Witajcie.
Ja i mój partner mamy po 25 lat, jesteśmy w ośmioletnim związku. Mieszkamy razem od dwóch lat.
Przez te wszystkie lata układało nam się bardzo dobrze, teraz też nie mogę powiedzieć na niego złego słowa za jednym wyjątkiem - od pewnego czasu (kilka miesięcy) po spożyciu większej dawki alkoholu robi się strasznie agresywny. Nie ma wówczas problemu z ubliżaniem mi, wyzywaniem, używaniem chamskich odzywek i przekleństw, raz nawet zdarzyło mu się mnie szarpnąć - chwilę po tym mnie przeprosił, że niby się opamiętał, ale ja takich zachowań nie zapominam. Nie dzieje się tak za każdym razem po wypiciu wiekszej ilości, ale sam fakt, że W OGÓLE się zdarza mocno mnie niepokoi.
Co dziwne - gdy wypije niewiele (powiedzmy, 5 piw) lub wcale, w ogóle nie wykazuje agresywnych zachowań. Nigdy mnie nie obraził, nie zwyzywał, nie podniósł ręki... Wprost przeciwnie - czesto pokazywał i pokazuje, jak bardzo mu na mnie zależy.
Nie rozumiem tego, jak bardzo można zmienić się pod wpływem większej dawki % (a i to nie za każdym razem, bo przeważnie jest normalny, ta agresja zdarza sie sporadycznie). Sądzicie, że powinnam uciekać? Czy to kwalifikuje się na coś tak grubego, że nie będę w stanie ułożyć sobie z nim życia?
Po tych jego wybrykach rozmawialismy o tym, mówiłam mu na spokojnie, że mnie to bardzo rani i nie życzę sobie takiego traktowania, a on na przemian wymawiał się tym, że nic nie pamięta lub że musiałam go na pewno czymś sprowokować, bo sam z siebie nigdy by się tak nie zachował.
Mam mętlik.
Jak się na to zaptrujecie?