Witam,
Temat i historia może się powtarza ale w każdej historii jest coś innego.
Tak więc od samego początku..
Jestem ze swoim narzeczonym już 3 lata w przyszłym roku planujemy ślub sala, muzyka, fotograf, kamera i sukienka już są, ale jest jeden problem..
Mianowicie przestaje już mi zależeć, cały czas się kłócimy jest dobrze na max 2 dni i od nowa to samo, mam tego dość.
Rozmawiam bardzo często z moim przyjacielem on mi mówi, że tak nie powinno być traktuje mnie jak jakąś sz***** wyzywa itd.. ale ja głupia zawsze mu wierzę, że to ostatni raz a gdy mówię mu, że to jest koniec to po prostu on to zlewa i jest tak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło.. nie wiem co mam robić już brak mi sił na wszystko.. kiedy zaczęłam z nim być było wspaniale teraz nawet wymiguje się od sexu bo mnie nie podnieca ..
Przez to wszystko właśnie z przyjacielem zaczęliśmy być jeszcze bliżej siebie, zaczęłam sobie wyobrażać jak by to było gdybyśmy byli razem, kiedyś miałam taką okazję zrezygnowałam i do dnia dzisiejszego żałuję.. rozmawiamy ze sobą o wszystkim, nie to co z moim narzeczonym który na każdym kroku wynajduje mi kochanka..
brak mi słów i sił.. pomóżcie doradźcie ? ..
Podobne tematy
Daj sobie moze tydzien odpoczynku z nim. Skoro ma to tak wygladac? Chcesz aby cale twoje juz takie bylo? Jesli żadnemu z was to nic nie da. Nie zatesknicie za soba, ani nie zrozumiecie ze to wlasnie ta jedyna osoba to po co to wszystko? Potem spotkaj sie z nim i pogadaj o problemach. Oboje zdecydujecie czy to ma sens. Ale pamietaj ze przy zrywaniu trzeba tez myslec o uczuciach drugiej osoby. Trzeba rozstać sie godnie.
3 2014-12-09 14:48:49 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2014-12-09 14:49:08)
Sprawa jest prosta ale mieszasz trzy rzeczy.
Po pierwsze z narzeczonym sie nie uklada, jest to stale a wiec moim zdaniem slub to najgorsze wyjscie z mozliwych. Tutaj klania sie statystyka i badania kobiet, ktore otwarcie mowia (no nie otwarcie) o swoich powodach zamazpojscia, a w Twoim przypadku to wydaje mi sie ze takim powodem bylby strach przed staropanienstwem lub nacisk otoczenia. Ale czy wiesz jakie to sa badania? to sa badania par po rozwodach. Wniosek wiec nasuwa sie chyba jednoznaczny? A widziec cos i brac w to to sie nazywa glupota. Jednakze, podobno glupota ludzka nie ma granic.
Druga, zupelnie niezalezna sprawa to twoja relacja z przyjacielem. Nie wiemy na ile ma ona realny wplyw na Twoj zwiazek, ale powiedzmy szczerze w odwrotnej sytuacji malo ktora kobieta by to zaakceptowala. Niezaleznie wiec od sytaucji w zwiazku, taka relacja moze zle i tutaj na pewno, zle wplywa na zwiazek, ktory i tak moim zdaniem nie ma przyszlosci.
Trzeci sprawa, to Twoje lokowanie uczuc w przyjacielu, ktory zaczyna pelnic funkcje pocieszacza. To jest funkcja o tyle samo niewdzieczna co nieuczciwa ze strony osoby pocieszanej.
Moim zdaniem, problemem jest to ze autorko, masz zle w zwiazku, brniesz w cos w co nie powinnas, zarowno z narzeczonym, jak i przyjacielem. Trudna sytuacja nie usprawiedliwia tego ze jestes nieuczciwa wobec narzeczonego (zdalas sobie sprawe ze wasz zwiazek nie ma sensu) oraz przyjaciela (nie rozumiesz ze zabiera Ci czas i mysli oraz on nie wie co pod jego kierunkiem masz w glowie).
Takze radze kazda z tych spraw uporzadkowac po kolei. Rowniez po to, zeby byc uczciwym wobec siebie, zrownowazonym w przyszlosci a nie uciekac potem od wszystkiego.