Witam Was,
Jestem w szczęśliwym związku (ja 24, on 31). Poznaliśmy się półtora roku temu, przez pierwsze kilka miesięcy był to związek za odległość, potem ja rzuciłam wszystko, przeprowadziłam się i zaczęłam studia w mieście 100 km od niego. Była to trudna decyzja, poszłam na głęboką wodę... Aby pomoc mi w nowej sytuacji zaproponował że wynajmiemy razem mieszkanie tam, gdzie studiuję. Jednocześnie ciągle wynajmuje drugie mieszkanie w swoim mieście i tam też pracuje.
Co do "naszego" mieszkania: on płaci połowę czynszu i opłat, przyjeżdża raz w ciągu tygodnia i na weekendy, czasem na jadę do niego... Jednak przestaje mi to wystarczać. Chciałabym, aby zmienił pracę i przeprowadził się do mojego miasta. On też tu studiował, zna sporo ludzi...
W swoim mieście mój chłopak gra w zespole i ma próby raz w tygodniu aż do 1 w nocy. Ma więc 2 wieczory, jak to określa, dla siebie.
Chciałabym, aby sam zaproponował przeprowadzkę, absolutnie nie chcę mu tego sugerować. Jako że niedawno się przeprowadziłam, mam problemy z integracją na uczelni nie chcę, aby myślał, ze chcę tego dlatego, że czuję się samotna.
Gdy się widzimy często okazuje mi uczucia, znam wszystkich jego znajomych, jego rodzina bardzo mnie lubi. W drugą stronę jest tak samo. Zdrady, jakieś podwójne życie nie wchodzą w grę, on mnie naprawdę kocha.
Macie pomysły co zrobić, aby on sam chciał poszukać tu nowej pracy? Raczej bez problemów by ją znalazł, może tylko mniej płatną, ale zaoszczędziłby na drugim mieszkaniu i dojazdach...
Pozdrawiam serdecznie i wszyskiego dobrego w Nocym Roku!