w styczniu tego roku zostalam zgwalcona i uderzona w glowe taka rurka owinieta lancuchem minelo juz 7mcy a on dalej mnie nachodzi grozi wymusza pieniadze odemnie a od paru dni zauwazylam ze on lazi za moja mlodsza siostra policja nie reaguje a ja sie coraz bardziej boje moja mlodsza siotra tez bo gdzie nie wyjdzie to on za nia lazi
((( pod domem i po ulicy kreca sie jego koledzy tez co zaczepiaja male dzieci jestem juz wykonczona psychicznie fizycznie
(((mam dosc
Podobne tematy
a nie zglosilas gwaltu na policji? czemu on jeszcze wolny chodiz i do tego wymusza od Ciebie pieniadze?
No właśnie, takie sprawy zgłasza się na policję! Co to znaczy, że policja nie reaguje?? Nie czekaj, aż ten facet zrobi to samo Twojej siostrze.
Koniecznie dzwoń na policję, pójdź do psychologa on pomoże Ci poradzić sobie z psychiką on jeszcze za to zapłaci natychmiast po tym co Ci zrobił powinnaś zgłosić to na policję i nie czekać tak długo
Dokładnie! Idź i zgłoś to jak najprędzej! To, co Cię spotkało było straszne, ale teraz już ta sprawa nie dotyczy tylko Ciebie ale i Twojej siostry!!!
KochAna zamiast pisać tu i tracic czas powinnas niezłocznie zgłosic to na policje lub jakies odpowiedniej osobie ktora cie pokieruje, czekaniem i zadreczaniem sie nie poradzisz .. niestety takich ludzu okrutnych trzeba TĘPIĆ !!
Jesli policja nie reaguje, a mieszkasz we wsi lub malym miasteczku. Idz na policje do najwiekszego miasta w Twoim rejonie. Tam zglos sprawe gwaltu, wymuszenia pieniedzy, tego ze chlopak Cie sledzi i Twoja siostre. Oraz to,ze policja w Twojej miejscowosci nie reaguje. Najlepiej popros o rozmowe z komentandem, jesli jest to mozliwe.
Zycze Ci duuuzo szczescia i powodzenia. Trzymaj sie!
wiecie tez zostałam zgwałcona... na poczatku bałam sie wszystkiego... tez nie zglosilam tego na Policje ale przynajniej tyen ktos mnie nie nachodzi.... zreszta t byla osoba ktora znałam...:( ciezko sie pozbierac po czyms takim...
No na pewno bardzo ciężko. Tylko, że jeśli taka osoba tego nie zgłosi to później ten bandyta zgwałci kogoś kolejnego... eh ![]()
wiecie, tyle sie mówi o tym jak uniknąć gwałtu, a tak naprawdę nigdy nie wiesz co cie czeka za rogiem ulicy. niemniej jednak może fakt, że kobiety przestaną się bać i zaczną zgłaszać takie przypadki na policje wpłynie na świadomośc potencjalnych gwałcicieli...
To było prawie dwa lata temu... Mój "chłopak" zaprosił mnie do siebie. Nie widziałam w tym nic złego, w końcu często do siebie jeździliśmy. Siedzieliśmy u niego w pokoju, gadaliśmy, przytulaliśmy się. Zaczął mnie dotykać, mówiłam żeby przestał. Przestał. Przeprosił... Znów gadaliśmy. Nagle podszedł do mnie, zaczął całować, dotykać...rozbierać...zrobił "to". Chciałam żeby przestał. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Byłam w szoku. Chciałam krzyczeć, a on tylko głupkowato się uśmiechał...Znienawidziłam go z całych sił.
Później jakby nigdy nic odwiózł mnie do domu. Od razu poszłam do łazienki. Brałam prysznic chyba przez godzinę. I płakałam... Cały czas płakałam... Dobrze że nie było nikogo w domu. Całą noc nie mogłam zasnąć... Myślałam o tym co się stało, o tym, że nie powinnam do niego jechać, że go sprowokowałam, że to moja wina... Do dziś udaję że nic się nie stało, że nadal jestem tą radosną osobą, że sama sobie ze wszystkim radzę... Ale ja wcale sobie z tym nie radzę;(. Nikomu o tym nie mówiłam.
Cały czas tłumię w sobie poczucie winy i obrzydzenie... Nienawidzę gdy ktoś mnie dotyka, nawet przez przypadek. Ostatnio poznałam miłego faceta. Fajnie nam się rozmawia, mamy ze sobą wiele wspólnego. Ale gdy chciał mnie pocałować, albo wziąć za rękę, odepchnęłam go. Nie chcę żeby ktokolwiek mnie dotykał... Wiem że go skrzywdziłam, w końcu nie jest niczemu winien i o niczym nie wie. Nikt nie wie...
Musiałam to z siebie wyrzucić. Dlatego właśnie piszę o tym na forum...
Proszę, pomóżcie mi...
Dziewczyny o takich rzeczach nie wolno nie mówić!!! Trzeba o tym krzyczeć na cały głos, że ktos was skrzywdził!!!!
moim zdaniem bez policji sie nie obejdzie. Nie zawsze reaguja tak jak powinni ale ktos taki nie ma prawa byc na wolnosci! Domyslam sie ze to trudne ale musisz znalezc w sobie sile zeby walczyc.... Nie mozesz czuc sie niebezpiecznie przy wlasnym domu!! trzymam kciuki! jestem z Toba <przytul>
Dziewczyny o takich rzeczach nie wolno nie mówić!!! Trzeba o tym krzyczeć na cały głos, że ktos was skrzywdził!!!!
Nie każda kobieta zdecyduje się iść na policję czy głośno krzyczeć, bo dla niektórych prowadzenie takiej walki - z oprawcą, z systemem prawnym, z resztą świata, w której mogą znaleźć się ludzie mówiący "Zasłużyłaś sobie na to" - będzie dodatkowym obciążeniem, którego nie uniosą. O gwałcie trudno mówić, a co dopiero krzyczeć.
Ważne, żeby kobieta miała gdzie pójść ze swoim problemem - żeby powstawały grupy wsparcia, kampanie społeczne, żeby głośno krzyczeli specjaliści, policjanci, żeby w społeczeństwie nie było na to przyzwolenia (patrz sprawa pt. "Można zgwałcić prostytutkę?"). Od nich mamy prawo wymagać, by działali, uświadamiali, mówili. Natomiast ofiary gwałtów powinny pomóc sobie. Jeśli się podniosą i będą miały siłę walczyć, to wspaniale. Ale potrafię zrozumieć te z nas, które nigdy się na to nie zdecydują.
Na policję warto iść tylko po to, żeby dać szansę organowi ścigania na zapobieganie kolejnym przestępstwom, ale i tu na pierwszym miejscu musi bezwzględnie stać komfort psychiczny ofiary.
Nie potrafiłabym iść na policję i opowiedzieć im o tym co się stało... Przecież nie mam żadnych dowodów, nic, tylko moje słowa...
Brak dowodów nie zawsze jest przeszkodą w wymierzeniu kary, a te "tylko słowa" to AŻ słowa. Natomiast jeżeli nie czujesz się na siłach, masz pełne prawo tego nie zgłaszać.
A jak się czujesz?
Przecież wiesz jak gościu wygląda!!! to już coś
Wiem jak wygląda, gdzie mieszka... Ale naprawdę nie czuje się na siłach żeby o tym wszystkim opowiadać...Jeszcze wszystkiego się wyprze... Nie chcę go widzieć, znać... I jeżeli powiedziałabym o wszystkim policji i jeżeli wszczęto by postępowanie karne to boję się że spotkam go na komisariacie, czy na sali rozpraw...
Moniś, raz jeszcze podkreślam, że jeżeli nie czujesz się na siłach nie musisz nigdzie chodzić. Skup się teraz na tym, by dojść do siebie, jesteś wciąż najważniejszą osobą i w pełni zasługujesz na to, żeby nie cierpieć.
Czuję, że sama sama sobie z tym nie poradzę... Ale nie mam odwagi iść do specjalisty:(
Ja sądzę że twoim obowiązkiem jest iść na policje, wiem że to trudna, ale jak facet zrobi ciś komuś innemu?? będziesz żałować że nie poszłaś.
Ale to naprawdę nie jest proste. Nie chce nikomu opowiadać o tym co się stało. Wstydzę się tego...
a czego to się wstydzić...nie ma się czego wstydzić, to są takie sprawy o których w 1 kolejności trzeba mówić i to zgłaszać... to nie może czekać, tylko z tego co widzę to Ty boisz sie późniejszych konsekwencji i całej tej długiej procedury która za tym idzie, no fakt polska to taki kraj w którym takich sie jeszcze chroni a zdrowego i normalnego człowieka ignoruje..., no ale cóż trzeba walczyć o swoje-takie już jest życie i nic się na to nie poradzi...także przemyśl to, samej napewno ciężko będzie Ci coś wskórać i walczyć z takim, musisz się otworzyć, nie możesz cicho siedzieć i się nie odzywać bo się wykończysz a ten koleś widzi to i jeszcze będzie to wykorzystywał i bezkarnie sobie chodził i się jeszcze śmiał z Ciebie, także przemyśl to i podejmij decyzje, tylko od Ciebie to zależy i tylko ty możesz i masz na to wpływ, jak będzie i czy zaczniesz coś działać w tej sprawie, także wyciągnij z tego wnioski i zacznij działać!!!
Dziewczyno za kazdym razem jak go tylko widzisz w poblizu swojego domu to dzwon na policje i nie zastanawiaj sie bo nie ma nad czym sie zastanawiac!!!
Uważam ze musisz sie przełamac.Nie musisz isc od razu na policje (choc dobrze by bylo bys wogole poszla) zacznij od wizyty u psychologa..moze po rozmowach z nim dojdziesz do wniosku ze warto by ten skurczybyk dostal za swoje! Nie pozwol by jeszcze komus stala sie krzywda! Napewno ci ciezko jest bylo i bedzie pewnie jeszcze dlugo..ale pomysl tez o sobie o swoim pozniejszym zyciu..musi pomoc Ci specjalista..Powiedzialas nam wiec moze uda Ci sie przełmac i isc do psychologa..Wiem ze tu jest forum nikt Cie nie zna nie widzi i Ci łatwiej,ale naprawde sprobuj.. Trzymam kciuki i życzę powodzenia ![]()
26 2009-10-14 20:41:22 Ostatnio edytowany przez moNniaaaa (2009-10-14 20:42:43)
Dzięki za wsparcie. Chyba jednak będę musiała odważyć się wizytę u psychologa... A później zobaczymy jak to będzie. Ale na policją narazie nie pójdę... Może kiedyś...
27 2009-10-14 21:16:10 Ostatnio edytowany przez zrezygnowanaaa (2009-10-15 17:36:41)
Z policja dałabym sobie spokój ,zeznania ,okazanie to wszystko do Ciebie wróci,ale postrasz faceta ,że jak sie zblizy do Was zgłosisz sprawe i ze nie dasz sie zastraszyc.On bazuje na Twoim leku.
28 2009-10-14 22:37:23 Ostatnio edytowany przez Don Pedro (2009-10-14 22:37:48)
moNniaaaa: koleżanko z kafejki - te wszystkie rady są jak najbardziej sensowne tyle, że co możemy wiedzieć co czujesz i jakie emocje w sobie nosisz? Jasne, że powinnaś to, powinnaś tamto, ale rozumiem, że trauma jeste wielka i dopiero gdy się z nią uporasz będziesz mogła myśleć o reszcie. Pewnie chcesz zapomnieć, wymazać to wszystko ale się nie da. Czas jednak zrobi swoje. A jak już mocniej staniesz na nogach i zmierzysz się z tym doświadczeniem staniesz się wsparciem dla dziewczyn skrzywdzonych jak Ty. Policja to rozdrapywanie ran, fakt, tyle, że takiego gościa powinna dosięgnąć ręka sprawiedliwości. Ale jaka to ręka sami dobrze wiemy.
Trzymam kciuki za Twój powrót do normalności
A za takich sk...ów wstydzę się, że jestem facetem.
Masz rację- nie chcę tego rozdrapywać... Niech zostanie tak jak jest. Jakoś się z tym uporam. Mam taką nadzieję. Czas tak naprawdę nie leczy ran... Wystarczy tylko głupie złapanie za rękę czy przypadkowe dotknięcie w ramię a już wszystko wraca... Na policję nie ma co iść. Co mu zrobią?? Beż żadnych dowodów... Z resztą wolałabym go już nigdy w życiu nie widzieć na oczy...
Zacznę od początku:
Znamy się już od jakiegoś czasu, ale nigdy nie przypuszczałam, że tak bardzo Go polubię i że mu zaufam, bo w końcu jest facetem, a ja się ich najzwyczajniej w świecie boję... Poznaliśmy się w dziwnych okolicznościach- w autobusie
. Ja wracałam wtedy od koleżanki a on jechał do kolegi. Przysiadła się do mnie- nie wiem czy dlatego że nie było miejsc, czy z jakiegoś innego powodu (na pewno nie dlatego, ze byłam jakoś ładnie ubrana, bo miałam na sobie zwykle jeansy i dużą bluzę pożyczoną od koleżanki, bo wracałam późno i było dość chłodno). Do autobusu wsiadł kontroler i zaczął sprawdzać bilety. Całe szczęście oboje je mieliśmy, ale on (M..) mówił, że czasami zapomina kupić bilet i że dzisiaj ma szczęście i to podwójne. Później zaprosił mnie na sok i tak to się zaczęło.
Spotykaliśmy się dość często. Co prawda nasze spotkania na początku były bardziej na stopie koleżeńskiej. Mogliśmy gadać ze sobą godzinami i nie brakowało nam tematów. Ale im bardziej bliski mi się stawał, tym bardziej go odpychałam i zamykałam się w sobie...Kiedyś siedzieliśmy na trawie i położył rękę na moim kolanie. Wszystkie złe wspomnienia wróciły... Odskoczyłam od niego jak oparzona, a On nie wiedział dlaczego... Powstrzymywałam się, żeby nie wybuchnąć płaczem...
Przeprosiłam Go później za moje zachowanie. Powiedział, że mogę z nim pogadać o wszystkim i że nie będzie naciskał, ale że już nie wie, jak się ma do mnie zbliżyć. Wiedziałam, że jest mu ciężko, ale nie potrafiłam tego zmienić...
Później miałam wypadek samochodowy, a On odwiedzał mnie kilkakrotnie w domu i dodawał otuchy. Kiedyś przyjechał do mnie na chwilę, bo chciał zobaczyć jak się czuję. Byłam mu wdzięczna za to, że się o mnie troszczy, ale nie potrafiłam tego okazać... Kiedy musiał jechać do domu, chciałam go odprowadzić do drzwi. Wstałam z łóżka i zakręciło mi się w głowie, a On złapał mnie w ramiona i mocno przytulił i pocałował. Nie miałam siły przed nim uciekać... Nie chciałam tego robić. Przytuliłam się do niego i czułam, że coś we mnie pękło (i to wcale nie było żebro). Już wiedziałam, że mogę na nim polegać, że będzie się mną opiekował. Ale dalej nie potrafiłam przełamać panicznego strachu przed dotykiem. Nie wiem czego bałam się bardziej- czy tego, że Go skrzywdzę, czy tego, że On skrzywdzi mnie... Choć cały czas mi powtarza, że przy nim nic mi się nie stanie, że mnie nie skrzywdzi. Tak bardzo chciałabym mu wierzyć...
W końcu napisał mi, że domyśla się, dlaczego boję się dotyku, facetów. Chciał, żebym napisała mu co się wydarzyło i co czuję, bo napisać jest o wiele łatwiej niż powiedzieć prosto w oczy. Nie napisałam mu jak "to" wyglądało, tylko że coś takiego miało miejsce...
Że dlatego cały czas go odpychałam, i że jest pierwszym facetem, od "tamtego" zdarzenia, któremu pozwoliłam się przytulić i pocałować...Kazałam mu obiecać, że nikomu nie powie o tym, co mi się przytrafiło.
Co prawda dalej zdarza mi się przy nim popłakać, ale teraz już wie dlaczego i za każdym razem mnie uspokaja i pociesza. Głupio się z tym czuję, ale nie potrafię opanować łez i złych wspomnień.
Nie wiem jak to będzie dalej wyglądało, nie wiem czy kiedyś Go nie skrzywdzę. Jedyne co teraz wiem to to, że mu ufam...
monNiaaa kochana tak mi przykro, dopiero teraz przeczytałam to wszystko, w zyciu bym się nie spodziewała że coś takiego Ciebie spotkało tak mi przykro. Masz w sobie tyle radości............aż cięzko uwierzyć ze coś takiego miało miejsce. Na prawdę tak mi przykro..............
Cieszę się że po takim przejściu poznałaś wartościowego człowieka!!
"Jedyne co teraz wiem to to,że mu UFAM!!!!!"Tak trzymaj!!
.Asia
moNniaaaa naprawdę bardzo Ci współczuje.. to co przeszłaś - ja nawet nie umiem się postawić na Twoim miejscu. Uważam, że jesteś bardzo dzielna, bo sama walczysz z tym, co Cię spotkało! Nie miej pretensji do siebie, że coś robisz źle.. To nie jest twoja wina tylko zdarzenia z przeszłości, które zostawiło tak wielki ślad w pamięci!
Jesteś radosną, pogodną i sympatyczną kobietą! Tak trzymaj wierzę, że uda Ci się wygrać z przeszłością:) Nie zapomnisz o tym pewnie nigdy, ale nauczysz się żyć z tym..
34 2010-01-01 20:17:53 Ostatnio edytowany przez moNniaaaa (2010-05-28 10:37:36)
...
Kilkanaście miesięcy temu zaczęłam się spotykać ze swoim (teraz już byłym) chłopakiem. Sama nie wiem dlaczego. Byłam trochę pod presją, bo moje koleżanki miały już chłopaków, a ja byłam cały czas sama. Aż w końcu pojawił się ON...
Poznaliśmy się na dyskotece, tańczyliśmy trochę, gadaliśmy. Wtedy jeszcze miał dziewczynę, ale zerwał z nią kilka tygodni później. Zaczęliśmy się spotykać. W końcu miałam chłopaka, tylko że go nie kochałam... Myślała, że miłość przyjdzie z czasem, ale nie przyszła... Często gdzieś razem wychodziliśmy, to do kina, to na dyskotekę, czy lodowisko. Był moim pierwszym poważnym chłopakiem. Kilka razy spotkaliśmy się u niego w domu, słuchaliśmy muzyki. Czasem dochodziło do całowania i przytulania. Ale on chciał czegoś więcej... Wtedy byłam jeszcze dziewicą i nie miałam pojęcia o seksie. Powiedział, żebyśmy spróbowali, że będzie delikatny i że jeśli coś mi się nie spodoba, to natychmiast przestanie. Zgodziłam się... Ale po kilku "pchnięciach" powiedziałam, żeby przestał (posłuchał, choć wydawało mi się, że jest zły). Seks nie sprawiał mi przyjemności. Myślała, że to ze mną jest coś nie tak... Ale ON stawał się coraz bardziej zaborczy. Manipulował mną, żebym tylko chciała się kochać... Chciał czegoś więcej, a ja nie mogłam się przemóc... Podobna sytuacja powtórzyła się kilka razy.
Później zaczęłam chorować, przyjmowałam lekarstwa przez kilka tygodni, byłam trochę osłabiona (ON o tym wiedział).
Kiedyś znów zabrał mnie do siebie. Zaczęliśmy się całować, pieścić. Znów chciał spróbować. Zgodziłam się (bo myślałam, że jak zwykle przestanie kiedy nie będzie mi to odpowiadać), ale po chwili powiedziałam, żeby przestał. Tym razem mnie nie posłuchał... Pomimo moich próśb... Chciałam krzyczeć, ale przygniótł mnie ciężarem swojego ciała i nie mogłam wydobyć z siebie głosu... A ON tylko mocniej ścisnął mi ręce i dokończył to co zaczął... Nie miałam siły, żeby się bronić...
Dalej nie mogę się po tym pozbierać. Zamknęłam się w sobie, choć przed innymi udaję, że nic się nie stało...
Proszę, pomóżcie mi, bo już nie wiem, co mam robić...
Jezeli policja nic z tym nie robi musisz zlozyc sgarge na policje . Aha i jeszcze druga rtzecz jezeli policja nie interweniuje .. napisz lub zadzwon do rzecznika praw czlowieka . I pomoga ci napewno w sumie jak sie pisze e-maila to dzwonia dopiero po paru dniach ale sie nie dziwie .Reaguja i chca naprawde pomoc .
Nie wiem czy zgłaszać sprawę na policję... To była moja wina. Nie mam żadnych dowodów...
Ja tez zostalam zgwalcona wlasciwie tez przez bylego... pare dni temu... nie mam zadnych dowodow i nie ide na policje bo nie uwierza mi... sama do niego poszlam niestety nie przewidzialam ze tak to sie skonczy... czuje sie okropnie moje zycie stracilo sens... ciagle mam to przed oczami.... boje sie wychodzic z domu.. cos okropnego.
KrUpCiA tak mi przykro. To straszne co cię spotkało i chyba gorsza jest tylko świadomość, że zaufałaś komuś, kto potraktował cię w taki sposób. Melisa ma rację: jeśli trochę ochłoniesz, powinnaś zgłosić sprawę na policję. Nie może mu to ujść bezkarnie. Ja nie zgłosiłam gwałtu na policji i trochę żałuję, bo minęło już trochę czasu od tego zdarzenia, a wciąż nie mogę się do końca pozbierać. Paraliżuje mnie sama świadomość tego, że mogę go gdzieś spotkać na ulicy...
Może zbierzesz się na odwagę i powiesz komuś o tym, co się stało, na przykład przyjaciółce albo mamie. One na pewno cię wesprą, pomogą się pozbierać. Może z ich wsparciem będzie ci łatwiej pójść na policję.
Dokładnie.. Zgłoś to koniecznie na policję. Nie możesz tego tak zostawić.
To nic, że to twój były. Zrobił ci krzywdę, to powinien za to odpowiedzieć. Powodzenia życzę. :*
MENSI3 ty też powinnaś zgłosić sprawę na policję. To naprawdę podłe, że faceci wykorzystują kobiety w taki sposób. Jest ci ciężko, ale nie możesz pozwolić na to, by skrzywdził jeszcze kogoś.
Ja tez byłąm zgwałcona i do tej pory dupek siedzi w pierdlu policja tez nie ragowała. Musisz isc na policje ale nie tam gdzie byłas tylko na rejonowa i to zgłosic od a do z bo inaczej jeszcze sie twojej siostrze sie cos stanie i tobie równiesz
Moja mama nie odzywa sie do mnie... ma humorki i trudno mi jej teraz o tym powiedziec zreszta obawiam sie ze nie zrozumie... Niestety nie mam oparcia w rodzicach;( Wie o tym moj obecny chlopak ktory stara sie mnie wspierac... nie potrafie o tym z nikim pogadac dlatego pisze do Was dziewczyny bo wiem, ze Wy napewno mnie zrozumiecie... Strasznie Wam wspolczuje bo chyba w Waszych przypadkach gwalt byl bardziej brutalny... Ja nie umiem sobie poradzic z mysla ze mnie dotykal:(:( zaczynam miec wstret do samej siebie... nie wiem jak to dalej bedzie ... Dzieki za wszystkie rady;*
Jakbym czytała własną historię... Krupcia nie możesz tego tak zostawić. Może z chłopakiem pójdziesz na policję?
Powinnaś iść do psychologa, bo dalsze zadręczanie się do niczego dobrego nie prowadzi. Będzie jeszcze gorzej...
witam,
mi w sylwestra przytrafila sie taka sytuacja.bylam z chlopakiem pol roku, potem zerwalismy,ale dalej utrzymywalismy kontakt i sie lubilismy.pomgalaismy sobie nawzajem i bylismy dla siebie jak przyjaciele.w koncu poprosil mnie o pomoc-pomoglam mu wyrwac sie z jego miejscowosci do wiekszej, znalezc prace, pozwolilam mu zamieszkac u siebie.czasem sypialismy razem,ale w koncu juz tego nie chcialam i postanowilismy,ze on sie wyprowadzi z mieszkania.nasze stosunki nadal byly dobre.dodam, ze oboje jestesmy dorosli,mamy po 25 lat.w sylwestra przyjechalam do znajomych,ale zgubilam sie od nich i wrocilam do domu,a tutaj byla impreza znajomych mojego bylego i jego.podrywal inna dziewczyne,ale widac nic nie wyszlo,bo poszedl spac do mojego pokoju.ja potem tez,bo myslalam,ze jest tak pijany,ze nic sie nie stanie.mylilam sie.zaczal sie dobierac,chociaz krzyczalam,zeby mnie zostawil i mowilam,ze juz poznalam kogos innego.tylko sapal,ze mi nie wierzy i ze tez tego chce.probowalam uciec z lozka,ale byl silniejszy i nie dalam raady,zaslonil mi usta.to nie trwalo dlugo,wiec myslalam,ze moze jednak dal za wygrana,ale rano zobaczylam,ze nie dal i skonczyl we mnie,chociaz prosilam,zeby tego nie robil i sie bronilam.rano przeprosil mnie za to,co sie stalo.bylam jeszcze w szoku i nie zareagowalam na to.juz sie wyprowadzil,ale dopiero po pewnym czasie dotarlo do mnie,co zrobil.nie zglosze sprawy na policje,nikomu nie chce mowi,cbo pewnie i tak wszyscy powiedza,ze pewnie sama przyszlam sie bzykac a teraz chce mu narobic problemow.ale czuje,ze zrobil mi wielka krzywda,chociaz moze rzeczywiscie tego nie chcial i sam nie rozumie,co tak naprawde zrobil.a ja nie moge sie pozbierac.brzydze sie soba, mam wrazenie,ze to moja wina i wiem,ze tak naprawde nic juz nie mozna zrobic.na policje nie pojde,bo wiem,ze on tego bardzo zaluje,a takiej rany w psychice i tak zadna skarga nie naprawi. czy ktos mi pomoze?
Do tych wszystkich co odsyłają na policję , jest to bardzo dobry pomysł i każda skrzywdzona osóbka powinna tak zrobić pod warunkiem, że działo by się to wszystko np. w Wielkiej Brytanii , Szwecji , Dani etc. gdzie z góry było by wiadomo, że zgłoszenie tego na pewno nam pomoże i będzie lepiej. Chyba jednak nie wszyscy mieli styczność z prawem, policją i funkcjonowaniem sądownictwa w naszym kraju ,,, nie mając jednoznacznych dowodów ani świadków nie ma co iść składać zeznać. Niestety bez dowodów nic nie pomoże złożenie takiego zawiadomienia a jedynie utrudni i skomplikuje jeszcze bardziej życie pokrzywdzonej osobie, doda stresu i zmartwień a chyba nie o to chodzi, by rzucać teraz kłody pod nogi takiej osobie tylko pomóc i wesprzeć czy może się mylę ??? Policja zapewni nam na pewno listy wzywające w celu uzupełnienia zeznań, potwierdzenia zeznań, odpowiedzenie na zeznania które złożył oskarżony bo przecież jego też wezwą aby przesłuchać ,, no to mamy już kilkakrotne stawianie się na komendę, listy za potwierdzeniem odbioru które z góry nie są przyjemne jak tylko ktoś podejrzy, że z policji np sąsiadka emerytka ( babcina widzi, że sąsiadka ma polecony z komendy i już z niej robi kryminalistkę i plotkuje z innymi sąsiadami - przykład z życia) a no i bym zapomniał skoro oskarżony musiał zeznawać to i musiał wiedzieć za jaki zarzut i w jakiej sprawie czyli niestety wie, że jego ofiara złożyła zeznania hmmm no i tu może już zrobić się niebezpiecznie ....
Moja osobista rada nie wiem czy pomoże : ale ważne byście zawsze miały przy sobie kogoś bliskiego, zaufanego, przyjaciel - przyjaciółka - ktoś z rodziny ktoś do kogo będzie można zadzwonić w środku nocy a on przyjedzie tylko po to by z Tobą posiedzieć parę minut bo miałaś koszmar. Będzie to osoba z którą będzie można rozmawiać o całej tej sytuacji i się wypłakać a wszystko zostanie między wami takie wsparcie bardzo pomoże - opowiedzenie o tym wszystkim komuś kto zrozumie zdejmie z was trochę ciężaru i będzie na pewno łatwiej absolutnie nie duście tego w sobie, fajnie że piszecie o tym na forum i szukacie pomocy ... tylko, że pisząc o tym wszystkim tu i czytając odpowiedzi i rady nie ulży wam tak bardzo jak rozmowa z np. przyjaciółką wiecie czemu?? Przyjaciółka was przytuli, będzie dzieliła z wami łzy, siedziała w milczeniu kiedy będziecie potrzebowały ciszy i odzywała się kiedy będziecie potrzebowały porozmawiać po prostu da wam ciepło którego nie poczujemy czytając posty. Choćby w poście nie wiem jak wiele było słów mówiących o współczuciu smutku bólu i radości to będą to dalej tylko słowa bo nawet tysiące słów nie wyrażą uczuć i emocji których czasem nawet nie da się opisać ,, więc będę się upierał przy tym abyście miały taką bliską osobę.
Kiedy już choć troszkę się polepszy należało by poczynić jeszcze jeden krok.
Jeśli sprawca jest wolny a życie zmusza was do tego, że widujecie go na ulicy, osiedlu, szkole bojąc się za każdym razem kiedy go mijacie a on pewny siebie patrzy na was bez wzruszenia to czas zniszczyć jego pewność siebie aby to on się bał a nie wy.
Jego pewność siebie bierze się z tego, że on doskonale wie, iż wszystko dusisz w sobie, że nikomu nie powiedziałaś, nie boi się też policja bo skoro jeszcze jej nie było to wie, że tego nie zgłosiłaś więc nie czuje on żadnego zagrożenia a wystarczy jedna mała rzecz aby to on się bał, aby każdego dnia zastanawiał się czy aby dziś nie odpowie za to co zrobił ....
Jeśli już mamy tą przyjaciółkę poprośmy ją o jedną rzecz aby powiedziała przy okazji sprawcy, że o wszystkim wie i aby teraz on się bał ... może wydawać się to banalne i śmieszne ale naprawdę działa i wywołuje pożądane skutki. Sprawca natychmiastowo traci pewność siebie, ciągle zastanawia się kto jeszcze może wiedzieć zaczyna bać się tego czy jednak nie zostanie oskarżony jednocześnie nie zrobi wam nic bo będzie się bał. Sprawca ma już świadomość, że ktoś wie i jeśli cokolwiek by zrobił to może to wszystko wyjść na jaw i mu zaszkodzić. Często po takim zagraniu zdarza się, że sprawca sam unika wszelkiego kontaktu z pokrzywdzoną chcąc być jak najszybciej zapomniany bo wtedy czuje się on bezpiecznie. No i od tej chwili już jego codzienny strach o swoją przysłowiową "dupę" będzie jednocześnie swego rodzaju karą bo psychicznie będzie go to męczyło - może i mała ta kara ale zawsze to coś. Osobiście jestem za kastrowaniem takich osobników.
Dla tych którzy niestety nie szczęśliwie znaleźli by się w sytuacji gdzie mężczyzna chce na siłę coś osiągnąć a nasz krzyk już nie pomaga i już wiecie, że nie macie szans i zaraz zostaniecie zgwałcone można spróbować zrobić dobrą minę do złej gry : udajemy, że jest dobrze i że jednak chcemy ale trzeba to naprawdę dobrze zagrać by facet uwierzył i dał się najpierw namówić na sex francuski jeśli się uda to dobrze już jesteście bezpieczne
gorzej dla niego jak nagle dostaniecie szczękościsku trochę drastyczne ale lepsze jego cierpienie niż wasze Dziewczyny .
Hmmmm ja jestem tylko facetem więc mogą być tu błędy w moim rozumowaniu i myśleniu ale staram się jak najbardziej was zrozumieć i pomóc. Próbowałem sobie wyobrazić co ja bym zrobił w takiej sytuacji gdybym był jedną z was i stąd przyszedł mi do głowy pomysł z miłością francuską , że ja bym tak po prostu zrobił.
Wstyd mi wiedząc, że są tacy mężczyźni ... choć dla mnie to zwykły śmieć a nie mężczyzna niestety tej samej płci co ja ...
a i przede wszystkim jeśli coś takiego się zdarzy to nigdy, przenigdy co by się nie działo nie myślcie ani nie pozwólcie sobie wmówić, że to wasza wina. Nigdy nie myślcie, że to wy sprowokowałyście etc. po prostu NIGDY , musicie sobie uświadomić, że w przypadku gwałtu przez mężczyznę jest to zawsze w pełni jego wina i nie można go w żaden sposób usprawiedliwiać. Jest to w pewnym stopniu pierwotny instynkt ale nie żyjemy w epoce kamienia łupanego tylko w cywilizowany świecie gdzie nad swoimi instynktami i potrzebami trzeba panować ...
Życie samo go ukarze i zrobi to sprawiedliwie ....
CzarnaPerła masz ciekawe rozumowanie. Jeśli kobieta zostanie zaatakowana, to chyba ostatnią rzeczą o jakiej myśli jest uleganie napastnikowi. Czasami instynkt samozachowawczy jest silniejszy. Choć pomysł z miłością francuską jest dość oryginalny, bo wtedy kobieta ma większe szanse na ucieczkę. Nie mniej jednak dość obrzydliwy...
Większość kobiet i tak nie zgłasza tego na policję, bo czasami wstyd jest większy. I obawa przed zbyt długim postępowaniem, albo przed tym, że można spotkać swojego oprawcę.
Też go czasem spotykam i za każdym razem paraliżuje mnie strach... Czasami też żałuję, że tego nie zgłosiłam. Ale teraz nie mam dowodów. Nie chcę opowiadać o tym co się stało, bo to naprawdę nie jest łatwe.
Monia, mój błąd nie napisałem dokładnie, pomysł z miłością francuską kierowałem bardziej do tych przypadków gdzie robił to były partner czy chłopak gdzie ich znamy i łatwiej jest zapanować choć trochę nam nad emocjami które towarzyszą temu wszystkiemu. Natomiast masz rację jeśli zostanie zaatakowana, kiedy niczego się nie spodziewa gdzie jest w szoku to mój pomysł na pewno nie pomoże bo włącza się instynkt przetrwania i ciężko wtedy o trzeźwe myślenie i analizowanie sytuacji.
Pomysł może i obrzydliwy nawet drastyczny ale jeżeli tylko mógłby w jakikolwiek pomóc i uchronić przed gwałtem to jaki by nie był ważne , że pomoże. Tak jak już mówiłem ciężko mi postawić się w waszej sytuacji - jestem tylko mężczyzną
Co do rozumienia to jest tak, że nie poddaje się rozumowaniu i myśleniu jakiego nas uczą a wręcz programują od urodzenia : media, politycy, czy ludzie przy władzy ...(temat rzeka ale nie w tym wątku , niestety wszyscy żyją i myślą tak jak zostało im to narzucone przez system nie będąc nawet o tym świadomym)
Pozdrawiam
Wiesz, mnie też skrzywdził mój były chłopak, a jednak nie wpadłam na to, żeby tak to rozegrać. Może wszystko potoczyłoby się inaczej. Ale jakoś na to nie wpadłam. Może dlatego, że znaliśmy się dość krótko i nasze relacje nie były tak daleko posunięte.
Nio rozumiem Cię, może to ja po prostu nie do końca jestem w stanie przekazać to co mam na myśli ,, więc poprawię to, tak mój pomysł nie jest złotym środkiem który wybroni wszystkie kobiety z tej sytuacji i zmieni świat na lepsze, nie można tego przypisywać do każdej jednej sytuacji . Jest to tylko jakiś pomysł, ale napisany tutaj aby pokazać, że można próbować właśnie tego typu obrony. Niby banalna myśl ale nie każdy musi na nią wpaść sam albo kiedy będzie potrzebował ,, takich pomysłów może być setki a może kiedyś któryś się przyda ... może za parę lat ktoś kto dziś czytając ten artykuł stanie w niebezpiecznej sytuacji i zamiast spanikować i i przegrać przypomni sobie właśnie taki niby mało znaczący pomysł który kiedyś przeczytał i go to uratuję . Nie mówię, że tak będzie może nigdy nikt tego nie wykorzysta , może nikomu to nie pomoże ale jeśli jest choć promyk szans, że może to komuś kiedyś pomóc to co lepiej żebym zabrał to ze sobą do grobu czy podzielił się tym z innymi ... ???
Ale nie wściekaj się. Może faktycznie jakaś kobieta kiedyś wykorzysta ten "pomysł" i to uratuje ją przed dalszymi konsekwencjami...
53 2011-04-08 11:29:47 Ostatnio edytowany przez CzarnaPerla (2011-04-08 11:30:13)
Monia , nie wściekam się jestem nad wyraz spokojną osobą, może błędnie zareagowałem ale poczułem się atakowany a chciałem pomóc ![]()
Hej dziewczynki jak się trzymacie ?? mam nadzieje , że dajecie rade na pewno nie jest łatwo ale musicie być silne ,, mimo, że blizna gdzieś tam pozostanie to jednak czas najlepiej goj rany, i choć teraz może być ciężko to z czasem na pewno będzie lżej tylko musicie wytrzymać ten początek i na pewno będzie dobrze.
Jestem aktywny praktycznie 24h/7dni w tygodniu z małymi wyjątkami ale jeśli ktoś potrzebowałby pogadać nawet o głupotach bo poprawi mu to humor to napewno potowarzyszę
gg : 35104267
Monia , nie wściekam się jestem nad wyraz spokojną osobą, może błędnie zareagowałem ale poczułem się atakowany a chciałem pomóc
Ale ja cię wcale nie atakowałam, tylko przedstawiałam swój punkt widzenia ![]()
56 2011-04-19 02:52:47 Ostatnio edytowany przez Bożena (2011-04-20 21:59:46)
Czytałam,że jeśli chłopak gwałci wielokrotnie dziewczynę to jest szmata,bo nie odeszła od niego. A ją właśnie mam tak,że chłopak zaczął mnie zmuszać do seksu jak miałam 16 lat. Często brał siłą. Bił. Kopał. Dusił. Kochałam go bardzo. Wybaczał. Przepraszał. Gdy tylko krzyczałam,że za to co mi robi koniec z nami bił i robił mi to aż zgodzę się wrócić. Wsadzał mi tam zapalniczke. Boże. Tak bardzo się bałam,że stanie mi się krzywda. Zaszłan w ciążę. Nikomu nie mówiłam co mi robi. Wydawało mi się,że się zmieni. Nie mogłam odejść od niego,bo miałam z nim dziecko. Mój ojciec nie potrafił nawet zareagować,gdy mu powiedziałam co mi Krystian robił. Mówił,że histeryzuje jak matka,która od nas odeszła. Nie miałam wyjścia i musiałam z nim zamieszkać by pomagał przy dziecku. A on gwałcil mnie w ciąży. Bił. Dusił. Kazał mówić i robić rzeczy,których nie chciałam. Nie umiałam się już uwolnić od niego. Gdy bił trzymałam zawsze rękę na brzuchu i sprawdzałam czy Oskar kopie. Płakałam i prosiłam go wiele razy. Aż przestałam już się bronić przed tym. Mniej bolało. Nie bił chociaż. I mieszkań z nim do czasu aż u mnie w domu zrobią remont. Nie stać mnie wynajmować czy mieszkać u kogoś. Nikt nas nie przyjmie. A mam 7 miesięczne dziecko. Gwałcil za karę. Podczas kłótni. Sama sobie jestem winna. Nie potrafiłbn siedzieć cicho. Mówiłam mu kim jest i co mi robi. I wczoraj w nocy chciał seksu mimo,że mam chłopaka i wie o tym. Mówiłam,że niechce. Niby dla zabawy rozebrał mnie i uciszal. Potem zgwałcił. Trzymał i dusił mnie swoim ciałem. Nie mogłam się nawet podnieść. Po wszystkim przeprosił i ...gdy położyłam się zamykając oczy i udając,że śpię wlazl do łóżka i znowu mi to zrobił. Ktoś z forum pisał,że skoro z nim jestem to sama tego chce. Nikt nie pomyślał,że każda osoba nie zawsze może się uwolnić. Mój ojciec nie zareagował,gdy mu powiedziałam jak mnie bił. Tak samo ojciec krystiana. Mówił,że lekko złapać i singal. A ją miałam je na całym ciele. Guzy na głowie. Chyba jestem wulgaryzm skoro pozwalam mu mi to robić. Bałam się odejść. Mieszkając z nim dla dobra dziecka źle traktował mnie w ciąży. Przystawiał nóż. Wbijał mi ostrze w plecy. Rysował mi nim po nich i piersiach. Kopał. Dusił. Bił. Przywiązywał sznurkiem lub paskiem ręce. Bałam się. I to bardzo. Zawsze zły mnie wykorzystywał. Czy że mną jest coś nie tak skoro uznaje to za rzecz normalną? Czy naprawdę to moja wina,że mi to robił? Ją po prostu byłam bita i gwalcona właśnie za to,że chce odejść lub,że niechce się oddać. On mógł w każdej chwili przyjechać do mnie i robił mi krzywdę w pokoju gdzie spali moi bracia. W nocy gdy mnie bił i gwałcil urodziłam dziecko. Pamiętam jak leżał na mnie bił w głowę i szarpał za włosy. Pamiętam jak bolał mnie brzuch i uda. Jak mi się telepaly nogi. Chora miłość bo go kochałam i nie miałam jak odejść. Bił mnie tak mocno i długo aż zgadzałam się wrócić. I gwałcil,gdy chciałam odejść. Myślałam,że zapomnę. Że się zmienił. A on tłumaczył się,że mu się chciało. Nie całe 3 tygodnie po porodzie naturalnym kazał mi się z nim kochać. Bił. Zawsze mnie odwracal na brzuch i dusił cielskiem. Rana po porodzie bardzo mnie bolała. A on pchal i pcha z całej siły bo wie jak bardzo to boli. Czy jestem kurwa bo nie umiem się bronić i muszę mieszkać z nim bo nie mam innego wyjścia. U mnie w domu nie ma warunków dla dziecka. Nie ma bierzacej wody itp tylko tu mam lepiej niż u siebie. Z kolei płace za to. Czuje się jak szmata. Bo mieszkań z tym co robi mi krzywdę. Ale nie mam gdzie się podziać z dzieckiem i to jego. Mieszkań do czasu aż zrobią u mnie remont. Dach. Ściany itp Czuje się jak wulgaryzm bo sama mu pozwalałam mnie wykorzystywać. Ale jego nie obchodziło czy chce. Bił. Dusił paskiem i dopuszka. Łapał za szyję i podnosił. Wiele razy się dusilan. Stałam się wulgaryzm przez sama siebie. Często delikatnie dotykam ramienia lub policzka. Nie wiem czemu sama sobie tak robię. Ale kocham moje dziecko. Przy synu jestem szczęśliwa
To wszystko moja wina. Prosiłam się o to. Pamiętam sceny jak leżał na mnie i go bilan w twarz i pamiętam te pięści,gdy bił po głowie. Czasami nie wiedziałam przez chwilę co się dzieje. Kazał mi klęczec i bił z pięści w głowie pytając się kto jest panem. Nie odp. I bił. Dostawalam z kołamka. Przed ciążą bił z pięści w brzuch. Wszystko całe ciało było w siniakach. Raz gwałcil tak,że bił z pięści w to miejsce i pchal. Cieszyło go gdy mnie bolało. Groziłam mu że powiem. Że odejdę. Że nigdy nie zobaczy mnie i dziecka-że go posądze. I bił i robił mi to. Zabolalo mnie że gdy powiedziałam to jego i mojemu ojcu mój na to nic. Milczał. A jego pijak który sam bije żonę bronił go. Krystian nazywal mnie idiotka itp. Nie mogę przestać myśleć o tym jak podczas tego co mi robił włożył mi tam zapalniczke. Myślałam wtedy o tym,że tam zostanie. A on wsadził mi ją i kochał się potem że mną. Miałam obrzydzenie do siebie. Czasami sama siebie przytulam lub dotykam po buzi. Albo glaszcze po głowie. Nie wiem co się dzieje że mną
58 2011-04-20 20:22:40 Ostatnio edytowany przez Bożena (2011-04-20 21:53:51)
Droga Różo!
Czytając Twój posty popłakałam się. Dlaczego się jemu nie sprzeciwisz?
Są specjalne domy do samotnych matek..
Nie pozwól żeby on cie bił.. jeśli by Cię kochał zmienił by się. on jest katem! nie pozwól na to żeby twoje dziecko to widziało.. nie jesteś wulgaryzm. Wiem doskonale jak się go boisz, ale nie pozwól na to żeby on ciebie katował i się znęcał.. To co on tobie robił i zapewne robi jest karalne !! Nie pozwól na to żeby doszło do tego żeby uderzył twojego synka! Twój syn wychowując w takim domu jest narażony ze będzie się zachowywał jak własny ojciec bo będzie myślał ze to jest prawidłowe. Wiem co pisze. Życie mnie doskonale doświadczyło. Sama wychowywałam się w domu gdzie bito moja mamę. Gdzie ojciec ja dusił i nikt o tym nie wiedział.. Dopiero gdy po 18 latach rodzina się cala dowiedziała zmienił się.. ale to nie jest temat o tym. Wiec Droga Różo zgłoś to na policje i ucieknij do jakiegoś domu opieki samotnych matek... Nie chce aby tobie stała się krzywda a zarazem twojemu synkowi.,.. Czekam na twoja odpowiedz..
Rozumiem emocje, ale jako moderator muszę pilnować przestrzegania regulaminu. Na forum nie używamy wulgaryzmów. Moderatorka Bożena
POST PRZENIESIONY
zdarzył mi się już po raz drugi.i nie wiem jak mam z tym dalej żyć.Pokłóciłam się wczoraj wieczorem z mężem i wyszłam z domu.chodziłam błąkałam się jakiś czas po mieście.A potem doszłam do przystanku autobusowego gdzie było ciemno.podjechał gosciu autem otworzył drzwi pasażera i zapytał się o drogę podeszłam do auta on mnie wciągnął do środka i odjechał z piskiem opon.ujechaliśmy spory kawałek i się zatrzymał w bocznej uliczce dookoła były same pola.dobrał się do mnie sciągając mi getry i wszedł na mnie na fotelu pasażera odwracając mnie plecami do okna bocznego.Był to okropny ból .potem mnie przywiózł na miejsce i myślałam że da mi spokój i mnie wypuścił ale się myliłam.pojechał dalej teraz również stanął w bocznej uliczce.tym razem zmusił mnie do zrobienia mu tego ustami broniłam się ale przytrzymał mi głowę i włożył mi go do ust tak długo mi to robil że spóścił mi się w usta to było okropne.gdy mnie wypu.ścił błąkałam się jakiś czas po mieście będąc w szoku.dotarłam do domu po 2 w nocy.była tam policja bo mąż zaniepokojony zadzwonił po nich.szukali podobno po mieście ale mnie nie znależli.zabrali mnie na komisariat długo im opowiadałam co się stało.policjantka powiedziała że udaje i wsystko to zmyśliła.pojechaliśmy do szpitala na badania.lekarz oznajmił po zbadaniu mnie że to nie był gwałt że ja mu się dałam.naprawdę to już szczyt wredności.pomóżcie co ja mam robić bo podobnież nie znależli spermy sprawcy we mnie.
To było prawie dwa lata temu... Mój "chłopak" zaprosił mnie do siebie. Nie widziałam w tym nic złego, w końcu często do siebie jeździliśmy. Siedzieliśmy u niego w pokoju, gadaliśmy, przytulaliśmy się. Zaczął mnie dotykać, mówiłam żeby przestał. Przestał. Przeprosił... Znów gadaliśmy. Nagle podszedł do mnie, zaczął całować, dotykać...rozbierać...zrobił "to". Chciałam żeby przestał. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Byłam w szoku. Chciałam krzyczeć, a on tylko głupkowato się uśmiechał...Znienawidziłam go z całych sił.
Później jakby nigdy nic odwiózł mnie do domu. Od razu poszłam do łazienki. Brałam prysznic chyba przez godzinę. I płakałam... Cały czas płakałam... Dobrze że nie było nikogo w domu. Całą noc nie mogłam zasnąć... Myślałam o tym co się stało, o tym, że nie powinnam do niego jechać, że go sprowokowałam, że to moja wina... Do dziś udaję że nic się nie stało, że nadal jestem tą radosną osobą, że sama sobie ze wszystkim radzę... Ale ja wcale sobie z tym nie radzę;(. Nikomu o tym nie mówiłam.Cały czas tłumię w sobie poczucie winy i obrzydzenie... Nienawidzę gdy ktoś mnie dotyka, nawet przez przypadek. Ostatnio poznałam miłego faceta. Fajnie nam się rozmawia, mamy ze sobą wiele wspólnego. Ale gdy chciał mnie pocałować, albo wziąć za rękę, odepchnęłam go. Nie chcę żeby ktokolwiek mnie dotykał... Wiem że go skrzywdziłam, w końcu nie jest niczemu winien i o niczym nie wie. Nikt nie wie...
Musiałam to z siebie wyrzucić. Dlatego właśnie piszę o tym na forum...
Proszę, pomóżcie mi...
I właśnie to zrobiłaś.
WYRZUCIŁAŚ Z SIEBIE TO COŚ!
Przykro mi ...
Poważnie, smutna sprawa
ALE NIE PODDAWAJ SIĘ moNniaaaa ![]()
Proszę.
Młodzi ludzie nie są mędrcami ![]()
Pozdrawiam Cię, A.
w styczniu tego roku zostalam zgwalcona i uderzona w glowe taka rurka owinieta lancuchem minelo juz 7mcy a on dalej mnie nachodzi grozi wymusza pieniadze odemnie a od paru dni zauwazylam ze on lazi za moja mlodsza siostra policja nie reaguje a ja sie coraz bardziej boje moja mlodsza siotra tez bo gdzie nie wyjdzie to on za nia lazi
((( pod domem i po ulicy kreca sie jego koledzy tez co zaczepiaja male dzieci jestem juz wykonczona psychicznie fizycznie
(((mam dosc
Jeśli masz kogoś w rodzinie czy znajomych z pod ciemnej gwiazdy - natychmiast opowiedz wszystko wiem że ciężko ale zrób to. Musi być to osoba zaufana.
Policja tak szybko CI nie pomoże.
Jeśli nie - UDAJ SIĘ DO NAJWIĘKSZEGO W POBLIŻU MIASTA. Następnie NA POLICJĘ, zgłoś co nastąpiło - następnie w najbliższej stacji radiowej, i telewizyjnej - NAGŁOŚNIJ NIE BÓJ SIĘ. WTEDY POLICJA RUSZY DUPĘ. Przepraszam za wulgaryzm.
Pozdrawiam Cię, A.
62 2011-05-28 15:14:16 Ostatnio edytowany przez Fumiko (2011-05-29 10:48:43)
Różaaa nie pozwól aby ten debil Cie kiedy kolwiek jeszcze dotknął,weź dziecko i uciekaj gdzie się da,do rodziny,do domu samotnej matki.Na pewno gdzieś znajdziesz wsparcie,zrób to dla siebie i dla dziecka.A on powinien za wszystko odpowiedzieć,to zwierze a nie człowiek.
Różaaa jeszcze trochę i przystawi nóż do gardła dziecka w ten sposób zmuszając Cię do sexu.
Wolałabym iść do opieki społecznej, opowiedzieć wszystko, zamieszkać w domu samotnej matki niż narażać swoje i dziecka życie.
A najchętniej przyszłabym dała ci porządnego klapsa w dupsko i zabrała Cie od niego.
moNniaaaa napisał/a:To było prawie dwa lata temu... Mój "chłopak" zaprosił mnie do siebie. Nie widziałam w tym nic złego, w końcu często do siebie jeździliśmy. Siedzieliśmy u niego w pokoju, gadaliśmy, przytulaliśmy się. Zaczął mnie dotykać, mówiłam żeby przestał. Przestał. Przeprosił... Znów gadaliśmy. Nagle podszedł do mnie, zaczął całować, dotykać...rozbierać...zrobił "to". Chciałam żeby przestał. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Byłam w szoku. Chciałam krzyczeć, a on tylko głupkowato się uśmiechał...Znienawidziłam go z całych sił.
Później jakby nigdy nic odwiózł mnie do domu. Od razu poszłam do łazienki. Brałam prysznic chyba przez godzinę. I płakałam... Cały czas płakałam... Dobrze że nie było nikogo w domu. Całą noc nie mogłam zasnąć... Myślałam o tym co się stało, o tym, że nie powinnam do niego jechać, że go sprowokowałam, że to moja wina... Do dziś udaję że nic się nie stało, że nadal jestem tą radosną osobą, że sama sobie ze wszystkim radzę... Ale ja wcale sobie z tym nie radzę;(. Nikomu o tym nie mówiłam.Cały czas tłumię w sobie poczucie winy i obrzydzenie... Nienawidzę gdy ktoś mnie dotyka, nawet przez przypadek. Ostatnio poznałam miłego faceta. Fajnie nam się rozmawia, mamy ze sobą wiele wspólnego. Ale gdy chciał mnie pocałować, albo wziąć za rękę, odepchnęłam go. Nie chcę żeby ktokolwiek mnie dotykał... Wiem że go skrzywdziłam, w końcu nie jest niczemu winien i o niczym nie wie. Nikt nie wie...
Musiałam to z siebie wyrzucić. Dlatego właśnie piszę o tym na forum...
Proszę, pomóżcie mi...
I właśnie to zrobiłaś.
WYRZUCIŁAŚ Z SIEBIE TO COŚ!Przykro mi ...
Poważnie, smutna sprawaALE NIE PODDAWAJ SIĘ moNniaaaa
Proszę.Młodzi ludzie nie są mędrcami
Pozdrawiam Cię, A.
Nie poddaje się. Choć nieraz jest naprawdę ciężko i ręce mi opadają
.
Staram się walczyć z tym wszystkim jak tylko mogę. Dobrze, że nie jestem w tej "walce" osamotniona.
Dzięki za wsparcie...
powiedziałaś co Ci leży na serduchu! super, to juz plus i początek nowej przemiany.
to nie Twoja wina, że on okazał się zakłamanym bydlakiem.
to nie jest Twoja wina. warto rozmawiać, poszukaj może pomocy u specjalisty.
trzymam za Ciebie kciuki!!!