witam Was, mam 27 lat, od trzech lat jestem mezatka, mam poltoraroczna coreczke. Moj maz zdradzil mnie, gdy bylam w ciazy. Po urodzeniu coreczki powiedzial o wszystkim. Chcial odejsc do kochanki. Kochanka szantazowala go wymyslona przez siebie ciaza. Kochalam meza i chcialam, zeby zostal. Udowodnilam mu, ze jego kochanka klamie. Bylo ciezko, ale oboje przeszlismy przez to pieklo, ktore ta kobieta nam pozniej zafundowala. Wiem, ze maz kocha mnie i corke, bo udowadnia to na kazdym kroku. Ja jednak mam ten nieopisany lek, ze znow moze to zrobic i nie umiem sie przed nim otworzyc tak jakbym chciala. Tak, na wszelki wypadek... Chodzi o to, ze na kazdym kroku staram sie sobie samej udowaniac, ze radze sobie bez jego pomocy, staram sie byc samodzielna. Najgorzej jednak jest gdy sie kochamy, Ciagle sie boje, ze on moze myslec o niej, ze mnie z nia porownuje. Maz jest bardzo czuly i cierpliwy, a ja nie umiem zapomniec.... Czy to minie?
Podobne tematy
Minie... Macie córeczkę którą oboje kochacie. Nie psujcie tego. z 2 strony małżeństwo bez zaufania jest bez sensu. Gdyby myślała nad "przeprowadzką" pomyśl, że jutro się rozstajecie i co będziesz czuła? Poczujesz ulgę na sercu czy ogromny żal i smutek?
Osobiście ja jestem zdania że zdradził RAZ zdradzi i kolejny. Każdy jest inny. Może w tym przypadku się mylę nie wiem, jestem tylko człowiekiem. To Ty najlepiej wiesz co czujesz i nikt nie zadecyduje za Ciebie bo to Twoja decyzja. My tylko możemy wyrazić swoje zdanie na ten temat. Pozdrawiam.:)
czas nie goi ran tylko przyzwyczaja do bólu...
bardzo odważna decyzja i godna podziwu jeśli oboje będziecie się starać to po malutku odbudujesz zaufanie do niego, mam nadzieję że uda się Wam przecież macie dla kogo ![]()
dziekuje za mile slowa. Nie wyobrazam sobie rozstania, ufam mezowi, widze, ze robi wszystko dla nas, ale obawa pozostaje
prędko nie minie ten strach ale uważam że dasz radę, trochę wiary w to że się uda a wszystko się ułoży
a wiesz co jest najlepsze, ze ja od kiedy tylko poznal te dziewczyne, a poznal ja w pracy, ja czulam, ze cosich laczy! caly ten ich romans trwal 2 miesiace, ale byl. Ja pytalam o nia, kim dla niego jest, kiedy pojechal na 2 dni do tego miast, gdzie pracowala - pytalam wprost czy z sie z nia spotyka. Zaprzeczal, twierdzil pozniej, ze bal sie o moja ciaze, o mnie i coreczke. Ta kobieta stawiala mu ultmatum - albo ona albo my. Zagrozilam mu, ze nie zobaczy corki gdy chcial odejsc, nie zrobilabym tego malej - ale zaczal wtedy myslec. Powiedzial, ze kocha mala, a mnie juz nie. To czesto wraca, szczegolnie przy okazji jakichs sprzeczek. Ta kobieta napisala mi kiedys, ze zostawia mojego meza laskawie w spokoju, bo wie, ze z nasza corka bedzie szczesliwy, a zycie ze mna to bedzie dla niego wegetacja... Ja z ta kobieta nigdy slowa nie zamienilam, nie widzialysmy sie... a te slowa bardzo mnie zabolaly... Pisala do mnie i dzwonila z innych numerow, pisala, ze maz mnie zdradza, wysylala do niego horoskopy, w ktorych bylo wskazanie, ze ma byc z nia, a nie ze mna... ![]()
Witaj małe piwko doskonale cię rozumiem jak się czujesz,mój maz też oficjalnie mi powiedział,ze jego uczucie do mnie się wypaliło.Boli i to cholernie.My jednak się rozstalismy,od dwóch tygodni jestem sama z dwójką dzieci,przecudownych dzieci.
Cóż mam ci powiedzieć,skoro się stara to może nie jest tak do końca prawdą,że cię nie kocha
Zdrada jest niestety zdradą i to już na zawsze zostaje w naszej psychice niestety.Ciężko jest odbudować nasze zaufanie,zdradę mozna wybaczyć,ale zapomnieć nigdy
Ta kobieta jest beszczelna i tyle,nienawidzę takich kobiet,które nie liczą się z tym,że facet ma rodzinę.Przykre jest to co cię spotkało i bardzo współczuję bo nie zrozumnie cię nikt,jak tego nie przeżyje.Cóż jeżeli nie czujesz się już szczęśliwa w tym związku,to odejdż bo się zamęczysz dziewczyno.Jeśli jednak jest co ratować to sprubój to posklejać,lub usiądż i porozmawiaj szczerze z mężem o jego uczuciach do ciebie.Za dwoje kochać się niestety nieda,a związek ma się opierać na zaufaniu,poczuciu bezpieczeństwa i stabilizacji.Z całego serca ci życzę jak najlepiej :)Pozdrawiam.
dziekuje Ci kasiamruczek1:) Maz mowi, ze mnie kocha nawet bardzo czesto:) powiedzial kiedys, ze czul sie odepchniety, ze ja w ciazy i to bylo dla mnie najwazniejsze. Ale jak moglo byc inaczej... on chyba nie szukal przygody, seksu. Mysle, ze czul sie nieszczesliwy. Nie usprawiedliwiam go, zeby nie bylo ![]()
i wspolczuje Ci z calego serca, bo ja rozstania sobie nie wyobrazam...
Dokładnie nie ma żadnego wytłumaczenia i usprawiedliwienia zdrady.Zdrada to zdrada,są jednak inne sposoby na rozwiązywanie swoich problemów.Nie rozumiem facetów oni wolą iść po najmniejszej lini oporu i szukać pocieszenia u innych.
Piszesz,ze czuł się nieszczęśliwy,a z jakiego powodu???
twierdzil, ze czul sie odrzucony i odepchniety, ze dla mnie wazna byla tylko ciaza, a on sie nie liczyl... choc ja sie z tym nie zgadzam:( wiadomo, ze ciaza, szczegolnie pierwsza jest dla kobiety czyms nowym, fascynujacym, ale i niosacym strach o nienarodzone dziecko. A wszystko bylo i obiadki jak zwykle i seks tez, choc wiadomo, ze rzadziej...
hej olina, wlasnie probuje z nim o tym rozmawiac i powiedzial, ze mam mowic o wszystkim co mnie trapi, ze razem to rozwiazemy. Lzy tak naprawde nigdy nie poplynely, karmilam dziecko, staralam sie byc silna. Po pol roku, pokarm i tak stracilam, a teraz, czy nie jest juz za pozno na lzy i rozdrapywanie tego od nowa?
Nie ma co rozdrapywać starych ran,co było minęło,nigdy nie wróci
Jednak ciąża to nie jest wytłumaczenie,dobrym rozwiazaniem jest szczera rozmowa i naprawianie błędów.
Co do mojego rozstania to ja zadecydowałam,ja kazałam mu się wyprowadzić,bo nie mogłam żyć z tą świadomością,że mnie zdradził
Ja też niewyobrażałam sobie rozstania,ale powiedziałam dość bo najpierw była jedna kochanka,pózniej druga,cholernie bolało i nadal boli
Ale cóż trzeba żyć dalej z nim,czy też bez niego.Nie zasłuzyłam sobie na takie traktowanie z jego strony.
Tobie jednak życzę wiele siły i przedewszystkim wiary w siebie ![]()
dziekuje dziewczyny, to wiele znaczy dla mnie. To, ze rozumiecie......
Nikt cie nie zrozumie tak,jak sam tego nie przeżył,będzie dobrze,a póżniej tylko jeszcze lepiej ![]()
16 2009-10-31 00:59:55 Ostatnio edytowany przez olina22 (2009-10-31 01:01:10)
Zgadzam się z kasiamruczek1, ciąża to nie jest żadne wytłumaczenie. Tak naprawdę mąż powinien Ciebie właśnie wtedy otoczyć szczególną opieką, a nie oczekiwać tego od Ciebie. W ten sposób usiłuje zrzucić na Ciebie winę za to, że sam sobie nie poradził z tą sytuacją. Zrobił tak jak mu było najprościej. Teraz nie powinnaś jednak już do tego wracać, zajmij się tym co jest tu i teraz, musisz po prostu iść do przodu.
zyje z ta mysla, ze bedzie lepiej. Mamy wspaniala corke i chcemy oboje, zeby byla szczesliwa, a szczesliwa moze byc majac szczesliwych rodzicow;) biore uwagi do serca, od jutra rozmawiam z mezem o wszystkim co mnie trapi i wierze, ze dam, ze damy rade:)
od jutra, bo maz w pracy ;P
Radę napewno dasz,bo sam fakt,ze żyjesz z tą świadomością już tak długo świadczy sam za siebie.
Powodzenia ![]()
Mysle, że sobie poradzisz, mąż żałuje, kocha Cie i macie cudowna córke,której zapewnicie cudowny dom. Tylko pamietaj trzeba rozmawiac, bo bez rozmowy pojawia sie niezrozumienie, nieporozumienia itd a to nie prowadzi do niczego dobrego.... 3mam kciuki ![]()
Widzę że nie jestem z takim problemem sama tylko że mój maż nadal nie chce ze mną rozmawiać może nie jest jeszcze gotowy chce mu dać czas ale ten czas mnie dobija.
Ze wszystkimi postami się zgadzam wiem że czas leczy rany, a o zdradzie nie da się zapomnieć można ja tylko zrozumieć i wtedy można wszystko odbudowywać od nowa, ty już jedną część masz za sobą jesteście razem mąż mówi ci że cie kocha wiec wykorzystaj wspólny czas mów o swoich obawach o problemach bo szczera rozmowa to podstawowy klucz do odbudowania zaufania.
Życzę powodzenia i bądź silna ![]()
dziekuje Wam raz jeszcze, najlepsze w tym wszystkim jest to, ze maz wie, ze zrobil zle i czesto mowi o tym jak o swoim najwiekszym zyciowym bledzie:)
bo to był jego życiowy błąd!! Pamiętaj. I oby udało mu sie to wszystko odbudowac.. powodzenia ![]()
Moja historia może wyda się Wam banalna, ale mi bardzo trudno jest tą zdradę zapomniec.
Jakiś czas temu, poświęciłam cały swój czas "karierze zawodowej", praca pochłonęła mnie całkowicie, w pewnym momencie nie miałam już siły pracowac- ktoś uczynny poczęstował mnie amfetaminą- wydawało mi się, że teraz ze wszystkim dam sobie radę. W pracy wszystko szło super, niestety w domu.... Mąż próbował ze mną rozmawiac, ja obiecywałam poprawę ale po kilku dniach wracałam do "witaminy". Nie wiem, jak dalej wyglądało by moje życie- mąż zamknął się w sobie i wtedy stało się... Jadnego dnia mężowi zepsuła się komórka więc dałam mu moją, nie wiedział, że komórka " zapamiętuje" dodatkowo wysyłane sms-y ( pracowałam jako dyspozytor w firmie transportowej i kierowcy często kłamali, że nie dostali albo dostali zbyt późno ode mnie dyspozycje, dlatego sms-y były zapamiętywane). Oddał mi telefon- chciałam wykasowac zbędne wiadomości i przeczytałam- " o czym śniło moje słoneczko"- nie był to sms do mnie - wpadłam w histerię, nie mogłam tego zrozumiec, mąż powiedział, że ta kobieta zainteresowała się jego stanem psychicznym, bała się, że strzeli sobie w łeb- mąż pracuje w ochronie magazynów z bronią. Przysiągł, że z nią nie spał. Zadzwoniłam do niej- ona również powiedziała, ze nie ma nic na sumieniu. Może jestem naiwna ale w to wierzę. Jednak te słowa co jakiś czas huczą mi w głowie. Cała ta historia ma też dobre strony- podjęłam leczenie, nie biorę!!! Zrezygnowałam z tamtej pracy, więcej czasu poświęcam dzieciom - mamy dwójkę 14 i 11 lat, ale przede wszystkim rozmawiam z mężem. Wyjaśnił mi, że nie mógł pojąc jak i dlaczego zaczęłam go oszukiwac, kłamac w ogóle nie interesowały mnie sprawy domu, seks był raczej sportem- bardziej stałam się pracującą maszyną niż żoną, kobietą w której się zakochał.Powiedział, że nadal mnie kocha. A ja czytając tego sms-a zrozumiałam jak bardzo kocham męża i ile mogę stracic gdy ode mnie odejdzie.Teraz jest dobrze, tylko dlaczego nie mogę zapomniec treści tego cholernego sms-a? A może znacie jakiś sposób by zapomniec.... Pozdrawiam Was wszystkie a szczególnie oline 22.
24 2009-11-02 23:10:12 Ostatnio edytowany przez olina22 (2009-11-02 23:17:24)
Adda73, nie, Twoja historia na pewno nie jest banalna. Jakże często uciekamy od problemów i staramy się jakoś sobie z nimi poradzić. Jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy. Najważniejsze to potrafić się do nich przyznać, podnieść się i spróbować to zmienić wtedy, kiedy nie jest jeszcze za późno. Ale jakże często brak nam zrozumienia u ludzi, którzy są tuż obok, którzy mogliby wskazać, że błądzimy, być dla nas wsparciem kiedy tego potrzebujemy. Widzisz, gdyby wtedy mąż bardziej radykalnie powiedział Ci czego od Ciebie oczekuje i co może się stać, co go niepokoi, co mu przeszkadza, byłoby pewnie dużo prościej. Może nie chciałaś go słuchać, a on nie potrafił Ci wytłumaczyć. Gdyby wcześniej coś się zmieniło on nie musiałby uciekać ze swoim problemem gdzie indziej. Zwykła rozmowa, a jak byłoby inaczej, prawda? Ale nie czarujmy się, czasem i nam taka terapia szokowa jest potrzebna, żeby zrozumieć co tak naprawdę jest dla nas najważniejsze, pozwala ustalić priorytety, może przewartościować swoje życie. Czy wiedziałabyś jak bardzo kochasz, gdybyś nie miała możliwości przekonać się, że możesz tę miłość stracić? Czy miałabyś taką motywację, aby zacząć walkę o siebie samą?
A ten sms? Przyjdzie czas, że nie będzie już budził takich emocji. Na pewno nie zapomnisz, bo tego się nie zapomina, ale z czasem będzie coraz łatwiej, zobaczysz. Życzę Ci wytrwałości i żebyś już nigdy nie błądziła i oczywiście, abyście nauczyli się rozwiązywać problemy zamiast od nich uciekać.
Dziękuje Olinko, tak jak napisałaś ta sytuacja naprawdę zadziałała na mnie jak kubeł zimnej wody... I jeszcze jedna rzecz o której nie napisałam: Gdy byłam w dołku, oczywiście często zapłakana z pretensjami do całego świata ze szczególnym wskazaniem na męża,mój
syn napisał do nas liścik - " jesteście dwoje, dwoje na miłośc, ból i szczęście, godziny życia znane i nieznane" nawet teraz gdy o tym piszę łzy płyną same- w tej całej historii nie myślałam o dzieciach, byłam pewna,że nic nie rozumieją, nie widzą- widziały i rozumiały.. I one zostały bardzo przez nas skrzywdzone a przecież powinniśmy byc dla dzieci wzorem. Od nas uczą się jak życ.
26 2009-11-04 19:32:09 Ostatnio edytowany przez olina22 (2009-11-04 19:32:45)
To piękne co napisał Twój syn... I wiesz, sama czytając to, teraz bardzo się wzruszyłam. Tak, nam się wydaje, że to tylko sprawa między dorosłymi i jakże często zapominamy, że dzieci nawet jeśli dokładnie nie wiedzą co się stało, to czują, że mama i tata już się tak jak powinni nie kochają. Nasze problemy siłą rzeczy odbijają się na dzieciach, a one są szczęśliwe tylko wtedy kiedy mają szczęśliwy dom. Dzieci są mądre, rozumieją dużo więcej niż nam się wydaje, są świetnymi obserwatorami i nadzwyczajnie oceniają otaczającą je sytuację. Cieszę się, że poruszyłaś ten problem...
Dzięki ponownie Olinka za solidarnośc. Muszę przyznac, że dośc dużo czasu zajęło mi zrozumienie, jak wiele znaczy szczera rozmowa. Po tej historii z sms-ami ( był jeszcze jeden też go dokładnie pamiętam ale cytowac nie będę), musiałam porozmawiac z rodziną. Najpierw rozmawiałam z mężem, jakie mamy priorytety, czy jest w naszym związku miłośc i czy będziemy próbowali sobie zaufac. Nigdy wcześniej, czyli przez 14 lat wspólnego życia nie rozmawialiśmy tak otwarcie i szczerze, mąż powiedział, że nigdy nie przestał mnie kochac i ma nadzieję, że tak zostanie oraz, że nie szuka i nie ma zamiaru szukac innej kobiety.Uwierzyłam i na razie ( odpukac) nie mam
powodu mu nie wierzyc ( a przyznam się, że czasem zaglądnę do jego komórki czy na skrzynkę- nie powinnam, wiem i staram się nie szukac ale to jest trudne). O moich uczuciach już mówiłam. Potem przyszła kolej na rozmowę z dziecmi- powiedzieliśmy im, że nie mają się czego obawiac nasza rodzina jest silna bo bardzo się kochamy. Córka narysowała dla mnie i męża serce z tekstem tata kocha mamę, mama tatę- a rodzice kochają swoje dwie gwiazdeczki.Następna "rynna" płaczu. Minęło już sporo czasu a my staramy się o wszystkim rozmawiac, liczę na to, że będzie coraz lepiej, nie zapomnę ale postaram się jak najrzadziej sobie przypominac. To jest trudne ale mi zależy na naszej miłości więc muszę próbowac. Mąż przypomina mi jak się poznaliśmy i jak wiele zrobiliśmy aby byc razem. Chciałabym o tym też napisac ale nie wiem czy mogę....? Nie każdemu jest dane przeżyc taką miłośc- teraz to wiem i wiem, że właśnie dlatego tak przerażająca i pełna bólu jest myśl, że mogliśmy to uczucie zniszczyc. Serdecznie dziękuję za zainteresowanie i życzę sobie i Tobie szczęścia.
28 2009-11-04 23:14:41 Ostatnio edytowany przez olina22 (2009-11-04 23:15:58)
Ada73, oczywiście, że możesz opisać tę swoją miłość, a ja naprawdę chętnie to przeczytam
.
a więc - po maturze, w związku z sytuacją rodzinną zmuszona byłam zamiast na studia iśc do pracy. Napisałam dwa podania do firm szukających pracownika ze znajomością języka niemieckiego ( połowa mojej rodziny mieszka w Niemczech, mój pradziadek był Niemcem i dlatego umiem język niemiecki) i pojechałam z przyjaciółmi nad jezioro. Pogoda była w kratkę więc często zaglądaliśmy do knajpki przy plaży, jednego dnia poszłyśmy z przyjaciółką na piwo a on grał w bilard i znad stołu cały czas zerkał na mnie pięknymi brązowymi oczami. Myślałam, że może tak mi się tylko zdaje, a on po prostu gra. Wyszłyśmy i usiadłyśmy na ławce w pobliżu knajpki, a ja cały czas
myślałam- może jak będzie wychodził to podejdzie do mnie... Po kilku chwilach wyszedł z kolegą, ale minął naszą ławkę bez słowa, chciałam już wracac do namiotu ale oni nagle odwrócili się, podeszli do nas, przedstawili się, powiedzieli skąd są i najzwyczajniej w świecie zaproponowali spacer brzegiem jeziora. Mimo, że miałam wtedy kogoś, poszłam,przecież to tylko spacer. Ten spacer trwał do 4-5 rano. On poszedł do siebie ja do siebie. Umówiliśmy się na kolejny spacer następnego dnia. Ale rano właścicielka ośrodka powiedziała mi, że ktoś pilnie mnie szuka i mam natychmiast zadzwonic do domu. To dzwonił mój ojciec, powiedział, że przyjeżdzają do mnie jacyś Niemcy, on nie wie czego chcą, zrozumiał tylko, że mam jak najszybciej zadzwonic pod numer, który mu dali. Zadzwoniłam i musiałam od razu pakowac się i wracac, zostałam przyjęta do pracy i za dwa dni musiałam wyjechac na szkolenie do Berlina.
Zapomniałam o wakacyjnym zauroczeniu. Zaczęłam pracę, jednego pięknego dnia koleżanka pokazywała mi nagranie z imprezy zorganizowanej na koniec ich szkoły w innym mieście, i przeszedł mnie dreszcz- serio- znów zobaczyłam te piękne oczy. Zapytałam ją czy jego zna, może wie gdzie mieszka. Nie wiedziała, ale, że to mała mieścina szybko się dowiedziała. Kilka dni zastanawiałam się co i czy w ogóle mam do niego napisac. Wysłałam kartkę z tekstem "6.6.1992 Dziękuję" na odwrocie koperty napisałam tylko swoje nazwisko i miejscowośc. I znów prawie zapomniałam, chociaż od czasu do czasu przypominały mi się te jego śliczne oczy.. W międzyczasie rozpadł się mój związek z chłopakiem- proza życia on na studiach daleko a ja zostałam w moim mieście i pracowałam. Czas płynął, po kilku miesiącach gdy wróciłam z psem ze spaceru po lesie zobaczyłam pod oknem mojego domku właśnie tego chłopaka z wakacji... Stał z różą i uśmiechał się do mnie. Wszedł i znów przegadaliśmy całą noc, połowę w domu a do 5 rano na spacerze... Opowiedział mi jak mnie znalazł- dostał bilet do wojska, ale do innej miejscowości niż moja. Poprosił o przeniesienie właśnie do mojego miasta- a u nas były jedne z największych i najcięższych w Polsce- wspominane nawet w "Psach", komisja była zdiwiona, bo raczej każdy prosił, żeby go nie kierowac do tej jednostki i z ochotą wyraziła zgodę na przeniesienie. I tak znalazł się w moim mieście, ale nadal nie wiedział gdzie mieszkam, znał tylko imię i nazwisko, poszedł do Urzędu Miasta, ale tam nic mu nie powiedzieli, bo obowiązuje ich przepis o ochronie danych.. W wojsku z nim był chłopak, który pracował w straży miejskiej w moim mieście. Poprosił go o znalezienie mojego adresu, udało się i tak trafił pod moje okno...zakochaliśmy się w sobie do szleństwa, nawet jednego dnia nie chcieliśmy spędzac osobno.... Po wojsku został już ze mną, po nie całym roku wzięliśmy ślub ( on jeszcze w międzyczasie musiał zakończyc swój 7 letni- praktycznie od szkoły podstawowej związek z dziewczyną z jego miasta). I tak żyjemy już 15 lat...Czasem jedziemy na kilka dni nad " nasze jezioro", teraz opowiadam dzieciom, że to tu poznaliśmy się. I jak sympatyczna historia, prawda? Taka zwykła wakacyjna przygoda zmieniła nam nasze życie. Myślę, że nad nami lata dobry anioł ( moja mama zmarła gry miałam 17 lat więc może to ona jest tym aniołem, na pewno tak .) Serdecznie pozdrawiam i życzę udanego dnia szczególnie Tobie olina 22. I dzięki, że chciałaś abym to opisała, wróciły przemiłe wspomnienia, nie pozwolę nikomu zniszczyc naszej miłości!
30 2009-11-05 20:02:29 Ostatnio edytowany przez olina22 (2009-11-05 20:03:59)
Cieszę się, że dzięki pisaniu udało Ci się przywołaś uśmiech i wiarę, że warto walczyć o tę miłość. Masz piękne wspomnienia...To przecież było przeznaczenie, coś co nie zdarza się każdemu. Po pierwszym zauroczeniu mogliście się przecież już nigdy nie spotkać, a jednak los zdecydował inaczej. Potem mąż tak bardzo o Ciebie zabiegał, tyle trudu w to włożył. I tyle już macie tych wspólnych lat. Tak, po drodze pogubiliście się, ale kto powiedział, że zawsze będzie łatwo? Zawsze są jakieś zakręty, przeszkody, ważne, aby były po coś, aby pokazały, że błądzimy, żeby dostrzec to, czego wcześniej nie zauważaliśmy. My jesteśmy ze sobą 15 lat, ponad 13 po ślubie, mój mąż niedawno powiedział, że gdyby kiedykolwiek przyszło mu być z kimś innym to piękne chwile i tak na zawsze z nim zostaną, na pewno też zawsze byłyby porównania do mnie. I tak mi się wtedy ciepło zrobiło, tak miło... I rzeczywiście nie da się przecież zupełnie przekreślić tego, co było, wykasować z pamięci, wyrzucić. I wiesz, to jest ta nasza siła.
Olinka dzięki dzięki dzięki. A mój mąż mi powiedział, że nie szuka i nie ma zamiaru szukac żadnej innej. Wierze, że teraz tak myśli ale nigdy nie można byc na 100% pewną,że kiedyś jakaś mu zawróci w głowie - lepiej nie ale... nigdy nie mów nigdy, jak powtarza moja chrzestna. Bardzo miło mi się z Tobą rozmawia, właśnie kogoś takiego, kto podniesie na duchu, bez pardonu powie co było nia tak, miałam nadzieję znaleźc i super, ze trafiłam na ciebie. Ja mieszkam w woj lubuskim, blisko granicy z Niemcami a Ty?
adda...sorry, że się włączę w te pogaduchy, ale musze to powiedzieć:
to Ty powinnas być wdzięczna swemu mężowi, że zechciał z Tobą zostać.
W domu dzieci i mąż, a mamusia narkomanka...odwyki...
adda...sorry, że się włączę w te pogaduchy, ale musze to powiedzieć:
to Ty powinnas być wdzięczna swemu mężowi, że zechciał z Tobą zostać.
W domu dzieci i mąż, a mamusia narkomanka...odwyki...
Ależ nie masz za co przepraszac, i uwierz, że jestem wdzięczna mojemu mężowi, błąd nie wdzięczna tylko ja go kocham. Mam pytanko, czy miałaś kiedyś bliski kontakt z osobą uzależnioną??Nie będę się tłumaczyc, ale bardzo ważne dla takiej osoby jest to aby w najgorszych chwilach był ktoś na kim można się oprzec... A ja w tej chwili oparcia w moim mężu nie miałam. Oczywiście możesz uznac to za idiotyczne tłumaczenie ale to fakt i dlatego m.in. tak trudno mi zapomniec. Pozdrawiam serdecznie i dzięki za zainteresowanie, nie chcę głaskania naprawdę.