On ma ich pełno. Z gimnazjum, z liceum, ze studiów, z pracy, nawet takie na odległość, których na żywo nigdy nie widział. I one są wszędzie, na facebooku, na mailu i w telefonie. Nie ukrywami nic przed sobą, znamy swoje hasła i czasem wchodzimy na swoje profile. Ja do niego często nie wchodze, on do mnie też nie. Tyle tylko, że ja nie wchodze bo mnei krew zalewa.
Czy to jest normalne, że on ma tyle kolezanek? Nie flirtują ze sobą, ale są dla siebie do osrania mili. I on sie nimi interesuje bardziej niż mną. Zna członków ich rodziny, wie czym się interesują, jakie buty im się podobają, jakie seriale oglądają. A ja w lipcu na urodziny dostałam czwarty raz wielki bukiet kwiatów + pudełeczko czekoladek. Dlaczego? Bo on nie wie co mi kupić.
Wiele razy sprzeczałam się z nim o to, że sie im zwierza. Oboje nie chcemy potomstwa. Co robią jego koleżanki? No oczywiście namawiają go na dzieci. Mówią, że jak bedą małe to i tak w większości ja się bede nimi zajmować i to ja urodze i te dzieci zmienią nasze żcycie na lepsze, staniemy się wartościowi, że dzieci mieś trzeba itd itp. Dziś właśnie to przeczytałam. Jestem w szoku.
Kolejną sprawą jest to, że te jego koleżanki są podobne. Każda ma milion wulgaryzm na facebooku, każda pofarbowana, pomalowana na kolor pomarańczowy i każda ubrana w najnowsze kolekcje.
Ja nie jestem niewolnicą mody. Nie maluje się, wyglądam dobrze bez makijazu. Preferuje ciemne kolory jesli chodzi o ubrania. Nie prowadze publicznego życia. Po cholere on ze mną jest? Czy powinnam dac mu jakiś wrunek? Ja już nie wiem co robić ![]()