Od 3 lat jestem w związku. Teraz układa się jak nigdy,nasz związek był trudny i zmagaliśmy się z wieloma problemami a teraz,kiedy wszystko powinno być za nami,mnie zaczęły dręczyć okropne wyrzuty sumienia..
Dwa lata temu przechodziłam przez nerwicę,ktorą leczyłam u terapeuty a także psychiatry. Czym ona była spowodowana? Głównie tym,że mój chłopak nadużywał alkoholu a nasi znajomi byli toksyczni( mój chłopak ich lubił) czułam się tak bezradna,że wycofałam się,zaczęłam pisać z moim dobrym kolegą,którego poznałam zanim zaczęłam spotykać się z moim chłopakiem. Okazał mi on dużo wsparcia,mogłam z nim porozmawiać,również miał podobny problem,miał depresję..Znaleźliśmy wspólny język,było mi dzięki niemu łatwiej zapomnieć o tym,co dzieje się wokół mnie,że mój chłopak nie okazuje mi już czułości,za dużo pije,a "życzliwa" koleżanka okazała sie być zwykłą....,która próbuje mi odbić chłopaka
Pisałam z tym kolegą,podkreślałam,że jest moim przyjacielem,chcieliśmy uciec razem gdzieś(mieliśmy takie marzenia) mój chłopak oczywiście wiedział o tym,może nie o wszystkim,bo później był zazdrosny o smsowanie z nim,więc mu otym przestałam mówić(cięzko było mi zrezygnować z kogoś kto był wtedy wsparciem) Po jakimś czasie,a trwało to wszystko krótko,bo dwa miesiące,przyjaciel napisał,że już tak nie może,że on znika(nie mogłam wyciągnąć z niego powodu). Dodam,że spotykaliśmy się rzadko,w towarzystwie mojego chłopaka,może 2 razy zdarzyło się sam na sam i polegało to na rozmowach. Depresja wygrała. Nagle przestał istnieć,więcej go nie zobaczyłam,mieszkał daleko,tęskniłam,pisałam,aż w końcu nie wiedziec czemu(teraz wiem,że było to spowodowane tym,że na siłę chciałam to "wsparcie" zatrzymać,by nie zostać z problemami sama) napisałam mu,że GO KOCHAM!! On jednak już nigdy się nie odezwał,wiem tylko,że ciężko przechodził okres choroby. Ja wyszłam z tego,razem z chłopakiem ogarnęliśmy życie a mnie dręczą okropne wyrzuty sumienia,czuje się jakbym go zdradziła,chociaż ja naprawdę czuje,jakbym nie wiedziała wtedy co robię... Nie mam pojęcia co o tym wszystkim myśleć,jest mi strasznie źle. Powiedzieć mu czy nie?
Podobne tematy
Bo zdradziłaś go. Może nie fizycznie ale emocjonalnie na pewno. To też bardzo boli.
3 2014-12-30 00:30:28 Ostatnio edytowany przez kasjana1 (2014-12-30 00:31:16)
Bo zdradziłaś go. Może nie fizycznie ale emocjonalnie na pewno. To też bardzo boli.
Kiedyś niewylogowałam się z facebooka i zobaczył te rozmowy,wybaczył mi je. Zrobiłam to kiedy świat walił mi się na głowę,a chłopak,którego tak kocham i wtedy też bardzo kochałam,pił z moją "koleżanką" z którą się przytulał, ogólnie zabawa trwała w najlepsze,a ja byłam chora i on(ten kolega) był moim jedynym wsparciem. Moje wyrzuty sumienia skupiają się wokół tego przeklętego KOCHAM CIĘ,które nawet nie było zgodne z prawdą(chociaż ciężko nawet powiedzieć,co miałam wtedy w głowie) i którego tak żałuje...Nie wiem,czt mam mu to powiedzieć,boje się,że mnie zostawi...
/.../ napisałam mu,że GO KOCHAM!! On jednak już nigdy się nie odezwał,wiem tylko,że ciężko przechodził okres choroby. Ja wyszłam z tego,razem z chłopakiem ogarnęliśmy życie a mnie dręczą okropne wyrzuty sumienia,czuje się jakbym go zdradziła,chociaż ja naprawdę czuje,jakbym nie wiedziała wtedy co robię... Nie mam pojęcia co o tym wszystkim myśleć,jest mi strasznie źle. Powiedzieć mu czy nie?
/.../ Moje wyrzuty sumienia skupiają się wokół tego przeklętego KOCHAM CIĘ,które nawet nie było zgodne z prawdą(chociaż ciężko nawet powiedzieć,co miałam wtedy w głowie) i którego tak żałuje...Nie wiem,czt mam mu to powiedzieć,boje się,że mnie zostawi...
[sarkazm]Skoro było to powiedziane w odmiennym stanie świadomości, skoro dla Ciebie słowa "kocham cię" nic nie znaczą, skoro dla Ciebie można ot tak, okłamać przyjaciela, to nic nie mów chłopakowi. To i tak nic nie zmieni... Jedno kłamstwo mniej, jedno więcej, co za różnica...[/sarkazm]
Ty, Autorko masz dylemat, czujesz, że zdradziłas swego partnera (słusznie, bo to zdrada emocjonalna: nie tylko to "wyznanie", ale sam fakt takiej więzi za plecami partnera...), a Twój chłopak nie ma... Ten cały swój zwiazek, jaki opisałaś jest - według mnie - chory... Myślę, że oboje jesteście ze sobą "na siłę", oboje do zwiazku jeszcze sie nie nadajecie. Ty, bo chyba nie wiesz jeszcze na jakich zasadach zwiazek - aby zwiazkiem był - polega, a Twój "ukochany" bo chyba nie dorósł jeszcze do roli partnera. No wybacz, ale Twoje słowa: "...świat walił mi się na głowę,a chłopak,którego tak kocham i wtedy też bardzo kochałam,pił z moją "koleżanką" z którą się przytulał, ogólnie zabawa trwała w najlepsze,a ja byłam chora i on(ten kolega) był moim jedynym wsparciem" są tego ewidentnym dowodem. Jak mozesz być w zwiazku, "kochać" jakiegoś szczyla, który zostawia Cię w potrzebie i bawi sie w najlepsze (z jakąś "koleżanką")? Jak mozesz uważać, że jesteś sama z nim "związana" jesli ratunku, pomocy i wsparcia - w trudnych chwilach - nie upatrujesz we własnym partnerze tylko w kimś ...trzecim? To nie jest zwiazek, tylko znajomość dwojga niedojrzałych osób tkwiacych w tych relacjach z ...wyrachowania, desperacji, ogólnego "przymusu" bycia z kimś. Jesli Ty zawiniłaś czyniąc z osoby trzeciej "psychicznego" partnera, to Twój chłopak zawinił całą swoja postawą. Jesli juz - to oboje w jakimś sensie jesteście siebie warci...
Dziwię Ci się, ze tkwisz w tej dziwnej relacji ze "swoim" chłopakiem, bo on ani Twój (wybiera inne towarzystwo), ani "chłopak" (postępowanie godne miana niedojrzałego szczeniaka, za "dorosłość" uznającego picie), ani Ty jego (wolałaś szukać wsparcia u kogoś innego).
Nie szkoda Ci życia?
Moim zdaniem wyolbrzymiasz swoja rzekoma zdrade. To naturalne ze szkalas oparcia, Twoim celem nie była zdrada chłopaka. Jednak masz nauczke i doświadczenie ze kontatk z innym mezczyzna prowadzi do zdrady. Co do Twojego związku się nie wypowiadam. Nie wiem na ile Twoja depresja czy zachowanie chłopaka, umiejetnosc radzenia jego z Twoja choroba ma wpływ na wasz związek. Czy to ma sens czy nie. Sami musicie sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Ty, Autorko masz dylemat, czujesz, że zdradziłas swego partnera (słusznie, bo to zdrada emocjonalna: nie tylko to "wyznanie", ale sam fakt takiej więzi za plecami partnera...), a Twój chłopak nie ma... Ten cały swój zwiazek, jaki opisałaś jest - według mnie - chory... Myślę, że oboje jesteście ze sobą "na siłę", oboje do zwiazku jeszcze sie nie nadajecie. Ty, bo chyba nie wiesz jeszcze na jakich zasadach zwiazek - aby zwiazkiem był - polega, a Twój "ukochany" bo chyba nie dorósł jeszcze do roli partnera. No wybacz, ale Twoje słowa: "...świat walił mi się na głowę,a chłopak,którego tak kocham i wtedy też bardzo kochałam,pił z moją "koleżanką" z którą się przytulał, ogólnie zabawa trwała w najlepsze,a ja byłam chora i on(ten kolega) był moim jedynym wsparciem" są tego ewidentnym dowodem. Jak mozesz być w zwiazku, "kochać" jakiegoś szczyla, który zostawia Cię w potrzebie i bawi sie w najlepsze (z jakąś "koleżanką")? Jak mozesz uważać, że jesteś sama z nim "związana" jesli ratunku, pomocy i wsparcia - w trudnych chwilach - nie upatrujesz we własnym partnerze tylko w kimś ...trzecim? To nie jest zwiazek, tylko znajomość dwojga niedojrzałych osób tkwiacych w tych relacjach z ...wyrachowania, desperacji, ogólnego "przymusu" bycia z kimś. Jesli Ty zawiniłaś czyniąc z osoby trzeciej "psychicznego" partnera, to Twój chłopak zawinił całą swoja postawą. Jesli juz - to oboje w jakimś sensie jesteście siebie warci...
Dziwię Ci się, ze tkwisz w tej dziwnej relacji ze "swoim" chłopakiem, bo on ani Twój (wybiera inne towarzystwo), ani "chłopak" (postępowanie godne miana niedojrzałego szczeniaka, za "dorosłość" uznającego picie), ani Ty jego (wolałaś szukać wsparcia u kogoś innego).
Nie szkoda Ci życia?
Tak,ale to było 2 lata temu i dużo się zmieniło. Wtedy psuło się między nami,można nawet powiedzieć,że związku nie było. A teraz mnie dręczą wyrzuty sumienia i nie umiem sobie z nimi poradzić.
Tak,ale to było 2 lata temu i dużo się zmieniło. Wtedy psuło się między nami,można nawet powiedzieć,że związku nie było. A teraz mnie dręczą wyrzuty sumienia i nie umiem sobie z nimi poradzić.
Jeśli omawiana sytuacja to już przeszłość, oboje diametralnie zmieniliście swoje postępowanie, priorytety i z tamtej "znajomości" zbudowaliście normalny, ciepły i pełen wzajemnego już szacunku związek - to przestań to rozwałkowywać, odetnij się od tamtego okresu, zapomnij i żyj ze spokojną głową... I swoje obecne dylematy "przerób" na naukę, która pozwoli Ci już tego nie powtórzyć...
Cóż więcej pisać?
Tak,ale to było 2 lata temu i dużo się zmieniło. Wtedy psuło się między nami,można nawet powiedzieć,że związku nie było. A teraz mnie dręczą wyrzuty sumienia i nie umiem sobie z nimi poradzić.
A co się niby zmieniło Kasjano? Dlaczego dręczą Ciebie wyrzuty sumienia? Nie rozumiem. Chcesz powiedzieć, że Twój związek nabrał tempa w dobrym kierunku? Nie sądzę. Gryziesz się, bo wydaje się Tobie, że nagłym przypływem "uczciwości" zdołasz uratować walący się Tobie związek? Tylko czy aby jest co ratować? Niczego solidnego nie zbudowaliście. Niczego.
Kiedyś użyłam porównania bycia "razem" do składanych puzzli. Jest w pudle wiele elementów, które na pierwszy rzut okiem pasują do siebie. Dopiero na końcówce łączenia kawałków, okazuje się, ze tej ostatniej sztuki nie da się nijak wcisnąć w puste pole. I... w łeb strzelił całą "zabawę".
Tak,ale to było 2 lata temu i dużo się zmieniło. Wtedy psuło się między nami,można nawet powiedzieć,że związku nie było. A teraz mnie dręczą wyrzuty sumienia i nie umiem sobie z nimi poradzić.
A co się niby zmieniło Kasjano? Dlaczego dręczą Ciebie wyrzuty sumienia? Nie rozumiem. Chcesz powiedzieć, że Twój związek nabrał tempa w dobrym kierunku? Nie sądzę. Gryziesz się, bo wydaje się Tobie, że nagłym przypływem "uczciwości" zdołasz uratować walący się Tobie związek? Tylko czy aby jest co ratować? Niczego solidnego nie zbudowaliście. Niczego.
Kiedyś użyłam porównania bycia "razem" do składanych puzzli. Jest w pudle wiele elementów, które na pierwszy rzut okiem pasują do siebie. Dopiero na końcówce łączenia kawałków, okazuje się, ze tej ostatniej sztuki nie da się nijak wcisnąć w puste pole. I... w łeb strzelił całą "zabawę".
Właśnie najgorsze jest to,że on od dawna idzie w dobrym kierunku. On znalazł dobrą pracę,jest po terapii,bo nie chciał pić a nie umiał sobie sam z tym poradzić,zerwaliśmy kontakt z tym "złym" towarzystwem i bardzo cieszę się,że wyszliśmy na prostą i się kochamy,ale przez wyrzuty sumienia z przeszłości nie potrafię być w 100% szczęśliwa.
Jeżeli idzie wam wszystko ku lepszemu, to zapomnij o tamtym epizodzie, gdyż on dla Ciebie nic nie znaczył, a starajcie się tworzyć to co macie teraz. Przekreśl to grubą linią. Przecież nie wydarzyło się nic co można byłoby nazwać jakąś zdradą umyślną, a słowa wypowiedziane przez ciebie były po prostu słowami wołającego na pustyni o pomoc. Nie myśl teraz już o tym, tylko skup się na tym co jest teraz. A na pewno będziecie szczęśliwi.
Właśnie najgorsze jest to,że on od dawna idzie w dobrym kierunku .... i się kochamy,ale przez wyrzuty sumienia z przeszłości nie potrafię być w 100% szczęśliwa.
Kasjanko... Co znaczy "najgorsze" w zetknięciu z tym, ze "sie kochacie"? A wtedy?
Powiem Tobie coś. Moja prawie siedemnastoletnia rozstała się z ze swoim chłopakiem. Sama doszła do tego, że źle ją traktował. Przed świętami przyznał jej, że zdradził ja w czasie, gdy byli razem, z kimś innym. To tylko dziecko, mozna by rzec, że przesadza. Ale ten jej ból... byłam bezradna w usmierzeniu jej cierpieniom.
Nie mów nic nikomu. Choć osobiście i na podstawie własnych doświadczeń wiem, że tkwisz w związku nie dla Ciebie. nie dla was...
Właśnie najgorsze jest to,że on od dawna idzie w dobrym kierunku .... i się kochamy,ale przez wyrzuty sumienia z przeszłości nie potrafię być w 100% szczęśliwa.
Kasjanko... Co znaczy "najgorsze" w zetknięciu z tym, ze "sie kochacie"? A wtedy?
Powiem Tobie coś. Moja prawie siedemnastoletnia rozstała się z ze swoim chłopakiem. Sama doszła do tego, że źle ją traktował. Przed świętami przyznał jej, że zdradził ja w czasie, gdy byli razem, z kimś innym. To tylko dziecko, mozna by rzec, że przesadza. Ale ten jej ból... byłam bezradna w usmierzeniu jej cierpieniom.
Nie mów nic nikomu. Choć osobiście i na podstawie własnych doświadczeń wiem, że tkwisz w związku nie dla Ciebie. nie dla was...
Najgorsze przy tych wyrzutach sumienia,może gdyby nam się nie układało i byśmy się rozstali,byłoby mi łatwiej,gdyby to zepsuł,nie chciał naprawiać, miałabym "problem z głowy". A teraz cieszę się tym,co jest,kochamy się,ale ta przeszłość,nie mogę się pogodzić,wstyd mi,że tak zrobiłam..
14 2014-12-30 14:47:33 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-12-30 14:48:53)
...Najgorsze przy tych wyrzutach sumienia,może gdyby nam się nie układało i byśmy się rozstali,byłoby mi łatwiej,gdyby to zepsuł,nie chciał naprawiać, miałabym "problem z głowy". A teraz cieszę się tym,co jest,kochamy się,ale ta przeszłość,nie mogę się pogodzić,wstyd mi,że tak zrobiłam..
Wiesz, rozumiałbym Twoje dylematy, gdybyś tego swojego "przyjaciela" wciąż miała gdzieś w pobliżu, był obecny jako "znajomy" w świadomości partnera - wówczas coś by tu nie grało i takie miotające Tobą wyrzuty sumienia byłbym w stanie uznać. Bo nadal miałabyś styczność w takiej, czy innej formie... Jeśli jednak kontakt został definitywnie zerwany i nie potrzebujesz ciągnąć tamtej znajomości/"przyjaźni" - potraktuj tamten czas, tamto "wyznanie" jako chwila wyjątkowej dezorientacji i słabości, do której każdy ma prawo - szczególnie gdy we własnym związku dzieją się złe rzeczy ze strony partnera. Nie sugeruję tu bynajmniej usprawiedliwienia takich nie fair zachowań wobec partnera. W sumie można mnie tu "złapać za słowo" i każde zachowanie potencjalnego partnera postępującego nieodpowiednio w naszym mniemaniu - staje się wytłumaczeniem "bo". Ale tu już pojawia się grząski grunt, bo dla jednej osoby tym "bo" będzie szlajanie się partnera po nocach w szemranym towarzystwie po knajpach i burdelach, a dla drugiej usprawiedliwieniem będzie np. brak dbałości o składanie i chowanie ubrań do szafki... Kłania się tu hierarchia ważności, priorytety, zasady uznawane jako obowiązujące w związku. Jednak wobec powyższego, opis ówczesnego "związku" jaki przytoczyłaś na samym początku - według mnie - uprawniał Cię do takiego zagubienia i usprawiedliwia taką historię z "przyjacielem". Co prawda aż dziwię się Twej wytrwałości i wyrozumiałości, bo niejedna kobieta takiego partnera już dawno kopnęłaby w dupę...
Nawet jeśli mu nie powiem,to co jeśli jakiś życzliwy znajomy to zrobi?
Nawet jeśli mu nie powiem,to co jeśli jakiś życzliwy znajomy to zrobi?
Dziewczyno,
uratowałaś nie tylko związek, ale i życie chłopakowi.
Byłaś na pustyni, a tam to można pokochać nawet za szklankę wody. Wsparcie, które dostałaś to nawet więcej niz szklanka wody.
Co będzie , jak się dowie ?
Przypomnij mu wtedy jaki był, pokaż jak mógłby skończyć. Także dzięki wsparciu, sile, jaką dał Tobie przyjaciel mogłaś walczyć z nałogiem chłopaka. Prawdę mówiąc za takie wsparcie to można nawet pokochać. Choć jest to ten inny rodzaj miłości, takiej kochaj bliźniego swego....
Nic z tego, co się stało nie zdarzyłoby się gdyby Twój chłopak był w porządku. Nie obwiniaj Siebie, bo nie ma za co.
A przyjaciel najprawdopodobniej zrozumiał, że to pomieszanie różnych uczuć: miłości, strachu, wdzięczności, niesprawiedliwości
i nie powracał do tematu .
Czyli ostatecznie,zamykając temat: Nie mówić i cieszyć się tym co udało nam się naprawić czy przeprowadzić szczerą rozmowę,licząc sie z tym,że może go to boleć lub może zdecydować się na zakończenie związku?
ktoś doradzi? ![]()
ktoś doradzi?
Kasjanko... Nie mów nic. Ponoć Miłość poradzi sobie z najcięższymi działami.
Niech tak się stanie w Twoim przypadku...