platki roz swieczuszki itp itd i przygotowalem jej goraca kapiel oczywiscie beze mnie a pozniej masazer stop jakis filmik nastroj itp... 2h przygotowan psu w dupe bo jednak jest zmeczona i pojechala prosto do rodzicow;) Wiele jeszcze podobnych niespodzianek spalilo na panewce ale jakos nie zrazalem sie tym. Kiedys pisala mi ze jest zmeczona ma zly dzien itp a ja bylem u siebie 100km dalej. Wsiadlem w nocy w auto, pojechalem do niej, znalazlem kwiaciarnie, kupilem kilkanascie pieknych wielkich roz, znalazlem jej auto na parkingu i powsadzalem wszystkie za przednia wycieraczke i napisalem wiadomosc ze mam nadzieje ze poprawie tym jej dzien... I tak znajomosc sie rozwijala i wydawalo mi sie poglebiala az wrocil temat ktory byl sprytnie odkladany w cien. Mianowicie wyjazd nad morze do pracy na 3 miesiace. Wtedy mozna powiedziec bylismy juz razem... Kiedy rozmowa sie rozwinela powiedzialem ze sobie tego nie wyobrazam wiec w odpowiedzi uslyszalem no trudno i pojechala. Byl to pierwszy taki wyjazd i oczywiscie zwodzona zapewnieniami przyszlego pracodawcy wyobrazala sobie raj na ziemi otoz okazalo sie odwrotnie. Kiedy zadzwonila z placzem co tam sie dzieje nie zastanawiajac sie dlugo uruchomilem wszystkich mozliwych znajomych zeby jak najszybciej dostac sie na bezposredni w miare autobus nad morze, jako ze byla tam swoim autem a zmeczona i sama hmm to byla za dluga droga dla niej, spedzilem kilkanascie godzin w nocy zeby rano pokazac jej ze nie jest tam sama i ze ma to zostawic w cholere i wracac... Na poczatku pierwszy zonk, nie chce zebym jechal pod ta knajpe. W ogole nie wiedzialem o tym zbyt wiele. Spotkalismy sie w sumie wymuszonym spotkaniem w miejscu neutralnym kiedy juz gotow bylem wracac spowrotem autobusem. No ale jednak nie, wrocila ze mna. Po powrocie staralem sie nie myslec o tym ze pojechalem na sile mimo ze chwile wczesniej zostalem kopniety w dupe. Spedzilismy jakis czas do polowy sierpnia u mnie w domu. Na zmiane u mnie, na zmiane wracala do rodzicow ale juz tak bardzo powaznie. Nagle kolejny kopniak. Ja musze jechac do ****** bo zaraz studia a ja zmieniam szkole z rodzicami poklocona ona juz musi znalezc prace itp. Nie planowalem sie przeprowadzac no ale co zrobic, serce nie sluga. Z dnia na dzien niemal gotowy i ok jedziemy. Wynajalem mieszkanie, powiedzialem zeby sie nie denerwowala i nie spieszyla z praca, ze moze mi pomoc w firmie a nie wyobrazam sobie zeby szla za grosze na 10 czy 12 h swiecic dekoltem, w kazdy weekend szkola i nie zobaczymy sie w ogole. Przyjela to do siebie....baaaaardzo. Staralem sie nie wracac do tematu ale czasem to w polaczeniu z sytuacjami bylo silniejsze. Mama miala doplacac do mieszkania polowe a na szkole itp miala zarobic. Od mamy nagle nie chciala brac bo cos tam (rodzinne sprawy). Za praca sie rozgladac nie mial kto bo przeciez powiedzialem ze wole ja miec w domu itp. Kiedy dochodzilo do klotni potrafila mi wyrzucic ze ja nic takiego nie robie a ona nie ma za co mi dziekowac bo sam przeciez powiedzialem ze bede za mieszkanie placil. Pozniej w zwiazku z finansami bylo jeszcze kilka syt ale nie to jest dla mnie najwazniejsze. Sam mowilem ze chcac tworzyc rodzine nie ma moje Twoje tylko my i nasze ale mowilem to myslac ze nie bedzie mialo znaczenia czy ja przynosze do domu miesiecznie 10 czy 15 tys a ona tysiac czy dwa a nie ze ja utrzymuje wszystko i nagle jeszcze jest nasze... No ale jak wspomnialem, to nie jest dla mnie najwazniejsze... Wiele bylo jeszcze podobnych sytuacji zwiazanych zarowno z $ jak i rodzicami ale nie bede tu nikogo zanudzal...
Jakis czas pozniej keidy juz nie ukladalo sie miedzy nami najlepiej okazalo sie ze moja partnerka jest w ciazy. To wiele zmienilo i bylo wiele razy wyciagane. "wiem ze Ciebie nie interesuje dziecko ale ja ...." "nie mysl ze ja w ciazy bede szla do pracy bo najwazniejsze dla mnie jest dziecko" itp itd. Zwazajac na to jak wielkie ma ono dla mnie znaczenie i jak na ta okolicznosc sie ciesze tym gorsze byly dla mnie te slowa... Bardzo czesto slyszalem ze ona ode mnie nie wezmie juz ani grosza po tym jak ja wypominam temat jej pracy. Nie bede nawet sie tutaj wypowiadal ale ostatnio uslyszalem to kiedy prosilem wrecz zebysmy poszli do sklepu po ciuchy dla niej bo zaczyna sie zmieniac na co uslyszalem "jak bede chciala to sobie pojde jutro i sama kupie (??!!??!!)". I tu powoli zblizamy sie do meritum... W mojej ocenie jest to coreczka mamusi. Nie mowie, moje kontakty z rodzicami sa fatalne, o ile mozna je tak w ogole nazwac ale kiedys bylo zupelnie inaczej i swietnie to rozumiem, ze ma sie kochanych rodzicow i sie to docenia... Natomiast za kazdym razem slyszac "jade do rodzicow" czy "na nich zawsze moge liczyc a na Ciebie nigdy" "mama zawsze mi pomoze" itp uwazam ze zwazajac na sytuacje to lekka przesada. Oczywiscie rozumiem ze mamusia zawsze powie co chce sie uslyszec tak jak i kolezanka ale "dla mnie wazniejsze jest ze mi powie ..... niz to ze Ty ze mna mieszkasz za wszystko placisz itp". Nie raz po klotni jechala te 100 km do rodzicow a ja gonilem jak szalony mimo ze w moim przekonaniu byla to jej wina do czego tez zdarzalo jej sie przyznac bo tesknilem, i przegrywalem... Potrafilem przeprosic wbrew sobie zeby bylo juz dobrze a pozniej slyszalem "to ze Ty po mnie przyjedziesz czy mnie zawieziesz to Ty nic takiego nie robisz". No i temat zapoczatkowany Facebookiem. Fakt, byl to blad ale oboje gdzies tam o swojej przeszlosci rozmawialismy. Tyle ze jej przeszlosc nie do konca byla przeszloscia z tego co mi sie wydawalo a zachowanie kilka razy to potwierdzilo. Dla mnie nie byl to problem jak i telefon ale u niej zawsze powodowalo to najczestsza obrone, atak. Ostatnio kiedy juz doszlo do powaznej w tej kwestii wymianie zdan usluszalem ze to jest moj problem a ja jestem psychiczny i wszelkie mozliwe blokady do poruszenia tematu. Wspomne tylko ze w tej kwestii jak i telefonu zostalem wprost i dosc bezczelnie oszukany stad moje zachowanie. No i tak koniec koncow albo ja jej zaufam i sie odpieprze z pytaniami albo jej nie zobacze... Nie pierwszy raz slyszalem ze to koniec i ona sie pakuje ale impulsywny charakter... Powie pozniej pomysli i zaluje a ja zamiast dac ten czas na zrozumienie bledow to trzymalem i prosilem zeby zostala.
No i meritum: niemal od poczatku odczuwalem silne braki rownie silnego uczucia czy zaangazowania ale z czasem to sie coraz mocniej nasilalo. Bylem delikatniej lub mniej uswiadamiany ze jesli ja czegos nie zrobie itp to bedzie koniec no i biegalem... Lacznie z sytuacjami w ktorych naprawde gdzies zawinila slyszalem "zastanow sie nad swoim zachowaniem i zmien cos". Zawsze w klotni i jakiejkolwiek drazliwej sytuacji nawet jesli ewidentnie spowodowana byla jej wina, potrafila znalezc moje niedociagniecie w zachowaniu czy reakcji ktore bylo mimo wszystko motywem przewodnim klotni i to ja mialem przeprosic a jej rola ograniczala sie do "no moze rzeczywiscie to nei bylo fair ALE....." Slowo przepraszam w jej ustach ma zadka wizyte a ja hmm no przepraszam czesto i mocno nawet jesli potrzebuje najmniejszego okazania poczucia winy z jej strony. Nie wiem czy to wrodzony talent czy wyuczona sztuka ale ma zdolnosc do pomijania swojej winy we wspomnieniach sytuacji czy znajdywaniu winy. Staralem sie naprawde wiele zmienic. W rozmowach po prostu rozkladac sytuacje na czynniki pierwsze nie obwiniajac nikogo w nadzieji otwarcia jej oczu ale nie przynioslo to najmniejszego skutku. Mam wrazenie ze jej naprawde nie zalezy. Pojawialy mi sie juz nawet mysli ze choc nie jestem bogatym czlowiekiem to wygodne jest zycie w nowym mieszkaniu bez obowiazkow czy problemow. No i tu pytanie co robic? Nie ukrywam ze przy ostatnim ultimatum kierowalem sie chyba juz wylacznie dobrem dziecka ale nadzieje dawaly mi jej slowa "daj mi tylko z tym spokoj a zrobie wszystko zeby Ci pokazac ze Cie Kocham i jak bardzo mi na Tobie zalezy..." Tak i z szacunkiem jest problem. Kiedy mowi, pozwalam dokonczyc, kiedy ja mowie, przekrzykuje mnie w polowie wiec pytam "dlaczego sie tak zachowujesz? Pozwolilem Ci skonczyc, wysluchalem, nie lubisz kiedy przerywam dlaczego sama to robisz?" wiec odpowiedz prosta "bo nie moge sluchac jak pierdolisz glupoty" i jest to wtedy rownoznaczne z "skoncz juz nie chce mi sie Ciebie sluchac" albo zakrywaniem uszu dlonmi czy poduszka... Kiedy wyjde sie uspokoic jedyny sms jaki dostane to "mam nadzieje ze liczysz sie z konsekwencjami takiej decyzji" a jak wroce porozmawiac to "chcialbym z Toba porozmawiac" cisza "naprawde nie masz mi nic do powiedzenia?" odp: "mhm. dobranoc".
Pomozcie bo naprawde nie wiem juz co mam robic. Nie mowie ze jestem idealem, kazdy ma swoje wady ale ku*** no naprawde mi zalezy i chcialbym to naprawic tylko czy to juz nie za pozno? Mam wrazenie ze nawet gdybym sciagnal jej gwiazdke z nieba to powiedzialaby ze sa ladniejsze. Przeciez wtedy zadne sily ani checi nie maja prawa sie udac:/
Nadmienie tylko ze ja od dluzszego czasu zarowno utrzymuje sie sam jak i bylem w jednym powazniejszym zwiazku. Zostalem zdradzony i koniec. Mam 25 lat. Dziewczyna jest 3 lata ode mnie mlodsza. Wczesniej co prawda byla w dlugim "powaznym" zwiazku ale za czasow chyba nawet gimnazjum i nigdy nie mieszkala z chlopakiem a tu...wszystko tak za szybko.
CO ROBIC?!?!