Ja odkryłam w połowie października, że mój mąż regularnie od początku naszego związku, jak i przed nim, umawia się na sex randki. Obydwoje jesteśmy osobami biseksualnymi i "szczerze" o tym rozmawialiśmy, już na samym początku. Dlatego darzyłam męża zaufaniem. Opowiadał, że nigdy nie miał żadnych doświadczeń z tym związanych ale czasami pociągali go mężczyźni stąd wie że jest bi. U mnie wygląda to podobnie. Działaliśmy razem trochę w środowisku GLBT, walcząc o ich prawa. Dla mnie to że ktoś jest Homo czy bi nie predysponuje do zdrady. Bo jeśli zakochałam się w danej osobie i ją kocham to z nią jestem itd. Nie ważne, najgorsze jest to że dla tego człowieka poświęciłam prawie wszystko nawet relacje z własną rodziną. Wróciłam dla niego z zagranicy gdzie pracowałam w zawodzie dobrze zarabiałam, ale w tedy wyszły problemy innej natury i chciałam się z nim rozejść. Błagał na kolanach żebym wróciła do Polski. Zaryzykowałam własną karierę i wróciłam. Po powrocie wzięliśmy ślub, za który w całości zapłaciłam, mój mąż nie wydał ani złotówki, nawet garnitur, bieliznę kupowałam ja. Mój mąż zawsze powtarzał że nie ma pieniędzy, ze za mało zarabia, chciał we mnie wzbudzić poczucie winy, że jestem lepiej wykształcona i lepiej zarabiam. Dlatego zgodziłam się na oświadczyny bez pierścionka itd. Mogłabym wymieniać bez końca sytuacje w których słyszałam " że on nie ma pieniędzy..." Więc żeby nie czuł się z tym źle umniejszałam ciągle swoja rolę. Oczywiście po powrocie miałam ogromne problemy ze znalezieniem pracy, ostatecznie jej nie znalazłam. Na szczęście miałam dość potężne oszczędności z czasów wyjazdu. Także nasze życie wyglądało tak mój mąż płacił tylko rachunki w sumie wychodziło około 1200zł. Całą resztą ( wakacje, ubrania, jedzenie, chemię ) kupowałam ja. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ Problem pojawił się już pół roku po ślubie, kiedy powiedziałam jasno, że nie chce rezygnować ze swojej kariery. Że skoro nie mogę znaleźć pracy w Polsce, będę szukała za granicą, ale tym razem bliżej Polski. Zaczęły się pretensje, że nie pracuje ( mimo że cały czas łożyłam na wspólne życie ), że nie chce iść do zwykłej pracy. A mi było szkoda 7,5 roku studiów, wysiłku który włożyłam, a przede wszystkim prawie 8 lat praktyki w zawodzie. To dla niego zmieniłam uczelnie przeprowadziłam się do jego miasta, próbował organizować nam życie. W sumie, spod skrzydeł mamy wszedł pod moje. Uczyłam go na wspólnym mieszkaniu obowiązków. Nie potrafił nawet porządnie umyć talerza... Znowu wymieniać bym mogła bez końca. Generalnie byłam matką, żoną, kochanką. Nasze życie seksualne masakra (max 2 razy w miesiącu ) Zresztą przed ślubem mój mąż miał wielki problem z erekcją w trakcie sexu. Po prostu mu opadał> Starałam się jak mogłam żeby to zmienić, wymyślałam różne pozycje uważałam, że to moja wina a on mnie w tym utwierdzał. Pozwoliłam nawet na sex analny. Kiedyś powiedział, ze na swój profil dostał zaproszenie do sauny gejowskiej, wiem że lubił sam relaks w saunie bo zawsze na urlopach z niej korzystaliśmy. Powiedział, że chciałby się przypatrzeć bliżej środowisku gejowskiemu, upewniając mnie, że nic nie będzie robił. Wierzyłam mu w 100%, dlaczego miałabym mu zabronić skoro, dosyć ze pytał mi się o zgodę, to jeszcze zapewnił, że po powrocie podzieli się przemyśleniami. Nie chciałam ograniczać osoby, którą kochałam. Po powrocie, opowiedział jak to tam wygląda, że ktoś się do niego przystawiał ale grzecznie odmówił. Po czym zapewnił, że więcej wrażeń mu wystarczy i więcej tam nie będzie chodził. Ulżyło mi... Dzisiaj wiem, że nie była to ani jego pierwsza wizyta ani ostatnia. Niestety po ślubie mąż zmienił nieco podejście, przestało go interesować to co w domu. Przychodził do niego jak do hotelu. PO pracy wykąpał się zjadł obiad i siadał do komputera. Zauważyłam, że kiedy wchodziłam do pokoju szybko wyłączał strony na których był. Kiedy coś się w domu psuło, musiałam go prosić tysiące razy, żeby naprawił a i tak czekałam miesiącami. No chyba że wcześniej naprawiłam sama. Zupełnie nic go nie interesowało. Zaczęłam ograniczać pieniądze, powiedziałam ze tak nie będzie, że jego zarobki ( 1300 zł ) to za mało, że powinien się bardziej postarać, tym bardziej że chciałabym mieć dziecko puki nie pracuje i jako głowa rodziny, najwyższa pora wziąć za nią odpowiedzialności. I tak się zaczął ogromny problem. Wypominanie że ja nie pracuje, a gdybym pracowała i zaszła w ciążę to był dostała pieniądze na macierzyńskim itd. Ale to że miałabym problem z zajściem w ciąże pomijał. Mam policystyczne jajniki, a zajście w ciąże wymagało ode mnie leczenia, na które on nie miał. Więc dla niego problemu nie było. Zaczęłam być obwiniana za całe zło w naszym związku, za wymagania jakie starałam się stawiać. Mimo, że zorganizowałam nam całe życie, poświeciłam dla niego wszystko co miałam i czego nie miałam... Wystarczyło uciąć moje oszczędności, robił wszystko żebym czuła się winna że w naszym związku dzieje się źle. Na pierwszą rocznicę, nie było nic. Nie dostałam ani kwiatka ani życzeń, tłumaczenie męża.... Bo nie ma pieniędzy... Zresztą moje urodziny też nie były obchodzone, bo moją winą np. było to, iż nie było mnie w kraju w tym czasie... Tak bez końca słyszałam moja wina. Powiem szczerze, że liczyłam na jakaś niespodziankę z jego strony w związku z rocznicą ślubu. W końcu postawiłam cały ślub, prawie w całości zdalnie z poza kraju organizowałam. Było mi bardzo przykro.
Piszę to wszystko, nie po to żeby się poskarżyć jakiego złego męża sobie wybrałam, ale po to że prawie uwierzyłam przez tego człowieka, że jestem zerem nic nie wartą kobietą, Śmieciem. Dzisiaj, wiem że byłam dla niego przykrywką, ze prowadził podwójne życie, kłamiąc mi prosto w oczy. Nie byłabym na niego aż tak zła, gdyby nie to że próbował za całe zło obwinić mnie, za to że nam się nie układa, że kochamy się co raz rzadziej. Nasze mieszkanie Urządzałam sama. Nie będąc jeszcze małżeństwem, kupowałam wszystkie meble, niektóre dostałam od rodziny. W naszym domu jego jest tylko lodówka, którą kupili mu rodzice. Jak pisałam urządziłam mu całe życie, a dzisiaj boję się czy nie mam jakiegoś syfa w sobie. To jego zapłata. Mieszkamy w dużym wojewódzkim mieście, wiem w których miejscach się spotykał na sex, gdzie tylko nie spójże widzę męża z f...m na wierzchu. Uprawiał sex z przypadkowymi mężczyznami w moim samochodzie, moim ulubionym parku, niestety w naszym łóżku też. Umawiał się na sex grupowy gejów... Jak pisałam na początku całej prawdy dowiedziałam się w połowie października. Pewnej nocy nie mogłam spać, poszłam do innego pokoju, wzięłam tablet żeby pograć w gierkę, która mnie usypia. Zamiast gry otworzył się portal fellow. Jego różne skrzynki pocztowe itd. Dzięki temu znam hasła do jego profili na portalach gejowskich. DO niektórych nie chciało mu się wymyślić nowych haseł, a stare dobrze znałam z okresu naszej pierwszych wspólnych miesięcy. Miał mnie za idiotkę komputerową. On jeszcze nie wie, co się szykuje. Adwokat szykuje pozew, a ja się szykuje na batalię. Dzisiaj wiem, że chciał mnie sprowadzić do poziomu bruku, żebym się nie wychylała, żeby mógł robić swoje i dalej obwiniać mnie. Niestety, chyba byłam cwańsza. Mam screenshoty prawie ze wszystkich jego "romansów", od 2006 roku. W tym są też deklaracje że zabawiał się z psem i że ma ochotę to powtórzyć. Mam drania w garści. Jestem obdarta z godności, ale on będzie za to solidnie cierpiał... Tak jak on, nie miał na de mną litości, tak ja nie będę miała nad nim. Nie wiem co ze mnie zostanie po tym wszystkim, wiem że potrzebne mi wsparcie psychologa, psychoanalityka, ale jest mi cholernie wstyd. A po drugie gdzie takiego szukać... Pół internetu jest zapchane gołymi zdjęciami mojego męża, z korkiem w d.., i nie tylko. Kiedy pokazywałam to adwokatowi, nawet nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Bóg jeden wie jak było mi wstyd.... Szłam do adwokata z przekonaniem, że wygram. Po spotkaniu wyszłam zmieszana. Nie widziałam entuzjazmu po nim, a kiedy zapytałam czy sprawa jest do wygrania oznajmił, że będzie się starał... Czyli prawie 300 screenshotów to nie jest niepodważalny dowód.... Bardzo się boję swojej przyszłości, bo przyjdzie mi ją tworzyć całkowicie od podstaw. A nie wiem z jakiego miejsca przyjdzie mi startować.....
Podobne tematy
2 2014-11-26 00:38:57 Ostatnio edytowany przez stokrotka88 (2014-11-26 00:40:53)
O matko, jestem w szoku.
Po pierwsze to skonsultuj sprawę najlepiej z jeszcze jednym adwokatem.
Może ten nie był odpowiednim. Sprawa jest na pewno do wygrania.
Jest tutaj na tym forum także taki dział z poradami prawnymi. Wiem, że wielu osobom tam pomogli. Może i Tobie ktoś pomoże.
Poszukaj także w google za forami, gdzie udzielają porad prawnych.
Koniecznie idź do psychiatry. Bo jak zacznie się "walka" to musisz być psychicznie w jak najlepszej formie, aby dać radę i wyjść z tego jak najlepiej. A psychiatrzy w swoim życiu nasłuchali się niejednej takiej historii. Nie zrobi to na nich wrażenia, uwierz mi. Sama chodzę do psychiatry od paru lat i mój lekarz co chwilę mi powtarza, że on już każdy możliwy absurd w swoim życiu usłyszał, tak że nic go nie zadziwi. A takie potwierdzone wizyty u psychiatry także mogą Ci pomóc. Może adwokat wywalczy Ci nawet jakieś odszkodowanie za to, że przez niego popadłaś w poważną depresję.
I KONIECZNIE ZRÓB TEST NA HIVA!
Nie ma żartów. Geje najbardziej roznoszą.
Musisz teraz mocno zacisnąć zęby i szukać pomocy tylko i wyłącznie u najlepszych specjalistów - lekarz, psychiatra i adwokat.
Trafiłaś na wyjątkowo perfidnego i obrzydliwego pasożyta.
Pozostaje pytanie czy zycie Cie czegos nauczylo bo pomimo swojego poswiecenia i oddania skupialas sie mocno na materialnej stronie zycia.
Ja się pytam: co cię zafascynowało w tym człowieku? Czy nigdy nie miałaś czerwonej lampki w głowie, że dzieje się coś złego? Historia jest szokująca (jeśli jest prawdziwa...). Ten kolo brzmi jak jakieś dno totalne. Co cię z nim trzymało, skoro zawsze ty dbałaś o związek? Nie wiem co powiedzieć.
Zbadaj się- pierwsze co.
Mam nadzieję że wykopałaś już dupka z mieszkania/domu.
Innego odwokata znajdź- ten wygląda na jakiegoś mimozę.
Dostaniesz rozwód na pewno, ale co nic od gamonia nie wyciągniesz, bo sam łysy jak mysz kościelna. Jedynie spokój, że żadna pokraka nie trzyma się twojej kiecki. I mam nadzieję że on nic od ciebie nie dostanie!!!
Mam nadzieję że ci nic nie zostawił w prezencie (naprawdę trzymam kciuki!).
5 2014-11-26 12:51:00 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2014-11-26 12:52:05)
Ja odkryłam w połowie października, że mój mąż regularnie od początku naszego związku, jak i przed nim, umawia się na sex randki. Obydwoje jesteśmy osobami biseksualnymi i "szczerze" o tym rozmawialiśmy, już na samym początku. Dlatego darzyłam męża zaufaniem. Opowiadał, że nigdy nie miał żadnych doświadczeń z tym związanych ale czasami pociągali go mężczyźni stąd wie że jest bi. U mnie wygląda to podobnie. Działaliśmy razem trochę w środowisku GLBT, walcząc o ich prawa. Dla mnie to że ktoś jest Homo czy bi nie predysponuje do zdrady. Bo jeśli zakochałam się w danej osobie i ją kocham to z nią jestem itd. Nie ważne, najgorsze jest to że dla tego człowieka poświęciłam prawie wszystko nawet relacje z własną rodziną. Wróciłam dla niego z zagranicy gdzie pracowałam w zawodzie dobrze zarabiałam, ale w tedy wyszły problemy innej natury i chciałam się z nim rozejść. Błagał na kolanach żebym wróciła do Polski. Zaryzykowałam własną karierę i wróciłam. Po powrocie wzięliśmy ślub, za który w całości zapłaciłam, mój mąż nie wydał ani złotówki, nawet garnitur, bieliznę kupowałam ja. Mój mąż zawsze powtarzał że nie ma pieniędzy, ze za mało zarabia, chciał we mnie wzbudzić poczucie winy, że jestem lepiej wykształcona i lepiej zarabiam. Dlatego zgodziłam się na oświadczyny bez pierścionka itd. Mogłabym wymieniać bez końca sytuacje w których słyszałam " że on nie ma pieniędzy..." Więc żeby nie czuł się z tym źle umniejszałam ciągle swoja rolę. Oczywiście po powrocie miałam ogromne problemy ze znalezieniem pracy, ostatecznie jej nie znalazłam. Na szczęście miałam dość potężne oszczędności z czasów wyjazdu. Także nasze życie wyglądało tak mój mąż płacił tylko rachunki w sumie wychodziło około 1200zł. Całą resztą ( wakacje, ubrania, jedzenie, chemię ) kupowałam ja. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ Problem pojawił się już pół roku po ślubie, kiedy powiedziałam jasno, że nie chce rezygnować ze swojej kariery. Że skoro nie mogę znaleźć pracy w Polsce, będę szukała za granicą, ale tym razem bliżej Polski. Zaczęły się pretensje, że nie pracuje ( mimo że cały czas łożyłam na wspólne życie ), że nie chce iść do zwykłej pracy. A mi było szkoda 7,5 roku studiów, wysiłku który włożyłam, a przede wszystkim prawie 8 lat praktyki w zawodzie. To dla niego zmieniłam uczelnie przeprowadziłam się do jego miasta, próbował organizować nam życie. W sumie, spod skrzydeł mamy wszedł pod moje. Uczyłam go na wspólnym mieszkaniu obowiązków. Nie potrafił nawet porządnie umyć talerza... Znowu wymieniać bym mogła bez końca. Generalnie byłam matką, żoną, kochanką. Nasze życie seksualne masakra (max 2 razy w miesiącu ) Zresztą przed ślubem mój mąż miał wielki problem z erekcją w trakcie sexu. Po prostu mu opadał> Starałam się jak mogłam żeby to zmienić, wymyślałam różne pozycje uważałam, że to moja wina a on mnie w tym utwierdzał. Pozwoliłam nawet na sex analny. Kiedyś powiedział, ze na swój profil dostał zaproszenie do sauny gejowskiej, wiem że lubił sam relaks w saunie bo zawsze na urlopach z niej korzystaliśmy. Powiedział, że chciałby się przypatrzeć bliżej środowisku gejowskiemu, upewniając mnie, że nic nie będzie robił. Wierzyłam mu w 100%, dlaczego miałabym mu zabronić skoro, dosyć ze pytał mi się o zgodę, to jeszcze zapewnił, że po powrocie podzieli się przemyśleniami. Nie chciałam ograniczać osoby, którą kochałam. Po powrocie, opowiedział jak to tam wygląda, że ktoś się do niego przystawiał ale grzecznie odmówił. Po czym zapewnił, że więcej wrażeń mu wystarczy i więcej tam nie będzie chodził. Ulżyło mi... Dzisiaj wiem, że nie była to ani jego pierwsza wizyta ani ostatnia. Niestety po ślubie mąż zmienił nieco podejście, przestało go interesować to co w domu. Przychodził do niego jak do hotelu. PO pracy wykąpał się zjadł obiad i siadał do komputera. Zauważyłam, że kiedy wchodziłam do pokoju szybko wyłączał strony na których był. Kiedy coś się w domu psuło, musiałam go prosić tysiące razy, żeby naprawił a i tak czekałam miesiącami. No chyba że wcześniej naprawiłam sama. Zupełnie nic go nie interesowało. Zaczęłam ograniczać pieniądze, powiedziałam ze tak nie będzie, że jego zarobki ( 1300 zł ) to za mało, że powinien się bardziej postarać, tym bardziej że chciałabym mieć dziecko puki nie pracuje i jako głowa rodziny, najwyższa pora wziąć za nią odpowiedzialności. I tak się zaczął ogromny problem. Wypominanie że ja nie pracuje, a gdybym pracowała i zaszła w ciążę to był dostała pieniądze na macierzyńskim itd. Ale to że miałabym problem z zajściem w ciąże pomijał. Mam policystyczne jajniki, a zajście w ciąże wymagało ode mnie leczenia, na które on nie miał. Więc dla niego problemu nie było. Zaczęłam być obwiniana za całe zło w naszym związku, za wymagania jakie starałam się stawiać. Mimo, że zorganizowałam nam całe życie, poświeciłam dla niego wszystko co miałam i czego nie miałam... Wystarczyło uciąć moje oszczędności, robił wszystko żebym czuła się winna że w naszym związku dzieje się źle. Na pierwszą rocznicę, nie było nic. Nie dostałam ani kwiatka ani życzeń, tłumaczenie męża.... Bo nie ma pieniędzy... Zresztą moje urodziny też nie były obchodzone, bo moją winą np. było to, iż nie było mnie w kraju w tym czasie... Tak bez końca słyszałam moja wina. Powiem szczerze, że liczyłam na jakaś niespodziankę z jego strony w związku z rocznicą ślubu. W końcu postawiłam cały ślub, prawie w całości zdalnie z poza kraju organizowałam. Było mi bardzo przykro.
Piszę to wszystko, nie po to żeby się poskarżyć jakiego złego męża sobie wybrałam, ale po to że prawie uwierzyłam przez tego człowieka, że jestem zerem nic nie wartą kobietą, Śmieciem. Dzisiaj, wiem że byłam dla niego przykrywką, ze prowadził podwójne życie, kłamiąc mi prosto w oczy. Nie byłabym na niego aż tak zła, gdyby nie to że próbował za całe zło obwinić mnie, za to że nam się nie układa, że kochamy się co raz rzadziej. Nasze mieszkanie Urządzałam sama. Nie będąc jeszcze małżeństwem, kupowałam wszystkie meble, niektóre dostałam od rodziny. W naszym domu jego jest tylko lodówka, którą kupili mu rodzice. Jak pisałam urządziłam mu całe życie, a dzisiaj boję się czy nie mam jakiegoś syfa w sobie. To jego zapłata. Mieszkamy w dużym wojewódzkim mieście, wiem w których miejscach się spotykał na sex, gdzie tylko nie spójże widzę męża z f...m na wierzchu. Uprawiał sex z przypadkowymi mężczyznami w moim samochodzie, moim ulubionym parku, niestety w naszym łóżku też. Umawiał się na sex grupowy gejów... Jak pisałam na początku całej prawdy dowiedziałam się w połowie października. Pewnej nocy nie mogłam spać, poszłam do innego pokoju, wzięłam tablet żeby pograć w gierkę, która mnie usypia. Zamiast gry otworzył się portal fellow. Jego różne skrzynki pocztowe itd. Dzięki temu znam hasła do jego profili na portalach gejowskich. DO niektórych nie chciało mu się wymyślić nowych haseł, a stare dobrze znałam z okresu naszej pierwszych wspólnych miesięcy. Miał mnie za idiotkę komputerową. On jeszcze nie wie, co się szykuje. Adwokat szykuje pozew, a ja się szykuje na batalię. Dzisiaj wiem, że chciał mnie sprowadzić do poziomu bruku, żebym się nie wychylała, żeby mógł robić swoje i dalej obwiniać mnie. Niestety, chyba byłam cwańsza. Mam screenshoty prawie ze wszystkich jego "romansów", od 2006 roku. W tym są też deklaracje że zabawiał się z psem i że ma ochotę to powtórzyć. Mam drania w garści. Jestem obdarta z godności, ale on będzie za to solidnie cierpiał... Tak jak on, nie miał na de mną litości, tak ja nie będę miała nad nim. Nie wiem co ze mnie zostanie po tym wszystkim, wiem że potrzebne mi wsparcie psychologa, psychoanalityka, ale jest mi cholernie wstyd. A po drugie gdzie takiego szukać... Pół internetu jest zapchane gołymi zdjęciami mojego męża, z korkiem w d.., i nie tylko. Kiedy pokazywałam to adwokatowi, nawet nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Bóg jeden wie jak było mi wstyd.... Szłam do adwokata z przekonaniem, że wygram. Po spotkaniu wyszłam zmieszana. Nie widziałam entuzjazmu po nim, a kiedy zapytałam czy sprawa jest do wygrania oznajmił, że będzie się starał... Czyli prawie 300 screenshotów to nie jest niepodważalny dowód.... Bardzo się boję swojej przyszłości, bo przyjdzie mi ją tworzyć całkowicie od podstaw. A nie wiem z jakiego miejsca przyjdzie mi startować.....
jeśli to co zostalo tu napisane to prawda to przychodzi mi na myśl tylko jedno slowo-SZAMBO
co do adwokata,tu tez nie chce mi sie wierzyc,przy takich dowodach ,zjeciach z neta na stronach gejowskich,nie ma takiej możliwości by nie dostać rozwodu z winy meza
Ja się pytam: co cię zafascynowało w tym człowieku? Czy nigdy nie miałaś czerwonej lampki w głowie, że dzieje się coś złego? Historia jest szokująca (jeśli jest prawdziwa...). Ten kolo brzmi jak jakieś dno totalne. Co cię z nim trzymało, skoro zawsze ty dbałaś o związek? Nie wiem co powiedzieć.
Zbadaj się- pierwsze co.
Mam nadzieję że wykopałaś już dupka z mieszkania/domu.
Innego odwokata znajdź- ten wygląda na jakiegoś mimozę.
Dostaniesz rozwód na pewno, ale co nic od gamonia nie wyciągniesz, bo sam łysy jak mysz kościelna. Jedynie spokój, że żadna pokraka nie trzyma się twojej kiecki. I mam nadzieję że on nic od ciebie nie dostanie!!!
Mam nadzieję że ci nic nie zostawił w prezencie (naprawdę trzymam kciuki!).
Zafascynowała mnie dość jego otwartość, ale i indywidualizm, cytował wiersze różnych literatów, interesował się sprawami popularnonaukowymi, nie pijał alkoholu nie palił, to wszystko sprawiało że był całkowicie różny od naszych rówieśników. Tak jakby wyjęty z innej bajki, a mnie zawsze tacy ludzie interesowali, wszystko co banalne zawsze mnie nudziło. Więc dzisiaj mam to co chciałam...
Pozostaje pytanie czy zycie Cie czegos nauczylo bo pomimo swojego poswiecenia i oddania skupialas sie mocno na materialnej stronie zycia.
Witaj maniek_z_maniek
Proszę rozwiń swoja myśl.
Nie chce rozwijac. Moze Ci na tym zalezy albo wrecz odwrotnie nie zalezy. Albo zalezy, mimo to potrafisz poswiecac. Chodzi mi tez o to, ze pewne spojrzenie, pewne zapatrzenie znieczula nas na inne sygnaly. Piszesz o indywidualizmie, piszesz ze chodzilo Ci o kogos niezwyklego. Zastanow sie co jest prawdziwa wartoscia u ludzi. Moze wlasnie o to naprawde chodzi?
Okazalas ogromna pomoc, poswiecenie. Dlaczego? Czy to nie takie "zakitowanie" poczucia wlasnej wartosci, ktorego szukalas u kogos innego? Majac je nie musialaby sie opierac na "zdaniu" kogos innego. Moim zdaniem, potrzeba postawic granice w zwiazku zeby kazdy cos wnosil a nie tylko jedna osoba. Wazne to jest rowniez dla wlasnego i tego drugiego poczucia wartosci. Jesli np. ktos nie pracuje to trzeba ogromnej czujnosci zeby jedyny zywiciel nigdy nie wypomnial drugiej osobie tego ze ja utrzymuje bo ta moze pamietac to dlugo. Po prostu niepartnerski uklad (a taki byl w Twoim przypadku) wymaga zasad, lojalnosci, altruizmu a nie zerowania na kims. Stawiaj wiec wymagania bo jak komus zalezy to bedzie staral sie je zrealizowac.
Jak to sie ma do obecnej sytuacji? Chyba się nie zastanawiamy, żeby tego koleżkę "wyprostować" i żeby autorka mu przebaczyła?
Tak, zdecydowanie za dużo mu dałaś, dawno już powinnaś przykręcić kurek. Zatraciłaś się jedym słowem, a on niewiele dał w zamian. Uciekaj od niego, nie ma co tu dużo gadać.
10 2014-11-26 22:04:42 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2014-11-26 22:06:27)
Nie chce rozwijac. Moze Ci na tym zalezy albo wrecz odwrotnie nie zalezy. Albo zalezy, mimo to potrafisz poswiecac. Chodzi mi tez o to, ze pewne spojrzenie, pewne zapatrzenie znieczula nas na inne sygnaly. Piszesz o indywidualizmie, piszesz ze chodzilo Ci o kogos niezwyklego. Zastanow sie co jest prawdziwa wartoscia u ludzi. Moze wlasnie o to naprawde chodzi?
Okazalas ogromna pomoc, poswiecenie. Dlaczego? Czy to nie takie "zakitowanie" poczucia wlasnej wartosci, ktorego szukalas u kogos innego? Majac je nie musialaby sie opierac na "zdaniu" kogos innego. Moim zdaniem, potrzeba postawic granice w zwiazku zeby kazdy cos wnosil a nie tylko jedna osoba. Wazne to jest rowniez dla wlasnego i tego drugiego poczucia wartosci. Jesli np. ktos nie pracuje to trzeba ogromnej czujnosci zeby jedyny zywiciel nigdy nie wypomnial drugiej osobie tego ze ja utrzymuje bo ta moze pamietac to dlugo. Po prostu niepartnerski uklad (a taki byl w Twoim przypadku) wymaga zasad, lojalnosci, altruizmu a nie zerowania na kims. Stawiaj wiec wymagania bo jak komus zalezy to bedzie staral sie je zrealizowac.
MANIEK WEZ NO ,facet polowe polskich gejow zadowolił. ,psa nie wspomnę,licho wie co w sobie nosi i czym poczastowal zone,ktora jeszcze się o dziecko z tym czyms starala, a ty jakies pierdoly o utrzymaniu sadzisz,nie nooo to już marginalna sprawa
Najgorsze jest to, że im więcej czasu upływa, emocje lekko opadają, a ja zaczynam go żałować!!! Nie rozumiem tego, czy miłość jest aż tak ślepa? Jestem osoba, która nigdy świadomie nie skrzywdziła. Tutaj muszę działać świadomie na szkodę człowieka, którego darzyłam uczuciem, którego kochałam. Całą naszą znajomość, robiłam wszystko aby czuł się dobrze, tutaj czeka mnie sprawa w sądzie, gdzie na sucho będę musiała wymieniać jego winy... Nie wiem czy dam radę, boję się, ale wiem że muszę to zrobić, żeby móc samej po raz drugi rozpocząć życie... Łatwiej powiedzieć, trudniej wykonać...
Najgorsze jest to, że im więcej czasu upływa, emocje lekko opadają, a ja zaczynam go żałować!!! Nie rozumiem tego, czy miłość jest aż tak ślepa? Jestem osoba, która nigdy świadomie nie skrzywdziła. Tutaj muszę działać świadomie na szkodę człowieka, którego darzyłam uczuciem, którego kochałam. Całą naszą znajomość, robiłam wszystko aby czuł się dobrze, tutaj czeka mnie sprawa w sądzie, gdzie na sucho będę musiała wymieniać jego winy... Nie wiem czy dam radę, boję się, ale wiem że muszę to zrobić, żeby móc samej po raz drugi rozpocząć życie... Łatwiej powiedzieć, trudniej wykonać...
Ja też żałowałam świeżo po rozstaniu faceta, który mnie OKRADŁ. To jest po prostu jakiś absurd jak się człowiek nad tym później zastanawia. Niby wiesz co to za śmiec, masz 1000 dowodów, ale to chyba ten szok tak działa na człowieka...potrzebuje czasu aż mózg rzeczywiście zrealizuje co się stało i wszystko sobie poukłada. Moi rodzice kręcili głowami i nie wierzyli, że potrafię płakać i żałować kogoś kto potrafił mi nawet dekoder od dvd wynieść z domu (zaraz jak się rozstaliśmy, wykorzystując chwilę mojej nieobecności), nie wspominając już o pieniądzach i bardziej wartościowych rzeczach. No śmiech na sali, żeby za kimś takim płakać.
13 2014-11-27 07:10:44 Ostatnio edytowany przez noname12_34 (2014-11-27 07:12:34)
My kobiety pod tym wzgledem jestesmy rzeczywiscie slabszw: wymyslamy sobie tysiace wymowek, zeby jakos zalagodzic sytuacje, poczuc sie lepiej? Nie wiem... W kazdym razie spotkalo to i mnie, pocieszalam jak glupia chlopaka ktory zerwal ze swoja ex, dla ktorej zostawil mnie. Jak slodko, no nie? ![]()
A tymczasem tym wszystkim nieudacznikom zyciowym i wampirom nalezy sie solidny kop w dupe.
Najgorsze jest to, że im więcej czasu upływa, emocje lekko opadają, a ja zaczynam go żałować!!! Nie rozumiem tego, czy miłość jest aż tak ślepa? Jestem osoba, która nigdy świadomie nie skrzywdziła. Tutaj muszę działać świadomie na szkodę człowieka, którego darzyłam uczuciem, którego kochałam. Całą naszą znajomość, robiłam wszystko aby czuł się dobrze, tutaj czeka mnie sprawa w sądzie, gdzie na sucho będę musiała wymieniać jego winy... Nie wiem czy dam radę, boję się, ale wiem że muszę to zrobić, żeby móc samej po raz drugi rozpocząć życie... Łatwiej powiedzieć, trudniej wykonać...
rozum ci zaczelo odejmować??tak ,,musisz swiadomie dzialac na szkode czlowieka którego kochalas,, o czym ty piszesz ??jakiego człowieka?ja w nim ani odrobiny czzlowieczenstwa nie dostrzegłam, mentalnie to on jest zerem ,wyuzdanym,zerem ,którego rozpiera dzika huć,zerem które z premedytacja cie krzywdzilo,spółkowalo z psem(bleeee) a potem lazlo do ciebie,przeciez to cos ma zycie wewnętrzne na poziomie kalafiora,narazalo to cos twoje zdrowie,obnosilo się ze swoim pier....m na gejowskich forach,no totalne mentalne zero,
RATUJ SIEBIE DZIEWCZYNO ,bo ta historia,jesli jest prawdziwa to szambo totalne,splunac bym nie chciała w kierunku takiego zera,a, o dopiero myslec o nim jak o człowieku,wez się w garść,nie tkwij w syfie,zrob badania,rowniez na choroby odzwierzęce,by podjąć ewent leczenie na tym się skup
LUSILJU kubeł zimnej ( lodowatej wręcz ) wody chyba się przyda. Ja wiem że to co opisałam dla większości wydaje się abstrakcją, bądź wymyślona na potrzeby forum historią. Niestety, to cała prawda w czystej postaci. Nic na to nie poradzę spotkało to mnie. Nie wiem czym sobie zasłużyłam na taki los, ale zdarzyło się. Tylko jak z tego wyjść obronną ręką, na prawdę brakuje mi pewności siebie. Badania już są zrobione, czekam na wyniki. Kolejny wstyd i upokorzenie...
LUSILJU kubeł zimnej ( lodowatej wręcz ) wody chyba się przyda. Ja wiem że to co opisałam dla większości wydaje się abstrakcją, bądź wymyślona na potrzeby forum historią. Niestety, to cała prawda w czystej postaci. Nic na to nie poradzę spotkało to mnie. Nie wiem czym sobie zasłużyłam na taki los, ale zdarzyło się. Tylko jak z tego wyjść obronną ręką, na prawdę brakuje mi pewności siebie. Badania już są zrobione, czekam na wyniki. Kolejny wstyd i upokorzenie...
chyba bez terapii się nie obedzie w twoim wypadku,za mocno jesteś poszarpana przez tego zboka
Teraz się zastanawiam nad adwokatem. Taka prawda, że nie jestem z tych stron, nie wiem który adwokat jest dobry więc szukałam opinii w internecie. Ten miał dużą ilość pozytywów. Natomiast, dziwi mnie to, że pierwszy wniosek do sądu jest o separację. Zastanawiam się czy nie da się tego obejść i odrazu złożyć wniosek o rozwód. Ja nie wytrzymam kolejnych rozpraw. Wg niego, żeby sąd nas rozwiódł muszą być spełnione 3 podstawowe warunki. My spełniamy 2, ale co z całą ilością dowodów o jego zdradzie i zachowaniu. Myślałam, ze mogę wnioskować o unieważnienie małżeństwa, ponieważ było zawarte w "nieszczerej intencji". Nie wiem jak to nazwać. Jestem zaskoczona, że muszę najpierw wnioskować o separację... Trochę odnoszę wrażenie, że adwokat takim postępowaniem chce wyciągnąć ode mnie więcej kasy. A ja na prawdę nie wiem czy psychicznie będę zdolna do kolejnego postępowania sądowego. Może jest tutaj ktoś, kto zna się na tych sprawach i może jasno mi to wytłumaczyć. Bo może to ja źle rozumuję??????
Nie Buraczku, w takiej sytuacji nie musisz wnosić o separację, tylko o rozwód z wyłącznej winy męża na co załączasz odpowiednie dowody.
Nie jest zbyt dobry ten adwokat którego wybrałaś, myślę, że chce Cię naciągnąć.
Najlepiej rozejrzyj się za jakimś innym.
Dobrze by było, gdybyś mogła w sądzie przedstawić świadków na zupełny rozkład Waszego małżeństwa i pożycia.
To znacznie przyspieszy bieg sprawy.
Czy byłaś już na badaniach ?
Jesteś bardzo dzielna, dasz na pewno radę.
Zaciśnij żeby, pomyśl, że to tylko parę miesięcy i odetniesz się od tego g****.
Ułożysz sobie życie na nowo. Może zaczniesz teraz doceniać innych ludzi, może miała to być jakaś nauczka życiowa, aby nabrać trochę pokory? Nie zarzucam Ci, że jej nie miałaś, ale spróbuj na to wszystko inaczej popatrzeć. Jak na bolesną lekcję od życia. Oby tylko badania wyszły dobrze to będziesz mogła tak naprawdę spokojnie wszystko znowu sobie ułożyc. Może pomyśl o wyjeździe? Trzymam za Ciebie kciuki.
Ps. Koniecznie zmień adwokata, bo to naciągacz.
Tak badania zrobiłam, na wyniki trzeba poczekać. Teraz sobie przypomniałam, że mąż miał robione już wszystkie badania końcem wakacji, miał być dawcą szpiku kostnego. w Październiku do niego zadzwoniono, że biorca jest w stanie krytycznym i że przeszczep jak na razie nie jest możliwy. Teraz zastanawiam się, czy przeszczep nie został odwołany z innego powodu, a on się nie przyznał... Co do Adwokata, to może przedstawie mu sprawę jasno. Że nie chce separacji tylko rozwód.
Testy wyszły dobrze, czyli z moim zdrowiem wszystko w porządku. Ale grzywkę mam w większości siwą....
Badania należy powtórzyć po ok 3 mc. Zbadaj się za jakiś czas ponownie.
Dzięki Bogu, jak na razie żadnego syfa.
Teraz tylko dobry prawnik i do przodu. Trzymam kciuki!
Nie przejmuj się grzywka Buraczku.
Farba na grzywke.
Rzęsy na lokowki.
Szpilki na nogi i do przodu.
Bo teraz Twój ruch !
Tak badania będą powtórzone, chociaż nie wiem czy jest sens, skoro z mężem nie spałam od ponad 3 miesięcy. Co do wyglądu, włosów nie farbuję, bo przez moją chorobę i tak mam ich mało... Na szpilkach nie chodzę, bo nie potrafię. Mam jedną parę ze ślubu, takie dyżurne. Ale rzęsy podkręcić mogę. Zresztą, przez to że nigdzie nie wychodziliśmy nie mam ani jednej sukienki, czy stroju wyjściowego. Po co kupować, skoro nie ma się okazji na wyjście. Pochodzę z małego miasteczka, a kiedy przeprowadzałam się do "metropolii" myślałam, że będziemy chodzić do teatru i filharmonii. Zresztą miałam to obiecane, przez męża. Jak się domyślacie nigdy mnie tam nie zabrał. A tatr jaki oglądałam, to tylko ten poniedziałkowy w TVP wieczorową porą. Mam nadzieję, że przyjdzie taki czas, kiedy to wszystko się zmieni... Jutro kolejne spotkanie z adwokatem i ostatnie już konkretne ustalenia. Okropnie się boję tego co się będzie działo, kiedy to wszystko pójdzie w ruch. Najbardziej boję się reakcji męża, bo nie wiem do czego będzie zdolny... Nie wiem czy jest sens opisywać to co się będzie działo. Chyba, że ponownie najdą mnie chwile zwątpienia, to pewnie się odezwę. Bardzo Wam dziękuję za słowa otuchy i za wyrozumiałość. Wszyscy tu na forum jesteśmy po coś i przez kogoś. Dlatego z całego serca życzę Wam wszystkiego dobrego. buraczekcukrowy
Powodzenia! Trzymamy za Ciebie kciuki!
Chyba, nie rozstanę się z Wami tak prędko. Znowu w głowie pełno myśli. Tym razem mecenas był bardziej rzeczowy. Ale przez ostatnie kilka dni, starałam się opisać mój przypadek na forum prawniczym. Szczerze przyznaje, że to co się tam dowiedziałam nie napawa optymizmem. Wygląda na to, że są małe szanse na alimenty od męża, ale to nie najgorsza wiadomość. Okazuje się, że mimo tych wszystkich dowodów i całej sytuacji, na pierwszą rozprawę przyjdzie mi czekać do przyszłego roku. Przy dobrych wiatrach luty, może marzec... O zgrozo, jak ja mam to wytrzymać... A w dodatku, puki mąż nie wie o sprawie mam udawać że nic się nie stało. Powiedzcie mi jak mam to zrobić? Owszem, męża w domu nie ma. Od miesiąca pracuje w Niemczech ( to też dzięki mnie, bo sama wysłałam mu papiery aplikacyjne, na daną ofertę ), ale po drodze są święta, sylwester, na pewno będzie chciał przyjechać do domu. Skąd brać siłę na to wszystko? W ten weekend miał możliwość przyjazdu, wystraszyłam się, robiłam wszystko żeby tylko tego nie robił. Nawet udało mi się przekonać teściową, żeby wybiła mu to z głowy, jakby przypadkiem zadzwonił. Udało się... Ale święta to inna sprawa...
Bardzo dramatyczna sytuacja. bardzo ci wwspołczuje ale wiem tez ze nie litosci tylko sily teraz potrzebujesz:) napewno dasz rade. WSzyscy na forum cie wspieramy. moze spróbuj ty wyjechac za granice do pracy? powiesz mu ze nie mozesz zjechac na swieta. nie ma co udawac.Nie ma juz waszego wspolnego zycia musisz sie martwic o siebie i jak to przejsc:) DASZRADE NA PEWNO:D Powodzenia i nie dziekuj:*
28 2014-12-04 02:32:01 Ostatnio edytowany przez An1a (2014-12-04 02:48:54)
Trafił Ci się niezły psychol! Polecam lekturę mojedwieglowy (blog).
Uważaj na siebie bardzo teraz, nie możesz się wyprowadzić lub wyprowadzić jego?
Uwaga, nie daj po sobie poznać, ze wiesz, co jest grane. Gdy maska obłudy opada, wówczas statystycznie najwięcej jest przypadków agresji ze strony takich osobników.
Rozwód moze trochę potrwać (ja z psycholem rozwodzilam sie 3 lata), ale idzie to w miarę bezboleśnie przetrwać o ile jest sie fizycznie odseparowanym.
Adwokat jeśli na siłę wyolbrzymia trudność sprawy to znak, ze chce naciągnąć.
Nowemu wylozylabym dokładnie moje oczekiwania i patrzyła na reakcje. Wybrałabym teraz takiego adwokata, który miałby wiecej jaj.
Wizyty w sądzie będą irytujące (moj miał nawet fałszywych świadków, nieznanych mi ludzi!), w tej kwestii trzymaj się faktów, bądź nieugięta, to nie jemu działasz na szkodę tylko ratujesz siebie!
Nowa fajna praca w zawodzie i wyjazd byłby idealny.
Bedziesz przyjeżdżać na sprawy i przynajmniej bedziesz miała adres do korespondencji prawnej z tym artysta (u mnie sie to przydało bardzo)..
3maj się dzielnie.
Nie rozumiem piszesz ,źe oboje jesteście biseksualni wiec o co chodzi z tym zaufaniem.Wiedziałaś o tym,sama piszesz źe masz takie skłonności to co nagle się zmieniło?
Do czego był potrzebny Ci ślub,skoro ludzie którzy go biorą na ogół są świadomi swoich praw i obowiązków względem współmałźonka.
Przecieź w związku małźeńskim nie ma miejsca na osoby trzecie ,więc jaki biseksualizm.
Wiem, będzie to okrutne ale Bóg chyba wie co robi,skoro nie moźesz mieć dzieci.Zgadzasz się ma wszystkie warunki "faceta",ulegasz mu ,nie stawiasz granic to moźe z czasem wyszłoby źe lubi uptawiać seks z dziećmi,bo skoro moźna z psem...Nie ma więc
źadnych granic.Obroniłabyś swoje dziecko przed pedofilem?
W źyciu trzeba dokonywać wyborów .Wcale Ci nie współczuje .
Daria, Ty zdaje się utożsamiasz biseksualizm z rozwiązłością seksualną, podczas kiedy to są dwa zupełnie inne terminy.
I ani biseksualizm nie definiuje rozwiązłości, tak samo rozwiązłość nie definiuje biseksualizmu.
Założycielka tematu również nigdzie nie napisała, że zgodziła się na to aby jej mąż uprawiał seks z psem - a jedynie o tym, że to odkryła, dowiedziała się o tym.
Przeczytaj najpierw wątek, później wygoogluj pojęcie biseksualizmu, a później oceń, czy komuś współczujesz czy nie.
I czy Twoje wpisy wnoszą cokolwiek do wątku.
Nie rozumiem piszesz ,źe oboje jesteście biseksualni wiec o co chodzi z tym zaufaniem.Wiedziałaś o tym,sama piszesz źe masz takie skłonności to co nagle się zmieniło?
Do czego był potrzebny Ci ślub,skoro ludzie którzy go biorą na ogół są świadomi swoich praw i obowiązków względem współmałźonka.
Przecieź w związku małźeńskim nie ma miejsca na osoby trzecie ,więc jaki biseksualizm.Wiem, będzie to okrutne ale Bóg chyba wie co robi,skoro nie moźesz mieć dzieci.Zgadzasz się ma wszystkie warunki "faceta",ulegasz mu ,nie stawiasz granic to moźe z czasem wyszłoby źe lubi uptawiać seks z dziećmi,bo skoro moźna z psem...Nie ma więc
źadnych granic.Obroniłabyś swoje dziecko przed pedofilem?W źyciu trzeba dokonywać wyborów .Wcale Ci nie współczuje .
Naprawdę myślisz, że biseksualizm oznacza puszczanie się na prawo i lewo? Skłonności to nie to samo co notoryczne kontakty seksualne z każdym, kto się nawinie. Mylisz to z prostytucją i rozpasaniem.
Biseksualizm to jest pociąg do osób zarówno płci przeciwnej, jak i swojej własnej. Jest to skłonność a nie działanie. Ty chyba tego nie ogarniasz, dokształć się może, bo to co piszesz jest śmieszne.
Myślisz, że Bóg ją każe brakiem płodności za to, że jest biseksualna? Zastanawiam się co na tym forum, przecież tak tolerancyjnym i otwartym robi taki ograniczony moher z Ciemnogrodu (przepraszam moderację, wiem, że nie powinnam, ale nie da się tego inaczej skomentować). Może jeszcze się cieszysz, że "Bóg ją tak pokarał"? Jara cię takie myślenie, co?
Współczuję braku elementarnej wiedzy i empatii, zaściankowości i stereotypowego myślenia.
32 2014-12-04 19:07:25 Ostatnio edytowany przez buraczekcukrowy (2014-12-04 22:51:04)
Daria1968,
myślę że nie muszę nic więcej tłumaczyć, ponieważ dziewczyny zrobiły to w sposób najlepszy. Nie czuje się winna, a tym bardziej nie czuje się skrzywdzona przez Boga. Skoro jesteś tak bardzo wierząca, powinnaś wiedzieć, że Bóg nie karze, a jest wyłącznie miłością. Do puki sama nie krzywdzę innego stworzenia, nie mam powodów do obaw. Dagmara1977, ja zawsze dziękuję, bo nie wierzę w przesądy. An1a dziękuję za słowa otuchy i wsparcia, miło że ktoś gdzieś tam potrafi okazać trochę empatii. IsaBella77 i Emilia, widzę że na Was zawsze można liczyć. Ciepło Was wszystkie ściskam w te chłodne dni.
Czytałam wpis kilka razy bo nie mogłam uwierzyć w to co czytam - seks z psem,zdjęcia faceta z korkiem w d...pie.Oczywiście nie jest to Twoja wina .
Dlatego moźe spróbować rozwieść się z męzem nie z powodu zdrady tylko choroby psychicznej .
Delikatna jesteś,ostroźna w słowach ...
i to naleźt zmienić.Umiesz się złościć.!
Przepraszam.Oddaję to co Boskie Bogu...
ale źe nawet w tej sprawie mi nie dowaliłaś ...
Witajcie moje drogie.
Za niedługo święta, a ja nawet sie do nich nie szykuję. W zeszłym roku, o tej porze w glinianym dzbanie kisił się zakwas na barszcz, w kółko chodziła płyta z melodiami świątecznymi, którą dostałam od męża, jedyny prezent zrobiony przez niego i dany od serca. Szykowałam pierogi i uszka, robiłam wszystko aby kolejna wigilia wyszła wspaniale, a jednocześnie żeby nie paść w tym dniu na pysk. W sklepach rozglądałam się za ozdobami, i szukałam nadleśnictwa gdzie będę mogła kupić ekologiczną choinkę. Ten spokój tylko mącił mąż, kiedy sie z nim kłóciłam, żeby mi pomógł i w końcu chociaż okna umył. A mimo tego wszystkiego, byłam szczęśliwa, bo mogłam dać trochę radości bliskim. W tym roku nie mam ochoty świętować. Nic nie szykuje, najchętniej wysłałabym gdzieś mamę, żeby ten dzień spędzić samej. Czuje się wypruta z emocji. Od kilku tygodni, moje życie ogranicza się do bywania na forach i lamentowanie nad własnym losem ( jak sami widzicie ), oraz szukanie porad prawniczych. wszelkich możliwych sposobów walki z draniem. Poza tym non stop szukam, kolejnych dowodów zachowań męża, niestety o dziwo znajduje, wciąż nowe i nowe. Oprócz siwizny, zaczęły wypadać mi włosy. Powiedzcie mi jak tu świętować, no jak...???
Przetrwałam i święta, chodź ustawiłam je tak by jak najmniej przebywać z tym człowiekiem. Przez te dwie noce prawie nie spałam, stres nie pozwolił, wiedząc że on leży obok. Zastanawiam się ile jeszcze muszę czekać ( a jednocześnie udawać idealną żonę ), żeby w końcu otrzymał pozew... Strasznie się boję tej batalii, im bliżej tym bardziej chce żeby było po...
Buraczku, czy możesz podać namiar mailowy na Siebie?
Buraczku, czy możesz podać namiar mailowy na Siebie?
Napisał mąż autorki ![]()
Buraczku, czy możesz podać namiar mailowy na Siebie?
Witam,
proszę wybaczyć, ale na prawdę nie widzę takiej konieczności. Jestem tutaj anonimowo i taka chce pozostać. Zresztą chyba po to jest to forum. Proszę nie odczytuj tego jako złośliwość lecz racjonalizm. maniek_z_maniek z tego co się orientuje, to mąż ma słaby net, byłoby mu ciężko tutaj się poruszać. Pozdrawiam Ciepło.
Nie wiem czy, ktoś to jeszcze czyta, ale pomyślałam że napisze. Dzisiaj odbyła się moja pierwsza sesja u psychologa. Obiecałam sobie, że nie będę płakać, a zużyłam całe opakowanie chusteczek higienicznych. Niby o wszystkim wiem, ale co z tego skoro nie potrafię wcielić tego w życie. Małymi krokami do sedna i do źródła problemu. Nie przesądzam niczego, ale wsparcie jest mi potrzebne i może uda się odzyskać siebie...
Nie wiem czy, ktoś to jeszcze czyta, ale pomyślałam że napisze. Dzisiaj odbyła się moja pierwsza sesja u psychologa. Obiecałam sobie, że nie będę płakać, a zużyłam całe opakowanie chusteczek higienicznych.
/.../.
W końcu gdzieś to trzeba "wypłakać" IMHO.
Zerknąłem na cały wątek, i wciąż zastanawiam się nad tym, że taka "gruba" sprawa u męża nie dawała Ci żadnych sygnałów ostrzegawczych. Z jednej strony piszesz o jego erudycji, podobnych poglądach, zbliżonych zainteresowaniach (społecznikowstwie), jako czymś co ci się podobało. Ale, myśląc o tym że możesz napisać też coś "ku przestrodze" chciałbym zapytać o moment w którym - w twoim przekonaniu "poznawaliście się i zakochiwaliście" - a zwłaszcza o moment w którym zaczynaliście na bazie tego "zakochania" współżyć.
Sądzę, że w tym jednym zakresie sygnały ostrzegawcze musiały być jednak nie do przeskoczenia. Czy jego zachowania "łóżkowe" w pierwszym okresie nie sugerowały żadnych problemów, czy problemy były "od zawsze"?
Wydaje mi się (przynajmniej tak zrozumiałem czytając) że brak inicjatywy w seksie, problemy z erekcją, preferencja nietypowych form seksu ujawniły się później. Czy znaczy to, że na początku nie różnił się od typowego zakochanego faceta? [Przez to rozumiem , że problemy mogą wystąpić raczej z nadmiaru chęci albo napięcia - zwłaszcza u osoby niedoświadczonej ale szybko ustępują i ludzie pozbywszy się oporów radośnie współżyją jak przysłowiowe króliki dopóki trochę im "psychoza zakochania" nie przejdzie ;-)]
Witaj.
Dobrze dedukujesz, początki były słodkie. Przyznaje się bez bicia, że jestem kobietą "temperamentną". Pierwsze nasze intymne sytuacje wydawały się, hmm..., powiedzmy zabawne. Częstotliwość mi odpowiadała, a jakość? Winę zrzucałam na to, że musimy się "zgrać". Teraz myślę, że jemu było łatwiej ukrywać "stan faktyczny na samym początku, ponieważ ja mieszkałam w innym województwie. Spotykaliśmy się wiec maksymalnie 2 razy w miesiącu i tak przez 8 miesięcy. Potem na próbę zamieszkaliśmy razem. Zmieniając miasto trudniej mu było dojechać do pracy, także winę za kłopoty w łóżku zwalał na zbyt duże zmęczenie. Faktycznie, połączenie do i z pracy miał kiepskie. Na przykład kończąc II zmianę o 22.00 w domu był dopiero o 1 w nocy. Uwierzyłam, na prawdę nie miałam podstaw myśleć inaczej. On jest bardzo dobry w wynajdywaniu wymówek, nie tylko na temat życia intymnego. Całe jego życie, to tchórzowskie uciekanie przed odpowiedzialnością. Nigdy nie przyznał się do winy, mimo że ta czasami okazywała się ewidentna...
Może wyjaśniłam Ci nie co te "zawiłości". Dziękuję, że poświęciłeś czas i zainteresowałeś się tym akurat wątkiem. Pozdrawiam.
/.../Pierwsze nasze intymne sytuacje wydawały się, hmm..., powiedzmy zabawne. Częstotliwość mi odpowiadała, a jakość? Winę zrzucałam na to, że musimy się "zgrać". /..../
Ha, czyli pojawił się jadnak na samym początku jakiś "nieusuwalny" defekt w życiu intymnym, który przeszedł bez echa z powodu niskiej częstotliwości współżycia.
buraczekcukrowy napisał/a:/.../Pierwsze nasze intymne sytuacje wydawały się, hmm..., powiedzmy zabawne. Częstotliwość mi odpowiadała, a jakość? Winę zrzucałam na to, że musimy się "zgrać". /..../
Ha, czyli pojawił się jadnak na samym początku jakiś "nieusuwalny" defekt w życiu intymnym, który przeszedł bez echa z powodu niskiej częstotliwości współżycia.
Nie przesadzaj.
Ha, dosyć często zdarzają się takie sytuacje w związkach czy to przez stres, nadmiar pracy etc.
Jakoś człowiek szczęśliwy, zakochany nie wiąże tego od razuze zdradą etc więc nie przesadzaj...
Leila01, masz rację. Będąc zakochanym, nie widzi się negatywów. Nawet podświadomie negując je gdy się pojawiają. Na pewno kłopoty w życiu intymnym, mogły dać mi do zrozumienia, że to trwa za długo, że coś jest nie tak. Ale w tedy to się nie liczyło...
Leila01, masz rację. Będąc zakochanym, nie widzi się negatywów. Nawet podświadomie negując je gdy się pojawiają. Na pewno kłopoty w życiu intymnym, mogły dać mi do zrozumienia, że to trwa za długo, że coś jest nie tak. Ale w tedy to się nie liczyło...
Żeby była jasność, chodziło mi o poszukanie jakiś wczesnych sygnałów ostrzegawczych, dla przyszłych czytelniczek.
Trudno stwierdzić co może być wskazówką, dla czytelniczek. Każdy mężczyzna jest inny, może istnieją i tacy, dla których częstotliwość nie jest ważna. Czasami są tacy, których zachowanie w sytuacjach intymnych, może raczej świadczyć o chorobie, a nie o upodobaniach.
U mnie, zdecydowanie częstotliwość współżycia, mogła dać wiele do myślenia 2-3 razy w miesiącu, kiedy już mieszkaliśmy razem. Potem, nawet tak nie licznych kontaktów były problemy ze zwodem... Mimo, że szukałam różnych możliwości urozmaicanie naszego życia intymnego, nic nie przynosiło skutku. Brałam też winę na siebie, że nie jestem atrakcyjna dla męża ze względu na wygląd, ponieważ jestem kobietą puszystą. Ale taka byłam również w chwili, kiedy się poznaliśmy, a nawet ciut grubsza... Po ślubie zupełnie już nic się nie liczyło, zero czułości, zero zainteresowania. Wszystkie zbliżenia inicjowałam ja, niestety jakość tych zbliżeń była już zupełnie niska. Miałam wrażeni, że mąż robi wszystko żeby do zbliżeń nie dochodziło. Po prostu nie dbał o siebie, o higienę, a wiedział że mam fioła na tym punkcie. W trakcie, czułam że mąż robi to tylko mechanicznie. Zrobił swoje, nawet nie zmieniając pozycji, poszedł się umyć i tyle go widziałam. Zero czułości, ciepła... Jeśli to ma komuś pomóc, proszę ale uważam, że każdy jest inny i nie chciałabym żeby, to co napisałam stało się wytycznym dla reszty kobiet...
47 2016-08-13 01:11:14 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2016-08-13 11:52:29)
[Post poniżej poziomu forum i do tego nic nie wnoszący do dyskusji. / Mod. Anemonne]