Mam 23 lata, mój partner 27, jesteśmy razem od pół roku, nie mieszkamy razem ale widujemy się niemal codziennie, nie ma problemów "lokalowych" tzn. oboje mieszkamy sami i nieraz nocujemy u siebie itp. Wszystko nam się układa - no własnie tylko z jednym wyjątkiem, którym jest seks.
Otóż ja mam spore potrzeby, chciałabym uprawiać seks codziennie, nawet kilka razy. Oczywiście nie wymuszam na moim partnerze tak częstych stosunków kiedy on nie ma na nie ochoty, ale dla niego duża ilość to już dwa razy w tygodniu... Bardzo często robi wszystko żeby nasze spotkanie nie miało szans zakończyć się seksem. Zauważyłam, że czasem udaje, że śpi żebym tylko nic od niego nie chciała. Zdarza mu się unikać moich pocałunków, byle nie przeistoczyło się w seks. Kiedy rozmawiamy na ten temat sugeruje mi, że wszystko jest ok i żebym ja pohamowała swój temperament, a on ewentualnie będzie starał się częściej "mieć ochotę". Urządza mi pogadanki, że nie jest już taki młody i w jego wieku nie chce się już zbytnio seksu. Zaznaczę, że problem ten występuje od początku naszej relacji - wystarczy mu, że raz w tygodniu sobie ulży i jest usatysfakcjonowany. A ja czuję nieraz, że mnie aż rozpiera. Nie chodzi tu o popęd do kogokolwiek. To on mnie tak szalenie podnieca, że miałabym ochotę ciągle się z nim kochać. I jednocześnie ranią mnie te wszystkie sytuacje kiedy on odwraca się plecami i zasypia. Nieraz sama zaczynam cokolwiek, seks oralny, niby się ucieszy, ale ma swoją chwilkę przyjemności i do spania. Czasem wręcz podśmiewa się z tego, jakbym była jakaś nienormalna, a on mi łaskawie już udostępni penisa. Ehh.
Często podkreśla, że to dlatego, że nigdy jakoś nie był szczególnie aktywny seksualnie (1 partnerka dawno temu) i już, a poza tym sporo pracuje i jak trochę ograniczy prace to moze bedzie mu sie chcialo czesciej. Z reguły jednak sugeruje, że to ja jestem ZA BARDZO. Nie wiem co mam robić w tej sytuacji. Rozmowy tak się kończą, że to ja mam się uspokoić. Czy faktycznie zdrowy facet w wieku 27 lat nie powinien mieć ochoty częściej niż raz, dwa w tygodniu? Zaczynam wierzyć w to, że to ze mną coś nie tak...