Czesc. Czuje ze musze sie wyspowiadac z calego mojego zycia, ale nie mam komu..
Jestem w zwiazku od 8 lat od pol roku zareczona. Jest miedzy nami 10at roznicy wieku. Moje zycie nie bylo nigdy uslane rozami i wlasciwie wszystko co mam zawdzieczam jemu.
Nasz zwiazek byl toksyczny. On wiecznie chorobliwie zazdrosny a ja czulam ze sie cisne ze nie moge zrobic kroku. Bylam mloda glupia i nie sadzilam ze bedziemy razem juz zawsze, kiedy jego zazdrosc ustapila a ja poczulam zew wolnosci zaczeło sie szalenstwo mlodosci. Wlasciwie tak dlugo zwlekalismy z jakimkolwiek krokiem, a to nie ma pieniedzy nie ma warunkow nie ma jak itd. że przez dluzszy czas ten zwiazek byl bo byl i tyle. Ja wlasciwie ciagle szukalam sobie jakiejs furtki. Szukalam kogos zeby odejsc. Jednak moj zwiazek trwal tak dlugo ze wszystkich poznanych facetow z gory porownywalam do niego i kazdy przegrywal na starcie. Jednakże zdarzylo mi sie zdradzic kilka razy. Klamalam zdradzalam swietnie sie bawilam hulaj dusza piekla niema. Ale nadszedl ten czas kiedy otrzezwialam i spojrzalam na swoje zycie z boku. Zobaczylam ze calym moim zyciem byl on i nie wyobrazam sobie ze mogloby byc inaczej. Postanowilam wszystko zataic zapomniec i byc idealna narzeczona wynagrodzic mu wszystko i pokazac ze go kocham. Zaluje straconych lat. On zawsze przy mnie byl a ja nigdy na to nie patrzylam. Zmienilam sie o 180stopni. Wiem ze gdyby dowiedzial sie o tym zniszczyloby mu to zycie a ja nie chce niszczyc mu zycia. Wiem ze to ze bylam mloda nie usprawiedliwia mnie. Chcialabym cofnac czas ale nie da sie co moge zrobic? jedynie byc lepsza... Nie zdradzam od 3 lat. (on byl moim pierwszym partnerem)
Jakis miesiac temu dowiedzialam sie ze w pewnym towarzystwie kraza o mnie plotki z czego ponad polowa jest nieprawda. Boje sie ze gdzies kiedys cos ktos powie i zacznie sie sprawdzanie pytanie i rozgrzebywanie. Jak wtedy wybrne z tego skoro nie wszystko jest prawda. Chce zaplanowac nasze zycie, dziecko ale boje sie ze za kilka lat wszystko szlag trafi.
Co mam zrobic? Chcialam nawet odejsc wymyslec jakis powod ktory by go nie zalamal az tak jak to ze prowadzilam podwojne zycie... Ale po 8latach nie da sie wymyslic zadnego sensownego powodu na odejscie. Dostaje paranoji.. Boje sie gdy wychodzi do pracy. Nie spie nie jem jak nalezy juz od miesiaca. Nie ufam nawet przyjaciołom, nie moge nikomu o tym powiedziec. Jedynie siostra wie i mowi ze za bardzo sie przejmuje. Ze Ci ludzie, ktorzy costam o mnie plotkuja maja swoje życie i nikt nikomu nie bedzie sie ladowal z butami a i tak kazdy wie ze nigdy nie byli wiarygodni. Boje sie chce go ochronic... Chce zeby mial zycie jak z bajki wszystko zrobie zeby byl szczesliwy jest mi wstyd ze moglam az tak zagubic sie w zyciu.