koniec roku i nadszedł czas podsumowań i postanowień na nowy rok. Dla mnie to podsumowanie jest szczególne ... chyba jeszcze nigdy nie było tak bolesne bo pierwszy raz jestem sam ze sobą szczery. W tym roku rozpadł się mój kolejny związek to było kilka miesięcy temu. Koniec roku i trochę wolnego skłoniły mnie do refleksji nad swoim życiem i przyczyną tego, że jestem sam. Diagnoza jest prosta - nie mam mocnego charakteru, w relacjach na których mi zależy gnę się a to stanowi dla kobiet sygnał ostrzegawczy i uciekają gdzie pieprz rośnie. Co ciekawe w relacjach oficjalnych, zawodowych nie mam z tym problemu - potrafię zakreślać granice, trzymać się swojego zdania i jestem postrzegany jako osoba stanowcza i uparta, mająca swoje zdanie itp. Wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienia się gdy zaczynają w grę wchodzić uczucia ... mięknę, cała moja pewność siebie pryska, jestem skłonny iść na bardzo dalekie ustępstwa aby nie powiedzieć, że wywieszam białą flagę - poddaję się w imię tego aby było dobrze. Unikam konfliktów i pozwalam sobie wejść na głowę. Co oczywiste prędzej czy później kończy się to fatalnie ... kobieta wie widzi we mnie oparcia, partnera i mówi "pa". Czułem to chyba już wcześniej ale nigdy do tej pory nie wziąłem na tapetę moich wszystkich dotychczasowych związków tak dokładnie. Zauważyłem, że schemat się powtarza i prędzej czy później finał jest taki sam.
Postanowiłem to zmienić ale ... właśnie pojawia się ale ... charakteru nie można zmienić ot tak z dnia na dzień. Pewne schematy są w głowie zakodowane tak głęboko, że powiedzenie czegoś, zrobienie czegoś to odruch. Światełko w tunelu jest takie, że w ostatnim związku zauważałem to i wiedziałem, jak powinienem był zareagować. Co z tego jak refleksja przychodziła po czasie ... coś już zostało powiedziane, zrobione a mnie pozostawał "niesmak", że znowu się ugiąłem. Czy dorosły człowiek może zmienić tak bardzo swój charakter, jak to zrobić, czy to można "wyćwiczyć" ?
Podobne tematy
To duży sukces, że masz te refleksje , dostrzegasz problem i rozumiesz.
Nie znam Cię i nie wiem jak to dokładnie jest.
Każda kobieta ma swoje zdanie na ten temat, każdy znajdzie kogoś dla siebie, a to co może być dla niektórych wadą inni odbierają za zaletę.
Myślę, że warto pójść do specjalisty i popracować nad sobą, bo czy znajdziesz pomoc na forum? I ogólnie w necie?
Powodzenia.
Czasami to słabość jest siłą
Zależy co kto woli Drogi autorze wątku. Zależy też na jakie kobiety trafiałeś. Różnie to jest.
Ja też jestem ugodowa , nie znoszę konfliktów, uważam że warto być dobrym człowiekiem, tylko właśnie zarówno w pracy jak i w życiu prywatnym znajdą się osoby - chętne by to wykorzystać, ale są i tacy co docenią. Kwestia kogo spotykasz i jak się z tym wszystkim czujesz.
A może własnie którąś to rozczuli ? Mnie np się marzy taki facet twardy i pewny siebie na zewnątrz, a w środku słodki miś , który dla mnie złamie nawet swoje zasady - tylko wiadomo do pewnego stopnia, czy żeby nie doprowadzić do kłótni często nie wypowiadasz swojego zdania ?
5 2014-12-31 14:29:07 Ostatnio edytowany przez AstaLaVista (2014-12-31 14:32:45)
A może własnie którąś to rozczuli ? Mnie np się marzy taki facet twardy i pewny siebie na zewnątrz, a w środku słodki miś , który dla mnie złamie nawet swoje zasady - tylko wiadomo do pewnego stopnia, czy żeby nie doprowadzić do kłótni często nie wypowiadasz swojego zdania ?
O takim każda marzy, szczególnie młoda. A tak nie ma. Albo słodki, albo oschły. Może tylko chwilowo grać.
Takie dowartosciowanie, że ujarzmicie jakiegoś twardego brutala i dla was bedzie milusi
Tak to tylko w filmach.
6 2014-12-31 14:38:59 Ostatnio edytowany przez noname12_34 (2014-12-31 14:40:07)
Zależy na kogo trafiałeś dotychczas. Dla mnie nie brzmisz jak przysłowiowy pantoflarz, ponieważ powiedziałeś że w pracy sobie radzisz, stawiasz granice, egzekwujesz postawione warunki i jesteś postrzegany jako uparty osobnik.
Powiedz nam, jakie kobiety lubisz? Bo może podświadomie lubisz kobiety silne, a ty właśnie jesteś tym "słabszym" a ona ma być dominą. Jest dużo kobiet ciepłych, które wcale nie potrzebują samca alfa w domu.
A jakie jest twoje nastawienie do związku i posiadania partnerki? Takie ustępywanie na każdym kroku i niedbanie o swoje potrzeby powiewa nieco desperacją. Nie twierdzę że ty nim jesteś, ale ogólnie taki wniosek o ciągłym ustępywaniu mi sie nasuwa.
7 2014-12-31 16:10:40 Ostatnio edytowany przez brakcharakteru (2014-12-31 16:12:52)
cóż niestety ... taki jestem "żeby nie doprowadzić do kłótni często nie wypowiadasz swojego zdania"
w swoich analizach sięgnąłem aż do wieku 5-6 lat ... czemu tak daleko? bo na pytanie kiedy pierwszy raz robiłem coś bez szemrania wbrew sobie od razu przed oczami stanął mi ten obraz ... byłem kiedyś niegrzeczny moja Babcia, która się wtedy mną opiekowała powiedziała "jak nie będziesz grzeczny to ja umrę" i położyła się na ziemi udając, że ma zawał ... byłem tak śmiertelnie przerażony, że od tego czasu byłem jak trusia - bałem się oddychać, śmiać itp. żeby tylko nic się Jej nie stało. Wszyscy byli szczęśliwi ... takie grzeczne dziecko, aniołek. Czas płynął a strach przed tym aby ktoś z moich bliskich nie odszedł albo czuł przeze mnie ból był coraz większy i się utrwalał tym bardziej, że regularnie był podsycany w domu rodzinnym. Dorosłem ... pojawiły się pierwsze związki ... nie miałem problemu z poznawaniem dziewczyn - inteligentny,w miarę przystojny, dobrze tańczy, dobrze rokuje na przyszłość ... jak się zakochałem to one wchodziły do mojego "kręgu osób, których nie można zranić" i zaczynała się równia pochyła. Pozwalały sobie na coraz więcej a ja nie potrafiłem powiedzieć dość, przełykałem kolejne "gorzkie pigułki", które mi serwowały a że nie było reakcji to tych pigułek było coraz więcej. Gdy już nie miałem sił ale tliło się jeszcze jakieś uczucie nie potrafiłem nawet powiedzieć "mam Cię dość, pora się rozstać" - przecież to mogłoby ją zranić. Wiem - to tchórzliwe i żałosne ale nie potrafiłem inaczej tak głęboko to tkwi w mojej psychice. Ostatnie zerwanie było inne ... w sumie nawet nie wiem dlaczego bo nie była to jakaś głęboka, długotrwała relacja (fakt - byłem zauroczony, może nawet trochę zakochany ale prawdziwa miłość nie zdążyła jeszcze rozkwitnąć). Po rozstaniu zacząłem walczyć o siebie ... najpierw była pierwsza poważna rozmowa z Ojcem (nie pierwsza po jakimś czasie ale PIERWSZA). Nie było łatwo zacząć ale potem słowa popłynęły same ... bez złości, krzyków ... jasno postawione warunki, oczekiwania i konsekwencje jakie będą po takim czy innym działaniu. Potem zupełnie przypadkiem wyszła rozmowa z Mamą, próbowała mnie zagonić w "kozi róg" ale nazwanie paru argumentów dziecinadą i ostrzeżenie, że próba szantażu emocjonalnego nie uda się sprowadziły rozmowę na właściwy tor. Teraz pora powalczyć o swoje życie osobiste a to inne relacje niż te rodzinne. A co do desperacji ... po latach porażek człowiek pragnie sukcesu ... nawet jeżeli po drodze mają mnie spotkać jeszcze jakieś porażki ...
Tak, lubię kobiety silne ... dla słabych mógłbym być zagrożeniem, mógłbym dominować psychicznie i role by się odwróciły a to raczej nie jest dobre co widać po moim przykładzie. Druga strona musi umieć tupnąć nogą, wylać kubeł zimnej wody gdy coś idzie źle.