hej, pierwszy raz udzielam się na tym forum, chociaż wcześniej nie raz tu zaglądałam, by znaleźć odpowiedź na swój problem.
Zacznę od początku. Ponad 6 lat temu poznałam chłopaka, byliśmy przez cały czas razem aż do wczoraj. Od dwóch lat zastanawiałam się nad odejściem, ale ciągle przy nim trwałam. Dopiero teraz zdecydowałam się na ten krok, ale teraz nie wiem czy słuszny.
Wiele razem przeszliśmy przez ten czas, ale przez cały związek towarzyszyły nam nieustanne kłótnie. Wiele przykrości i krzywd wyrządziliśmy sobie nawzajem.
Kiedy poznałam M miałam 17 lat, a on 18. Wydawał mi się jak na swój wiek bardzo poważny i odpowiedzialny, czułam się przy nim bezpieczna i wiedziałam, że ze wszystkim sobie poradzimy. Nasze drogi rozeszły się jak rozpoczęliśmy studia, każdy w innym mieście. Ja mieszkałam z koleżanką, nigdzie nie wychodziłam, ciągle czekałam na niego. On poznał kumpli, zaczęły się imprezy, palenie trawki i kłamstwa. Kłamstwa, które trwają aż do dziś.
Przyznaje się, że dużo kłótni było moją winą, czepiałam się go o każdy drobiazg, każde wyjście, byłam chorobliwie zazdrosna. Przez to obwiniam siebie za te kłamstwa. On zresztą też mówi, że kłamie żebym ja się nie czepiała.
M ma trudną sytuację rodzinną, cztery lata temu zmarła jego mama, jego ojciec ma nową dziewczynę, dla niego liczy się tylko ona, ciągle się kłóci z M i chce go wyrzucić z domu.
ja jestem bardzo nerwową osobą, szybko się denerwuje i wybucham. Zdarzyło mi się go uderzyć, a jemu mi oddać. Mimo, że teraz sytuacje te nie zdarzają się to obawiam się ich powtórzenia. M pijąc alkohol jest bardzo agresywny. Jak jest pijany muszę uważać żeby nie powiedzieć czegoś złego, by go nie zdenerwować. Potrafi wtedy krzyczeć i poniżać mnie przy wszystkich. Na naszych wspólnych wakacjach teraz we wrześniu (byliśmy za granicą) spotkaliśmy dwóch Polaków, z którymi M musiał się upić i będąc w obcym państwie, stojąc na rynku był w stanie krzyczeć na całe gardło, wyzywać mnie itd, przez to że poprosiłam go żeby nie kupował dwóch a jedną butelkę wina. Jego agresja po alkoholu jest jednym z powodów, dla których uważam, że nasz związek nie ma sensu. Kolejnym powodem jest, to że M siedział kilka miesięcy bez pracy, popracował miesiąc i znów bez pracy i tak w kółko, jak potrzebował pieniędzy to wiedział, że ja mam. Do tego stopnia, że jest mi teraz winny 5 tys. zł, gdybym liczyła wszystko o wiele więcej. Chce mieć odpowiedzialnego, chętnego do pracy mężczyznę żeby stworzyć wspólny dom i razem go utrzymać, a nie żeby wszystko było na moich barkach. Następnym powodem jest jego jaranie, ciągle obiecuje mi to, że z tym skończy, ale jednak, co jakiś czas coś znajdę, dowiem się przez przypadek to twierdzi, że to rzadko się zdarza, a nie mówił mi żebyśmy się nie pokłócili.
ponad rok temu oświadczył mi się, zgodziłam się. Jednak żadnych planów na temat ślubu nie ma, bo on twierdzi, że nie ma na to pieniędzy. To po co się zaręczaliśmy? czuje się, że mnie zarezerwował i nic więcej.
Mimo tych wszystkich złych rzeczy przez długi czas nie umiałam podjąć żadnej decyzji. Zastanawiałam się czy to ma sens, ale nic z tym nie robiłam, bo bałam się. teraz go zostawiłam i czuje się fatalnie. Pisze i dzwoni do mnie, że dla mnie przestał palić, dla mnie znalazł pracę i chce nam mieszkania szukać. Chciałabym mu wierzyć, ale tyle razy zawiódł moje zaufanie, że nie potrafię. jednak jest coś co sprawia, że ciągle przy nim tkwiłam: kocham go. Ponoć prawdziwa miłość przetrwa wszystko. Boje się teraz o niego, jak sobie poradzi, martwię się, bo M jest pokłócony z tatą i nie ma nikogo. Dziś jest Sylwester, nie chce żeby siedział sam. Nie wiem co robić. Boje się, że nie dam rady i wrócę do niego i będziemy tkwić w tym związku bez szczęścia... Co o tym myślicie?
Podobne tematy
Boje się, że nie dam rady i wrócę do niego i będziemy tkwić w tym związku bez szczęścia...
Tym jednym zdaniem sama odpowiadasz sobie na swoje pytanie. Nie bądź z kimś tylko dlatego, że ci go żal lub że czujesz się winna. Nie czujesz się z nim szczęśliwa? Obawiasz się go, kiedy wypije? Nie masz do niego zaufania? Nie wierzysz, że to jest odpowiedzialny facet, z którym możesz założyć rodzinę? Nie pchaj się w taki związek.
Zastanów się także nad własnym postępowaniem. Jeżeli uważasz, że masz problem z chorobliwą zazdrością, panowaniem nad własnymi emocjami i z agresją wobec partnera, czas pomyśleć, co z tym zrobić. Popracuj nad sobą. Życzę powodzenia!
Dziękuję za odpowiedź. Jeśli chodzi i mnie to pracuje nad sobą i myślę, że to mi się udaję. Jeśli chodzi o nasz związek to wiem, że nie powinnam z nim być jednak jest coś co ciągnie mnie do niego, tęsknie. Potem zastanawiam się za czym tęsknie skoro ciągle się kłócimy. I tak w kółko. Od dłuższego czasu nie umiem podjąć żadnej decyzji i nie jestem pewna niczego na 100%. Wiele moich koleżanek zostawiło chłopaka po kliku latach związku, ale dla kogoś. Myślę, że w takich sytuacjach jest łatwiej, bo jest ktoś. Wiem, że czas leczy rany, rozstaniemy się, pocierpimy i w końcu się ułoży. W teorii jest mi to znane jednak w wykonaniu bardzo trudne.
Jednak trzeba umiec wybierac. Natomiast zostawienie kogos dla kogos jest dla mnie zwykłym kurestwem ale innego rodzaju bo jest poprzedzone byciem z kims a jednocześnie okłamywaniem go co do celu i intencji bycia z nim. Na takich koleżankach nie ma co się wzorować.
Jednak trzeba umiec wybierac. Natomiast zostawienie kogos dla kogos jest dla mnie zwykłym kurestwem ale innego rodzaju bo jest poprzedzone byciem z kims a jednocześnie okłamywaniem go co do celu i intencji bycia z nim. Na takich koleżankach nie ma co się wzorować.
Hehe kobiecego egoizmu czy strachu i tak tu nie wyrzucisz, mimo ze jej to powiesz.
Zakończyć związek zawsze jest trudno, bez względu na okoliczności. Jeżeli ktoś panicznie obawia się samotności, to być może przeskoczyć z jednego związku w drugi faktycznie byłoby opcją łatwiejszą, ale jak wspomniała moja poprzedniczka, to nie jest w porządku ciągnąć związek, kiedy tak naprawdę tylko czeka się na lepszą okazję... Pomyśl. Będziesz nie fair w stosunku do niego i do samej siebie. Nikt nie powinien być traktowany jak poczekalnia, każdy zasługuje na szczerość... Też uważam, że na takich koleżankach nie ma się co wzorować.
Jakim cudem doprowadzialas do tego, że jest Ci winny aż 5 tysięcy? Nie bądź jego skarbonka.
Poza tym pamiętaj, że im więcej człowiek pozwala sobie zrobić, tym granica poprawności coraz bardziej zaciera się i w dodatku zaczyna tłumaczyć negatywne działania drugiej osoby.
Poza tym w jeden dzień nie da się zmienić. Ani tydzień, ani miesiąc.
I skoro już postanowiłeś z nim zerwać, to bądź konsekwentna, bo inaczej on sobie pomyśli że szwntazujsc Cię emocjonalnie nigdy nie odejdziesz.
Pamiętaj też że on ma swoich znajomych, więc pewnie znajdzie kompania na sylwestra. A jak nie - jedna samotna noc krzywdy mu nie zrobi. Może nawet sporowokuje do pzemyślenia złych rzeczy, jakie Ci wyrządził.