Cześć, długo piszę ten post i długo się zastanawiałam czy będzie to odpowiednie miejsce to umieszczania tego typu jakby zwierzenia, ale uznałam, że wiele nie tracę, a mogę przeczytać co macie do powiedzenia w tym temacie. ![]()
Otóż muszę zaznaczyć na początku, że nie byłam nigdy w żadnym poważniejszym związku, więc nie mam żadnego doświadczenia w tych sprawach.
Poznałam niedawno mężczyznę, który wykazał dosyć duże zainteresowanie moją osobą, spotkaliśmy się 2 razy, moje zaufanie do niego zaczęło się powoli budować, nie dawał mi powodów do tego, żeby mu nie ufać, więc kiedy na trzecim spotkaniu zaproponował, żebyśmy poszli posiedzieć u niego nie miałam nic przeciwko. Myślałam, że po prostu będzie to wyglądało jak do tej pory, tyle tylko, że będziemy mogli bardziej się do siebie zbliżyć i mam na myśli tutaj to, że mogłabym się do niego przytulać. Ale pożałowałam tej decyzji, ponieważ okazało się, że sobie zaplanował co innego. Po prostu w pewnym momencie zaczął się do mnie dobierać.
Nie odzywałam się zupełnie do niego, uznałam, że nie będę za nim biegać, bo nie ma sensu. Kiedy mnie odwoził po prostu powiedziałam co myślę na temat całej tej sytuacji i jedyne co mi odpowiedział, to że mam rację. Ale odezwał się później, przeprosił za całą sytuację i tak dalej no i uznałam, że nie będę może tak od razu skreślać, bo nie lubię robić tak, że kiedy coś się zepsuje to to wyrzucam, wolę chociaż próbować to naprawić. Akurat w tej syttuacji po prostu dałam jemu szansę naprawienia relacji. No i przez jakiś czas było naprawdę dobrze, zaczęłam myśleć, że ta decyzja jaką podjęłam o tym, żeby jednak go nie przekreślać nie była taka zła. Problem powstał wczoraj, kiedy siedzieliśmy razem i praktycznie nie rozmawialiśmy. Zapytałam go o pewne rzeczy i doszliśmy do etapu w rozmowie, w którym stwierdził, że ja się nie potrafię otworzyć co mu bardzo przeszkadza, oraz że nie dbam o siebie i nie robię nic, aby mu się podobać.
Zapytałam więc o co chodzi dokładnie no i z tego, co mi powiedział wywnioskowałam, że dziwi go to, że nie spędzam 2 godzin przed lusterkiem nakładając różne kosmetyki, czy że niei ubieram się tak, jak większość kobiet. No i częściowo też pewnie chodzi o moją figurę, ale w końcu widział jaka jestem.
Teraz wydaje mi się, że on sobie mnie wybrał, żebym teraz ja się zmieniała w taki sposób, żeby wpasować się idealnie w jego ideał kobiety, żeby malować się i ubierać tak jak on tego chce, nie żeby być sobą tylko żeby się "przebierać" tylko po to, aby się jemu podobać.
Czy tak właśnie działają związki? Facet poznaje kobietę, wszystko przebiega w szaleńczo szybkim tempie, pomija się fazę poznawania się poza łóżkiem? I do tego trzeba się ciągle dowiadywać jakie on lubi kobiety i dążyć do tego, żeby taką się stać?