Witam i proszę o pomoc.
Jesteśmy z mężem 4 lata po ślubie. Wczoraj chciałam zadzwonić do mojej mamy, więc wzięłam jego telefon i patrzę, że jest 1 otrzymana wiadomość. Zazwyczaj oddawałam mu telefon, żeby sam ją sobie przeczytał, ale wczoraj - jakbym coś czuła - otworzyłam i przeczytałam: "dlaczego mnie wczoraj nie odwiedziłeś?" (dzień wcześniej miał jakiś wyjazd z pracy więc domyślam się że miał do tej wulgaryzmwstąpić, ale chyba nie miał czasu). Nadawca- Katowice. Patrzę do skrzynki telef. a tam pod nazwą Katowice 5 numerów tel. komórkowych (ale z żadnym innym się nie kontaktował, tylko z tą jedną). No to już byłam pewna, że to dziwki.
Sprawdziłam na pewnej stronie internetowej, po której łaził ze 2 lata temu i z jakąś panienką e-maile wysyłali. I rzeczywiście - ku... z Katowic-:(
Napisałam więc do niej z mojego telefonu, że to niby on pisze, że tamten telefon ma teraz ktoś inny i żeby na niego nie pisała i nie dzwoniła. Wzięłam ją pod szpic i dowiedziałam się, że jeszcze nigdy u niej nie był.
Nie umiem udawać, więc zaraz po przeczytaniu SMS od tej wywłoki snułam się z kąta w kąt i w ogóle widać było że coś jest nie tak. Mąż się pytał o co chodzi, a ja że o nic, ale doskonale wiedział, że coś mnie strasznie gryzie.
Poszłam się wykąpać, a gdy wróciłam wyrzygałam mu że wiem o wszystkim-wypierał się. Mówię- pokaż mi swój telefon; pokazał, ale zdążył już usunąć z listy kontaktów, z tym że zapomniał, że ma tam jeszcze 2 SMSy od niej typu: 1-jestem zainteresowany, 2-postaram się). Tłumaczył sie oczywiście, że nie miał zamiaru nigdzie jechać, że chciał tylko zobaczyć jak się z takimi panienkami gada, że nie zdradził, że ja i córka (2,5 roku) jesteśmy dla niego najważniejsze... i takie tam bzdury.
Rozmawiałam z nim, pytam czego mu brakuje w związku, w seksie...? a on że to nie ja jestem winna, że to on jest pojeb..., że mogę mu dać w mordę jak mi ulży...
Nie wiem, gdzie mam szukać pomocy, nie wiem jak mam mu zaufać:(
Miał 1 listopada jechać sam (bo ja i córka jesteśmy jeszcze chore i mam tu swoje groby) w rodzinne strony przez Katowice oczywiście. Więc proszę go, żeby nie jechał, że nie chcę, żeby sam tamtędy jechał, że pojedziemy za tydzień itp. A on mi na to, że już się z rodzicami umówił żę przyjedzie. Wiem, że jak on się sam nie upilnuje, to ja też tego nie zrobię.
Nie wiem co mam ze sobą zrobić, chcę wierzyć że mnie nie zdradził (choć to tak naprawdę też zdrada), ale fizycznie może nie; tylko czy tego nie zrobi? Pytam się - nie umiesz dochować wierności 4 lata po ślubie, a jak wytrzymasz całe życie? A on, że sam nie wie po co to zrobił...
Boję się też, że zacznie się teraz bardziej pilnować i nijak go nie sprawdzę - nie po to, by udowodnić mu zdradę, ale po to by uspokoić siebie i spróbować odbudować zaufanie.
Pomóżcie, proszę!!!!!