Witam,
Jestem tu nowy i raczej zdesperowany, nigdy wcześniej nie wypowiadałem się na forum a tu przyszło mi od razu rozpocząć wątek. Ale do rzeczy. Jestem 33letnim facetem od 3 lat szczęśliwym małżonkiem (jak mi się wydawało jeszcze tydzień temu) i byłem zapewniany słownie o tym iż moja żona również jest szczęśliwa (nie widziałem niczego co mogło by temu przeczyć), mamy 2 letnią córeczkę. Ok. roku temu wyjechałem na intratny kontrakt za granice, miałem pełne poparcie żony, zrealizowaliśmy nawet kalendarz moich przyjazdów, by za każdym razem było romantycznie i długich weekendów 2 szczęśliwe tyg wakacji za granica z kochaną córeczka, dlatego niczego nie przeczuwałem. Zawsze mieliśmy wspólne profile na portalach społecznościowych i komunikatorach. No i proszę tydzień temu przez przypadek przeczytałem rozmowę tekstową z jej przyjaciółką, której zwierzyła się ze spotkała się z jakimś facetem, napisała jej, ze się całowali, przytulali(przytulanie w Naszym kodzie to sex), ze zawsze go kochała tylko on nie zrobił żadnego kroku, on podobno kocha ją również właśnie na tym spotkaniu jej to oświadczył, dodała jeszcze ze nigdy tego czegoś do mnie nie czuła. Tam było naprawdę dużo kwaśnych rzeczy między innymi to że wybrała mnie z rozsądku (bylem managerem w dużej firmie,więc nigdy nie miałem kłopotów z zapewnianiem dostatniego życia mojej rodzinie i nie mam) To moja historia. Jestem człowiekiem bardzo dumnym, honorowym, kocham moją rodzinę Żonę, aktualnie jestem jeszcze na kontrakcie ale ze parę dni wracam do domu(?), dla mnie to koniec naszego małżeństwa, zaufania, to po prostu koniec! A może to moja duma mi to podpowiada? może jest jakieś inne rozwiązanie?
Proszę o podpowiedzi, proszę o jakąś interpretację, rady - bo aktualnie poziom moich elokwencji jest zerowy.