Długo zbierałam się by podzielić się wrażeniami z filmu.Widziałam go w sierpniu, wyszłam nieco znudzona, tym bardziej, że mój TŻ był nim zachwycony a ja nie widziałam powodu tych zachwytów.
Ale nie tylko jego zachwycił - zdobył Oskara za najlepszy film nieanglojęzyczny.
Film autorstwa Paolo Sorrentino i przyznam, że to pierwszy film tego reżysera, który widziałam.
Określany jest jako komediodramat ale ja widzę w nim głównie dramat.
Film o starym dziennikarzu, pisarzu,którego zna cały Rzym.
Mega smutne w tym filmie jest to, że wspomina wciąż swe wielkie namiętnościu (w scenerii nieco kiczowatych rzymskich ulic i parków ale za to ten kicz jest monumentalny) a po chwili zestawione są one z tym jak żyje teraz:grupa tak samo smutnych, z przegranym życiem 50, 60 latków z których każdy próbuje pokazać, że jednak jego życie teraz jest świetne i spełnione.
Sceny wystawnych przyjęć z tańcami i piciem są też dość smutne.Patrzysz i widzisz 69 latków bawiących się jak nastolatki i cały czas masz wrażenie, że te imprezy są zamiast czegoś, że zza umalowanych uśmiechów migających w dzikich dansach przeziera...bezdenny smutek.
Jeśli lubicie monumentalny, niezwykły i klasyczny kicz Wiecznego Miasta, chcecie sobie przypomnieć (lub posmakować) klimaty dusznych wakacyjnych nocy to obejrzenie Wielkiego Piękna jest obowiązkowe.