Witam,
pozwolę sobie opisać w skrócie sytuację. Pracuję w korpo w dużym mieście. Jestem nieco po 30-tce. Szefem działu, w którym pracuję jest kobieta. I tu mówiąc kolokwialnie "pies jest pogrzebany". Pani X (tak ją nazwijmy), od chwili, gdy przyszedłem do tego działu starała się dowiedzieć jak najwięcej o mnie. Szukała w necie, była ciekawa skąd pochodzi moje nazwisko, etc. Kilka razy proponowała podwiezenie do domu, ale nie skorzystałem. Później jakieś prośby o drobne przysługi w pracy, chociaż w tym zespole połowa osób to mężczyźni. Kiedy mieliśmy planowac szkolenia rozwojowe, od razu zapytała na głos gdzie MY pojedziemy. Kwitowałem to uśmiechem. Firma wydłużyła godziny pracy wobec czego szefowa stwierdziła, że nie ma problemu i jak będziemy kończyć razem, to podrzuci mnie do centrum. Naturalnie tutaj też nie rozwijałem tematu i błyskawicznie go zmieniłem. Od tego czasu bardzo się zmieniła. W Wigilię, Sylwestra oraz kilka innych dni kończyliśmy o tej samej godzinie. Nie zaproponowała mi podwiezienia. Przykład sprzed kilku dni. Kończyliśmy o 19-tej. Ona od razu wyskoczyła z biura, ja spokojnie doszedłem do windy, gdzie ją spotkałem. Wsiadamy do windy i ani słowa. Wyciąga szybko telefon, cos tam sprawdza, drzwi sie otwierają i mówi mi "do jutra". Heh ... no zgłupiałem. Babka jest ode mnie starsza z jakieś 19 lat, więc nie powinna zachowywać się jak nastolatka. Nie przypominam sobie, żebym kiedyś ją czymś obraził. Zawsze zwracam się do niej z szacunkiem (raz, że jest kobietą, a dwa, że moją przełożoną). Widzę, a w zasadzie czuję, że czasami mi się przygląda (spojrzenia się skrzyżują). Owszem podoba mi się, jako kobieta. Byłbym gotów na romans z nią, ale tylko romans. I to nie dla awansu. Po prostu dlatego, że mi się podoba, jako kobieta. Prawie 2 lata temu na wyjeździe integracyjnym zatańczyła ze wszystkim facetami poza mną. Gdy siły mnie już opuściły poszedłem do pokoju. Na drugi dzień dowiedziałem sie od koleżanek, ze Pani X chciała ze mną zatańczyć na sam koniec, ale już poszedłem. Przyznam, że głupio poczułem się ze świadomością, że Szefowa chciała ze mną zatańczyć wypiwszy wcześniej odpowiednio dużo.
W końcu zaprosiłem tę kobietę na obiad. Wszystko super, extra. Ucieszyło ją to zaproszenie, umówiliśmy termin. Nadszedł ustalony dzień, podchodzę na osobności i pytam czy wychodzimy, na co ona, że nie ma jej szefa i musi sama wszystko ogarnąć, część zrobi tutaj, a część zabiera do domu (jej szefa faktycznie nie było). Także może w przyszłym tygodniu jak jej przełożony wróci. W każdym bądź razie da mi znać. Nie wiem czy jest jej głupio w związku z tym przełożeniem terminu, ale ostatnio, gdy przenosiła się do innego gabinetu o pomoc poprosiła mojego kolegę, natomiast przechodząc koło mnie spuszcza wzrok w dół. Jeśli ma sprawę do mnie, to przekazuje przez mojego kolegę. Wróciłem dzisiaj z pytaniem, czy temat jest aktualny. Nie dostałem żadnej odpowiedzi. No nie powiem. Poczułem się jak idiota. Dla mnie zachowanie niezrozumiałe Nie będę więcej wracał do tematu. Głupio czuje się z tym, że tak mnie unika, a jednocześnie czasami zerka. Co o tym wszystkim sądzicie? O radę prosiłbym głównie Panie. Dziękuję.