netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...

17 odpowiedzi4 711 wyświetleńzałożony przez Niebieskooki29, 03.02.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

1

Temat: Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...

Witajcie

Czuję się jakbym dostał rykoszetem z własnej broni.

Mam obecnie 29 lat, 3 miesiące i będzie 30.

Ale od początku...

Poznaliśmy się  pod koniec grudnia 2008. W tamtym czasie spotykałem się z różnymi dziewczynami i ona miała być po prostu jedną z nich. Mieliśmy dobrze się razem bawić bez większych zobowiązań z obu stron. Ona wiedziała, że spotykam się z innymi, ja wiedziałem, że ona także spotyka się z facetami.

Z biegiem czasu zaczęło robić się coraz poważniej. Spędzaliśmy ze sobą więcej czasu, poznałem jej rodziców, często mnie odwiedzała, zostawała do późna, robiliśmy razem bardzo dużo. Trwało to około półtora roku aż w końcu postanowiliśmy być naprawdę razem. Stworzyć związek. Nie byłem tego pewien, ale dałem się przekonać. Postanowiłem zerwać z dotychczasowym życiem, spotkaniami z innymi dziewczynami, podrywaniem itp. Postanowiłem być wierny i mieć jedną dziewczynę. Tak też się stało. Ona zakochana po uszy, mi słowo ?kocham? nie przechodziło przez gardło.

Nie czułem tego, że ją naprawdę kocham. Nie wiem jak nazwać to uczucie, którym ją darzyłem przez ten cały czas. Przywiązanie? Potrzeba adoracji mojej osoby? Byłem z nią mimo, że nie potrafiłem powiedzieć jej, że ją kocham. Ona mówiła mi to prawie codziennie potrafiąc zaakceptować to, że ja jestem taki nieczuły. Mimo to trwaliśmy razem. Tworzyliśmy coraz to nowe wspomnienia. Wspólne wyjazdy, sylwester 400km od domu spędzony na molo w Kołobrzegu, wyjazdy na wielkie stadionowe koncerty legend muzyki, eksperymenty w łóżku, nie wiem czego razem nie robiliśmy... przeżytych chwil przybywało, a chwile te były utrwalone na zdjęciach, setkach zdjęć.

Ona była bardzo nieśmiałą osobą. Niska samoocena, mała pewność siebie. Udało mi się trochę podbudować jej wartość, zmienić w atrakcyjną kobietę, ale nie na tyle ile chciałem. Zawsze marzyłem żeby była pewna siebie i odznaczała się dużym poczuciem własnej wartości. Nie dostawałem tego i bardzo mi to przeszkadzało. Z tego powodu stawała się dla mnie coraz mniej atrakcyjna i nabawiłem się przez to nerwicy, która mnie niszczyła.

Nie dawałem jej takiej bliskości jakiej potrzebowała, za mało przytulałem, nie mówiłem w ogóle, że ją kocham. Często mi to wypominała i płakała. A ja byłem jaki byłem, ale byłem także dobrym człowiekiem, zaufanym, przyjacielskim, nigdy się z nią nie pokłóciłem.

Po około 3 latach związku postanowiliśmy ze sobą zamieszkać i sprawdzić jak to będzie. Wprowadziła się do mnie. Czułem się źle w tym związku, mimo tego, że miałem przy sobie tak bardzo kochającą mnie osobę. Nie doceniałem tego. Wyobrażałem sobie, że chcę kogoś atrakcyjniejszego, bardziej pewnego siebie, kogoś o kogo będę codziennie walczył, kogoś wymagającego. Te myśli powodowały moją nerwicę.

Ona czuła się coraz bardziej nieszczęśliwa. Zarzucała mi nadal, że jestem w stosunku do niej za mało uczuciowy. Tak było a my nadal trwaliśmy razem.

Miałem myśli, że muszę spowodować, że to ona mnie zostawi a nie ja ją. Gdybym to ja ją zostawił przeżyłaby to o wiele bardziej.

Minęło półtora roku mieszkania razem. Ona zmęczona moim brakiem uczuć mówi mi, że ma już naprawdę dość. Zaczyna dawać ultimatum żebym się zmienił, żebym pokazał jak ją kocham. Ja zmęczony związkiem doprowadzam do tego, że ona wyprowadza się. Odchodzi. Kończy związek. 6 lat i KONIEC.

Sam tego chciałem. Świadomie do tego doprowadziłem bo nie czułem się w tym związku dobrze.

I teraz najlepsze. Dostałem rykoszetem z własnej broni. Nagle, siedząc zupełnie sam w mieszkaniu, zacząłem sobie uświadamiać jakiego anioła straciłem. Osobę, która tak bardzo mnie kochała i pokazywała tę miłość codziennie a ja tego nie odwzajemniałem. Poczułem się jakbym wybudził się za jakiegoś kilkuletniego letargu. Pozwoliłem odejść osobie, która tak bardzo mnie kochała, była przy mnie tyle lat.

Powiedziała, że to definitywny koniec, że jeśli są jakiekolwiek szanse, że wróci to mniejsze niż 1%.

Mijają dwa miesiące odkąd odeszła. Od tamtej pory widzieliśmy się tylko dwa razy. Raz jak przyjechała po resztę rzeczy i drugi na moją prośbę. Wpadła w szał życia, które miała przed wejściem w związek czyli spotykanie się z różnymi facetami, imprezy itp. A moje serce krwawi na myśl o tym.

Jak się do niej odzywam to mówi, że wszystko za późno, że trzeba było mówić ?kocham? wcześniej, że teraz to wszystko to tylko wspomnienia i ona przestała cokolwiek czuć i chce ułożyć sobie życie na nowo.

Jest mi naprawdę bardzo źle. Rozpacz, sam w mieszkaniu, łzy. Gdy myślę o tych wszystkich wspólnie spędzonych chwilach, wspomnieniach, miejscach w których byliśmy razem, o tym co razem robiliśmy to serce mi pęka, że już tego nie ma. Mamy tysiące zdjęć z tych sześciu lat. Czuję się jak wrak człowieka. Czuję, że nikomu innemu już tak nie zaufam jak jej, że nic dobrego mnie w życiu nie spotka z kobietami. Inne kobiety wydają mi się aseksualne, nieciekawe. Bo każda inna nie jest nią.

Dlaczego tak się czuję skoro sam chciałem doprowadzić do tego, że odeszła? DLACZEGO? Czy robię sobie teraz w głowie wyidealizowany obraz jej osoby? A jakby wróciła to byłoby TAK SAMO?

Nie potrafię sobie z tym poradzić. Czuję się potwornie. Czy jest ktoś kto potrafi to zrozumieć?

2

Odp: Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...

Jeżeli ją kochasz i chcesz z nią żyć to o nią walcz. Pokaż jej w końcu to co jej przez 6 lat brakowało. Musisz się postarać, miałeś wszystko na tacy, ale wtedy nie doceniałeś tego, więc teraz będzie Ci dużo trudniej. Jeżeli ją kochasz naprawdę, jeżeli to nie jest tylko przyzwyczajenie, to o nią walcz i ja będąc facetem tak bym robiła i nie pozwoliłabym odejść osobie, którą kocham. Uczucie nie wygasa od tak, została jej tylko poraniona duma, bo w zasadzie dała Ci całą siebie i została skrzywdzona. Jeżeli masz dość siły to nie poddawaj się.

3

Odp: Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...

Niebieskooki29 a mnie nurtuje to, dlaczego bałeś się powiedzieć słowo "kocham"? Dla każdego wypowiedzenie tego słowa przenosi związek na "wyższy poziom". A ty się tego bałeś. Co było w tym tak strasznego? Bałeś się, że angażując się zamkniesz kraty i nie wyjdziesz na wolność? Czy kiedyś w przeszłości wypowiadałeś już te słowa do innej kobiety?
Może to dziwne o co zapytam: czy twoi rodzice się kochali? Okazywali sobie uczucia?
Czy teraz, kiedy ją straciłeś mógłbyś sam przed sobą otwarcie powiedzieć, że ją kochasz? A może brakuje ci jej nie dlatego, że ją kochasz a dlatego, że tak się do niej przyzwyczaiłeś, że teraz ci jej brak jak ulubionego swetra? A może brakuje ci po prostu jej adoracji? Bo to ty masz niską samoocenę i potrzebujesz mieć obok siebie kogoś kto zapewnia cie o twojej zajebis...i, kto cie dowartościuje?
A tak na marginesie: miała dziewczyna do ciebie cierpliwość. Tyle lat czekać na coś, co się nigdy nie wydarzy. Dla mnie to okrutne.

4

Odp: Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...

Wiesz jak to się nazywa: to jest bycie z kimś z braku laku, zero odpowiedzialności za drugą osobę, za to czym związek jest. Nigdy jej nie kochałeś, oszukiwałeś, a teraz kiedy zostałeś sam możesz w końcu zmierzyć się z ta pustką którą masz, własnymi przed sobą oszustwami. Zostaw tą dziewczynę w spokoju, bo i tak nie masz jej nic do zaofiarowania.

5

Odp: Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...

Lepiej nie zawracaj jej już głowy. Ty jej wcale nie kochasz, tylko została zraniona Twoja duma że to ona Ciebie zostawiła, a nie Ty ją. Z takiego związku nic nie wyniknie dobrego. Znajdź sobie połówkę z charakterem zbliżonym do Twojego.

6 Ostatnio edytowany przez lilianna90 (2015-02-03 09:39:03)

Odp: Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...

Masz przynajmniej odwagę przyznać się, że to z Twojej winy rozpadł się 6 letni związek.Odnośnie tego całego zdobywania to nie umiem tego pojąć u mężczyzn. Jak się kogoś kocha to chce mu się dać wszystko co najlepsze, całego siebie i tego się oczekuje od drugiej strony. Jak by była niedostępna, zamknięta i nieczuła to byś miał z tym problem. Wy sami nie wiecie czego chcecie. Wielcy zdobywcy, ale kobieta ma być niedostępna, zarazem kochająca i czuła. Ma uciekać, ale też być. A wy się potem dziwcie, że mamy huśtawki nastrojów itd. Sami nas do tego doprowadzacie bo nie da się być dwiema różnymi osobami w jednej. Często jest tak, że "rozumiecie" co straciliście jak związek się kończy, a po powrocie wcale lepsi nie jesteście bo w końcu znowu udało Ci się ją zdobyć. Daj jej spokój bo według mnie się nie zmienisz. Będziesz walczył żeby wróciła, a po paru miesiącach zapomnisz o tym bólu, który jest teraz i znowu będziesz dalej tym samym "nieczułym" facetem. A ona znowu będzie przeżywać gehennę z miłością jednostronną...Potrzebowałeś większej pewności siebie u swojej dziewczyny. Wiesz jak to jest. Kobieta najsilniejsza i najpiękniejsza jest jak stoi za nią kochający mężczyzna. Jak trafiła na takiego to robiła wszystko żebyś ją właśnie tak pokochał, a Ty tylko podcinałeś jej skrzydła. Niewiarygodnie żal mi tej dziewczyny...

P.S. Tak zaznaczyłeś swój wiek, że mam wrażenie, że boisz się samotności w wieku 30lat i tyle.

7

Odp: Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...

Jak bym czytała o sobie. Z mój facet był taki sam, żadnego uczucia, zero słowa kocham i koniec końców.... odeszłam po dwóch latach.
Po rozstaniu dzwonił, prosił, błagał... Nawet potrafił wtedy powiedzieć "kocham" "zakochałem się w tobie" "nigdy nikt nie był tak dobry jak ty"   tylko w środku coś nie pozwalało mi do niego wracać mimo że za nim cholernie tęskniłam, płakałam po nocach i nadal go kochałam.
Obawa przed tym że znów będzie zimny i nieczuły była niestety większa a ja nie chciałam być jak zabawka na każde skinienie jego palca.
Od tego czasu minęły trzy lata, ja jestem szczęśliwa i zaręczona z kimś kto poskładał mnie na nowo po bolesnym związku, on cały czas tkwi w nieudanych związkach, próbował nawet z kimś zamieszkać ale podobno źle się to skończyło co wiem od naszych wspólnych znajomych.
Jeszcze jakiś rok temu sie odezwał ale dałam mu do zrozumienia że w końcu znalazłam kogoś kto potrafi docenić to co dla niego robię i odwzajemnić moje uczucie.
I tak się skończyła nasza historia.... Przepraszam że Ci to napisałam ale powinieneś wiedzieć na jakie ewentualności się musisz przygotować.
Tak czy inaczej trzymam kciuki żebyś ją odzyskał bo w końcu nie każda bajka kończy się tak samo smile

8

Odp: Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...

Zauważyłem, ze im wiecej czytam takich historii ludzkiej głupoty, to mi sie nie chce wiecej tu zagladać.
Zwykle doceniamy to co mamy, kiedy to tracimy. No nie nauczyłeś się kochać, nie piszesz o swoim dzieciństwie, rodzinie, jak sie kochali Twoi rodzice i jakie miałeś wzorce zachowań. No zakochała się w Tobie dziewczyna a widząc, że nie okazujesz jej uczuć, słusznie podjęła decyzję o odejściu. No bo ile można czekać? Powinna zrobić to szybciej.
No nie mówiłeś, że ją kochasz nie przytulałeś, nie okazywałeś uczuć. I teraz to co czujesz, jest oznaką, że coś w Tobie ją kochało.
Walka teraz o nią, w moim przekonaniu jest niepotrzebną stratą czasu. Kobiety nie za bardzo wierzą w obietnice, w deklaracje - jesłi wcześniej próbowały bezskutecznie.
Masz kosztowną lekcję - dobiję Cię teraz, ale to Ci pomoże jak katharsis. Czasami mamy od losu łut szczęścia, taką chwilę, gdzie dostajemy dar, taki fart - dzięki któremu to co inni osiągają latami wyrzeczeń, my dostajemy za darmo ot tak.
I to jest test, czy człowiek ma oczy szeroko otwarte i umie to docenić.
Nie wiem czy to Twoja wina czy nie - ale to była Twoja szansa od losu. Dostałeś miłość dziewczyny, która walczyła 6 lat (to dużo) i w końcu się zawiodła. No ile można? I sobie poszła. Straciłeś tę szansę od losu i teraz co najwyżej możesz czekać na następną.
Czy przyjdzie? Kiedyś przyjdzie. Czy to będzie Ona? Wątpię szczerze, to będzie inna kobieta.
To co masz robić? Rozpamiętuj - i ucz się na błędach.
Kobiety potrzebują dotyku, potrzebują feedbacku, potwierdzenia tego co czują same do mężczyzny. Tego muśnięcia ustami czasami po karku, tego pochylenia się nad jej "wielkimi sprawami" - które dla Ciebie mogą być malutkie. Tego uśmiechu, paru słów w stylu: "Pięknie wyglądasz" kiedy ona tego potrzebuje. I tu nie chodzi o sam seks. Kobieta może nie mieć orgazmu, jak zostanie gorąco wytulona, wycałowana, poczuje się kochana, upragniona - potrafi sie odwdzięczyć. Nie na darmo porównuje się kobiety do kotów. Kochają podrapanie po pleckach, ciepłych słów wyszeptanych do ucha, uśmiechu w oczach, jak zrobią coś nieobliczalnego - docenienia, ciepła, a czasami mocnego wytarmoszenia. Kobieta marzy by być kochana, nie zasypywana pustymi słowami, ale czynami. Chce by kochały ją męskie dłonie, jego zapach, jego ciało. One to wyczuwają, wszystkimi zmysłami. Patrzę na swoją żonę, jak czasami cała aż drży, gdy ją "smerfię" po szyi...
Twojej kobiecie tego brakowało. Pomyśl, że Ty czegoś potrzebujesz. Każdy człowiek ma jakieś potrzeby. Gdy ich nie dostajesz, nie jesteś w stanie zaspokoić - idziesz tam, gdzie się to da zrobić. Twoja kobieta czekała na to długie 6 lat i w końcu powiedziała sobie - Kurna, ile można!?
Nie dawałeś jej oznak miłości, czułości, bo pewnie nie wiedziałeś jak to się robi i jak to jest ważne. Pewnie nie dostrzegałeś jej sygnałów. Więc wybacz, że ja Ci  nie współczuję. 
Pocierp - i zrozum jakie cholernie bolesne błędy popełniłeś. Może rozkmiń z kimś, czemu nie umiesz okazywać uczuć, czemu nie umiesz rozpoznać miłości. Może to skutek rozwodu Twoich rodziców, albo braku miłości - tego wzorca jakiego nie miałeś w swoim dzieciństwie. Może nie miałeś ojca, albo miałeś i on też nie okazywał matce tak uczuć, byś się tego od niego nauczył. Może miałeś matkę, która tego nie lubiła... Może, gdybam - ale to Ty musisz to zrobić.

I odkryj to, czego nie robiłeś, bo każda inna kobieta od Ciebie odejdzie - i zostanie Ci tylko samotność oraz masturbacja
Więc ucz się kochać, bo ludzie szybko odchodzą od tych, co kochać nie potrafią...

9

Odp: Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...

"Kobiety potrzebują dotyku, potrzebują feedbacku, potwierdzenia tego co czują same do mężczyzny. Tego muśnięcia ustami czasami po karku, tego pochylenia się nad jej "wielkimi sprawami" - które dla Ciebie mogą być malutkie. Tego uśmiechu, paru słów w stylu: "Pięknie wyglądasz" kiedy ona tego potrzebuje. I tu nie chodzi o sam seks. Kobieta może nie mieć orgazmu, jak zostanie gorąco wytulona, wycałowana, poczuje się kochana, upragniona - potrafi sie odwdzięczyć. Nie na darmo porównuje się kobiety do kotów. Kochają podrapanie po pleckach, ciepłych słów wyszeptanych do ucha, uśmiechu w oczach, jak zrobią coś nieobliczalnego - docenienia, ciepła, a czasami mocnego wytarmoszenia. Kobieta marzy by być kochana, nie zasypywana pustymi słowami, ale czynami. Chce by kochały ją męskie dłonie, jego zapach, jego ciało. One to wyczuwają, wszystkimi zmysłami. "

Glosator znowu trafiasz w sedno:)Szkoda, że tak niewielu mężczyzn rozumie to co napisałeś i tak właśnie traktuje swoją kobietę:)

10

Odp: Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...
lilianna90 napisał/a:

Glosator znowu trafiasz w sedno:)Szkoda, że tak niewielu mężczyzn rozumie to co napisałeś i tak właśnie traktuje swoją kobietę:)

Ich strata - moja żona przez to czasami narzeka, a ja lubię się tak podroczyć, by się w końcu zakręciła a ja mógł ją przygarnąć. Moja Żona jest typowym ciepluchem-dotykowcem, więc muszę zawsze o tym pamiętać, by ją cały czas dotykać. Ale ja też to lubię smile Może dlatego, że mnie też kręci, jak pod wpływem przytulania, dotyku, w kobiecie rodzi się to "więcej", to "przesuń niżej", "pocałuj"... "jeszcze", "jeszcze"...

Tak więc Panowie, którzy tego nie rozumieją, wiele tracą... bardzo wiele...
Wyżej wymieniony przypadek jest tego właśnie doskonałym przykładem - jak się kończy nieznajomość potrzeb kobiety...

Liliana - a połową sukcesu jest właściwe dobranie się smile po kątem potrzeb.

11

Odp: Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...
Glosator napisał/a:

Zauważyłem, ze im wiecej czytam takich historii ludzkiej głupoty, to mi sie nie chce wiecej tu zagladać.
Zwykle doceniamy to co mamy, kiedy to tracimy. No nie nauczyłeś się kochać, nie piszesz o swoim dzieciństwie, rodzinie, jak sie kochali Twoi rodzice i jakie miałeś wzorce zachowań. No zakochała się w Tobie dziewczyna a widząc, że nie okazujesz jej uczuć, słusznie podjęła decyzję o odejściu. No bo ile można czekać? Powinna zrobić to szybciej.
No nie mówiłeś, że ją kochasz nie przytulałeś, nie okazywałeś uczuć. I teraz to co czujesz, jest oznaką, że coś w Tobie ją kochało.
Walka teraz o nią, w moim przekonaniu jest niepotrzebną stratą czasu. Kobiety nie za bardzo wierzą w obietnice, w deklaracje - jesłi wcześniej próbowały bezskutecznie.
Masz kosztowną lekcję - dobiję Cię teraz, ale to Ci pomoże jak katharsis. Czasami mamy od losu łut szczęścia, taką chwilę, gdzie dostajemy dar, taki fart - dzięki któremu to co inni osiągają latami wyrzeczeń, my dostajemy za darmo ot tak.
I to jest test, czy człowiek ma oczy szeroko otwarte i umie to docenić.
Nie wiem czy to Twoja wina czy nie - ale to była Twoja szansa od losu. Dostałeś miłość dziewczyny, która walczyła 6 lat (to dużo) i w końcu się zawiodła. No ile można? I sobie poszła. Straciłeś tę szansę od losu i teraz co najwyżej możesz czekać na następną.
Czy przyjdzie? Kiedyś przyjdzie. Czy to będzie Ona? Wątpię szczerze, to będzie inna kobieta.
To co masz robić? Rozpamiętuj - i ucz się na błędach.
Kobiety potrzebują dotyku, potrzebują feedbacku, potwierdzenia tego co czują same do mężczyzny. Tego muśnięcia ustami czasami po karku, tego pochylenia się nad jej "wielkimi sprawami" - które dla Ciebie mogą być malutkie. Tego uśmiechu, paru słów w stylu: "Pięknie wyglądasz" kiedy ona tego potrzebuje. I tu nie chodzi o sam seks. Kobieta może nie mieć orgazmu, jak zostanie gorąco wytulona, wycałowana, poczuje się kochana, upragniona - potrafi sie odwdzięczyć. Nie na darmo porównuje się kobiety do kotów. Kochają podrapanie po pleckach, ciepłych słów wyszeptanych do ucha, uśmiechu w oczach, jak zrobią coś nieobliczalnego - docenienia, ciepła, a czasami mocnego wytarmoszenia. Kobieta marzy by być kochana, nie zasypywana pustymi słowami, ale czynami. Chce by kochały ją męskie dłonie, jego zapach, jego ciało. One to wyczuwają, wszystkimi zmysłami. Patrzę na swoją żonę, jak czasami cała aż drży, gdy ją "smerfię" po szyi...
Twojej kobiecie tego brakowało. Pomyśl, że Ty czegoś potrzebujesz. Każdy człowiek ma jakieś potrzeby. Gdy ich nie dostajesz, nie jesteś w stanie zaspokoić - idziesz tam, gdzie się to da zrobić. Twoja kobieta czekała na to długie 6 lat i w końcu powiedziała sobie - Kurna, ile można!?
Nie dawałeś jej oznak miłości, czułości, bo pewnie nie wiedziałeś jak to się robi i jak to jest ważne. Pewnie nie dostrzegałeś jej sygnałów. Więc wybacz, że ja Ci  nie współczuję. 
Pocierp - i zrozum jakie cholernie bolesne błędy popełniłeś. Może rozkmiń z kimś, czemu nie umiesz okazywać uczuć, czemu nie umiesz rozpoznać miłości. Może to skutek rozwodu Twoich rodziców, albo braku miłości - tego wzorca jakiego nie miałeś w swoim dzieciństwie. Może nie miałeś ojca, albo miałeś i on też nie okazywał matce tak uczuć, byś się tego od niego nauczył. Może miałeś matkę, która tego nie lubiła... Może, gdybam - ale to Ty musisz to zrobić.

I odkryj to, czego nie robiłeś, bo każda inna kobieta od Ciebie odejdzie - i zostanie Ci tylko samotność oraz masturbacja
Więc ucz się kochać, bo ludzie szybko odchodzą od tych, co kochać nie potrafią...

Wielkie Obrazek dodany przez użytkowniczkę za ten post.

12

Odp: Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...

...chciałam coś napisać, ale nie dałeś mi szansy Glosator...

13

Odp: Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...

Dobrze piszesz Glosator.
Jakiś czas temu zapytałem się koleżanki, która niestety wykopała swojego chłopaka ( mają dziecko ), która już ma "kolegę", czego kobiety oczekują od mężczyzn? Odpowiedziała: "to proste, chcemy być kochane".
Inna sprawa, że ją całkiem dobrze znam. "Chodząca bomba zegarowa".

Po surowej lekcji, gdy człowiek dojrzeje ( a to chyba podstawa do zmian i spojrzenia na wiele spraw z innej perspektywy ) można spokojnie zacząć ogarniać temat "jak kochać kobiety" + własne granice. Temat rzeka, kręta na dodatek, niebezpieczna smile

One widzą świat inaczej i albo to się zrozumie, albo prędzej, czy później wszystko jebnie. Chyba, że trafisz na anioła z meeeeega cierpliwością.
Oczywiście to działa też w drugą stronę.

14 Ostatnio edytowany przez NieZnamSiebie (2015-02-03 14:55:20)

Odp: Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...
krych23 napisał/a:

Dobrze piszesz Glosator.
Jakiś czas temu zapytałem się koleżanki, która niestety wykopała swojego chłopaka ( mają dziecko ), która już ma "kolegę", czego kobiety oczekują od mężczyzn? Odpowiedziała: "to proste, chcemy być kochane".
Inna sprawa, że ją całkiem dobrze znam. "Chodząca bomba zegarowa".

Po surowej lekcji, gdy człowiek dojrzeje ( a to chyba podstawa do zmian i spojrzenia na wiele spraw z innej perspektywy ) można spokojnie zacząć ogarniać temat "jak kochać kobiety" + własne granice. Temat rzeka, kręta na dodatek, niebezpieczna smile

One widzą świat inaczej i albo to się zrozumie, albo prędzej, czy później wszystko jebnie. Chyba, że trafisz na anioła z meeeeega cierpliwością.
Oczywiście to działa też w drugą stronę.

Ty znowu swoje tongue
Tu nie chodzi o granice. Bo jeśli kochasz w sposób, w jaki przedstawił Glosator, nie potrzeba żadnych granic, bo nikt nie będzie chciał za nie uciekać.

15

Odp: Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...
Glosator napisał/a:

Kobiety potrzebują dotyku, potrzebują feedbacku...

Fuckkkkk...
szacun Glosator

16

Odp: Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...

Biedna kobieta, ale 6 lat ?!!! Troszkę jej się zegarek zepsuł wink

17

Odp: Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...

Tak to własnie wygląda, kochałeś ją jak ulubiony sweter, zakładany w zależności od nastroju. Ty nie wiedziałeś czym jest miłość i ona również. Gdyby wiedziała , że miłość to pozytywne uczucie, a nie tęskne i ckliwe prośby o Twoje zainteresowanie - nie tkwiłaby  w tym układzie 6 lat. Miłość to dbanie o siebie wzajemnie ( w każdym tego słowa znaczeniu)... dla mnie każda inna relacja, w której kogoś ranimy, albo próbujemy tresować, zmienić to jest najzwyczajniej w świecie układ.

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dostałem rykoszetem ze swojej własnej broni...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026