Z problemem borykam się, od kiedy minął mi czas "zauroczenia" czyli gdzieś od ponad pół roku.
Jestem w związku z chłopakiem od 15 miesięcy i mój problem polega na nieuwarunkowanych powrotach do złych momentów z czasu związku i przeszłości partnera, m.in: przyłapanie na oglądaniu pornografii i próbie kłamstwa ze strachu i wstydu, zrobienie minety dziewczynie podczas imprezy na oczach wspólnych znajomych i mojej przyjaciółki, opowiedzeniu jak to podczas "świrowania" ze swoją byłą słyszeli ich jej rodzice, a także sytuacji od której chyba wszystko się zaczęło: głupio palniętego hasła podczas rozmowy o seksie, kiedy to powiedziałam, że "nie wszyscy faceci lubią jak kobiety są głośno w łóżku" a on na to "a Ty skąd wiesz, czytałaś? - ponieważ, wie, że to z nim miałam pierwszy raz, za to ja jestem jego trzecią partnerką.
Powroty do tych rzeczy są straszne. Były rozmowy, podczas których tłumaczył, że tak już ma, palnie czasem coś głupiego, ale cieszy się, że to jemu się oddałam pierwszemu, lecz już za późno. W głowie mam tylko te słowa. Wystarczy, że podczas zwykłego dnia nagle moje myśli przyjdą do jednego z tych problemów i jest po mnie.
Jako chłopak jest cudowny - naprawdę ma wszystko co cenię w facecie. Brakuje mu jedynie polotu i kreatywności w łóżku oraz +5 cm wzrostu do pełni szczęścia. Ale jak mogę mieć TAKIE wahania nastrojów, że jednego dnia mam ochotę być z nim do końca życia, a drugiego uciekać z tego związku, dać mu normalnie żyć a sama dojrzeć i związać się jak już przestanę rozpamiętywać przeszłość, zamknięte tematy?
Nie można wypominać, wracać do czegoś, co już zostało zakończone. Nie można kłócić się o coś, o co kłótnie były pół roku wcześniej.
Bardzo jednak boję się, że nigdy nie dojrzeje. Że taka moja cecha - ryczę, odwołuje spotkania, bo przypomniały mi się złe chwile i nie umiem sobie z nimi poradzić. Wstyd mi przed nim mojej nienormalności, histerii. Może za mało przeżyłam w życiu i ciężko mi się pogodzić z tym, że on już miał przygodę na 1 noc i sama też bym tak chciała? Może za dużo wiem o jego przeszłości, mimo, że odkąd jesteśmy razem rani mnie jedynie słowami, nie czynami?
Ale jeśli okaże się, że zakończę ten związek, a zawsze będę taka to po 1-stracę na zawsze wspaniałego faceta (nie uznaję schodzenia się) 2-w kolejnym związku też znajdę powody do zmartwień i afer, które wykańczają mnie nerwowo i powodują, że czuje się jak osoba, która powinna iść do psychiatry.
Proszę o radę.
