Cześć! Od 11 miesięcy jestem z dziewczyną, mamy po 18 lat i chodzimy do tej samej klasy. Jestem typem faceta który lubi sprawiać przyjemność swojej kobiecie kwiatami, miłymi słowami itp. Od samego początku bardzo się kochaliśmy i większość wolnego czasu spędzaliśmy razem, ale od dobrego miesiąca nie możemy się dogadać, są ciągłe kłótnie, spiny i wgl. Zaczęło się od tego jak dziewczyny w klasie zrobiły sobie takie "kółko wzajemnej adoracji", myślałem że przecież moja luba nie będzie spędzać ze mną 24/7 no ale później było coraz większe olewanie, co mnie zaniepokoiło. Dużo o tym rozmawialiśmy no i były skutki gdyż znalazło się dla mnie miejsce. Ale przez to wszystko moja dziewczyna zaczęła mówić że nie wie czy mnie jeszcze kocha, że coś się popsuło między nami. Nie wiem czy to było dobre ale robiłem kompletnie wszystko aby rozpalić w niej to uczucie no ale niezbyt się udawało. Nadal się ciągle kłóciliśmy, nie było prawie dnia w którym nie było spiny. W międzyczasie mieliśmy studniówkę i obiecaliśmy sobie że będziemy się bawić jakby nic się nie stało, udało nam się to i w sumie było między nami okej ale postanowiliśmy zrobić taki eksperyment że przez tydzień zachowujemy się jak koledzy, bez jakiś uczuć, gadania po szkole, tacy normalni kumple. Jak przyszło co do czego to wytrzymaliśmy jeden dzień bo już drugiego ta bardzo lgnęliśmy do siebie jakbyśmy nie widzieli się miesiąc, ona powiedziała że nie wyobraża sobie nie rozmawiać ze mną. Po szkole spotkaliśmy się, pogadaliśmy nawet niby dowiedziałem się że jak nie może beze mnie żyć to znaczy że mnie kocha. Ja święcie myślałem że jest okej i wgl, było... przez dwa dni. W piątek znów doszło do spiny między nami, powiedziała że nie potrafi być ze mną szczęśliwa tak jak dawniej ale dowiedziałem się że mnie kocha i to sama powiedziała. Następnego dnia chciała ze mną zerwać bo jak mówiła że mnie kocha ale męczy się i wgl. Nie wiem jakim cudem ale powstrzymałem ją od tego i dowiedziałem się, że przez ten cały czas mnie kochała, tylko udawała że nie aby mnie odsunąć od siebie żeby "poprawić" nasze relacje. Kompletnie nie wiem co robić, kocham ją i nie chce jej stracić i chciałbym zrobić coś aby znów jej tak zależało jak wcześniej.
PS. Cały czas twierdzi że jej zależy, nie jestem jej obojętny, że się martwi i że mnie kocha.
Co dalej? Proszę o rozsądne rady! Pozdrawiam ![]()