Cześć!
Piszę do Was z ogromnej ciekawości, jak to u Was jest. Czy musicie, wy kobiety, koniecznie osiągnąć orgazm podczas stosunku abyście uważały go za udany, satysfakcjonujący? Czy nie osiągnięcie go, np w sytuacji gdy partner "kończy" pierwszy równa się z frustracją i zawodem? Zastanawiam się nad tym. Dla mnie jako mężczyzny brak orgazmu byłby niestety bardzo przygnębiający. Zauważyłem jednak, że gdy zajdzie taka sytuacja jaką opisałem wyżej, poczas gdy kocham się z moją dziewczyną, PO nadal przytulamy i leżymy obok siebie, a ona ma taki sam uśmiech jak w sytuacji gdy podczas stosunku rzeczywiście szczytowała. Czy jest to wszystko maskowane, czy boi się po prostu okazać frustracje z niezaspokojenia czy też nie tylko to warunkuje udany stosunek?
Czekam niecierpliwie na odpowiedzi!