Sprawa wygląda tak, rodzice są po rozwodzie, nie mam w ogóle kontaktu z ojcem więc jestem skazana na mamę. Charakter mam po ojcu i w niczym nie zgadzam się z mamą, mamy kompletnie inne poglądy. Ona zawsze widzi gdzieś problem. Po odejściu taty zamknęłam się w sobie, rzadko w ogóle wychodzę z domu; to już trwa jakieś 5 lat. Co chwilę słyszałam docinki ze strony mamy że się wcale nie dziwi że mnie nikt nie chce i że ona jak była w moim wieku to już dawno chodziła z ojcem (za niecały miesiąc będę miała 19 lat). Jakieś 2 tygodnie temu napisał do mnie pewien chłopak z okolicznej wioski. Już widziałam niezadowolony wzrok mojej mamy jak przychodził do mnie jakiś sms. Już było podpytywanie się a co, a kto to, co robi. Nie pasowało jej że jest po zawodówce (chociaz sama ją skończyła a mój ojciec nie wiem czy w ogóle jakąkolwiek szkołę skończył), jakby to miało cokolwiek wspólnego z jego charakterem czy osobowością czy nie wiem czym jeszcze. On pracuje, nie jest jakimś nierobem na utrzymaniu mamusi, więc spotkałam się z nim na weekend o 21. Dzisiaj też się z nim spotykam również o 21; dla mnie to jest normalna godzina, moi znajomi co weekend łażą na imprezy, chleją i wracają o 2 albo jeszcze później nachlani. Mi mama nawet pić zabrania (bo ona nie pije więc ja też nie mogę) i się dziwi że nigdzie nie wychodzę (bo to przecież taka frajda siedzieć i patrzeć jak znajomi sobie piwo piją). Już miałam kazanie że jestem niepoważna że tak po nocy gdzieś wychodzę się z jakimś typem spotykać. Proszę was o obiektywną opinię, czy rzeczywiście moja mama słusznie się mnie czepia? Naprawdę wyjście na spacer o 21 w moim wieku jest takie nie do pomyślenia? Bo ja już sama nie wiem. Może mama ma rację?
Podobne tematy
Nie ma racji.
Chlopak musi mame przekonac swoja osoba zatem.
Niedzielny obiadek?
Ja tam nie wiem, czy tak racji nie ma....
Z jednej strony dziewczyna jest dorosła. Ale dorosłością tylko formalną. Co nie czyni z człowieka od razu osoby dojrzałej.
Będąc matka również nie podobałoby mi się, że córka (syn także) wychodzi na spacery po 21. Czyli wtedy, gdy jest ciemno i potencjalnie bardziej niebezpiecznie. Po prostu bałabym się o jej bezpieczeństwo. Tym bardziej, że wychodzi z chłopakiem, którego praktycznie matka nie zna. A wyobraźnia matek w kwestii tego co się może stać jest nieograniczona. ![]()
Na niedzielne obiadki trochę chyba za wcześnie, dopiero drugi raz się z nim spotykam więc to nie jest jeszcze nic pewnego. Ja rozumiem że się martwi ale moi rówieśnicy jakoś mogą wracać w nocy z imprez. Ja żeby pójść na imprezę muszę spać u przyjaciółki bo jakby mama poczuła alkohol to by był koniec świata. Tak chyba nie powinno być...
Majac 19lat nie pilam ale na studiach juz tak.
Niedlugo sie cieplo zrobi i jasno i 21. Bedzie dobrze.
6 2015-01-31 21:17:00 Ostatnio edytowany przez lena812 (2015-01-31 21:17:30)
Chyba miałam normalnych rodziców bo w tym wieku nie robili mi problemów z wyjściem po 21.Oczywiście wiedzieli gdzie się wybieram i z kim.
Rozumiem czasy się zmieniły,ale bez przesady to nie 16 latka.
lena812 a masz swoje dzieci?
Owszem, moi synowie również wychodzą wieczorem z domu, czasem idą na jakąś imprezę, koncert itp. Jednak to nie oznacza, że się o nich nie martwię i że nie wolałabym żeby jednak byli wieczorami w domu.
rr12345 spotyka się z chłopakiem dopiero drugi raz. Więc się nie dziwię matce, że nie jest zadowolona. Że wychodzi z obcym, zupełnie nieznanym (bo na ile można poznać człowieka na pierwszym spotkaniu) facetem po nocy. Wiem, że i za dnia może ją spotkać krzywda, ale ciemności bardziej działają na wyobraźnię.
Czy naprawdę nie można się spotkać w domu, przedstawić rodzicielce?
bbasia mam dzieci i wiem już co to znaczy "zobaczysz jak będziesz miała własne dzieci".
Tak mi mama powtarzała,ale nie zabraniali mi wychodzić po 21 i wracać nad ranem.
Rozwiązanie jest proste. Wyłącz dźwięk w telefonie i nie informuj matki, że piszesz z jakimś chłopakiem, tym bardziej nie rozumiem, jak można o nim mówić jak dopiero drugi raz się z nim widzisz, trzeba było ją uświadomić kiedy to konieczne. Im mniej wiedzą tacy rodzice, tym lepiej.
W sumie gdzie spacerujecie?
Nie moze przyjsc do ciebie do domu?no na godzine dwie
W sumie gdzie spacerujecie?
Nie moze przyjsc do ciebie do domu?no na godzine dwie
Nokia, widzieli się dopiero 2 razy...
Przecież nie sprowadzi prawie obcego faceta do domu.
Owszem, wyjście o 21 w Twoim wieku nie jest jakieś specjalnie dziwne, ale wyjście na spacer o 21 w małej miejscowości z facetem, którego się nie zna jest bardzo różnie odbierane. I nigdy pozytywnie
Nie możesz się z nim spotykać wcześniej? Zamiast rozkminiania, która z was jest nienormalna?
Skupiłaś się na czepialstwie mamy, zupełnie niepotrzebnie. Jest jaka jest, ale Cię nie maltretuje, ani nie więzi. To, że w sposób niekoniecznie najlepszy wyraża swoje poglądy bez trudu da się obejść. Dopasuj się do sytuacji, zamiast z nią walczyć. Bo odnoszę wrażenie, jakbyś prowokowała konflikty, żeby udowodnić mamie, że jesteś dorosła, a ona Cię nie rozumie i jest niedobra
Po jakie licho informowałaś mamę o tym, że piszesz z facetem? Że wychodzisz się z nim spotkać? W wizji mamy być może spacer = przyszły mąż, więc ów potencjalny zięć powinien zabrać Cię do wykwintnej restauracji na randkę, a nie ciągać po wsi w nocy
Zamiast szukać dowodów czepialstwa mamy - poszukaj sposobów, żeby się nie czepiała. Zwłaszcza w sytuacjach, gdy jest to banalnie proste.
Jak to po co mówiłam że idę z jakimś facetem? I nagle za jakieś dwa miesiące mam jej wyjechac z tekstem "no mamusiu dzisiaj przychodzi do mnie mój chłopak, z którym się już spotykam jakiś czas"? Już widzę tę awanturę że "jestem taka sama jak ojciec, wiecznie tylko kłamię, i co to za typ bla bla".
On nie ma jeszcze auta więc przyjechał z kolegą i jego dziewczyną i szliśmy do pizzerii, mama o wszystkim wiedziała a i tak się czepiała. A wcześniej nie możemy się spotkać bo on pracuje.
Co chwilę tylko słyszę jak pieprzy że jednego dziada w domu już miała i żebym uważała z kim się spotykam. Chodzi jej o mojego ojca. Ale przecież nie wszyscy faceci są tacy sami. To że ją mąż zdradził i olał całą rodzinę nie znaczy że chłopak z którym się spotkałam dwa razy też od razu taki jest. Boli mnie że potrafi tak mówić o obcej osobie nawet jej nie znając, on jest naprawdę miłym chłopakiem.
Niestety mamuśki bywają problemowe, musisz niestety zrobić krok w bok, tzn do swojego życia.Do własnych pragnień. Zapewnijcie sobie zaplecze- własną pracę , utrzymanie, mieszkanie i spotykaj się....Wiem ze to nieproste, ale jedyne wyjście.Sama jestem matką i z najwyższym trudem akceptuję fakt , że mój synek pracując daleko właściwie się do mnie nie odzywa zajęty swoim życiem. Ma tak trochę być(pominąwszy ,że nie do końca) Na pociechę opowiem ci jak moja mamuśka wychowywała mnie i siostrę. Siostra ufała matce więc powiedziała ,mając lat 15, iż się zakochała z wzajemnością i idzie na pierwszą randkę na 16.00
Mamuśka uwięziła ją dokładnie tak na 16, by przez godzinę dojść nie mogła , po czym rzekła po godzinie , idź sprawdzić czy cię jeszcze kocha. Nie kochał, pomyślał że ona go nie chce... Mnie urządziła inaczej.Przyszedł do mnie chłopak w którym się kochałam, a ona zaczęła z nim cudowna atrakcyjną i błyskotliwa konwersację, którą przerwało dopiero jego wyjście. Na zawsze....Oczywiście jej zdaniem nasze uczucia nie były poważne.Podobnych numerów było trochę. Najgorsze, że gdy zbuntowałam się i wyszłam za mąż za chłopaka który nadużywał, napiętnowała mnie na lat ...dzieścia -a ja muszę konsekwencje - również własnego braku przytomności - sama nieść.I dźwigać jej "bo ty nigdy nie słuchałaś a ja miałam rację" ( w podtekście -nadal zawsze rację mam a ty jesteś głupia)
Teraz, gdy ma pod siedemdziesiątkę, samotna jest - czuje się pokrzywdzona, a ja trzymam się od niej "bolesny krok w bok" Bo żąda podporzadkowania własnemu gustowi. Terapia mi nawet nie pomogła,nie mogę jej znieść dłużej niż kwadrans, to mnie boli, szkoda.
A co do twoich randek-to puszczaj matkę troche kantem. I bądź pewna ,że konsekwencje głupich rozrywek,własnej naiwności nieostrożności itp poniesiesz osobiście .Całe życie. Podobnie jak poniesiesz konsekwencje stronienia od randek, chowania się mamie pod spódnicę....
W tym roku mam maturę więc muszę z nią jeszcze trochę wytrzymać. Coś mi się wydaję, że w przyszłości też nie będę z nią utrzymywać kontaktu, też nie mogę jej znieść dłużej niż kilkunastu minut. Ona zawsze ma coś do powiedzenia. Jakiś komentarz do tego co robię i jak robię. Niestety rodziny się nie wybiera...
rr, dziewczyny dobrze Ci radzą. Nie okłamuj matki, ale też nie spowiadaj jej się ze wszystkiego, wiesz, że ma taki a nie inny stosunek do chłopaka to na razie nie przyprowadzaj go, zacznij się tym martwić po pół roku- roku znajomości, a nie teraz. Powodzenia.