Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 138 ]

Temat: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Hej. Jesteśmy w związku z partnerem prawie 7 lat, mamy 36 i 35 lat. Nasz związek zaczynał się w niekorzystnych okolicznościach, ale to właśnie wtedy byliśmy ze sobą najbliżej, partner był dla mnie naprawdę cudowny, byłam pewna, że po wielu życiowych zawirowaniach wreszcie znalazłam tego jednego. Z czasem zaczęły stopniowo wychodzić różnice między nami- szczególnie temperamentów, charakterów i w podejściu do spraw ogólnych. Wg mnie partner jest osobą nadaktywną, ciągle musi coś robić, nie potrafi usiedzieć w miejscu, pasywnie wypoczywać czy może raczej nie zapierdzielać od rana do wieczora łącznie z weekendami. Gdy coś go zmusi do spędzenia w domu połowy lub co gorsza całego dnia, non stop zrzędzi, psuje nastrój różnymi przytykami o wyolbrzymionej treści, atmosferę dosłownie można kroić nożem. Ja natomiast jestem jego przeciwieństwem, wcale mi nie przeszkadza gdy po prostu nie ma nic do zrobienia i nie staram się nic wyszukiwać na siłę, lubię odpoczywać w domu przed telewizorem czy w inny spokojny sposób. Dla partnera takie coś to marnowanie życia, bycie leniem, jego zdaniem z moim podejściem mogłabym się już do trumny położyć (to cytat). Non stop czuję się zaszczuta, zwłaszcza że cała jego rodzina ma taki sam temperament, nie mam co liczyć na ich zrozumienie. On wstaje o 5-6 rano bez budzika i potrafi się celowo rozbijać po domu, przeklinać i manifestować niezadowolenie z tego, że ja śpię dłużej. Ja za to jestem typem sowy, siedzę wieczorami do późna czytając lub oglądając jakieś programy (w jego opinii to potworne głupoty, mimo że zazwyczaj nie ma pojęcia o treściach tego, co mnie akurat zaciekawiło, a nadmienię, że interesuję się np sprawami kryminalnymi, ciekawostkami historycznymi, psychologią, nie jestem typem "pustej panienki"). Oczywiście ja też bym wolała, żeby partner "po mojemu" siadał ze mną wieczorami, żebyśmy sobie pogadali (jak kiedyś), ale przyjęłam już dawno do wiadomości, że on jest inny, i nie ciosam mu kołków na głowie że zazwyczaj już śpi o 22. Robi też straszny problem z tego, że lubię się napić piwa wieczorem, w domu, dla relaksu, bez upijania się, ciągot do imprez itd. Wciąż podtyka mi przykłady jakichś skrajnych alkoholików, bezdomnych, sugerując że "tak skończę", nie mając ku temu żadnych podstaw, jestem dojrzałą, odpowiedzialną osobą, nigdy niczego nie zawalam i po prostu jest oczywiste, że mnie taki los nie czeka. Dodam, że na początku znajomości nie raz razem siadaliśmy przy piwie po pracy, ale pewnego dnia on stwierdził, że pić nie będzie w ogóle i od tamtej pory zaczęło się stopniowe demonizowanie alkoholu, dotyczy to nie tylko mnie- z każdego, kto nie jest abstynentem, robi menela i wypowiada się bardzo pogardliwie. Ogólnie jeśli ktoś robi lub myśli inaczej, niż on, jest krytykowany do granic możliwości, wyszydzany, a jego "inność" wyolbrzymiana. Bardzo przeszkadza mi, że on nie potrafi się wypowiedzieć w sytuacji spornej bez wyklinania, agresji, stwarzania negatywnych wibracji, po prostu z kulturą. Nie stosuje przemocy fizycznej, ale wg mnie psychiczną jak najbardziej. Nie jestem zahukaną szarą myszką, umiem stawiać na swoim i nie dam sobie w kaszę dmuchać, ale w związku staram się nie dać sprowokować, nie robię awantur, najczęściej po prostu przymykam oko na te jego tyrady i docinki. Staram się też polepszyć siebie, a przez to jakość naszego pożycia, od 2,5 roku chodzę do psychiatry, przyjmuję leki przeciwdepresyjne i uspokajające które bardzo mi pomagają (doprowadziła mnie do tego głównie sytuacja między nami, i to wtedy, gdy jeszcze zachowywał się lepiej w stosunku do mnie), od niedawna uczęszczam też do psychologa. Jego chyba denerwuje mój spokój i opanowanie, kiedyś byłam płaczliwa i starałam się na siłę do niego dotrzeć, dzięki lekom i terapii rzadko daję się sprowokować, a i prób uzmysłowienia mu moich uczuć zaniechałam. Jak czasem próbuję coś zagaić, zaraz jest zrzędzenie że się czepiam, gadam głupoty, zawracam głowę. Ludzie "z zewnątrz" go wychwalają, że taki pracowity, tak dużo umie zrobić sam, ale nikt nie pomyśli jaką cenę płacimy ja i nasza córka lat 3 za to, że jego nie ma od rana do późnego wieczora. Czuję się najnormalniej przemęczona samotnym zajmowaniem się dzieckiem przez tyle godzin (od września mam chwile wytchnienia, bo chodzi do przedszkola), tym że tylko ja jestem za nie non stop odpowiedzialna i wciąż muszę być w gotowości, natomiast partner uważa, że to jest siedzenie w domu i nicnierobienie. Szczególnie mnie to szokuje, bo jednak widzi jak to wszystko wygląda gdy wieczorami wróci do domu, więc takie stwierdzenia są naprawdę chamskie i w moich oczach traci takim gadaniem jeszcze bardziej. Oboje nie raz sobie mówiliśmy, że gdyby nie córka, już dawno nie bylibyśmy ze sobą i zapewne tak by było. Ona bardzo kocha tatę i serce mi się kraje gdy pomyślę co by czuła, gdybyśmy się rozeszli. Myślałam o odejściu, ale nie chcę tego robić ot tak sobie, mimo że mam możliwości choćby w postaci swojego mieszkania (mieszkamy u niego). Partner mówi, że mnie kocha i w jakimś sensie tak jest, ale jego podejście do własnych wartości jako jedynych słusznych i wymaganie ode mnie, żebym to ja się dostosowała do niego, jest naprawdę męczące i wg mnie nie fair. Poza tym jego wieczne malkontenctwo, uciążliwe narzekanie na wszystko, do tego okraszone skwaszonymi minami i agresywnym sposobem wypowiedzi, dobija mnie. Ja mu nic nie narzucam, staram się doprowadzić do dialogu, ale zazwyczaj jest to niewykonalne i jeszcze słyszę, że próba dyskusji o tym, co dla mnie ważne, to zawracanie głowy. Czuję się w tym związku jak w jakiejś sytuacji przejściowej, zastanawiam się kiedy i jak to wszystko się zakończy. Będzie to tym łatwiejsze, że partner się ze mną nie ożenił (niby oświadczył mi się po roku, były rozmowy, oglądanie obrączek, nawet mam z 3 pary butów kupione z myślą o ślubie, ale chyba je sprzedam, bo przestało mi zależeć na małżeństwie z nim, a on sam nie robi nic w tym kierunku). Wygląda na to, że jest to moja kolejna związkowa porażka, która boli tym bardziej, że zapowiadała się być na dobre i złe jako jedyna w moim życiu.
Dziękuję tym, którzy dotrwali do końca wink. Napisałam najbardziej po to, żeby się wygadać, ale z chęcią poczytam komentarze i podyskutuję.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
Smentka napisał/a:

Hej. Jesteśmy w związku z partnerem prawie 7 lat, mamy 36 i 35 lat. Nasz związek zaczynał się w niekorzystnych okolicznościach, ale to właśnie wtedy byliśmy ze sobą najbliżej, partner był dla mnie naprawdę cudowny, byłam pewna, że po wielu życiowych zawirowaniach wreszcie znalazłam tego jednego. Z czasem zaczęły stopniowo wychodzić różnice między nami- szczególnie temperamentów, charakterów i w podejściu do spraw ogólnych. Wg mnie partner jest osobą nadaktywną, ciągle musi coś robić, nie potrafi usiedzieć w miejscu, pasywnie wypoczywać czy może raczej nie zapierdzielać od rana do wieczora łącznie z weekendami. Gdy coś go zmusi do spędzenia w domu połowy lub co gorsza całego dnia, non stop zrzędzi, psuje nastrój różnymi przytykami o wyolbrzymionej treści, atmosferę dosłownie można kroić nożem. Ja natomiast jestem jego przeciwieństwem, wcale mi nie przeszkadza gdy po prostu nie ma nic do zrobienia i nie staram się nic wyszukiwać na siłę, lubię odpoczywać w domu przed telewizorem czy w inny spokojny sposób. Dla partnera takie coś to marnowanie życia, bycie leniem, jego zdaniem z moim podejściem mogłabym się już do trumny położyć (to cytat). Non stop czuję się zaszczuta, zwłaszcza że cała jego rodzina ma taki sam temperament, nie mam co liczyć na ich zrozumienie. On wstaje o 5-6 rano bez budzika i potrafi się celowo rozbijać po domu, przeklinać i manifestować niezadowolenie z tego, że ja śpię dłużej. Ja za to jestem typem sowy, siedzę wieczorami do późna czytając lub oglądając jakieś programy (w jego opinii to potworne głupoty, mimo że zazwyczaj nie ma pojęcia o treściach tego, co mnie akurat zaciekawiło, a nadmienię, że interesuję się np sprawami kryminalnymi, ciekawostkami historycznymi, psychologią, nie jestem typem "pustej panienki"). Oczywiście ja też bym wolała, żeby partner "po mojemu" siadał ze mną wieczorami, żebyśmy sobie pogadali (jak kiedyś), ale przyjęłam już dawno do wiadomości, że on jest inny, i nie ciosam mu kołków na głowie że zazwyczaj już śpi o 22. Robi też straszny problem z tego, że lubię się napić piwa wieczorem, w domu, dla relaksu, bez upijania się, ciągot do imprez itd. Wciąż podtyka mi przykłady jakichś skrajnych alkoholików, bezdomnych, sugerując że "tak skończę", nie mając ku temu żadnych podstaw, jestem dojrzałą, odpowiedzialną osobą, nigdy niczego nie zawalam i po prostu jest oczywiste, że mnie taki los nie czeka. Dodam, że na początku znajomości nie raz razem siadaliśmy przy piwie po pracy, ale pewnego dnia on stwierdził, że pić nie będzie w ogóle i od tamtej pory zaczęło się stopniowe demonizowanie alkoholu, dotyczy to nie tylko mnie- z każdego, kto nie jest abstynentem, robi menela i wypowiada się bardzo pogardliwie. Ogólnie jeśli ktoś robi lub myśli inaczej, niż on, jest krytykowany do granic możliwości, wyszydzany, a jego "inność" wyolbrzymiana. Bardzo przeszkadza mi, że on nie potrafi się wypowiedzieć w sytuacji spornej bez wyklinania, agresji, stwarzania negatywnych wibracji, po prostu z kulturą. Nie stosuje przemocy fizycznej, ale wg mnie psychiczną jak najbardziej. Nie jestem zahukaną szarą myszką, umiem stawiać na swoim i nie dam sobie w kaszę dmuchać, ale w związku staram się nie dać sprowokować, nie robię awantur, najczęściej po prostu przymykam oko na te jego tyrady i docinki. Staram się też polepszyć siebie, a przez to jakość naszego pożycia, od 2,5 roku chodzę do psychiatry, przyjmuję leki przeciwdepresyjne i uspokajające które bardzo mi pomagają (doprowadziła mnie do tego głównie sytuacja między nami, i to wtedy, gdy jeszcze zachowywał się lepiej w stosunku do mnie), od niedawna uczęszczam też do psychologa. Jego chyba denerwuje mój spokój i opanowanie, kiedyś byłam płaczliwa i starałam się na siłę do niego dotrzeć, dzięki lekom i terapii rzadko daję się sprowokować, a i prób uzmysłowienia mu moich uczuć zaniechałam. Jak czasem próbuję coś zagaić, zaraz jest zrzędzenie że się czepiam, gadam głupoty, zawracam głowę. Ludzie "z zewnątrz" go wychwalają, że taki pracowity, tak dużo umie zrobić sam, ale nikt nie pomyśli jaką cenę płacimy ja i nasza córka lat 3 za to, że jego nie ma od rana do późnego wieczora. Czuję się najnormalniej przemęczona samotnym zajmowaniem się dzieckiem przez tyle godzin (od września mam chwile wytchnienia, bo chodzi do przedszkola), tym że tylko ja jestem za nie non stop odpowiedzialna i wciąż muszę być w gotowości, natomiast partner uważa, że to jest siedzenie w domu i nicnierobienie. Szczególnie mnie to szokuje, bo jednak widzi jak to wszystko wygląda gdy wieczorami wróci do domu, więc takie stwierdzenia są naprawdę chamskie i w moich oczach traci takim gadaniem jeszcze bardziej. Oboje nie raz sobie mówiliśmy, że gdyby nie córka, już dawno nie bylibyśmy ze sobą i zapewne tak by było. Ona bardzo kocha tatę i serce mi się kraje gdy pomyślę co by czuła, gdybyśmy się rozeszli. Myślałam o odejściu, ale nie chcę tego robić ot tak sobie, mimo że mam możliwości choćby w postaci swojego mieszkania (mieszkamy u niego). Partner mówi, że mnie kocha i w jakimś sensie tak jest, ale jego podejście do własnych wartości jako jedynych słusznych i wymaganie ode mnie, żebym to ja się dostosowała do niego, jest naprawdę męczące i wg mnie nie fair. Poza tym jego wieczne malkontenctwo, uciążliwe narzekanie na wszystko, do tego okraszone skwaszonymi minami i agresywnym sposobem wypowiedzi, dobija mnie. Ja mu nic nie narzucam, staram się doprowadzić do dialogu, ale zazwyczaj jest to niewykonalne i jeszcze słyszę, że próba dyskusji o tym, co dla mnie ważne, to zawracanie głowy. Czuję się w tym związku jak w jakiejś sytuacji przejściowej, zastanawiam się kiedy i jak to wszystko się zakończy. Będzie to tym łatwiejsze, że partner się ze mną nie ożenił (niby oświadczył mi się po roku, były rozmowy, oglądanie obrączek, nawet mam z 3 pary butów kupione z myślą o ślubie, ale chyba je sprzedam, bo przestało mi zależeć na małżeństwie z nim, a on sam nie robi nic w tym kierunku). Wygląda na to, że jest to moja kolejna związkowa porażka, która boli tym bardziej, że zapowiadała się być na dobre i złe jako jedyna w moim życiu.
Dziękuję tym, którzy dotrwali do końca wink. Napisałam najbardziej po to, żeby się wygadać, ale z chęcią poczytam komentarze i podyskutuję.

Moim zdaniem on kocha, ale Tobą dyrygować.
Jak najbardziej jest to przemoc psychiczna, której już od jakiegoś czasu odczuwasz skutki.

Musisz brać leki, nie jesteś szczęśliwa. Po co Ci to? Uważasz, że nie zasługujesz na partnera, który będzie Cię kochał taką, jaka jesteś?

3

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

A może to nie mąż jest tu problem tylko Ty???Ewidentnie ta ściana tekstu jest napisana pod konkretną tezę "że to wszystko wina mężą", z jednoczesnym twoim wybielaniem się.

4

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Nie bierz sobie do serca podobnych bzdur Autorko.
Jesteś poddawana przemocy emocjonalnej i psychicznej, a Twojego postu w którym piszesz bez ogródek również o i sobie i o swoim zachowaniu, w żaden sposób nie można zinterpretować jako wybielania siebie.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

5 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-10-19 18:50:29)

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Zacznij z nim postepowac tak samo.
Wieczorami halasuj i wysmiewaj go, ze chodzi spac po dobranocce jak dorosli juz mowia dzieciom, ze trzeba lulku.
Nie ma go caly dzien ? Nie sprzataj po nim, nie gotuj mu, nie pierz jego rzeczy itp.
Ty zacznij wysmiewac jego poglady, pokaz mu jakie to mile
Jak nie ochlonie to niestety.

Bonzo nie widze tutaj fragmentow swiadczacych o wybielaniu sie.

W zasadzie zadna z filozofii zyciowych, czy jej czy jego nie jest naganna.
Jedbak zachowabie w stosunku do partnera w wykonaniu jego juz jest. Chyba, ze sla Ciebie to normalka

6

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
Bonzo napisał/a:

A może to nie mąż jest tu problem tylko Ty???Ewidentnie ta ściana tekstu jest napisana pod konkretną tezę "że to wszystko wina mężą", z jednoczesnym twoim wybielaniem się.

Nie mąż, tylko partner wink
Nie uważam, żebym napisała coś "pod jego winę", tylko moje odczucia oraz fakty- ja nie chodzę nabzdyczona, nie wprowadzam negatywnej atmosfery (wyczuwa ją nawet nasza trzyletnia córka, napomina tatę żeby się "nie denerwował"), nie wypowiadam się w sposób pełen złych emocji i przekleństw (tu również córka interweniuje napominając "tato nie mów tak"), nie próbuję dołować partnera i zaburzać jego poczucia własnej wartości. Na pewno daleko mi do ideału, mam tak samo zalety jak i wady, ale według mnie takie rzeczy, jakie opisałam w pierwszym poście jako przeszkadzające partnerowi, zależą od punktu widzenia i nie można ich uznać za przywarę- ja też bym wolała dla siebie kogoś o takich cechach jak sama posiadam, a partner kobietę potrafiącą za nim nadążyć i będącą tak samo (nad)aktywną w typowo kobiecych sprawach, jak on jest w męskich (czyli typ perfekcyjnej pani domu, matki jak z poradnika nie oczekującej od faceta zagłębiania w opiekę nad dziećmi, do tego jeszcze uprawiającej babskie sporty, zrobionej, chodzącej w spódniczkach i szpilkach, wiecznie zadowolonej, uśmiechniętej i bezproblemowej w obsłudze). Ja jestem mocno nieperfekcyjna, ale też nie kiepska do tego stopnia, jak on mnie widzi i kreuje, a do tego widziały gały co brały, bo słowo daję, od samego początku nie ukrywałam cech typu bycie nocnym markiem i że lubię rano dłużej pospać, jestem domatorką, wolne chwile wolę spędzić na odpoczynku niż wyszukiwaniu sobie czegoś do zrobienia albo wychodzeniu gdzieś, itd itp. Kiedyś nawet wymyślał na mnie urocze przezwiska z tych powodów, teraz nagle mu to nie pasuje. Nasze problemy zaczęły się od tego, że minął się z prawdą opisując swoje relacje z rodzicami (mówił, że są luźne, tymczasem tak naprawdę jest ich podkomendnym i na dodatek maminsynkiem), a wyszło to późno, bo oni mieszkają daleko od nas. Najbardziej negatywna jego zmiana w zachowaniu zaszła po narodzinach córki. Owszem, pomagał sporo i starał się, ale nie umiał się odnaleźć w tym, że dziecko to nie tylko słodki bobas dostarczający radości, a ja będąc z nim sama w domu od rana do wieczora, bez niczyjej pomocy, mogę czuć się zmęczona, potrzebować choćby obecności partnera, oraz że nie jest to "siedzenie i nicnierobienie" albo doskonałe wakacje. Do tego doszły moje problemy zdrowotne po ciąży, wraz z przemęczeniem pogłębiały moje złe samopoczucie i nastrój, co spowodowało, że nie mogłam być taką kochanką, jak wcześniej. Prosiłam o czas, tłumaczyłam, ale on swoją natarczywością doprowadził do tego, że zaczęłam odczuwać do niego niechęć. Z tego co zauważyłam, to często się zdarza u młodych rodziców. Później on zaczął przynosić do domu swoje stresy z pracy, zamiast zainteresować się mną i dzieckiem, coś pomóc, potrafił godzinami się miotać i opowiadać o złych kierownikach, głupich klientach itd. Zwracałam mu uwagę, on zaczynał być coraz bardziej niegrzeczny i w końcu mamy stan jak dziś- że ciężko z nim wytrzymać. Ja za to uspokoiłam się i wyciszyłam dzięki lekom i terapii, gdyby nie to, to albo by mnie już nie było, albo nasze życie byłoby pasmem awantur i kto wie, jakby nasza rodzina wyglądała. Mój partner ma również problemy z podejmowaniem decyzji, tych mniej i bardziej poważnych, wszystko bierze na przeczekanie i niech się dzieje wola nieba, gdybym nie naciskała albo nie brała spraw w swoje ręce wiele rzeczy by się nie wydarzyło. Jednak nie chciałam się zniżać do domagania się ślubu, więc żyjemy bez niego, mimo że ja od początku nie chciałam żadnej uroczystości, tylko zwyczajnie iść do USC i to załatwić, nie dla uniesień a ze względów praktycznych i prawnych- w końcu żyjemy razem tyle lat i dobrze by było coś robić na wspólny rachunek, a nie każdy sobie. Teraz sama nie wiem jak o nim mówić, bo głupio jest być 36-letnią narzeczoną (oświadczył mi się po roku, ale dlatego, że mu to sugerowałam, wtedy jeszcze myśląc, że on tak jak ja chce być razem oficjalnie, uregulować naszą sytuację). O ślubie już dawno nie myślę, przy tym, jak nasze życie wygląda, byłby on niepotrzebną komplikacją przy rozstaniu. Nie znaczy to, że nie chciałabym zostać żoną, ale nie tego faceta, chyba żeby nastąpiła zmiana jego zachowania o 180 stopni, w co szczerze wątpię. Moim zdaniem z czasem wyszło jaki jest naprawdę i że nie jesteśmy, jak myślałam na początku, idealnie dobrani, tylko znacznie różnimy się charakterami, temperamentami i podejściem do życia, co dla mnie nie jest takim problemem, jak dla niego. Wiem, że wiele kobiet chciałoby takiego tytana pracy, sąsiadki mające facetów obiboków i pijaków wywracają oczami jaki to on jest pracowity i że stroni od alkoholu, wskazują go jako przykład, mężczyźni proszą go o rady i chętnie z nim pracują- tylko nikt nie pomyśli, że ja mam niemal wirtualnego partnera, a córka wieczorno-niedzielnego tatę sad. Do tego jeśli już jest, to zaraz zaczyna swoje narzekania, nawet trzyletnie dziecko go upomina. Kiedyś córka była tak bardzo za nim, że mama niemal się nie liczyła, teraz zaczyna więcej rozumieć i sama z siebie zbliżać do mnie, wie że tata nie zachowuje się dobrze. Strasznie mi z tego powodu przykro, bo sama miałam złego ojca, marzyłam że jeśli będę mieć dziecko, to przede wszystkim chcę dla niego jak najlepszego tatusia.
Nawiązując do postu Cyngli- tak, śmiem uważać, że zasługuję na miłość i szacunek! Nawet, jeśli ktoś to odbiera jako narcyzm, zbyt wysokie mniemanie o sobie, wybielanie się. Nie jestem wolna od wad, ale mam też zalety. Ja jedna wiem ile pracowałam nad tym związkiem, ile przeszłam, ile mnie to kosztowało, ile zmieniłam w sobie. To ja poszłam do psychiatry chcąc się wyciszyć, żeby być lepszą partnerką i matką, mieć mniej zakłócony obraz rzeczywistości, być silniejszą i mniej podatną na negatywne bodźce, które mnie otaczają. Teraz mi się przypomniało, że usłyszałam od lekarza po kilku wizytach, że zbytnio tłumaczę partnera, że leki tylko przykryją problem- i tak dokładnie jest, ale dzięki nim zauważyłam pewne rzeczy jak choćby to, że nie ja jestem tą najgorszą, że ktoś podkopuje moje poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa. Na początku chciałam ratować związek, teraz chcę przede wszystkim ratować siebie, nie dać się sprowadzić do dna i warstwy mułu, do czego usilnie dąży partner nie zauważając kompletnie tego, co robię dobrze czy świetnie, zaś wyolbrzymiając moje rzeczywiste minusy i to, co on za minusy uważa. "Dobrze", że przeszłam podobne akcje z dwoma poprzednimi długoterminowymi facetami, obecny nie ma już tak łatwo.

7

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
Smentka napisał/a:

Staram się też polepszyć siebie, a przez to jakość naszego pożycia, od 2,5 roku chodzę do psychiatry, przyjmuję leki przeciwdepresyjne i uspokajające które bardzo mi pomagają (doprowadziła mnie do tego głównie sytuacja między nami, i to wtedy, gdy jeszcze zachowywał się lepiej w stosunku do mnie), od niedawna uczęszczam też do psychologa.

Nie pojmuję, co trzyma Cię z w związku, przez który musisz zażywać antydepresanty i chodzić na terapię... yikes w związku, w którym facet Cię tylko poniża, bo masz inny temperament niż on... Zakończ to, to i terapii i leków już nie będziesz potrzebować. Na zdrowie Ci wyjdzie.

8

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Jeśli coś Cię powstrzymuje, przed zakończeniem tego związku , to pomyśl o córce które jest świadkiem waszych niezdrowych, toksycznych relacji. To zaważy na jej późniejszym życiu...i tego już nie odkręcisz. Ratuj siebie i dziecko.

9

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
ja86 napisał/a:

Zacznij z nim postepowac tak samo.
Wieczorami halasuj i wysmiewaj go, ze chodzi spac po dobranocce jak dorosli juz mowia dzieciom, ze trzeba lulku.
Nie ma go caly dzien ? Nie sprzataj po nim, nie gotuj mu, nie pierz jego rzeczy itp.
Ty zacznij wysmiewac jego poglady, pokaz mu jakie to mile
Jak nie ochlonie to niestety.

Bonzo nie widze tutaj fragmentow swiadczacych o wybielaniu sie.

W zasadzie zadna z filozofii zyciowych, czy jej czy jego nie jest naganna.
Jedbak zachowabie w stosunku do partnera w wykonaniu jego juz jest. Chyba, ze sla Ciebie to normalka

Z praniem próbowałam raz- usłyszałam, że teraz to już w ogóle nic nie robię, więc nie dotarło, a wolę, żeby on MOJEJ pralki nie tykał ani tym bardziej nie wkładał nic do bębna, bo już widzę jego brudne ciuchy robocze z ubrankami córki i moimi, wstawione na 60 stopni wink
O tym, że chodzi spać wcześnie żartuję często, ale słyszę, że tak robią NORMALNI ludzie, nie przesiadują po nocach robiąc głupoty tylko zrywają się świtem i mają dużo czasu na wszystko, a nie marnują życie (na moje pytania skąd wie, jak wygląda mój dzień, skoro nigdy go nie ma, nie usłyszałam jeszcze sensownej odpowiedzi). Wyśmiewanie jego poglądów też nie zdaje egzaminu, bo tak czy siak to ja wychodzę na tą nienormalną, "lewaka", kogoś kto jest za niszczeniem kraju, deprawacją itd- wszystko sprowadza do polityki, nawet to, że np podoba mi się obecny trend w męskich fryzurach (on oczywiście tylko na krótko, jak "prawdziwy facet") albo fakt większego przykladania wagi do wyglądu przez facetów (to jest "popieranie szerzenia się pedalstwa", przepraszam za wyrażenie ale to cytat). Nie mam ochoty się dochodzić, więc wolę nie dyskutować z jego przekonaniami, z którymi oczywiście w większości się nie zgadzam.
O rozbijaniu się po nocach myślałam, ale jestem 100% pewna czym by się to skończyło- stwierdzeniem, że oto żul, menel i patologia szaleje, że wiedział przecież, że tak będzie, wreszcie to nastąpiło i on oczywiście miał rację, że już niedługo czeka mnie psychiatryk i miejsce na odwyku, że już teraz powinnam się zbliżyć do pijaczków spod osiedlowych sklepów, bo inny los mnie nie czeka. To, że akcja byłaby przeprowadzona bez wieczornego piwa nie miałoby znaczenia, bo i tak by mi wmawiał, że jest inaczej. Wolę więc tego nie próbować wink

10

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

CatLady, Saba88
Co mnie przy nim trzyma? Właśnie córka. Gdyby nie ona, już pewnie dawno nie bylibyśmy razem. Jestem totalną przeciwniczką trwania ze sobą "dla dobra dziecka", moja matka tak się tłumaczyła i wiem po sobie, do czego to prowadzi. Jednak córeczka naprawdę bardzo kocha tatę, gdy tylko wyjdzie nie może się go doczekać, jest przeszczęśliwa gdy wraca. Nawet gdybym się teraz wyprowadziła, to i tak musielibyśmy mieć kontakt ze względu na nią. Ona już zauważa, że tata często zachowuje się źle, stara się po dziecięcemu zwracać mu uwagę, ale zawsze widzi nas jako trójkę, nawet jak się bawi np zakrętkami od butelki zawsze są trzy- mama, tata i córeczka wink. Gdy jakieś rzeczy są dwie, a ona wymyśli sobie przyrównać je do rodziny, musi wynaleźć trzeci pasujący element lub porzuca zabawę, jak widzi w programie przyrodniczym samicę z młodym zawsze dopytuje gdzie jest tata... Głównie po to biorę leki i chodzę na terapię, żeby jakoś przetrwać i nie narażać jej na traumę. Moja psycholog dociekała jak wyglądają nasze kłótnie, ale my... naprawdę się nie kłócimy w sensie stricte! Nie ma żadnych krzyków, awantur, bijatyk, nawet rzadko podnosimy na siebie głos. To są po prostu wymiany zdań, często uszczypliwe i okraszone negatywnymi opiniami partnera o mnie, ja mu też często docinam, ale nie daję się sprowokować, wolę puścić to mimo uszu, bo wiem, że nic konstruktywnego z tego nie będzie. Tak jak pisałam myślałam o wyprowadzce, ale na ten moment niewiele dobrego by to przyniosło- nie słyszałabym docinek, ale i teraz jakoś sobie z nimi radzę. Inaczej byłoby, gdybym np kogoś sensownego poznała albo partner zacząłby naprawdę za mocno przeginać (co może nastąpić prędzej czy później). Gdy jest się rodzicem, wiele spraw się komplikuje i człowiek musi naprawdę mocno się zastanawiać, czy swoim postępowaniem nie skrzywdzi tej niewinnej istoty, która sama się na ten świat nie prosiła sad

11

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Nic w Twoim postępowaniu autorko nie ma złego. Po prostu sie nie dobraliście a własciwie to trafiłaś na jakiegoś 'betona' ktory nie dopuszcza mysli że inni tez moga mniec racje. Macie dziecko, wiec albo cierp (jak własna matka), rozwiedz sie, albo przekonaj go że nie ma nic złego w Twoim postepowaniu, że masz inne przyzwyczajenia i powinien je uszanowac a nie wyśmiewać.

12

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
foggy napisał/a:

Nic w Twoim postępowaniu autorko nie ma złego. Po prostu sie nie dobraliście a własciwie to trafiłaś na jakiegoś 'betona' ktory nie dopuszcza mysli że inni tez moga mniec racje. Macie dziecko, wiec albo cierp (jak własna matka), rozwiedz sie, albo przekonaj go że nie ma nic złego w Twoim postepowaniu, że masz inne przyzwyczajenia i powinien je uszanowac a nie wyśmiewać.

Akurat w tym przypadku to nie moja matka cierpiała, ale jej dzieci. Zasłaniając się tym, że chce, aby dzieci miały ojca, była z nim dla kasy i dlatego, że był znacznie młodszy i mogła zadać szyku wśród znajomych. Sama to powiedziała w rozmowie ze mną niedługo przed śmiercią. Ale o ile mojego brata kochała i broniła przed ojcem, to mnie nie kochała w ogóle. Byłam jej kulą u nogi, choćby dlatego, że śmiałam urodzić się chora, miałam bardzo poważną operację, trzeba było ze mną jeździć po lekarzach itd, a mój "tatuś" był o to zazdrosny i miał pretensje, że zamiast być w centrum zainteresowania, to mu bachor wchodzi w drogę. Nie zaznałam miłości rodziców, nie miałam przykładu normalnej rodziny, dlatego decydując się na dziecko musiałam być pewna, że wybieram właściwego faceta. Wtedy nigdy bym nie przypuszczała, że kiedyś sytuacja tak diametralnie się zmieni sad

13

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Twoj partner jest beznadziejny. Uciekaj od niego i to szybko. Corka moze sie z nim widywac.

'Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba,jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła.'

14

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Cyngli dobrze zwrocila Ci uwage.

Wychowujesz kolejne pokolenie kobiety ktora za cos normalnego a wrwcz pozadanego bedzie brala sytuacje wktorej w zwiazku bedzie sprowadzona do roli szmaty do podlogi.

Padlo juz tutaj to pytanie, czy naprawde tego chcesz dla Niej ?

15 Ostatnio edytowany przez JaJakoJa (2019-10-20 12:56:03)

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
Smentka napisał/a:

wcale mi nie przeszkadza gdy po prostu nie ma nic do zrobienia i nie staram się nic wyszukiwać na siłę, lubię odpoczywać w domu przed telewizorem czy w inny spokojny sposób. Dla partnera takie coś to marnowanie życia, bycie leniem, jego zdaniem z moim podejściem mogłabym się już do trumny położyć (to cytat).

Gdybyś była mężczyzną, to tutejsze grona okrzyknęłoby Cię leniem, a że jesteś kobietą - uznali Cię za biedną ofiarę tyrana. Ale to tak na marginesie.

Wiesz, spotkałem ludzi (płci obojga) podobnych do Twojego faceta. Tylko to byli bez wyjątku alkoholicy próbujący nie pić. Oni wciąż musieli coś robić (żeby nie myśleć o wódce), chodzili wcześnie o ustalonych godzinach spać (bo niewyspanie to jeden z głównych wyzwalaczy zapicia), wypicie piwa traktowali jak wstęp do alkoholizmu i próbowali zmusić bliźnich - szczególnie partnerów/partnerki do życia wg ich zasad oraz podkopywali ich samoocenę (żeby siebie dowartościować, bo alkoholicy z zasady są ostro zakompleksieni). Bardzo uciążliwe typy.

Ty może zastanów się po co Ci ten związek, a co do dziecka zawsze można zrobić opiekę naprzemienną.

Związek Powstańców Warszawskich:
Tymczasem, przy bezradności służb porządkowych, w trakcie marszu dochodziło do aktów agresji wymierzonych w jego uczestników. Obrazy, które widziała cała Polska, ale i świat, muszą spotkać się z radykalnym sprzeciwem ludzi przyzwoitych.

16

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Dziś wcześnie rano znów rozbudziły mnie wyklinania. Nie pisałam, że on ma do mnie notorycznie pretensje, że... chrapię. Podobno tak strasznie, że nie da się wytrzymać, ale nie wiem jak to jest, skoro córeczka często z nami śpi lub przychodzi w nocy i nigdy się nie rozbudza. Kiedyś było tak, że to partner chrapał i nie mogłam usnąć, ale nigdy bym nie pomyślała robić z tego takie sceny- parę szturchnięć, zatyczki w uszy i się kładłam. Nawet mu jakieś ustrojstwo przeciw chrapaniu kupiłam, ale nie użył. Tak sobie myślę, że gdyby był "normalnym", troskliwym facetem, to poszedłby do apteki mi coś kupić, szukałby rozwiązania jak pomóc mnie i sobie, ale nie, ja zawsze sama muszę myśleć o sobie. On nigdy nie ma czasu, bo przecież pracuje i ma zajęcia po pracy... Jak się go poprosi, to pojedzie, ale z własnej inicjatywy nigdy. Od zawsze było mi przykro, że po tylu latach związku usilnie twierdzi, że nie wie co miałby mi kupić w prezencie (z jakiejś okazji, bo bez okazji nie ma szans), co by mi się podobało- a jemu się po prostu nie chce przyłożyć do tego wagi. Ze 3 razy mi coś kupił jak go przycisnęłam, ale to były rzeczy tak bardzo nie w moim stylu, że chyba jednak wolę, żeby sobie darował. Do tego jest mega sknerą, nawet jeśli ma odłożone pieniądze, to są one "na ważne wydatki"- czyli ja się do nich nie zaliczam. Nie chodzi o wartość materialną, ale myślenie o tej drugiej osobie, chęć sprawienia jej radości. Próbował "chytrze" wprowadzić plan polegający na tym, że nie będzie ode mnie przyjmował prezentów, więc ja powinnam stwierdzić, że też nic od niego nie chce- ale mu nie wyszło wink. Ciekawa była też sytuacja z pierwszymi świętami razem. Szliśmy do mojej rodziny, u nas zawsze było przyjęte, że wymieniamy się wszyscy prezentami pod choinkę. On o tym wiedział, chociaż nie bardzo mógł zrozumieć po co ja kupuję różne rzeczy dla moich bliskich. Podczas kolacji każdy każdemu coś dał, on sam też otrzymał podarunki, a sam... nie miał nic kompletnie, nawet dla mnie. Wtedy jeszcze nie znaliśmy się dobrze, ale nie mogłam wyjść z szoku, że na pierwszym oficjalnym spotkaniu z moją rodziną, kiedy był uprzedzony o tym, że wypada nawet jakiś drobiazg mieć dla każdego (czyli trzech osób łącznie ze mną), on nie zadał sobie trudu kupienia czegokolwiek, nawet głupich czekoladek! Spodziewałam się, że będzie się starał pokazać z dobrej strony, że mi zrobi niespodziankę i poczuję się wyjątkowo przed rodziną (był pierwszym facetem, którego kiedykolwiek zaprosiłam na rodzinne spotkanie), a tu taki kwas. Później tłumaczył, że "on to ewentualnie może coś zrobić (w sensie naprawić itd), ale kasy wydawać nie będzie". No super. Więcej takich spotkań nie było i nie będzie, bo ostatnia starsza osoba z mojej rodziny zmarła. Co ciekawe, on na "moje sprawy" nie będzie łożyć, ale ja na jego- jak najbardziej powinnam! Ciągle mi ciosał kołki na głowie, że powinnam odkładać na zakup działki, tylko że działka, dom itd to jest JEGO wizja, nie moja. Ja mam swoje mieszkanie, a poza tym nie będę się dokładać do interesu z kimś, kto się ze mną nie ożenił, ciekawe jakbym to później odzyskała... Oczywiście nasłuchałam się jaka to jestem nieodpowiedzialna, niedojrzała, że nie myślę o przyszłości, że moje mieszkanie jest małe i czy chcę się tam gnieździć. A pewnie, że chcę! W ostateczności wolę tam, niż z nim i jego rodzinką choćby w pałacu...
Co do kwestii naszego rozstania i opieki nad córką- rozmawialiśmy o tym kiedyś i powiedziałam, że nie robiłabym problemów, gdyby ona wolała zostać z tatą (czysto hipotetycznie, wg mnie należy się liczyć z wolą dziecka). Partner nieoczekiwanie wybuchł, że no jasne, zwalę na niego wszystko i będę sobie żyła spokojnie, a on zostanie z problemami i inne takie, więc co najwyżej opieka mogłaby być po połowie, bo on też chciałby sobie życie ułożyć. Zszokowało mnie to, bo w dobie, kiedy rodzice manipulują dziećmi, walczą o nie, a nawet porywają i zabijają, ja chciałam pokazać, że nie zniżę się do takiego poziomu, a on zrobił ze mnie lenia, który chce się pozbyć własnego dziecka dla wygody sad. Aha, i żeby móc spokojnie pić piwo, stać się żulem i zrobić z domu melinę wink
Wydaje mi się, że tak jak ja potrzebowałam kiedyś pomocy psychiatry, to teraz jemu by się ona przydała. Nawet mu to mówiłam bez żadnej złośliwości, no ale przecież facet nie pójdzie do "takiego" lekarza, no chyba, że po zwolnienie płatne 100%.
Jejku, jak to niedawno było, gdy mówiłam koleżankom, że z moim partnerem to się nawet pokłócić nie da, że nie wyobrażam sobie, żeby on do mnie jakieś złe słowo powiedział, że jestem pewna jego miłości... Jak to niedawno miałam poczucie bezpieczeństwa jak nigdy w życiu, czułam się ważna, kiedy się przytulaliśmy wszystkie problemy przestawały istnieć... A teraz? Gdzie się to wszystko podziało i dlaczego? Koszmar ;(

17

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

A jak często pijesz to piwo? Bo coś bardzo przewija się w Twoich wypowiedziach.

Związek Powstańców Warszawskich:
Tymczasem, przy bezradności służb porządkowych, w trakcie marszu dochodziło do aktów agresji wymierzonych w jego uczestników. Obrazy, które widziała cała Polska, ale i świat, muszą spotkać się z radykalnym sprzeciwem ludzi przyzwoitych.

18

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
JaJakoJa napisał/a:

A jak często pijesz to piwo? Bo coś bardzo przewija się w Twoich wypowiedziach.

Przewija się, bo jest to tak naprawdę jedna z niewielu rzeczy, którą u mnie można by uznać za coś, co "nie przystoi kobiecie" i partner non stop atakuje mnie swoimi czarnymi wizjami mimo, że nie ma ku temu powodów. Mogłoby to być nawet zabawne, ale jak się słyszy non stop docinki, na dodatek mówione jego słownictwem pełnym przekleństw, agresywnym tonem i o abstrakcyjnej w porównaniu do rzeczywistości treści, naprawdę ręce opadają. To jest dokładnie tak, jak np facet wraca zmęczony z pracy, chce się wyciszyć, usiąść w fotelu i napić spokojnie browara, a baba mu skrzeczy za uchem i demonizuje, bo sama jest abstynentką. Ja też lubię się napić wieczorem, gdy wszystko jest już zrobione, dziecko śpi- gdzie tu menelstwo, odwyki i śmierć pod płotem, co mi usilnie wmawia partner? Po prostu lubię piwo, żadnego innego alkoholu nie spożywam nawet na imprezach, nie upijam się. Piwo jest takim moim "męskim pierwiastkiem", jak sobie żartuję, bo do kobiet bardziej pasuje jakieś winko, likier itd. Jeszcze raz podkreślam, że kiedyś z partnerem razem potrafiliśmy usiąść i wypić piwo na dobry sen, wtedy jakoś nie wyolbrzymiał tego i cenił sobie nasze wieczorne pogaduszki. On alkoholikiem nie był, jako młody facet popijał ostro z kumplami, ale kto tego nie robił? Teraz zachowuje się rzeczywiście jak niepijący alkoholik, tak jak pisałam nie tylko mnie się dostaje- gdy spotkamy w sklepie jakiegoś jego kolegę kupującego alkohol, to zaraz jest komentarz "o, idzie się napier***" i te jego czarne wizje, nawet jeśli o tym człowieku wiadomo, że jest normalny i po prostu, najzwyczajniej w świecie, ma ochotę się napić.
Podobne jazdy miałam z... butami. Przed ciążą, gdy pracowałam, miałam więcej kasy na swoje potrzeby i jak to baba lubiłam sobie coś kupić, a buty szczególnie. Też słyszałam komentarze, że jestem chorą zakupoholiczką, że na co mi "tyle" butów, wymyślał wizje jak skończę bez kasy, za to przysypana ciuchami itd. On ma dokładnie TRZY pary- klapki, adidasy, zimowe! W zasadzie to ostre komentarze o butach dopiero niedawno przycichły, mimo że od urodzenia dziecka mam inne wydatki i rzadko coś sobie kupię. Niemniej jednak muszę uważać gdzie stawiam buty w których chodzę, bo potrafi je kopać, deptać po nich jeśli leżą na jego torze przejścia. Kiedyś zniszczył mi ulubione klapki, bo postawił na nich drabinę i po niej chodził (stały na swoim miejscu, koło wysokiej szafy w przedpokoju). Gdy się wkurzyłam odparł, że co to za problem, kupię sobie nowe... Tak samo zrzuca na ziemię moje ubrania z wieszaka w przedpokoju, jeszcze klnąc jaki to "gnój" jest (on ma dwie kurtki i kamizelkę, a ja i córeczka więcej, to go tak drażni). Oczywiście jak zrzuci, to nie podniesie, czasem też kopnie i nadepnie...

19

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Jak często? Odpowiedz proszę konkretnie i nie rozmydlaj odpowiedzi butami ...

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

20

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
IsaBella77 napisał/a:

Jak często? Odpowiedz proszę konkretnie i nie rozmydlaj odpowiedzi butami ...

Zdarza się na tygodniu i praktycznie co każdy piątek i sobotę gdy partner nie idzie do pracy na drugi dzień.

21

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
Smentka napisał/a:
IsaBella77 napisał/a:

Jak często? Odpowiedz proszę konkretnie i nie rozmydlaj odpowiedzi butami ...

Zdarza się na tygodniu i praktycznie co każdy piątek i sobotę gdy partner nie idzie do pracy na drugi dzień.

Często. Niebezpiecznie często.

22

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
Cyngli napisał/a:
Smentka napisał/a:
IsaBella77 napisał/a:

Jak często? Odpowiedz proszę konkretnie i nie rozmydlaj odpowiedzi butami ...

Zdarza się na tygodniu i praktycznie co każdy piątek i sobotę gdy partner nie idzie do pracy na drugi dzień.

Często. Niebezpiecznie często.

Na pewno nie okazyjnie, ale wg mnie też nie na tyle często i na 100% nie do tego stopnia, żeby wkładać mnie w ramy zdegenerowanego menela, i żeby całe nasze życie kręciło się wokół docinków na temat picia, nawet wtedy, gdy nie sięgam po piwo.

23

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
Smentka napisał/a:
Cyngli napisał/a:
Smentka napisał/a:

Zdarza się na tygodniu i praktycznie co każdy piątek i sobotę gdy partner nie idzie do pracy na drugi dzień.

Często. Niebezpiecznie często.

Na pewno nie okazyjnie, ale wg mnie też nie na tyle często i na 100% nie do tego stopnia, żeby wkładać mnie w ramy zdegenerowanego menela, i żeby całe nasze życie kręciło się wokół docinków na temat picia, nawet wtedy, gdy nie sięgam po piwo.

Według tego, co napisałaś, to minimum 3 razy w tygodniu. A to już jest bardzo dużo.

24

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Dwa dni weekendu + w tygodniu. Czyli przyjmujesz alkohol średnio co drugi dzień. To zmienia postać rzeczy - może po prostu mąż widzi coś, czego Ty nie widzisz. Moim zdaniem, już kroczysz po ścieżce alkoholizmu.

Związek Powstańców Warszawskich:
Tymczasem, przy bezradności służb porządkowych, w trakcie marszu dochodziło do aktów agresji wymierzonych w jego uczestników. Obrazy, które widziała cała Polska, ale i świat, muszą spotkać się z radykalnym sprzeciwem ludzi przyzwoitych.

25

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
Cyngli napisał/a:
Smentka napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Często. Niebezpiecznie często.

Na pewno nie okazyjnie, ale wg mnie też nie na tyle często i na 100% nie do tego stopnia, żeby wkładać mnie w ramy zdegenerowanego menela, i żeby całe nasze życie kręciło się wokół docinków na temat picia, nawet wtedy, gdy nie sięgam po piwo.

Według tego, co napisałaś, to minimum 3 razy w tygodniu. A to już jest bardzo dużo.

Nie będę się spierać. A czy dokuczanie komuś, tak jak mnie partner, również ma jakąś skalę? O rzeczy z alkoholem nie związane? Bo wcale od piwa się nie zaczęło, tylko od różnic w temperamentach, braku poszanowania partnera dla moich "zwyczajów". Nawet na początku, gdy było między nami miodowo, też starał się robić wszystko tak jak jemu pasuje, np budził mnie wcześnie rano, jak miałam dzień wolny i chciałam odespać (pracowałam na zmiany po 12 godzin, także na nocki, weekendy, święta), bo mu się nie chciało samemu siedzieć. Sam szedł spać bardzo wcześnie i nigdy, do tej pory by mi nie przyszło do głowy, żeby go z jakiegokolwiek powodu budzić.

26

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Ja bym się jednak zastanowiła nad tym piciem. I to w pierwszej kolejności.

27

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

A ile piw wypijasz na każdej takiej "sesji"? jedno czy więcej? bądź szczera. smile

28 Ostatnio edytowany przez Smentka (2019-10-20 16:39:31)

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
szeptem napisał/a:

A ile piw wypijasz na każdej takiej "sesji"? jedno czy więcej? bądź szczera. smile

Wiecie, nie przyszłam tu żeby rozmawiać o tym ile, kiedy i od kiedy lubię piwo, mam o tym gadane na co dzień więc... Mało w moim temacie kwestii, o które możnaby zapytać?

29

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
Smentka napisał/a:
szeptem napisał/a:

A ile piw wypijasz na każdej takiej "sesji"? jedno czy więcej? bądź szczera. smile

Wiecie, nie przyszłam tu żeby rozmawiać o tym ile, kiedy i od kiedy lubię piwo, mam o tym gadane na co dzień więc... Mało w moim temacie kwestii, o które możnaby zapytać?

Ale to może być główny powód, dla którego Twój mąż nie traktuje Cię z szacunkiem.
Moim zdaniem masz problem alkoholowy, co też może oznaczać, że znacznie wyolbrzymiasz zachowania męża, bo możliwe, iż stoi na Twojej drodze do picia.

Warto przemyśleć.

30

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Uważam podobnie do Cyngli. Picie może być jednym z Twoich problemów, ale nie jedynym jak wiemy. Mąż się czepia, bo być może ma czego. Skoro nie masz problemów z piciem - przestań. Pokaż sobie i jemu, że nie stanowi to dla Ciebie niczego trudnego. Co do reszty wątku to ja bym od takiego partnera zwiewała, nie chcąc psuć córce dzieciństwa (i tak już nadwerężonego zachowaniami tatusia) i unikając powielania modelu "poświęcania się", jaki wyniosłaś z domu.
Potem będziesz podświadomie miała o to do córki żal...

31

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
Smentka napisał/a:

Wiecie, nie przyszłam tu żeby rozmawiać o tym ile, kiedy i od kiedy lubię piwo, mam o tym gadane na co dzień więc... Mało w moim temacie kwestii, o które możnaby zapytać?

Alkoholizm jednego z partnerów, jest poważnym problemem, który mocno naraża i niszczy związek.
Na pytania o kwestie wypijanego przez Ciebie alkoholu reagujesz nerwowością i gniewem, co również jest typowe dla osób nadużywających i uzależnionych.
Im dalej w las, tym bardziej wina Twojego partnera za złe funkcjonowanie Waszego związku, przestaje być tak oczywista.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

32

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
IsaBella77 napisał/a:
Smentka napisał/a:

Wiecie, nie przyszłam tu żeby rozmawiać o tym ile, kiedy i od kiedy lubię piwo, mam o tym gadane na co dzień więc... Mało w moim temacie kwestii, o które możnaby zapytać?

Alkoholizm jednego z partnerów, jest poważnym problemem, który mocno naraża i niszczy związek.
Na pytania o kwestie wypijanego przez Ciebie alkoholu reagujesz nerwowością i gniewem, co również jest typowe dla osób nadużywających i uzależnionych.
Im dalej w las, tym bardziej wina Twojego partnera za złe funkcjonowanie Waszego związku, przestaje być tak oczywista.

Nerwowość, gniew? W którym miejscu? Po prostu nie chcę się wydawać w dyskusję, bo w życiu jest tak, jak w kodeksie drogowym- jeśli wypiłeś i wsiadłeś za kółko, to choćby ktoś w ciebie wjechał lub położył pod kołami, wina spada na ciebie. Czyli skoro ja piję piwo, to wina leży po mojej stronie. Wiem, że partnerowi przeszkadza moja "sympatia do piwa", że może go to denerwować, ale naprawdę w tylu kwestiach nad sobą pracowałam, tyle swoich minusów zmieniłam, że to jest kropla dziegciu w beczce miodu, bez żadnej przesady. Nie chciałam mieć dzieci, nie wyobrażałam sobie bycia matką, i to nie przyszło zaraz po porodzie jak u wielu kobiet, też musiałam pracować nad sobą, i to sama jak palec, bez matki, cioć, żadnej pomocy w jakiejkolwiek formie. Mieszkałam sama 10 lat zanim poznałam partnera i przeprowadzka pod jeden dach do kogoś, nauka szacunku dla czyichś inności i przyzwyczajeń, też nie była usłana różami. Do tego to głównie ja coś w sobie zmieniałam, sama miałam pewne refleksje, a do partnera od początku trzeba było podchodzić z awanturą, żeby cokolwiek dotarło, a wiele rzeczy nie dotarło do dziś. I znowu to ja mam się zmieniać? Wtedy sobie wynajdzie kolejną rzecz do czepiania, tak jak te buty. Wiem, że każdy alkoholik mówi, że nie ma problemu z piciem, ale ja wg mnie naprawdę nie mam. W ciąży nie piłam, po porodzie długo czasu też, jakiś czas temu zrobiłam sobie "challenge" ile zaoszczędzę kasy przez miesiąc bez piwa i żadnej trudności mi to nie sprawiło. Podejrzewam, że gdyby mnie partner nie terroryzował od pierwszego dnia jak postanowił przestać pić w ogóle, pewnie sama z siebie bym to ograniczyła do minimum. Ale on naprawdę przasadza! Poza tym widziały gały co brały po raz kolejny, przecież kiedyś razem lubiliśmy się napić i też z tego wtedy żartował, a ja podkreślałam, że piwo naprawdę lubię i jakoś nie było problemu. Zaczynałam się spotykać z facetem, który wydawał się mnie akceptować taką, jaka jestem, nikogo nie udawałam, nie kryłam się, nie udawałam jakiejś idealnej kobiety. Czemu więc teraz mnie tak dręczy? Co on zrobił dla mnie, i to dla mnie naprawdę, a nie tylko tak twierdząc, podpierając się rzeczami, które w rzeczywistości z tym, czego ja chcę, nie mają to nic wspólnego? Wszystko czego ja chcę, co mnie interesuje, to głupoty, beznadzieja, patologia, coś nienormalnego, i to tylko dlatego, że on ma inne zdanie. I ja mam jeszcze więcej dla kogoś takiego robić?

33

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
Smentka napisał/a:

Nerwowość, gniew? W którym miejscu? Po prostu nie chcę się wydawać w dyskusję, bo w życiu jest tak, jak w kodeksie drogowym- jeśli wypiłeś i wsiadłeś za kółko, to choćby ktoś w ciebie wjechał lub położył pod kołami, wina spada na ciebie. Czyli skoro ja piję piwo, to wina leży po mojej stronie. Wiem, że partnerowi przeszkadza moja "sympatia do piwa", że może go to denerwować, ale naprawdę w tylu kwestiach nad sobą pracowałam, tyle swoich minusów zmieniłam, że to jest kropla dziegciu w beczce miodu, bez żadnej przesady.

Nie zrozum mnie źle, ale alkoholizm absolutnie nie jest kroplą dziegciu w wielkiej beczce miodu, jaką jest Wasz związek.
Uzależnienie od alkoholu ma druzgoczący wpływ na każdy aspekt Waszej relacji i w ogóle Waszej rodziny. To tornado, które przetaczając się po rodzinie jest w stanie zniszczyć wszystkie więzi aż do fundamentów. Nie należy tego lekceważyć, ani umniejszać tego problemu, ale jak najbardziej rozumiem, że możesz zwyczajnie nie być gotowa na szczerość na tej płaszczyźnie.
Regularne spożywanie alkoholu to nie jest platoniczna sympatia do piwa.

Smentka napisał/a:

Nie chciałam mieć dzieci, nie wyobrażałam sobie bycia matką, i to nie przyszło zaraz po porodzie jak u wielu kobiet, też musiałam pracować nad sobą, i to sama jak palec, bez matki, cioć, żadnej pomocy w jakiejkolwiek formie.

W jaki więc sposób stało się to, że zostałaś matką? W dzisiejszych czasach dostęp do antykoncepcji nie jest ograniczony. I jeśli jakaś kobieta zdecydowanie nie chce mieć dzieci, to ich nie ma.

Smentka napisał/a:

Mieszkałam sama 10 lat zanim poznałam partnera i przeprowadzka pod jeden dach do kogoś, nauka szacunku dla czyichś inności i przyzwyczajeń, też nie była usłana różami. Do tego to głównie ja coś w sobie zmieniałam, sama miałam pewne refleksje, a do partnera od początku trzeba było podchodzić z awanturą, żeby cokolwiek dotarło, a wiele rzeczy nie dotarło do dziś. I znowu to ja mam się zmieniać? Wtedy sobie wynajdzie kolejną rzecz do czepiania, tak jak te buty.

Te buty są dla mnie wyraźnym sygnałem, że Twój partner zwyczajnie Cię nie lubi. Z jakiegoś również powodu odczuwa gniew na Ciebie.

Smentka napisał/a:

Wiem, że każdy alkoholik mówi, że nie ma problemu z piciem, ale ja wg mnie naprawdę nie mam.

Masz. I to duży.
Dodatkowo wyrobiłaś w sobie emocjonalną zależność od picia. Picie to Twoja nagroda za stresy, relaks, odpoczynek. A więc Twoje skojarzenia z regularnym spożywaniem alkoholu są pozytywne.

Smentka napisał/a:

W ciąży nie piłam, po porodzie długo czasu też, jakiś czas temu zrobiłam sobie "challenge" ile zaoszczędzę kasy przez miesiąc bez piwa i żadnej trudności mi to nie sprawiło.

Dlaczego więc wróciłaś do picia?

Sentka napisał/a:

Podejrzewam, że gdyby mnie partner nie terroryzował od pierwszego dnia jak postanowił przestać pić w ogóle, pewnie sama z siebie bym to ograniczyła do minimum. Ale on naprawdę przasadza!


Spójrz, już teraz zaczynasz zrzucać odpowiedzialność za swoje picie na partnera. Gdyby on był taki, siaki i owaki - to Ty byś nie piła. Pijesz, bo on nie jest dla Ciebie grzeczny ...

Smentka napisał/a:

Poza tym widziały gały co brały po raz kolejny, przecież kiedyś razem lubiliśmy się napić i też z tego wtedy żartował, a ja podkreślałam, że piwo naprawdę lubię i jakoś nie było problemu. Zaczynałam się spotykać z facetem, który wydawał się mnie akceptować taką, jaka jestem, nikogo nie udawałam, nie kryłam się, nie udawałam jakiejś idealnej kobiety. Czemu więc teraz mnie tak dręczy?

Tego nie wiem, ale brak akceptacji dla nałogu alkoholowego partnera nie jest dręczeniem.
On po prostu nie akceptuje tego, że pijesz.
Być może podejście do tego typu używek zmieniło u się po tym, jak na świat przyszła Wasza córka? Może to rodzicielstwo ma wpływ na jego stosunek do Twojego picia?

Smentka napisał/a:

Co on zrobił dla mnie, i to dla mnie naprawdę, a nie tylko tak twierdząc, podpierając się rzeczami, które w rzeczywistości z tym, czego ja chcę, nie mają to nic wspólnego? Wszystko czego ja chcę, co mnie interesuje, to głupoty, beznadzieja, patologia, coś nienormalnego, i to tylko dlatego, że on ma inne zdanie. I ja mam jeszcze więcej dla kogoś takiego robić?

Nie, absolutnie. Nie musisz robić nic więcej ponad to, co zrobiłaś. Jeśli nie ma dobrej woli po obu stronach - to nie da się związku uratować, czy naprawić.
Nie da się klaskać jedną ręką.
Kiedy czytam wszystkie Twoje powyższe posty, to dochodzę do wniosku, że ogromnie się różnicie w podejściu nawet do najprostszych rzeczy, takich jak spędzanie wolnego czasu, nie mówiąc o najwyższych priorytetach życiowych.
Dodatkowo partner zdaje się Ciebie nie lubić. Żeby zrzucić czyjeś rzeczy na podłogę, niszczyć je, kopać, czy deptać, to trzeba być po prostu wściekłym człowiekiem. Czy to jest możliwe, że po pierwsze - z powodu Twojego picia Twój partner jest na Ciebie ciągle zły?
I po drugie, czy to możliwe, że chrapiesz w nocy, kiedy jesteś pijana?
Tym mogłabym wytłumaczyć sobie jego poranną złość i agresję w stosunku do Ciebie. Dużo jego negatywnych emocji i zachowań, może ściśle łączyć się z alkoholem.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

34 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-10-20 20:18:06)

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
Smentka napisał/a:
IsaBella77 napisał/a:
Smentka napisał/a:

Wiecie, nie przyszłam tu żeby rozmawiać o tym ile, kiedy i od kiedy lubię piwo, mam o tym gadane na co dzień więc... Mało w moim temacie kwestii, o które możnaby zapytać?

Alkoholizm jednego z partnerów, jest poważnym problemem, który mocno naraża i niszczy związek.
Na pytania o kwestie wypijanego przez Ciebie alkoholu reagujesz nerwowością i gniewem, co również jest typowe dla osób nadużywających i uzależnionych.
Im dalej w las, tym bardziej wina Twojego partnera za złe funkcjonowanie Waszego związku, przestaje być tak oczywista.

Nerwowość, gniew? W którym miejscu? Po prostu nie chcę się wydawać w dyskusję, bo w życiu jest tak, jak w kodeksie drogowym- jeśli wypiłeś i wsiadłeś za kółko, to choćby ktoś w ciebie wjechał lub położył pod kołami, wina spada na ciebie. Czyli skoro ja piję piwo, to wina leży po mojej stronie. Wiem, że partnerowi przeszkadza moja "sympatia do piwa", że może go to denerwować, ale naprawdę w tylu kwestiach nad sobą pracowałam, tyle swoich minusów zmieniłam, że to jest kropla dziegciu w beczce miodu, bez żadnej przesady. Nie chciałam mieć dzieci, nie wyobrażałam sobie bycia matką, i to nie przyszło zaraz po porodzie jak u wielu kobiet, też musiałam pracować nad sobą, i to sama jak palec, bez matki, cioć, żadnej pomocy w jakiejkolwiek formie. Mieszkałam sama 10 lat zanim poznałam partnera i przeprowadzka pod jeden dach do kogoś, nauka szacunku dla czyichś inności i przyzwyczajeń, też nie była usłana różami. Do tego to głównie ja coś w sobie zmieniałam, sama miałam pewne refleksje, a do partnera od początku trzeba było podchodzić z awanturą, żeby cokolwiek dotarło, a wiele rzeczy nie dotarło do dziś. I znowu to ja mam się zmieniać? Wtedy sobie wynajdzie kolejną rzecz do czepiania, tak jak te buty. Wiem, że każdy alkoholik mówi, że nie ma problemu z piciem, ale ja wg mnie naprawdę nie mam. W ciąży nie piłam, po porodzie długo czasu też, jakiś czas temu zrobiłam sobie "challenge" ile zaoszczędzę kasy przez miesiąc bez piwa i żadnej trudności mi to nie sprawiło. Podejrzewam, że gdyby mnie partner nie terroryzował od pierwszego dnia jak postanowił przestać pić w ogóle, pewnie sama z siebie bym to ograniczyła do minimum. Ale on naprawdę przasadza! Poza tym widziały gały co brały po raz kolejny, przecież kiedyś razem lubiliśmy się napić i też z tego wtedy żartował, a ja podkreślałam, że piwo naprawdę lubię i jakoś nie było problemu. Zaczynałam się spotykać z facetem, który wydawał się mnie akceptować taką, jaka jestem, nikogo nie udawałam, nie kryłam się, nie udawałam jakiejś idealnej kobiety. Czemu więc teraz mnie tak dręczy? Co on zrobił dla mnie, i to dla mnie naprawdę, a nie tylko tak twierdząc, podpierając się rzeczami, które w rzeczywistości z tym, czego ja chcę, nie mają to nic wspólnego? Wszystko czego ja chcę, co mnie interesuje, to głupoty, beznadzieja, patologia, coś nienormalnego, i to tylko dlatego, że on ma inne zdanie. I ja mam jeszcze więcej dla kogoś takiego robić?

Stawianie Tobie Smentko diagnozy to po paru postach może być niezbyt rozsądne,ale argumenty ,których użyłaś w stosunku do siebie samej i swojego picia wcale nie są czymś niezwykłym wśród osób które mają bardzo wczesną fazę uzależnienia dla mnie to jednak by było za mało żeby stwierdzić że jesteś alkoholiczką po za tym nie jestem sędzią czy terapeutą.
Widywałem w życiu związki dwojga uzależnionych oparte na tzw "toksycznej symbiozie" z piciem jako jeden z elementów niby scalających więź.W momencie kiedy jedno przestawało pić taki związek  się rozpadał  to częste,ale nie reguła.
Niepokojące i zastanawiające jest to że po 7 latach związku Ty masz depresję - przyjmujesz antydepresanty chodzisz na terapię ( to akurat ni złego - nie zaszkodzi Tobie raczej jeżeli solidnie do tego podchodzisz) .
Nie wiem czy wasz związek jest chory i toksyczny ,ale jak tak dalej pójdzie to będzie takim.
To co napisał o znajomych alkoholikach JaJakoJa się zdarza ( no nie wszyscy tak wcześnie chodzą spać może smile )
Bywamy mniej lub więcej z różnym natężeniem zwłaszcza na początku leczenia/trzeźwienia lub suchej abstynencji upierdliwi dla otoczenia, a bierze się to stąd że alkohol traktowany jest jak osoba i to bardzo bliska osoba.
Utrata przyjaciela,"kochanki" powoduje bardzo podobne reakcje i stany jak po stracie rzeczywistej osoby wszystkie fazy żalu po stracie mogą mieć miejsce plus emocje które temu towarzyszą.
Dodatkowo zwłaszcza u nie leczonych alkoholików (choć różnie z tym bywa  u leczących się na początku trzeźwienia  też to jest problemem) występuje mnóstwo chorych  emocji i ich nałogowe regulacje ciśnienia są duże obecność alkoholu i osób pijących wywołuje pewne reakcje,alkoholicy przez jakiś czas tęsknią jeszcze za piciem żal im .zazdroszczą innym niektórzy nie przyznają się do tego i tłumią takie uczucia,które nie znikają wiele mechanizmów uzależnienia działa po odstawieniu mimowolnie.
Terapia na pewno łagodzi i wyjaśnia te stany daje narzędzia do pracy nad sobą i chorymi tłumionymi emocjami nie jest to łatwe.
Jeżeli ktoś postanowił nie pić siłą woli w zaparte to bardzo często jego uczucia myślenie wcale się nie zmienia a dalej działa jak chory
jedyne co to to że nie pije mało kto zdrowieje bez pomocy.
Tak może być z Twoim partnerem(jeżeli jest alkoholikiem Ty twierdzisz że nie dziwne bo tak czasem mają osoby współuzależnione z kolei wypierają w pewnych sytuacjach problem partnera zaprzeczają) on żyje na tzw dupościsku nosi go i rozsadza nakręca się byle czym uczucia nie mają zdrowego ujścia szuka bezwiednie powodów do zaczepki i prowokuje tak jak być może kiedyś kiedy pił i stosował różne sztuki żeby mieć pretekst do napicia się ,a Twoje picie mu przeszkadza zanim pogodzi się  z tym wszystkim i stanie się tolerancyjny wobec pijących potrzebny jest czas i najlepiej terapia,ale nie wiem czy zdołasz go do tego namówić ponieważ nie wiadomo czy on identyfikuje u siebie uzależnienie być może uważa że po jakimś okresie czasu wróci i będzie pił normalnie będzie panował nad tym.
Teraz jesteś na jego celowniku pod ręką jesteś jego tematem zastępczym i obiektem który trzeba leczyć to też częste nawet u trzeźwiejących alkoholików to taka faza leczenia całego świata z alkoholizmu to łatwiejsze niż zajęcie się sobą i swoimi uczuciami.
Wy niestety walczycie ze sobą o to kto lepszy a kto gorszy to najlepsza droga do śmierci waszego związku.
Natomiast co do Ciebie to nie wiem jakie masz zalecenia od psychiatry w kwestii picia alkoholu  ale przyjmowanie leków i antydepresantów  na ogół się wyklucza bo to niebezpieczne przez co nierozsądne to tak jak byś ich nie brała wcale albo jeszcze gorzej wiele osób chorujących na depresje uzależnia się od alkoholu i leków uspokajających krzyżowo niestety w takich sytuacjach, jak jest z Tobą trudno powiedzieć jeżeli masz predyspozycje to jesteś na drodze do uzależnienia.Nie od razu pije się codziennie i jest się żulem menelem wielu moich przyjaciół alkoholików piło w takim stylu jak Twój co nie znaczy że Ty jesteś alkoholiczką to dziwna choroba bo nie wszyscy pijący alkohol nawet dużo uzależniają się od niego trudne sprawy rozróżnienie alkoholizmu od tzw pijaństwa nie jest takie oczywiste i proste.Może być błędne lub krzywdzące bo to słowo alkoholik to u nas jeszcze słowo klucz ma znaczenie poniżające takie życie.

Mam tylko pytania o partnera .
Czemu postanowił przestać w ogóle pić? Po co mu to ?
Czy on podejrzewasz ma lub miał problem z kontrolą picia,jakieś przykre konsekwencje np w pracy lub zdrowotne.
Czy według Ciebie to jakaś jego fanaberia .Czy on o tym chce mówić i rozmawiać z Tobą?
Jak tłumaczy swoją decyzje o abstynencji?

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

35

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Autorko chesz rozpatrywać osobno alkohol i pozostałe problemy. Ok, możę to i jest jakies rozwiązanie. Tylko, że ten jeden kluczowy problem w postaci picia, może generować lub tez wpływać na pozostałe aspekty.
Sama częstotliwość picia to jedno, bo każdy może patrzec na to inaczej. Równie dobrze dla kogoś picie jednego piwa tygodniowo może być uważane za alkoholizm. Ważne, przy jakich okazjach dopuszczasz się picia i jakie ma to podłoże. Osobiście zdarza mi się pić 3 razy w tygodniu, ale raczej nie orbię tego w domu samemu, bo nie czuję takiej potrzeby. Weź pod uwagę jednak,że partner może wyczuwać Twój problem alkoholowy i reaguje w pewnien określony sposób, niestety może trochę nieodpowiedni.
Poza tym wszystko wskazuje na to,  że Wasze odmienne podejście jest na tyle skrajne, że z czasem możę to prowadzić do coraz większych frustracji.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

36

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

No dobra, w ostatniej wypowiedzi się uniosłam, bo zrobiło mi się przykro.
Mój partner nie jest w 100% zły, ma swoje zalety, szczególnie jeśli przyjąć, że jako młody chłopak miał nie najlepsze towarzystwo. Część jego kolegów do tej pory pije (i to tak "naprawdę"), są nieodpowiedzialni, nie mają pracy, narobili dzieci, niektórzy nawet nie żyją bo np zginęli w wypadkach. On jak wiadomo nie pije w ogóle, pracuje, jest robotny nawet aż za bardzo, rzadko gdzieś wychodzi, umie zająć się dzieckiem. Tylko czy to nie są "normalne" rzeczy? Największe pretensje mam do niego o to, że w pewnym momencie, po narodzinach córki, stał się strasznie agresywny w obyciu, nie umie nic powiedzieć bez steku przekleństw i wprowadzania nerwowej atmosfery, do tego jest malkontentem, nawet jak dzwoni do mnie z pracy to czuję się tak, jakby dorwał się do mnie wampir energetyczny, męczy mnie na odległość. Tak zrzędzi i narzeka, że wolę uciąć rozmowę, szczególnie że jeszcze do niedawna siedziałam sama z dzieckiem i naprawdę nie trzeba mi było dokładać stresów. Mówiłam mu, że tak mu żadna robota nie odpowiada, że najlepiej jakby poszedł na rentę, ale i wtedy by narzekał, tym razem na ZUS. Od lat mu powtarzam, żeby nie przynosił tego "łajna" z pracy, że dom jest po to, żeby odpocząć, a ja ani dziecko nie jesteśmy nic winne ani nie możemy mu przecież pomóc. Nie do końca dociera.
Tęsknię za czasami, gdy nie mogliśmy się doczekać spotkania, gdy znajdowałam w jego ramionach ukojenie. On był dla mnie cudowny, dosłownie mnie uwielbiał, jak patrzyłam w jego oczy widziałam bezgraniczną miłość. Do pewnego czasu naprawdę nie mogłam sobie wyobrazić, żeby odezwał się do mnie źle. Myślę, że trochę go przerosło to, że posiadanie dziecka to nie tylko fajerwerki, że pojawił się ktoś trzeci absorbujący moją uwagę i że dla niego czasem nie starcza. Docinki niedługo po narodzinach córki były na początku o seks- ile ja się natłumaczyłam, podtykałam artykuły, do mojego lekarza chciałam zabrać... Niestety dla większości facetów takie coś, jak zaburzenia hormonalne po porodzie czy najzwyklejsze zmęczenie, nie są wystarczającym argumentem do tego, aby dać kobiecie spokój i poczekać, aż wszystko wróci do normy. Potem w jego pracy się pogorszyło i zaczął się odwozić na mnie, a jeśli do tego dodać brak odpowiednio namiętnego seksu... Nawet nie wiem kiedy zaczęło się to jego chamstwo, przeglądając zdjęcia pierwsze moje myśli to albo, że wtedy było jeszcze dobrze, albo już źle. Absolutnie nie zwalam na niego winy, że "przez niego piję", bo tak samo, w tych samych ilościach "piłam" jeszcze sporo zanim go poznałam. To niczyja wina, po prostu lubię piwo!
IsaBella77Nasza córka absolutnie nie jest dziełem przypadku, od 18 roku życia non stop stosowałam antykoncepcję- na początku z powodu trądziku, później już nie umiałam być niezabezpieczona. Dziecka chciał mój partner, on zaczął o tym mówić. Było to dla mnie nietypowe, bo sądziłam, że zawsze będę bezdzietna, ale kochałam go i chciałam, aby nasz związek poszedł dalej. Okropnie się bałam, czy podołam roli matki, bo sama nie miałam dobrych wzorców, nie chciałam skrzywdzić niczemu nie winnej istoty swoimi brakami. Na początku było mi ciężko, a w zasadzie nam obojgu- byliśmy tylko we trójkę, nie było babć, dziadków, cioć, nikogo kto by przyszedł, pomógł, odciążył. Ale daliśmy radę, na szczęście córeczka była "odporna" na nasze próby i błędy, teraz chodzi już do przedszkola i chociaż łatwo nie jest, wydaje mi się, że zahartowałam się i dużo bardziej świadomie oraz intuicyjnie "umiem" być mamą.
Co do zachowania partnera- tak, on jest na mnie wciąż zły, nawet jeśli nie ma powodu. Potrafi przyjść do domu i ni z tego ni z owego mi docinać, albo w trakcie pozornie fajnej rozmowy coś chamskiego rzuca. Co do butów i ciuchów, to twierdzi, że ich nienawidzi (pochodzi z niezamożnej rodziny i chyba dlatego wkurza go ta "mnogość" odzieży, z resztą tak jak pisałam, on ma wszystkiego po trzy pary). Jeżeli chodzi o chrapanie, to ja chrapię od zawsze przez skrzywioną przegrodę nosową. Kiedyś partner robił mi zdjęcia jak to "słodko chrapiący aniołeczek śpi sobie z rozrzuconymi włosami", teraz stałam się... Nawet nie będę przytaczać moich nowych przezwisk.

37 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-10-20 20:20:47)

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Nie znam się na temacie alkoholizmu, ale rozumiem, że jeśli to nie uzależnienie, to możesz odstawić to regularne piwo bez trudu?
akurat ciąży nie liczę, bo same hormony mogły Cię od alkoholu odrzucić.
Można mieć kwestie sporne poważne, ale jak w takich pierdołach w sumie się nie ustępuje, to chyba nikomu nie zależy. Mąż ma dużo złości do Ciebie, rozmowa chyba leży.. Nie wiem czy to złość o to, o czym mówi, czy o ten alkohol, czy jeszcze coś innego np zazdrość.

Żródło tej złości musi w sobie znależć, ale czy będzie chciał. Może terapia rodzinna coś by naświetliła?
Jeśli oczywiście chcesz, bo akurat ja uważam, że problem jest w nim,  nie w piwie, które odstawiłabym dla Siebie, bo regularność niepokoi.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

38

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
paslawek napisał/a:

Mam tylko pytania o partnera .
Czemu postanowił przestać w ogóle pić? Po co mu to ?
Czy on podejrzewasz ma lub miał problem z kontrolą picia,jakieś przykre konsekwencje np w pracy lub zdrowotne.
Czy według Ciebie to jakaś jego fanaberia .Czy on o tym chce mówić i rozmawiać z Tobą?
Jak tłumaczy swoją decyzje o abstynencji?

On bardzo źle się czuje na drugi dzień po wypiciu nawet jednego piwa. Nie potrafię sobie wyobrazić jak to było, gdy pił dużo w przeszłości- bo on sam mówi o sobie niemal jako o alkoholiku! Tymczasem dla mnie, z tego co opisywał, to było zwyczajne gówniarskie picie z kolegami, jakie przeszło wielu facetów, z uzależnieniem ma to niewiele wspólnego. Odkąd się znamy nigdy nie pił w ciągu dnia, nie klinował rano. Wg mnie robi z siebie uzależnionego, żeby się nade mną wywyższać i prawić mi morały. Jak to się stało, że odstawił alko? Napiliśmy się poprzedniego wieczoru piwa, rano źle się czuł i po prostu stwierdził, że już nie pije. Na początku myślałam, że tylko tak gada, ale rzeczywiście znacznie ograniczył picie, od tamtej pory dosłownie parę razy mu się zdarzyło, i to nie popiwkować, ale naprawdę opić z jakiejś ważnej okazji.

39

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Smentko, dziękuję, że tak obszernie mi odpisałaś.
Czyli jednak intuicja mnie nie omyliła ... Twój mąż odczuwa permanentną złość. Stąd biorą się jego wybuchy i agresja.
Myślę, że można rozpatrzyć to dwutorowo.
Po pierwsze - alkohol i związane z nim napięcia, fakt w jaki sposób on odbiera Twoje "lubienie piwa".
ALE ... jest jeszcze druga opcja, którą możesz na spokojnie przemyśleć.
Z tego co opisujesz jak w Waszym związku funkcjonuje Twój partner, wynika że on nie potrafi w żaden zdrowy, normalny sposób rozładować swoich codziennych napięć i frustracji. W psychologii funkcjonuje taki termin, jak "pojemnik na nieczystości", swojego czasu mocno interesowałam się tym zagadnieniem, ponieważ dokładnie taki sam sposób komunikowała się jedna z bliskich mi osób.
Kiedy dzwoniła do mnie, to cierpła mi skóra, dosłownie! smile To była godzina przyjmowania czyichś wymiotów, dotyczących każdego aspektu jej życia. Wszystko z czym się stykała i co robiła - było okropne, beznadziejne, durne, okropne, nie do zniesienia, irytujące, wkurzające, paskudne itd. itd. itd.
Ja po godzinie takiej "rozmowy" czułam się jak zatruta osoba. Z autentycznymi objawami - mdłościami, bólem żołądka i głowy. Ona kończyła rozmowę w poczuciu lekkości i ulgi, których zapewne doznawała wyrzucając to z siebie.
Długo to odchorowywałam, ale zrozumiałam, że ta osoba nie potrafi w żaden normalny, efektywny sposób rozładować swojego stresu i napięć z codziennego dnia, których przecież na każdym kroku doświadczamy niemało.
Olśniło mnie, kiedy z wspaniałego wypadu nad morze z rodziną, zadzwoniła do mnie i zaczęła na mnie krzyczeć, że ona ma tego wszystkiego dość, bo ludzie to okropne świntuchy i brudasy, bo ona była na dwóch plażach i na jednej było czysto, a na drugiej było pełno śmieci ... wtedy pomyślałam, że na poważnie jest coś nie w porządku z jej głową.
Czy Twój mąż potrafi pozbywać się tego codziennego stresu i frustracji w normalny sposób? Czy uprawia sport? Czy ma jakieś hobby? Czy potrafi się oderwać od nieustających obowiązków i rzeczy niezbędnych do zrobienia?
Jeśli żyje w kieracie pracy, gdzie przecież cały czas coś robi, a po powrocie do domu też cały czas coś robi, to nic dziwnego, że odbija mu palma i dostaje agresora. To bardzo często wynika z bezustannego, wewnętrznego napięcia jakie odczuwa.
Być może malkontenctwo i niezadowolenie są też cechami jego osobowości ...

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

40 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-10-20 21:30:22)

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

dubelek .

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

41 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-10-20 21:24:39)

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
Smentka napisał/a:
paslawek napisał/a:

Mam tylko pytania o partnera .
Czemu postanowił przestać w ogóle pić? Po co mu to ?
Czy on podejrzewasz ma lub miał problem z kontrolą picia,jakieś przykre konsekwencje np w pracy lub zdrowotne.
Czy według Ciebie to jakaś jego fanaberia .Czy on o tym chce mówić i rozmawiać z Tobą?
Jak tłumaczy swoją decyzje o abstynencji?

On bardzo źle się czuje na drugi dzień po wypiciu nawet jednego piwa. Nie potrafię sobie wyobrazić jak to było, gdy pił dużo w przeszłości- bo on sam mówi o sobie niemal jako o alkoholiku! Tymczasem dla mnie, z tego co opisywał, to było zwyczajne gówniarskie picie z kolegami, jakie przeszło wielu facetów, z uzależnieniem ma to niewiele wspólnego. Odkąd się znamy nigdy nie pił w ciągu dnia, nie klinował rano. Wg mnie robi z siebie uzależnionego, żeby się nade mną wywyższać i prawić mi morały. Jak to się stało, że odstawił alko? Napiliśmy się poprzedniego wieczoru piwa, rano źle się czuł i po prostu stwierdził, że już nie pije. Na początku myślałam, że tylko tak gada, ale rzeczywiście znacznie ograniczył picie, od tamtej pory dosłownie parę razy mu się zdarzyło, i to nie popiwkować, ale naprawdę opić z jakiejś ważnej okazji.



To znaczy że wcale nie jest abstynentem jeżeli pije.
Interesujący przypadek chyba pierwszy o jakim słyszę i czytam to znaczy przypadek w którym ktoś "normalny" i zdrowy wmawia sobie twierdzi i robi z siebie jakby dobrowolnie i na ochotnika osobę uzależnioną po to żeby psychicznie dręczyć partnerkę przedziwne,ale wszystko podobno możliwe na tym "łez padole"lub jak kto woli na tym najpiękniejszym ze światów.Jednymi z pewnych objawów uzależnienia jest  zaprzeczanie, wypieranie faktów problemów związanych bezpośrednio z piciem alkoholu,racjonalizowanie i udowadnianie za wszelką cenę nawet wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi że ma się kontrolę nad piciem. Bywa czasem (nawet często ) że osoby współuzależnione związane z alkoholikiem wykorzystują fakt picia i choroby dla swoich celów - posiadania większej władzy panowania nad drugą osobą np przy pomocy wywoływania poczucia winy w alkoholiku.Nie jest żelazną regułą że tylko alkoholicy znęcają się nad bliskimi choć to oczywiście ma miejsce,również w niektórych nerwicach, chorobach psychicznych i zaburzeniach osobowości to też występuje.To też kwestia osobowości która się nie rozwija a raczej zmienia na bardziej upierdliwy charakter - pytanie pod wpływem czego i dlaczego tak się dzieje.
Spowodowanie żeby partner spojrzał na siebie i zaczął pracować nad uczuciami to prawdziwe wyzwanie .

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

42 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-10-21 06:05:13)

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
IsaBella77 napisał/a:

Smentko, dziękuję, że tak obszernie mi odpisałaś.
Czyli jednak intuicja mnie nie omyliła ... Twój mąż odczuwa permanentną złość. Stąd biorą się jego wybuchy i agresja.
Myślę, że można rozpatrzyć to dwutorowo.
Po pierwsze - alkohol i związane z nim napięcia, fakt w jaki sposób on odbiera Twoje "lubienie piwa".
ALE ... jest jeszcze druga opcja, którą możesz na spokojnie przemyśleć.
Z tego co opisujesz jak w Waszym związku funkcjonuje Twój partner, wynika że on nie potrafi w żaden zdrowy, normalny sposób rozładować swoich codziennych napięć i frustracji. W psychologii funkcjonuje taki termin, jak "pojemnik na nieczystości", swojego czasu mocno interesowałam się tym zagadnieniem, ponieważ dokładnie taki sam sposób komunikowała się jedna z bliskich mi osób.
Kiedy dzwoniła do mnie, to cierpła mi skóra, dosłownie! smile To była godzina przyjmowania czyichś wymiotów, dotyczących każdego aspektu jej życia. Wszystko z czym się stykała i co robiła - było okropne, beznadziejne, durne, okropne, nie do zniesienia, irytujące, wkurzające, paskudne itd. itd. itd.
Ja po godzinie takiej "rozmowy" czułam się jak zatruta osoba. Z autentycznymi objawami - mdłościami, bólem żołądka i głowy. Ona kończyła rozmowę w poczuciu lekkości i ulgi, których zapewne doznawała wyrzucając to z siebie.
Długo to odchorowywałam, ale zrozumiałam, że ta osoba nie potrafi w żaden normalny, efektywny sposób rozładować swojego stresu i napięć z codziennego dnia, których przecież na każdym kroku doświadczamy niemało.
Olśniło mnie, kiedy z wspaniałego wypadu nad morze z rodziną, zadzwoniła do mnie i zaczęła na mnie krzyczeć, że ona ma tego wszystkiego dość, bo ludzie to okropne świntuchy i brudasy, bo ona była na dwóch plażach i na jednej było czysto, a na drugiej było pełno śmieci ... wtedy pomyślałam, że na poważnie jest coś nie w porządku z jej głową.
Czy Twój mąż potrafi pozbywać się tego codziennego stresu i frustracji w normalny sposób? Czy uprawia sport? Czy ma jakieś hobby? Czy potrafi się oderwać od nieustających obowiązków i rzeczy niezbędnych do zrobienia?
Jeśli żyje w kieracie pracy, gdzie przecież cały czas coś robi, a po powrocie do domu też cały czas coś robi, to nic dziwnego, że odbija mu palma i dostaje agresora. To bardzo często wynika z bezustannego, wewnętrznego napięcia jakie odczuwa.
Być może malkontenctwo i niezadowolenie są też cechami jego osobowości ...

Uwierz mi, że nawet wyraz twarzy ma non stop skrzywiony i zmarszczony, co w połączeniu z jego przekleństwami, marudzeniem i sposobem bycia sprawia, że niektórzy ludzie biorą go za jakiegoś "patologa" (za to doskonale dogaduje się z podobnymi sobie, aż czasem mi szczęka opada jak on umie nawiązywać kontakty). Moje pierwsze wrażenie o nim nie było dobre, dopiero gdy zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, pisać (choć jego ortografia itp jest matko moja), a w końcu często przebywać, nawet nie wiem, kiedy go pokochałam. Jego podejście do mnie, wtedy tak pełne miłości i ciepła, aż nie licowało z takim wyglądem. Teraz za to zachowuje się gorzej, niż wygląda.
Jestem przekonana, że on jest na mnie zły i ma do mnie żal o to, że nie jestem taka, jaką sobie wyobraził. Z resztą (mniej więcej) sam mi to mówił. To ma też związek z jego "betonowymi" przekonaniami i brakiem tolerancji wobec czyjegoś innego zdania. Opowiadając o swoich znajomych często ich wyśmiewa, podkreślając jaki to on jest "lepszy", nie dociera do niego że ilu ludzi, tyle opinii czy sposobów na życie. Jak mu zwracam uwagę, dostaje mi się słownie. Sama też mam określone zdania na wiele tematów, ale nikomu nic nie narzucam, bardzo cenię konstruktywne dyskusje z "oponentami". On dyskutować nie umie w ogóle, jak mu coś nie pasuje to się po prostu wyłącza. Nie sprawdza się też w sytuacjach stresowych, spornych, trudnych- określam to tak, że jest dobry wtedy, gdy jest dobrze. Jak coś idzie nie po jego myśli, zaraz jest narzekanie, przekleństwa, nerwowa atmosfera. Nawet córeczki to dotyczy, on nie umie pojąć, że to nie jest zaprogramowana lalka, tylko mały człowiek, który ma swoje uczucia, zdanie, i obecnie nie waha się tego manifestować wink. Na początku związku to ja byłam jakby górą, samodzielna i samowystarczalna, tymczasem odkąd jestem matką, na mnie głównie spoczywa opieka i odpowiedzialność, zaczęłam pragnąć jego pomocy i zaangażowania, potrzebować tego. I tutaj nie do końca się sprawdza. Wg mnie nie potrafi być mężczyzną w 100% odpowiedzialnym za kobietę i dziecko, to go przerasta. Owszem, pracuje, zarabia (niewiele), nie przepiernicza kasy, ale przecież to nie wszystko. Chciałabym żeby umiał wrócić do domu na spokojnie, bez zarzucania mnie historiami z pracy, przytulić córeczkę, usiąść i zostać, a nie tylko przemyć twarz i lecieć "na działkę", bo tyle jest do zrobienia. A to, że w domu też jest wiele do zrobienia choćby w postaci kontaktu z córką, która od otwarcia oczu przez cały dzień o niego pyta, już pomijając mnie z moimi jakże złośliwymi próbami dotarcia do niego, porozmawiania... Pytasz o sport. Jego sportem i odskocznią jest praca fizyczna. Lubi to, realizuje się w tym i jest naprawdę dobry. Tylko że ja bym chciała mieć faceta w domu, nawet przez tych kilka godzin po przyjściu z pracy zarobkowej aż do snu, a nie na chwilę jak wraca umęczony na własne życzenie i zaraz pada. W soboty też wstaje świtem i jedzie "na działkę". Przyjeżdżałyśmy tam z córką, ale raz, że dziecko przeszkadza i marudzi (co dla mnie jest zupełnie normalne), poza tym ja nie jestem typem parobka jak on i jadąc tam myślę o relaksie, nie wykonywaniu prac zleconych przez niego (ledwo się pojawimy, on zaraz zagania do roboty). Wolę więc, żeby z dwojga złego sobie tam jechał i robił, przynajmniej wraca zadowolony z siebie i nie zrzędzi, że zmarnował dzień (poświęcając nam czas).

paslawek napisał/a:
Smentka napisał/a:
paslawek napisał/a:

Mam tylko pytania o partnera .
Czemu postanowił przestać w ogóle pić? Po co mu to ?
Czy on podejrzewasz ma lub miał problem z kontrolą picia,jakieś przykre konsekwencje np w pracy lub zdrowotne.
Czy według Ciebie to jakaś jego fanaberia .Czy on o tym chce mówić i rozmawiać z Tobą?
Jak tłumaczy swoją decyzje o abstynencji?

On bardzo źle się czuje na drugi dzień po wypiciu nawet jednego piwa. Nie potrafię sobie wyobrazić jak to było, gdy pił dużo w przeszłości- bo on sam mówi o sobie niemal jako o alkoholiku! Tymczasem dla mnie, z tego co opisywał, to było zwyczajne gówniarskie picie z kolegami, jakie przeszło wielu facetów, z uzależnieniem ma to niewiele wspólnego. Odkąd się znamy nigdy nie pił w ciągu dnia, nie klinował rano. Wg mnie robi z siebie uzależnionego, żeby się nade mną wywyższać i prawić mi morały. Jak to się stało, że odstawił alko? Napiliśmy się poprzedniego wieczoru piwa, rano źle się czuł i po prostu stwierdził, że już nie pije. Na początku myślałam, że tylko tak gada, ale rzeczywiście znacznie ograniczył picie, od tamtej pory dosłownie parę razy mu się zdarzyło, i to nie popiwkować, ale naprawdę opić z jakiejś ważnej okazji.



To znaczy że wcale nie jest abstynentem jeżeli pije.
Interesujący przypadek chyba pierwszy o jakim słyszę i czytam to znaczy przypadek w którym ktoś "normalny" i zdrowy wmawia sobie twierdzi i robi z siebie jakby dobrowolnie i na ochotnika osobę uzależnioną po to żeby psychicznie dręczyć partnerkę przedziwne,ale wszystko podobno możliwe na tym "łez padole"lub jak kto woli na tym najpiękniejszym ze światów.Jednymi z pewnych objawów uzależnienia jest  zaprzeczanie, wypieranie faktów problemów związanych bezpośrednio z piciem alkoholu,racjonalizowanie i udowadnianie za wszelką cenę nawet wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi że ma się kontrolę nad piciem. Bywa czasem (nawet często ) że osoby współuzależnione związane z alkoholikiem wykorzystują fakt picia i choroby dla swoich celów - posiadania większej władzy panowania nad drugą osobą np przy pomocy wywoływania poczucia winy w alkoholiku.Nie jest żelazną regułą że tylko alkoholicy znęcają się nad bliskimi choć to oczywiście ma miejsce,również w niektórych nerwicach, chorobach psychicznych i zaburzeniach osobowości to też występuje.To też kwestia osobowości która się nie rozwija a raczej zmienia na bardziej upierdliwy charakter - pytanie pod wpływem czego i dlaczego tak się dzieje.
Spowodowanie żeby partner spojrzał na siebie i zaczął pracować nad uczuciami to prawdziwe wyzwanie .

On nie pije, bo nie chce, a jeśli już by się napił, to jak "normalny" człowiek, jednorazowo. Parę razy mu się to zdarzyło od tego 2014 roku, gdy przestaliśmy razem piwkować. Osoba naprawdę uzależniona by tak nie mogła, wiem to i dlatego wkurza mnie jego robienie z siebie mentora, kogoś za kim powinnam podążyć jak owieczka za pastuchem. Naprawdę tak jest- on z siebie robi dobrowolnie kogoś chorego, jak hipochondryk. Może i ma "doświadczenie" w piciu, ale na pewno nie w prawdziwym uzależnieniu.

43 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2019-10-21 03:23:45)

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Ludzie, ktorzy ciagle cos musza robic byle robic nie sa normalni. To nie jest normalne zachowanie, to jest udawanie lub unikanie.
On marudzi bo nie moze zniesc, ze ktos nie bierze udzialu w jego neurotycznym i obsesyjnym zachowaniu. Jezeli widzi, ze ktos inny zyje inaczej to jest to dla niego bolesne. Zamiast pomyslec, ze to co robi jest glupie i chore to woli stwierdzic, ze Ty jestes chora. Wszystko to jest projekcja jego wewnetrznych problemow na Ciebie.
Nie ma to NIC wspolnego z Toba.

'Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba,jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła.'

44

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Autorko, a czy ty pracujesz, czy siedzisz w domu? I kto odprowadza mała do przedszkola? Ty rano jesteś zmęczona, bo masz kaca, on narzeka, a kto zajmuje się małą?
Napisałaś też, że nie masz własnego mieszkania, więc musisz mieszkać z nim, ale w innym poście napisałaś, że masz mieszkanko tylko że małe. To jak to w końcu jest?
Gdy mała jest w przedszkolu, to czy zdarza Ci się wtedy pić? I czy zdarza ci się pić także wtedy, gdy mała jest w domu?
On jeździ na działkę, by tam ciężko pracować, ty nie chcesz mu towarzyszyć, bo nie jesteś niewolnikiem pracy, wolisz odpoczywać.
Uważam, że na tym facecie stoi cały wasz dom. On widzi coraz wyraźniej w co właściwie się wpakował i tak jak napisałaś, gdyby nie dziecko, on już by z tobą nie był.
Z jego perspektywy ty jawisz mu się jako wiecznie zmęczona i niezadowolona alkoholiczka stroniaca od roboty i odpowiedzialności kobieta, która szasta nieswoja kasą na prawo i lewo kupując niepotrzebnie jakieś lachy i zajmująca se glupotami.
Powiem szczerze, że mnie twoje szerokie opisy, ta krytyka męża w ogóle nie przekonują. Im więcej ciebie czytam, tym bardziej współczuję twojemu mężowi.

45 Ostatnio edytowany przez madoja (2019-10-21 07:15:07)

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Zerknęłam na odpowiedzi, choć nie wszystkie, i widzę że Cię wszyscy bronią i zachęcają do odejścia od tego tyrana, a ja to widzę inaczej, bo reasumując: nie pracujesz, pijesz wieczorami piwa, siedzisz po nocach, on Was wszystkich utrzymuje?

No kurde... na jego miejscu byłabym wściekła.

Czy w ogóle wyobrażacie sobie odwrotną sytuację: kobieta pracuje od rana do wieczora, mąż siedzi w domu od lat, pije codziennie piwka i jeszcze biadoli jak to mu źle i chodzi do psychologa bo żona go nie rozumie? Żałosne...

46

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
madoja napisał/a:

Zerknęłam na odpowiedzi, choć nie wszystkie, i widzę że Cię wszyscy bronią i zachęcają do odejścia od tego tyrana, a ja to widzę inaczej, bo reasumując: nie pracujesz, pijesz wieczorami piwa, siedzisz po nocach, on Was wszystkich utrzymuje?

No kurde... na jego miejscu byłabym wściekła.

Niestety, ale uważam, że madoja ma rację.
Na miejscu męża Autorki też bym nie była zadowolona.
Myślę jedynie, że on swoje niezadowolenie okazuje w nieodpowiedni sposób.

47 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-10-21 09:20:04)

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Pytanie czy autorka robi coś inaczej niż na początku znajomości? I czy jemu się odwidziało? A może myślał, że ją urobi, na podobieństwo swoje i rodziny z której wyszedł. Wykazuje w każdym razie mocną sztywność myślenia i nie widzę przyszłości dla takiego związku, przy takim podejsciu.
To wróżenie z fusów bo z mało danych, ale moim zdaniem scenariusz był taki:
Chłopak z domu gdzie był ciągle strofowany, poprawiany, nigdy wystarczająco dobry dla matki lub ojca i robił co mu każą nie buntując się, pełen kompleksów, spotyka wyluzowaną dziewczynę i zakochuje się w niej. Zostaje ojcem, spada na niego większa odpowiedzialność, nie radzi sobie, włącza stary schemat z domu -
Autorko córka jest mała, ale On jej wtłucze do głowy, że matka jest do d..y..
Na Twoim miejscu propozycja terapii, by ktoś obiektywnie spojrzał mając więcej danych i jak to nic nie pomoże pozostanie rozwód, bo szkoda życia z kimś, kto je zatruwa, bo nie radzi sobie z emocjami. Wpadłaś w to, bo jego zachwyt Twoją innością wzięłaś za miłość..

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

48

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
Smentka napisał/a:

CatLady, Saba88
Co mnie przy nim trzyma? Właśnie córka. Gdyby nie ona, już pewnie dawno nie bylibyśmy razem. Jestem totalną przeciwniczką trwania ze sobą "dla dobra dziecka", moja matka tak się tłumaczyła i wiem po sobie, do czego to prowadzi. Jednak córeczka naprawdę bardzo kocha tatę, gdy tylko wyjdzie nie może się go doczekać, jest przeszczęśliwa gdy wraca. Nawet gdybym się teraz wyprowadziła, to i tak musielibyśmy mieć kontakt ze względu na nią. Ona już zauważa, że tata często zachowuje się źle, stara się po dziecięcemu zwracać mu uwagę, ale zawsze widzi nas jako trójkę, nawet jak się bawi np zakrętkami od butelki zawsze są trzy- mama, tata i córeczka wink. Gdy jakieś rzeczy są dwie, a ona wymyśli sobie przyrównać je do rodziny, musi wynaleźć trzeci pasujący element lub porzuca zabawę, jak widzi w programie przyrodniczym samicę z młodym zawsze dopytuje gdzie jest tata... Głównie po to biorę leki i chodzę na terapię, żeby jakoś przetrwać i nie narażać jej na traumę. Moja psycholog dociekała jak wyglądają nasze kłótnie, ale my... naprawdę się nie kłócimy w sensie stricte! Nie ma żadnych krzyków, awantur, bijatyk, nawet rzadko podnosimy na siebie głos. To są po prostu wymiany zdań, często uszczypliwe i okraszone negatywnymi opiniami partnera o mnie, ja mu też często docinam, ale nie daję się sprowokować, wolę puścić to mimo uszu, bo wiem, że nic konstruktywnego z tego nie będzie. Tak jak pisałam myślałam o wyprowadzce, ale na ten moment niewiele dobrego by to przyniosło- nie słyszałabym docinek, ale i teraz jakoś sobie z nimi radzę. Inaczej byłoby, gdybym np kogoś sensownego poznała albo partner zacząłby naprawdę za mocno przeginać (co może nastąpić prędzej czy później). Gdy jest się rodzicem, wiele spraw się komplikuje i człowiek musi naprawdę mocno się zastanawiać, czy swoim postępowaniem nie skrzywdzi tej niewinnej istoty, która sama się na ten świat nie prosiła sad

Hmm, straszny oksymoron. A jest dokładnie tak jak nie chciałaś żeby było. Teraz Twoja córką jest tym dzieckiem, które patrzy na rodziców, który się nie znoszą i doskonale wyczuwa tą ciężką atmosferę. Do tego czuje się odpowiedzialna żeby swojemu tacie, dorosłemu człowiekowi zwracać uwagę, że ma być mniej nerwowy. Strasznie obciążające dla tak małego dziecka.
Porozmawiaj z partnerem o terapii małżeńskiej, powinniście iść. Wasza wspólna niechęć coraz bardziej narasta a to do niczego nie prowadzi.

"NIE KOCHAM GO. BRAKUJE MI TYLKO MIŁOŚCI, KTÓREJ NIE OTRZYMAŁAM JAKO DZIECKO"

49

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Macie zdecydowanie zupełnie inne podejście do życia.
Mimo tego, iż twierdzisz, że na samym początku było cudownie i wspaniale, to jednak wasze wizje wspólnego życia są zupłenie rozbieżne. Pomimo braku kłótni czy awantur, tak jak określiłaś, takie wieczne docinki, uszczypliowści, czy złośliwości potrafią być strasznie dołujące. Jedno kompletnie nie rozumie drugiego: potrzeby czy tez oczekiwania wydają się być zupełnie skrajne, co jest ciągle źródłem frustracji. On, jak widać człowiek aktywny, wręcz pracoholik, każda minutę poświęca na pracę, robótki, sprzątani4e, majsterkowanie itp. Ty kobieta obciążona obowiązkami domowymi, oczekująca pomocy i wsparcia, nie dostajesz od niego wystarczająco dużo. On odreagowuje stres dalszymi godzinami spędzonymi na działce, Ty próbujesz do niego dotrzeć i jednocześnie sobie popijasz, co jeszcze bardziej jego irytuje. I wszystko się nakręca. Facet ma niewątpliwie dośc specyficzny charakter, bo teo typu docinki, obgadywanie innych czy wywyższanie się, pokazujące, iż tylko on ma słuszne zdanie w kazdej sprawie, nie ułatwia rozwiazania.
Może jednak warto sie zastanowić, czy coś w nim tego zachowania nie zmieniło, czy coś wcześniej nie zapoczątkowało tego zachowania, skoro dawniej sytuacja układała się pomyśłnie...Może po narodzinach dziecka?

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

50

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
Cyngli napisał/a:
madoja napisał/a:

Zerknęłam na odpowiedzi, choć nie wszystkie, i widzę że Cię wszyscy bronią i zachęcają do odejścia od tego tyrana, a ja to widzę inaczej, bo reasumując: nie pracujesz, pijesz wieczorami piwa, siedzisz po nocach, on Was wszystkich utrzymuje?

No kurde... na jego miejscu byłabym wściekła.

Niestety, ale uważam, że madoja ma rację.
Na miejscu męża Autorki też bym nie była zadowolona.
Myślę jedynie, że on swoje niezadowolenie okazuje w nieodpowiedni sposób.

Masz rację. Jednak znamy tylko jej historię, która i tak stawia bohaterkę w złym świetle. A mimo to obraz tego faceta wcale nie jest taki zły. Czy wiecie jak wiele kobiet chciałoby mieć męża który dużo pracuje by utrzymać rodzinę, nie jest obibokiem, sam chciał dziecka, jest dobrym ojcem, a do tego nie spojrzy nawet na alkohol?

Przecież to on próbuje tworzyć normalny dom.
Ona rano ma kaca i jest zmęczona. Czym?
Do tego sama pisze że się go czepia i mu dogryza.
Szczerze? Podziwiam tego faceta.
Ja bym codziennie urządzała awantury gdybym widziała skacowanego, bezrobotnego męża który się mnie czepia gdy chodzę do pracy i z niej wracam.
Naprawdę ktokolwiek się mu dziwi?

51 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-10-21 11:59:29)

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Serio? Byle nie pił i pracował? To buty już może kopać, hałas rano robić. ? Ja też o piątej rano jestem zmęczona. Czym? niewyspaniem! Bo mam z sobą wtedy 4-5 godzin snu.
To nie autorka hałasuje wieczorem wykazując brak szacunku tylko On rano.
Widzisz, gdyby ożenił się z Tobą, mogłoby wszystko hulać.
ale o ile na początku związku autorka nie wstawała o 5, to Ona ma prawo czuć się oszukana, nie On

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

52 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-10-21 12:06:00)

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Mam teraz nieco większą "jasność" tak jakby po Twoich wyjaśnieniach.
Terapia dla par byłaby niezłym wyjściem tylko namówienie partnera do tego może być trudne .
Jeżeli chodzisz na terapię porusz z psychoterapeutą możliwe działania w kierunku terapii dla was obojga.
Dogadywaliście się kiedyś jeszcze 5 lat temu i do urodzenia córki .
Twoje picie wydaje się jednak niepokojące zgadzam się z Izą,Cyngli,Elą i Szeptem Twoje regulacje nastrojów i uczuć mają już pewne wyraźne nałogowe cechy im dłużej będziesz uciekać w swój świat i bronić go tym gorzej dla Ciebie i Twojego związku (leki,alko,przesiadywanie po nocach i życie telewizją pewnie jeszcze coś ) obawiam się że terapię wprzęgłaś w dziwny sposób w mechanizmy obronne ,psychiatra ma rację leki przytłumią Cię i przysypią problemy a terapią z psychologiem dostarcza Ci chwil  pozornego uspokojenia, jeżeli zatajasz i wypierasz problem z piciem i tłumieniem uczuć to taka terapia jest samooszukiwaniem się że coś robisz ze sobą i dostrzegasz niby więcej to znowu kontrowersyjne bo zdarzają się przypadki markowania  i pozornego leczenia wcale nie tak rzadko takie przypadki są częstsze właśnie u kobiet .
Jak jest z Tobą to Ty wiesz albo nie a jak nie chcesz przyznać się przed sobą to wszystkie działania są do niczego terapia tak potraktowana będzie nieskuteczna i trwać do święty nigdy ułożyłaś się w tym wygodnie być może .Pożytek z tego niewielki.
To niestety stanie w miejscu jeżeli tak jest.Więcej zajmujesz się swoim facetem niż sobą tak wynika dla mnie z opisu.
Twój partner reaguje niewłaściwie bo niby widzi ale służy mu to do ataków na Ciebie .To nie jest mądra miłość ona jest niby twarda to taki półśrodek podtrzymywania złudzeń i niwelowania własnych kompleksów przez dokuczanie Tobie .Partner z uporem ucieka z domu w pracę obciąża Ciebie problemami ze swojej pracy ponad miarę przerasta go dawanie sobie rady z emocjami Ciebie przerasta słuchanie go ,drażnicie się i irytujecie na siebie .Oboje prawdopodobnie wyolbrzymiacie swoje wady teraz żadne nie ustąpi całe spektrum urazów,pretensji żalów kompletnie nie rozładowanych i nie załatwionych - kolekcjonujecie je są wam potrzebne do walki ze sobą i do nakręcania się niechęcią po to żeby każde z was mogło uciec jak już dość macie siebie w swoje osobiste chwilowe ukojenia i ulgi oraz  odrębne światy i  których prawie nic oprócz wychowania córki już nie łączy .Ty uważasz że już dość ustępowałaś to dyskusyjne .Nie dajecie sobie przestrzeni wydzieracie ją sobie siłą .Przeszkadzacie sobie i to przeszkadzanie stało się w chory dość pokrętny sposób potrzebne wam obojgu
Decyzja o urodzeniu dziecka chyba z Twojej strony zbyt pochopna dobrze że pokochałaś córkę.
Partner faktycznie zachowuje się wobec Ciebie nietolerancyjnie ,roszczeniowo nic jego agresji nie usprawiedliwia jak to oboje widzicie wasz związek i siebie na wzajem w nim to już świadczy o tym że wasze drogi rozjechały się bardzo wasze przekonania i poglądy się radykalizują mam wrażenie robicie sobie chyba notorycznie na przekór i na  złość .To wnioskuje i domyślam się z osobistych obserwacji życia .W gruncie rzeczy niewiele napisałaś o tym jak Ty funkcjonujesz wobec partnera i nie napisałaś o tym czy pracujesz .
Sami nie dacie rady się pogodzić, każde z was z osobna ma problem taki sam tylko różne macie sposoby na uciekanie przed nimi .
Wiele z tego to moje domniemania i domysły ale poparte tym co widziałem i o czym słyszałem w podobnych sytuacjach do waszej.
Jeżeli partner nie będzie chciał uczestniczyć w terapii to dalsze funkcjonowania związku rozwali was dwoje jeszcze bardziej dokumentnie,lepiej się rozstać wydaje mi się że sprawy między wami zaszły za daleko wasza wzajemna awersja przekroczyła punkt krytyczny i wasze granice cierpliwości w stronę wzajemnej wojny na wyniszczenie jedynie wspólna terapia solidnie potraktowana przez was dwoje jest jeszcze nadzieją .

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

53 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-10-21 12:14:11)

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku
madoja napisał/a:
Cyngli napisał/a:
madoja napisał/a:

Zerknęłam na odpowiedzi, choć nie wszystkie, i widzę że Cię wszyscy bronią i zachęcają do odejścia od tego tyrana, a ja to widzę inaczej, bo reasumując: nie pracujesz, pijesz wieczorami piwa, siedzisz po nocach, on Was wszystkich utrzymuje?

No kurde... na jego miejscu byłabym wściekła.

Niestety, ale uważam, że madoja ma rację.
Na miejscu męża Autorki też bym nie była zadowolona.
Myślę jedynie, że on swoje niezadowolenie okazuje w nieodpowiedni sposób.

Masz rację. Jednak znamy tylko jej historię, która i tak stawia bohaterkę w złym świetle. A mimo to obraz tego faceta wcale nie jest taki zły. Czy wiecie jak wiele kobiet chciałoby mieć męża który dużo pracuje by utrzymać rodzinę, nie jest obibokiem, sam chciał dziecka, jest dobrym ojcem, a do tego nie spojrzy nawet na alkohol?

Przecież to on próbuje tworzyć normalny dom.
Ona rano ma kaca i jest zmęczona. Czym?
Do tego sama pisze że się go czepia i mu dogryza.
Szczerze? Podziwiam tego faceta.
Ja bym codziennie urządzała awantury gdybym widziała skacowanego, bezrobotnego męża który się mnie czepia gdy chodzę do pracy i z niej wracam.
Naprawdę ktokolwiek się mu dziwi?

Jest w tym dużo racji. Chociażby z uwagi na ilość wątków na tym forum, gdzie wiele kobiet szuka pomocy, narzekając na swoich partnerów, pod przeróżnymi aspektami. Sporo wyrzuca facetom lenistwo, brak pracy, niewywiązywanie się z obowiązków domowych czy rodzinnych. Tutaj gość wykazuje się aż za bardzo pod tymi względami, tylko że włąsnie czegoś jeszcze potrzeba. Przy tak trudnym charakterze,jaki on sobą reprezentuje,  ciężko mu zaakceptować odmienne zdanie, więc cały czas daje Autorce powody do niezadowolenia. Nakręcające się uczypliwości czy złośliwości powoduja jeszcze większy rozdźwięk. Facet wykorzystuje słabosci Autorki przeciw niej, próbując na siłę oraz przy pomocy złych emocji próbować naprowadzić na właściwą, w jego mniemaniu, drogę.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

54

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Nie zgodzę się, że facet jest ok. Zachowuje się ostentacyjnie i nie szanuje Autorki. Oboje mają problem.
Wspólna terapia nie byłaby złym pomysłem.

To, że zarabia i utrzymuje rodzinę, nie daje mu prawa do traktowania w ten sposób partnerki.

55

Odp: Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Heloł, skąd założenie że jestem jakimś pasożytem??? Nie pracuję teraz, bo córka dopiero od września poszła do przedszkola, ale mam świadczenia związane z operacją jaką przeszłam, gdybym pracowała nawet za najniższą krajową to miałabym większe dochody niż partner i kiedyś tak było, non stop ode mnie pożyczał zanim znalazł lepsze zatrudnienie. No i oczywiście 500 plus. On mnie nie utrzymuje, dokładam się do rachunków (niektóre sama płacę), a jeżeli coś sobie kupuję, to za SWOJE! Zawsze pracowałam, jeszcze zanim zaszłam w ciążę martwiłam się jak sobie poradzę "siedząc w domu". Partner nie ma do mnie o to pretensji, zawsze podkreślał, że w naszej sytuacji powinnam jak najdłużej być przy dziecku. Bardzo niesprawiedliwie mnie oceniliście.
Ktoś twierdzi, że ja napisałam, że nie mam mieszkania- proszę mi wskazać gdzie. Mam, a że jest małe, to opinia partnera, wiele rodzin radzi sobie w o wiele mniejszym.
Co do siedzenia po nocach, to co najmniej godzinę trwa samo ogarnianie mieszkania po całym dniu, pół godziny siebie, i ile mi zostaje "wolnego" na czytanie, obejrzenie czegoś? Półtorej godziny max, tyle mam na 24h żeby poświęcić tylko sobie, swoim zainteresowaniom. Wy też uważacie, że siedzenie w domu z dzieckiem to nicnierobienie? Przecież trzeba mu non stop organizować czas, być wciąż na wysokich obrotach, zrobić zakupy, jeść, coś w mieszkaniu... Nie, to nie jest dla mnie jakiś kierat, tylko normalka w przypadku bycia niepracującą mamą. Córka ma przedszkole od września, z czego ze 3 tygodnie była w domu z powodu infekcji. W pozostałe dni, kiedy jej nie było, może ze 3 razy naprawdę nie robiłam nic prócz nadrabiania zaległości w lekturze czy programach, po prostu tak wyszło że w inne dni było co robić.
Dodam jeszcze, że w naszym związku partner jest mięśniami, ja mózgiem. Ja nie nie robię fizycznie, ale zajmuję się wyszukiwaniem różnych rzeczy, informacji, materiałów, najlepszych cen. To ja znalazłam tę działkę, dzwoniłam do właściciela, negocjowałam, nawet notariusz musiał się pilnować, żeby treść aktu kierować bardziej do partnera, niż do mnie, bo zadawałam pytania. Śmiałam się, że partner ma darmowego managera wink. Także wypraszamy sobie robienie ze mnie leniwej pijaczki, która tylko raczy się piwem i nic poza tym wink

Posty [ 1 do 55 z 138 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Różnice temperamentów, charakterów w 7-letnim związku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018