Moja historia jest taka. Byłam z facetem prawie 2 lata. Od początku maja zamieszkałam u niego, a w lipcu zaszłam w nieplanowaną ciążę. Od tego momentu wszystko zaczęło się sypać. Na początku sierpnia partner powiesił, gdzie ja go uratowałam. Trafił na oddział psychiatryczny na 1,5miesiąca. Ledwo co wyszedł dowiedziałam się,że robił wszystko aby wcześnie wyjść i wręcz okłamywał lekarzy o swoim stanie zdrowia. Ciągle słyszałam ,,czemu mnie odcięłaś, mogłaś mi pozwolić na to". O ciąży mówił ,,to jest Twój problem" namawiał do aborcji otwarcie. Szczerze wahałam się co zrobić...bo zaczęcie tego tematu kończyło się kłótnią a czasem agresją na mnie. W połowie października sam stwierdził chcę się leczyć. Dla samego siebie tak mówił. Myślałam to dobry początek. Trafił na kolejny oddział psychiatryczny. Codziennie go odwiedzałam,starałam się wspierać jak mogłam...do czasu. Kilka godzin przed dostaniem wypisu,popełnił samobójstwo. Jakieś 3 tyg temu. Do tej pory zastanawiam się czy powiedziałabym coś innego,czy zrobiła.
Jego ostatnia wiadomość do mnie to ,,ja ciebie też bardzo mocno kocham". I teraz jestem sama w ciąży. Tak mam wsparcie rodziców,znajomych..ale jak mam widzieć przyszłość po czymś takim? Po pogrzebie dowiedziałam się,że mój facet przez cały nasz związek zataił fakt,że ma 3 dzieci z któregoś poprzedniego związku. A ja głupio mu zaufałam, gdzie tak naprawdę mój i los dziecka dla niego się nie liczył. Tak kocham go,mimo tego wszystkiego. Jak kiedyś powiem dziecku, Twój tata sam chciał samobójstwa?
Podobne tematy
2 2015-01-03 13:43:34 Ostatnio edytowany przez Sponi (2015-01-03 14:00:10)
Moja historia jest taka. Byłam z facetem prawie 2 lata. Od początku maja zamieszkałam u niego, a w lipcu zaszłam w nieplanowaną ciążę. Od tego momentu wszystko zaczęło się sypać. Na początku sierpnia partner powiesił, gdzie ja go uratowałam. Trafił na oddział psychiatryczny na 1,5miesiąca. Ledwo co wyszedł dowiedziałam się,że robił wszystko aby wcześnie wyjść i wręcz okłamywał lekarzy o swoim stanie zdrowia. Ciągle słyszałam ,,czemu mnie odcięłaś, mogłaś mi pozwolić na to". O ciąży mówił ,,to jest Twój problem" namawiał do aborcji otwarcie. Szczerze wahałam się co zrobić...bo zaczęcie tego tematu kończyło się kłótnią a czasem agresją na mnie. W połowie października sam stwierdził chcę się leczyć. Dla samego siebie tak mówił. Myślałam to dobry początek. Trafił na kolejny oddział psychiatryczny. Codziennie go odwiedzałam,starałam się wspierać jak mogłam...do czasu. Kilka godzin przed dostaniem wypisu,popełnił samobójstwo. Jakieś 3 tyg temu. Do tej pory zastanawiam się czy powiedziałabym coś innego,czy zrobiła.
Jego ostatnia wiadomość do mnie to ,,ja ciebie też bardzo mocno kocham". I teraz jestem sama w ciąży. Tak mam wsparcie rodziców,znajomych..ale jak mam widzieć przyszłość po czymś takim? Po pogrzebie dowiedziałam się,że mój facet przez cały nasz związek zataił fakt,że ma 3 dzieci z któregoś poprzedniego związku. A ja głupio mu zaufałam, gdzie tak naprawdę mój i los dziecka dla niego się nie liczył. Tak kocham go,mimo tego wszystkiego. Jak kiedyś powiem dziecku, Twój tata sam chciał samobójstwa?
Dla niego - przepraszam, jeśli jestem zbyt surowa - nie liczył sie nikt Cannea. Jest mi strasznie przykro, że znalazłaś się w takiej sytuacji.
Nie wiem... Boże. Nie wiem co Tobie powiedzieć. Wiesz, że teraz musisz myśleć o dziecku a tym samym o sobie? Chciałabym być taką wirtualną ciocią dla Twojego Dziecka. Jeśli oczywiście pozwolisz....
Jedna z Forumowiczek napisała mi kiedys w odpowiedzi, że życie pisze scenariusze. Fakt... I to jakie. Boże mój jedyny...