Może na początek napiszę, że nie mam pojęcia co tu robię. Pewnie wszyscy stwierdzą, że szukam pomocy.
Może i tak jest.
Mam dopiero 23 lat a czasami mam wrażenie, że żyje już wystarczająco za długo.
Nie wiem co we mnie pękło, nie wiem co się ze mną stało, gdzie podziała się ta cała "radość" z życia...
Miałam problemy w domu- z rodzicami, a zwłaszcza z jednym.. co tu dużo pisać- był tyranem. Reszty można się domyślić.
Potem oswobodzenie, nie było go. Nie było jednak OK.
Później czas na pierwszą miłość - coś okropnego, w życiu nie chciałabym jeszcze raz przez to przechodzić.
Zostałam zdradzona. Ok
Od tamtego momentu nie było dobrze, było coraz gorzej. Stworzyłam wokół siebie mur...
Otoczyłam się murem, ukryłam w sobie głęboko prawdziwe uczucia. W efekcie nie potrafię kochać.
Dlaczego? Żeby nikt więcej mnie nie skrzywdził, żebym nie musiała już nigdy więcej doświadczyć cierpienia w każdej postaci.
Co się ze mną stało ? - Bezuczuciowa dziewczyna, raniąca innych, nie chcę dopuścić do siebie żadnej miłości, pomocy.
Chcę stworzyć jeszcze większy mur. Czasami w każdym z nas coś pęka... we mnie pękło jakieś dwa dni temu.
Koszmary jakie miewam w nocy, jakbym cofała się w czasie, doświadczała wszystkiego na nowo.
Nie mam na nic ochoty, na życie tym bardziej. Jestem w innym mieście, studiuje.
W dzień zakładam maskę, żeby nie odpowiadać na żadne pytanie, gdy jestem sama mogę ją zdjąć.
Ostatnio złapałam się na tym, że ukojenia i chwili zapomnienia szukam w alkoholu.
Jestem bezsilna, nie potrafię po prostu żyć. Dlaczego? Dlaczego dziewczyna w moim wieku ma wszystkiego dość, kiedy to ma całe życie przed sobą? Ja nie potrafię sobie już sama odpowiedzieć na żadne pytanie, oprócz tego Dlaczego nie potrafię kochać :
- Bo zabiłam w sobie wszelkie uczucia i emocje.
Podobne tematy
Tak dłużej nie można, sama to widzisz. Zrób jakąś szczelinę w tym murze, zadbaj o relacje koleżeńskie, bądź uczynna, jeśli jest ktoś uczynny w Twoim otoczeniu to nie wzbraniaj się przed pomocą, jeśli obok jest ktoś godny zaufania to bądź z nim bardziej szczera, opowiedz co Cię boli, uchyl rąbek ze swojej maski. Jeśli trzeba to idź do psychologa. Alkohol to fałszywy przyjaciel, nie ufaj mu.
Może po tych wszystkich nie przyjemnych sytuacjach, momentach stwierdziłaś że lepiej założyć ,,maskę" dla wszystkich dookoła. Bo w ten sposób czujesz się bezpiecznie i nikt nie będzie oczekiwał od Ciebie nie wiadomo czego. Z drugiej strony jak mają coś wiedzieć, jak tak dobrze się maskujesz. Miałam taki stan 1,5 roku temu. W pewnym sensie udawałam szczęśliwą osobę dla innych. Chodziłam na studia, spotykałam się ze znajomymi. A we własnej psychice wiedziałam,że jest coś nie tak. Moim przyjacielem stały się nożyczki, którymi po prostu się cięłam.
Kiedy stwierdziłam warto się otworzyć na innych ? hm..po pierwszej wizycie u psycholog, która nakierowała mnie na myślenie -
inni ludzie chętnie cię wysłuchają czy pomogą nawet w drobnym stopniu. To nie tak,że nagle wróciła mi wiara w to co robię, ale bardziej wola do walki ze sobą.
4 2015-01-27 16:32:09 Ostatnio edytowany przez emilab87 (2015-01-27 16:33:08)
Nie zabiłaś w sobie uczuć i emocji. Ten mechanizm działa inaczej: kiedy Twój umysł stwierdził, że emocje i uczucia bolą, czasowo Ci je wyłączył albo bardziej precyzyjnie - stłumił. Szybka ścieżka wyjścia z tego stanu jest dość prosta:
- natychmiast odstaw alkohol (chyba, że chcesz być alkoholiczką i patrzeć jak się sama staczasz),
- zajmij się czymś co lubisz - tylko dla siebie,
- koniecznie zacznij uprawiać sport - choćby pływanie na basenie, ale regularnie, 2-3 razy w tygodniu, aż do zmęczenia,
- przypomnij sobie co sprawia Ci przyjemność i dbaj o to, aby dostarczać sobie pozytywnych emocji oraz tych przyjemności.
Reszta przyjdzie sama.
Twoje wyzwanie na najbliższy czas - znaleźć cel w życiu.
Ewidentnie go brakuje.
A na koniec do zastanowienia: Żaden wiatr nie jest dobry dla okrętu, który nie zna portu swego przeznaczenia.
oim zdaniem aktywność fizyczna jest super sprawa. Taka dawka energii daje kopa, może spróbuj biegać to super sport.
bieganie nic nie kosztuje.. a zawsze wytwarzaja sie endorfiny
Przemoc w domu rodzinnym wytworzyła nadmiernie wrażliwe reakcje na późniejsze sytuacje życiowe, jak ta z partnerem. Prawdopodobnie nie dopuszczałaś myśli że może coś nie wyjść (bo samo to dopuszczenie już by ci przypominało złe relacje w dzieciństwie), pomijałaś sygnały problemów z chłopakiem i gdy już nie wyszło, to partner całkiem przypomniał rodzica i złe relacje z nim. To spowodowało szok, który nie byłby tak duży gdyby relacje z rodzicem były dobre.