Witajcie drogie Panie!
Dłuuugi czas zbierałam sie do napisania na jakimkolwiek forum. Nie wiem od czego zaczac, ale postaram się w skrócie by nie wywalić tu ogromnego elaboratu...
Otóż mam ogromny problem z samoocena i z "głosami" w mojej głowie. Staja się one coraz uciązliwsze i coraz częstsze. Co to za głosy ? To mój wewnętrzny krytyk, który krytykuje każdy mój czyn negatywnie. Przykładowo :
Mój mąż dotyka mojego biustu i mówi "Mmm jaki wspaniały !" , a ja myśle " Chyba sflaczały"
Mąż chce iść do teatru a ja nie mam ochoty i mówię mu o tym, że wolałabym posiedziec w domu z nim, a on "Szkoda, że nie pójdziemy, ale ok. Zostańmy w domku" , a ten mój głos komentuje
"No tak z pewnością bedziesz się ze mną nudził i wolałbys uciec z domu".
Takich przykładów mogłabym wymieniac tysiące.
Nawet podczas seksu sama siebie krytykuje. I zauwazyłam,że każde zbliżenie nie traktuje jak spełnienia erotycznego i namietnosci tylko wciąz mam ochotę na "seks", ale podświadomie czuje, że nie chodzi o sam akt, ale o czułośc i jakby nadzieje na to, że poczuje się atrakcyjna...
naturalnie czuje się jeszcze gorzej bo krytykuje się w trakcie zbliżenia. Jak ?
"On mnie tam nie całuje, bo się brzydzi, on mnie nie całuje tutaj bo sie brzydzi, ale mam duzy brzuch, na pewno nie dojdzie jak będzie patrzył na mój brzuch"...
Aczkolwiek akceptuje swój wyglad- o dziwo. Na codzień nie mam zastrzeżeń. Najbardziej przeszkadza mi mój charakter i to, że wciaz czuje sie beznadziejna zoną, kochanką itd...
Powiedzcie mi czy ja już całkiem zwariowałam czy coś da się z tym zrobić ???
bardzo prosze o poradę. I boje się chyba najbardziej słów krytyki, które mogę otrzymać.
Mam nadzieje że napisałam wszystko w sposób zrozumiały, bop mam wrażenie, że wprowadziłam tu jakis chaos.