Kup kwiaty, przeproś jeszcze raz, wyjaśnij że to ze zdenerwowania że to Twoja wina (bo tylko Twoja wina i głupota), i poproś o wybaczenie.
Wcale się nie dziwie Twojej kobiecie bo jak facet przed ślubem (w połowie) bo mówisz że kościelny dopiero będzie mówi że ją uderzy lub coś podobnego to sam pomyśl co myśli kobieta. Każda lub większość jeśli wzięłaby to poważnie zaczęła by się zastanawiać co będzie za kilkanaście lat jeśli mielibyście ciężką sytuacje, chyba nie chcesz żeby ona zaczęła się Ciebie bać?
Jakoś sobie nie wyobrażam tak powiedzieć do kobiety którą się kocha nawet w nerwach bo chyba są jakieś wewnętrzne granice.
A jeśli nie radzisz sobie z nerwami i potrafisz o błahą sprawę tak wybuchnąć to jak wybuchniesz o coś bardzo poważnego?
Sam się zastanów nad sobą.
Nikt nie jest święty, ja też ale to trochę dziwne że o byle co tak wyskoczyłeś do swojej kobiety.
Praca to praca zostaje w pracy, nawet jakby jakie problemy były, wiadome można porozmawiać spokojnie, ale co ona Ci winna że w pracy nie jest ok? Jeśli tego nie rozumie i Cie nie wspiera to jej to powiedź.
A jak dalej masz zamiar tak wybuchać to kup sobie worek bokserski i gdy będziesz na granicy zdenerwowania idź pobij sobie w niego (nie w celach treningu przed biciem żony) albo walnij pięścią w ścianę, gwarantuje Ci że rozładujesz emocje, bo dla mnie to naprawdę głupie mieć w pracy problem i rzucać się do żony o byle co bo sam pisałeś że "błaha sprawa".