Witajcie,
Jestem z moim facetem już od 3 lat. Jest to związek na odległość Katowice-Warszawa. Na początku przyjeżdżał do mnie raz na 2 tyg na weekend ja niestety rzadko do niego jeździłam z powodu pracy i szkoły zaocznie. Trwało to jakieś ponad 1,5 roku. Przekonał mnie do pisania matury więc zamieszkałam z nim ucząc się do niej, chodząc na korepetycje i szkoły przygotowujące. Mieszkałam wtedy z nim i jego rodzicami w domu którzy naprawdę są wspaniali i myślę że mnie lubią. Podczas przeprowadzki wzięłam ze sobą wiadomo, ubrania i trochę prywatnych rzeczy oraz kota. Jednak tu zaczął się problem, znalazłam wcześniej u siebie w mieście kota z zaawansowanym kocim katarem i wygłodzonym ( już dawno zdrowy) którego oni przygarnęli a potem jak przyjechałam ze swoją kotką, spodziewałam się że będą na początku spięcia. Jednak mimo iz moja kicia jest ugodowa to tamten ciągle darł z nią koty i po prostu nie dało się przez co żyła w strasie, przez co często wymiotowała. Po maturze od razu zawiozłam ją do domu i powiedziałam nigdy więcej nie narażę ją na stresy w postaci tamtego kocura. I tak jeździłam pomiędzy jego miastem a swoim. Wakacje spędziłam z nim. W wrześniu wróciłam tutaj i znalazłam prace dorywczą do grudnia. Mój oczywiście nie był zadowolony z takiego obrotu. Święta spędziłam z jego rodziną a po świętach znowu wróciłam. Ok, teraz mój główny problem, On chcę żebyśmy mieszkali razem, odpada dla mnie mieszkanie z rodzicami bo nie czuje się tam dobrze głównie dlatego że brakuje mi tam przestrzeni i prywatności. Mieszkanie jest duże ale dość zagracone. Uwielbiam słuchać w miarę głośno muzykę, tańczyć różne wygibasy w pokoju, Jeżdżę na rowerze stacjonarnym przed komputerem oglądając seriale, rożne ćwiczenia Chodakowska i te sprawy... Gram na pianienie ( Charowałam by na nie zarobić ponad pół roku, wiecznie oszczędzając) i czasem na skrzypcach. I to właśnie mój problem największy uwielbiam te wszystkie rzeczy które mogę robić tu u siebie bez przejmowania się że mogę przeszkadzać, bo moim rodzicom to nie przeszkadza i przywykli do tego wychodzę zalana potem czy też fałszuje na instrumentach ćwicząc nowy utwór i mam tu mojego kota którego strasznie kocham i nie lubię się z nim rozstawać. Nie umiem i nie chcę się od tych wszystkich rzeczy oddzielać bo to cześć mnie. Mieszkając u niego przez czas nauki do matury był dla mnie mega. Nie mogłam robić nic co sprawiało mi przyjemność. Ćwiczenia nie bo nie ma miejsca, muzyka nie bo głośno i nie chciałam przeszkadzać a jego ojciec pracuje w domu i mam go za ścianą jego pokoju więc wiadomo nie będę przeszkadzać, pianina nie wezmę,skrzypce tak samo bo są głośne. Taniec znów kłania się brak miejsca. Ostatnio zaczął naciskać na wynajem i to znowu mi nie pasuje ale tu już chodzi tylko koszty. On studiuje dziennie i to dość trudny kierunek zostały mu 3 semestry i koniec. Mogę pracować owszem, ale zarobię tylko na wynajem z mediami a za co żyć? Mam zbyt bardzo realne podejście niż on i to nieraz komplikuje wszystko. Mówi że rodzice jego pomogą, ale ja nie chcę żyć w połowie na koszt innych. Chcę żebyśmy jeszcze poczekali aż skończy te studia 1,5 roku i znajdzie pracę jednak on nie chce się zgodzić