netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Partner z tzw. trudnym charakterem

43 odpowiedzi18 744 wyświetleniazałożony przez saintcloud, 17.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Partner z tzw. trudnym charakterem

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 44 ]

1

Temat: Partner z tzw. trudnym charakterem

Witam. Od ponad 2 lat jestem w związku z partnerem, który ma trudny charakter, tzn. jest wybuchowy, bardzo często się kłócimy, praktycznie codziennie, używa wulgaryzmów na co dzień, mimo że zawsze go proszę żeby nie przeklinał; potrafi być agresywny, rozwalił kosz na śmieci, komórkę; krzyczy, podnosi głos kiedy dyskutujemy na jakiś temat, kiedy powiem coś, co mu nie pasuje potrafi powiedzieć do mnie "czy ty jesteś idiotką/głupia/upośledzona?", co sprawia mi ogromną przykrość. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że po tych kłótniach on nigdy sam mnie nie przeprosi, nie chodzi mi już o to kto miał rację, ale o te wyzwiska, o te słowa.... Jest mi strasznie ciężko, bo praktycznie nie ma dnia, kiedy byśmy się nie kłócili. Ja jestem osobą bardzo wrażliwą z charakteru, on twardo stąpa po ziemi. Doszło do tego, że wolę czasem czegoś nie powiedzieć, bo z góry wiem, jaka będzie jego reakcja- a byłaby to agresja słowna, krzyk, a na końcu mój płacz. Płaczę prawie codziennie. A kiedy jest dzień kiedy nie płaczę, bo akurat jest lepiej, to myślę sobie "Kiedy ostatnio płakałam? Przedwczoraj? Ooo, to już 2 dni jest dobrze. Ale znając życie, jutro znowu się pokłócimy..." I tak niestety jest, nie może być nigdy za dlugo dobrze. Wiem, że ja też w jakiś sposób prowokuję kłótnie, ale dla mnie wina jest 50:50, a nie zawsze ze to ja jestem winna. Wczoraj się pokłóciliśmy i on przyszedł do mnie i mówi, że mam przestać się zachowywać jak dziecko, że mam przestać ryczeć, i że zachowałam się źle. Często mi mówi, że zachowałam się źle i że to ja powinnam przeprosić. Nie mogę się z tym zgodzić. Dobija mnie to, jak on tak zrzuca całą winę na mnie i nie widzi swojej. Od 2 dni jesteśmy pokłóceni, prawie się nie odzywam do niego, a kiedy coś powiem, to się okazuje, ze znowu powiedziałam coś źle. Czuję, że obydwoje już prawie siebie nie kochamy. Ja z każdym dniem coraz mniej go kocham, za to co mi robi, za to że codziennie płaczę przez niego. Chciałabym żeby przyszedł do mnie i szczerze przeprosił za te kłótnie i wyzwiska, ale to płonne nadzieje... Jestem chora od 2 dni, prawie nie mogę mówić, wymiotowałam. Nie spytał się nawet czy nie chcę szklanki wody. Jest mi strasznie przykro, bo kiedy on był chory na zwykłe przeziębienie, to jęczał w drugim pokoju, często mnie wołał, żeby mu coś przynieść i jeszcze miał pretensje, że soku za mało mu wlałam. Wczoraj mi powiedział (chociaż to nie pierwszy raz), że nigdy nie weźmie ze mną ślubu, że nie chce mieć ze mną dzieci, że mam wracać do moich rodziców. Serce mi pęka, bo mimo tych wszystkich jego słow, ja nadal jeszcze go kocham, i staram się każdego dnia panować nad sobą, żeby go nie prowokować, ale to tak naprawdę tylko tamuje jego prawdziwy charakter. Być może ktoś z was napisze, ze "widziały gały co brały", ale to bzdury, bo kiedy się poznaliśmy, on taki nie był, dbał o mnie, był miły, opiekuńczy, nie przeklinał, nie krzyczał. Po kilku miesiącach bycia razem zrobił się zupełnie inny, zaczęły się kłótnie, już wtedy chciałam się z nim rozstać, ale miałam nadzieję, że poprawi się miedzy nami, że trzeba walczyć o ten związek, że przecież w związkach ludzie się kłócą, że to normalne. Próbuję nadal, ale mam już coraz mniej sił i chęci na to. Mój chłopak pochodzi z domu, w którym ojciec pije, matka ciągle z nim jest przez finanse. Mój chłopak podobnie traktuje swoją matkę, ale ma z nią dobry kontakt i oni się z tego śmieją, u nich w domu przeklinanie i takie wyzwiska są na porządku dziennym i to w formie żartów.... Ja zostałam inaczej wychowana i dla mnie takie zachowanie jest krzywdzące. Mieszkam z moim chłopakiem od ponad roku, jestem od niego zależna finansowo, ponieważ jeszcze studiuję, nie mam czasu na pracę, ponieważ mam bardzo dużo nauki, ledwo co daję radę na studiach, a codzienne kłótnie sprawiają że nie mam na nic sił. Jego stosunek do tego co robię jest negatywny. Związek z nim niszczy mnie, sprawia że praktycznie ciągle jestem smutna. Teraz nawet boję się płakać, co jest moją reakcją na te kłótnie, i zawsze było, a on wtedy mówi, że mam przestać ryczeć. Moj placz nie robi na nim żadnego wrażenia, przyzwyczaił sie juz do tego, natomiast ja juz nie mam sily zyc. Na początku naszego związku miałam mnóstwo sił, energii, robiłam wszystko z uśmiechem, on sprawił że czułam się bardzo pewna siebie, że mogę wszystko. A teraz? Teraz nie chce mi się patrzeć na siebie w lustrze, widzę smutna, zaplakana twarz dziewczyny, ktora zanim go poznala myslala, że może swoją pracą wszystko zrobić, że czeka ją dobra przyszłość. Moja samoocena jest raczej na niskim poziomie. Myślę, że prędzej czy później się rozstaniemy, jeśli nic się między nami nie zmieni. I tutaj moje pytanie: co mogę zrobić, żeby poprawić nasze relacje? Czy osoba taka jak on jest w stanie się jeszcze zmienić, czy taki już ma charakter? Jak się zachowywać?  Nie mam komu o tym wszystkim opowiedzieć, bardzo bym chciała porozmawiać z siostrą albo rodzicami, ale niestety nie mamy dobrego kontaktu. Czuję się bardzo samotnie, bo każdy mnie osądza po pozorach, a nikt nie wie, jak wszystko się naprawdę toczy, a ja też nie chcę źle na niego gadać, bo kilka razy powiedziałam coś o nim mamie, a potem ona to wypominała w jakiejś kąśliwej uwadze, i moj chłopak byl znowu zly, że gadam na niego, i że może on powie teraz coś na mój temat.... Czytałam podobne wątki na róznych forach i tam ludzie piszą, że jeśli nie ma szacunku w związku, to się nie uda. Ale jak nauczyć szacunku kogoś, kto chyba nikogo i niczego nie szanuje, kto ma wszystkich za nic, kto uważa się za guru? Kilka razy powiedziałam mu, że jego następna dziewczyna pewnie też się z nim rozstanie, bo z nim nie da się żyć, ale może to kwestia charakteru i ktoś inny, o innym charakterze niż mój, dogadałby się z nim i byliby szcześliwi? Czy są tutaj osoby, które żyją z taką "trudną" osobą? Bardzo proszę o wasze opinie i pomoc. (przepraszam, że nie wszędzie są polskie znaki, ale piszę na szybko, bo on akurat się kąpie)

2

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

zostaw go, po co zycie marnujesz?

3

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Myślę od dawna o rozstaniu, ale ciągle się łudzę, że się między nami poprawi. Kiedy słucham jego oskarżeń co do mojej osoby, to zaczynam się nad tym zastanawiać i częściowo muszę przyznać mu rację, że wina jest też po mojej stronie. Często się czepiam o coś, co on robi źle, on podobno nie czuje się przy mnie jak facet, bo ciągle go poprawiam. Rozmawiałam z siostrą o podziale obowiązków domowych między mną i moim chłopakiem i między moją siostrą i jej mężem i siostra powiedziała, że ona kiedyś prosiła swojego męża o pomoc, ale musiała się naprosić długo, także teraz nawet nic nie mówi, tylko robi wszystko sama, szybko i dobrze. Ja bym tak nie chciała, chciałabym żeby facet sam umiał posprzątać i zająć się domem, utrzymywać go w porządku. Kocham go jeszcze, jesteśmy ponad 2 lata razem, ponad rok mieszkamy razem, naprawdę ciężko jest zakończyć taki związek, zwłaszcza że czuję na sobie odpowiedzialność za jego przeprowadzkę do mnie, że jest z dala od rodziny, nie ma tutaj znajomych, ma tylko mnie. Jestem od niego zalezna finansowo, z rodzicami mam kiepski kontakt. Zamiesszkalismy razem szybko, wlasnie przez moje zle relacje z rodzicami, myslalam, ze mieszkajac z nim bede miec w koncu spokoj, bo czesto sie klocilam z mama o jakies bzdety, ona potrafila powiedziec wiele przykrych slow. myslalam, ze moj chlopak zawsze bedzie mnie bronil i ze przy nim znajde spokoj, ze to nasze mieszkanie bedzie takim azylem, a okazalo sie, ze wpadlam z deszczu pod rynne.... On twierdzi, że go okłamałam, że tak naprawdę to jestem pazerna na pieniądze, że nic nie robię, i że zostawiam wszystko na jego głowie (tu akurat ma rację, ale po wielu kłotniach na temat podziału obowiązków domowych przestałam dla niego gotować, czasem zmyję po nim naczynia, rzadko sprzątam, chociaż nienawidzę brudu, i zawsze utrzymywałam czystość i porządek, mialam nadzieje ze to sprawi, ze czegos sie nauczy, i cos to tam dalo, ale niewiele niestety...). Nie interesujé się juz za bardzo tym, co ona ma zrobic, pewnie to blad, ale on tak samo nie interesuje sie mna. ale to takie bledne kolo, jak kuba bogu, tak bog kubie.... meczy to i jego i mnie, obydwoje sie tym wykanczamy, ale zadne z nas nie ma odwagi zakonczyc tego zwiazku. kiedy mowie mu, ze moze powinnismy sie rozstac, to on sie wkurza i krzyczy, kaze mi wracac do rodzicow, nigdy nie ma spokojnej rozmowy, bo sa jego krzyki i moje lzy. pewnie przydalaby sie jakas terapia, ale na to nie ma zadnych szans. mysle, ze on juz mnie nie kocha i nie chce byc ze mna, ale ze jestem, to po prostu jestem i jakos leci. ranimy siebie nawzajem codziennie, tak jakbysmy startowali w konkursie kto kogo bardziej zrani. pytalam sie go po co on wlasciwie ze mna jest, to on nie odpowiada, tylko mi mowi, ze jak mi sie nie podoba, to zebys sie wynosila. ale wiem, ze jesli bym to zrobila to czulby sie wielce urazony, ze jak to. czuje sie okropnie, brak mi odwagi na ten krok, musialabym wrocic do rodzicow, ktorzy na pewno wypominaliby mi przez miesiace ten zwiazek a potem marudzili, ze tylko studiuje i siedze w domu zamiast isc do pracy, studiujenaprawde duzo sie ucze), nie pracuje, nie jestem w stanie sie sama utrzymac. nikt nic nie wie o tym, co sie miedzy nami dzieje, tylko sasiedzi ktorzy sluchaja naszych klotni, kiedy ide przez klatke to czuje wstyd, jego to nie rusza. wiem, ze powinnam od niego odejsc, ale niech mi ktos powie, jak? co mam zrobic? dokad pojsc? i jak mam rozstac sie z kims, kogo kocham, komu oddalam cala siebie, wyjawilam wszystkie sekrety, komu zaufalam. czy mam przekreslic ponad 2 lata bycia razem? moze jednak jest jakis sposob, zeby uratowac ten zwiazek? nie chce do konca zycia cierpiec, wiec jesli w najblizszym czasie nic sie nie zmieni, to pewnie sie rozstaniemy. prosze was o rady, co mozna zrobic, zeby uratowac ten zwiazek.

4

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Sluchaj sprawa jest BARDZO prosta , Ty za duzo komplikujesz.
Jestes w zwiazku. Jestes zestresowana. Jestes smutna.
Ten zwiazek Cie nie uszesliwia.
Nie patrz na to co kto i komu powiedzial i zrobil.
Bo fakty masz czarno na bialym.
Ten zwiazek nie daje Ci szczescia, ale daje Ci stresy i nerwy niepotrzebne Tobie do zycia.



Moim zdaniem ratowanie tego zwiazku jest pomyslem tak glupim, ze ja Ci nawet nic nie moge tu doradzic.

Mysle, ze duzym powodem dla ktorego Ty nie chcesz odejsc, to fakt ze nie chcesz wracac do rodzicow.

5

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

,,Wczoraj mi powiedział (chociaż to nie pierwszy raz), że nigdy nie weźmie ze mną ślubu, że nie chce mieć ze mną dzieci, że mam wracać do moich rodziców. Serce mi pęka, bo mimo tych wszystkich jego słow, ja nadal jeszcze go kocham, i staram się każdego dnia panować nad sobą, żeby go nie prowokować, ale to tak naprawdę tylko tamuje jego prawdziwy charakter. ,,
przeczytaj to na spokojnie, to twoje słowa
trzymaj się dziewczyno bo sama wiesz co zrobic

6 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-11-17 14:43:40)

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem
saintcloud napisał/a:

...ciągle się łudzę, że się między nami poprawi.
...pytalam sie go po co on wlasciwie ze mna jest, to on nie odpowiada, tylko mi mowi, ze jak mi sie nie podoba, to zebys sie wynosila
...jak mam rozstac sie z kims, kogo kocham
...uratowac ten zwiazek? nie chce do konca zycia cierpiec...co mozna zrobic, zeby uratowac ten zwiazek.

Klasyczny toksyczny związek...
Już stałaś się w pewnym sensie ofiarą, a świadczą o tym Twoje słowa o "ratowaniu" tego związku.
To chyba ostatni dzwonek na ucieczkę, ostatnie przebłyski świadomości, ze "coś jest nie tak". Za niedługi czas już będziesz uważać, że tak jest w normalnych związkach, a jakiekolwiek przykrości ze strony tego chłopaka będziesz traktować jako zasłużone...
Dziewczyno, bez względu na wszystko - nawet nie patrząc na ewentualne "wypominania" rodziców - czym prędzej usuń tego człowieka ze swojego życia.
Sama się zdziwisz po chwili, że można czuć się swobodnie i być szczęśliwym. I życzę Ci NORMALNEGO związku z NORMALNYM facetem.
Z resztą sama widzisz powyższe wpisy innych osób. Tylko ktoś niespełna rozumu doradzałby Ci "walkę" o taki związek i trwanie w takich toksycznych, zatruwających Cie relacjach...
I owszem, masz rację pisząc:

saintcloud napisał/a:

...jeśli nie ma szacunku w związku, to się nie uda.

bo to jest jedna z PODSTAWOWYCH zasad udanego związku. Szacunek. A to przejawia się we wszystkich aspektach wspólnego życia... Jeśli takie "wspólne" życie ma być pozytywnym doznaniem - partner/partnerka nie ma prawa robić rzeczy i zachowywać się tak, jak robi to Twój, Autorko ..."partner".

7

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem
saintcloud napisał/a:

Myślę od dawna o rozstaniu, ale ciągle się łudzę, że się między nami poprawi. (...)

Łudzisz się? Po co? By jeszcze trochę wytrzymać w tym toksycznym związku? Jakie masz korzyści z trwania w tym związku? Czy bilans Twych zysków i strat na pewno jest dodatni?

Zastanawiasz się nad tym, w jaki sposób uratować związek? TY? Nie przemocowiec? Bo Twój "partner" (celowo użyłam cudzysłowu, bo on partnerem nie jest) używa wobec Ciebie przemocy.

Niebieska Linia napisał/a:

Rodzaje przemocy:
Fizyczna - naruszanie nietykalności fizycznej.
Psychiczna - naruszenie godności osobistej.
Seksualna - naruszenie intymności.
Ekonomiczna - naruszenie własności.
Zaniedbanie - naruszenie obowiązku do opieki ze strony osób bliskich.

Fizyczna - naruszanie nietykalności fizycznej. Przemoc fizyczna jest intencjonalnym zachowaniem powodującym uszkodzenie ciała lub niosącym takie ryzyko, np.: popychanie, szarpanie, ciągnięcie, szturchanie, klepanie, klapsy, ciągnięcie za uszy, włosy, szczypanie,, kopanie, bicie ręką, pięścią, uderzenie w twarz - tzw. "policzek", przypalanie papierosem, duszenie, krępowanie ruchów, itp.;

Psychiczna - naruszenie godności osobistej. Przemoc psychiczna zawiera przymus i groźby np.: obrażanie, wyzywanie, osądzanie, ocenianie, krytykowanie, straszenie, szantażowanie, grożenie, nieliczenie się z uczuciami, krzyczenie, oskarżanie, obwinianie, oczernianie, krzywdzenie zwierząt, czytanie osobistej korespondencji, ujawnianie tajemnic, sekretów, wyśmiewanie, lekceważenie, itp.;
Przemoc psychiczna jest najczęstszą formą przemocy i jest trudna do udowodnienia.

Seksualna - naruszenie intymności. Przemoc seksualna polega na zmuszanie osoby do aktywności seksualnej wbrew jej woli, kontynuowaniu aktywności seksualnej, gdy osoba nie jest w pełni świadoma, bez pytania jej o zgodę lub gdy na skutek zaistniałych warunków obawia się odmówić. Przymus może polegać na bezpośrednim użyciu siły lub emocjonalnym szantażu. Np.: wymuszanie pożycia, obmacywanie, gwałt, zmuszanie do niechcianych praktyk seksualnych, nieliczenie się z życzeniami partnerki/partnera, komentowanie szczegółów anatomicznych, ocenianie sprawności seksualnej, wyglądu, itp.;

Ekonomiczna - naruszenie własności. Przemoc ekonomiczna wiąże się celowym niszczeniem czyjejś własności, pozbawianiem środków lub stwarzaniem warunków, w których nie są zaspokajane niezbędne dla przeżycia potrzeby. Np.: niszczenie rzeczy, włamanie do zamkniętego osobistego pomieszczenia, kradzież, używanie rzeczy bez pozwolenia, zabieranie pieniędzy, przeglądanie dokumentów, korespondencji, dysponowanie czyjąś własnością, zaciąganie pożyczek "na wspólne konto", sprzedawanie osobistych lub wspólnych rzeczy bez uzgodnienia, zmuszanie do spłacania długów, itp.

Zaniedbanie - naruszenie obowiązku do opieki ze strony osób bliskich. Jest formą przemocy ekonomicznej i oznacza np.: nie dawanie środków na utrzymanie, pozbawianie jedzenia, ubrania, schronienia, brak pomocy w chorobie, nie udzielenie pomocy, uniemożliwianie dostępu do miejsc zaspokojenia podstawowych potrzeb: mieszkania, kuchni, łazienki, łóżka, itp.;

Znalazłaś jakieś podobieństwa?

Nie ukrywaj uczuć przed sobą; nie twierdź, że białe jest czarnym.


Siły życzę.



Edit:

saintcloud napisał/a:

(...)czy mam przekreslic ponad 2 lata bycia razem? (...)

Nie przekreślaj tego czasu. Wyciągnij wnioski na przyszłość. Znajdź przyczyny Twej spolegliwości i zmień sposób myślenia o sobie. Nie musisz być ofiarą.

8

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

hej też nic innego Ci nie powiem jak dziewczyny rozstań się bo szkoda zycia na takich ludzi:) jakiś rok temu byłam w podobnej sytuacji co ty też pisałam na tym forum. Jeśli bedzie Cie inreresowała moja historia zawsze możesz mój wątek odszukać smile

Mimo że nie było łatwo to rozstałam sie i dziś uważam że to była naj lepsza decyzja w moim zyciu big_smile

Zadzwoń do rodziców nawet jeśli nie utrzymujecie kontaktu,  mi mama powiedziała że ona zwyczajnie nie mogła patrzeć na to jak cierpie przez niego i że cieszy się ze w końcu zrozumiałam i ze na mnie czeka smile

Przez rok po rozstaniu poznałam tylu znajomych co przez całe 4 lata z nim nie poznałam w końcu czuje się wolna i robie to na co mam ochote, wrócił beztroski czas zabaw smile

Po rozstaniu pewnie Twój chłopak będzie namawiał Cie do powrotu ale nie rób tego stań sama na nogi a przekonasz się jak silna naprawde jesteś.

i nie przekreślaj 2 lat zycia, pamiętaj nigdy porażka zawsze lekcja smile

trzymaj się cieplutko wiem że dasz rade :*

9

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Nie wiem jak u Ciebie na studiach wygląda możliwość wzięcia urlopu dziekańskiego, albo przeniesienia się na studia wieczorowe lub zaoczne, zbadaj te możliwości.
Znajdź pracę. Stań na własnych nogach.
Nauka z pewnością będzie Ci szła łatwiej, jeśli pozbędziesz się stresu związanego z toksycznym związkiem.
O terapii możesz pomyśleć - dla siebie, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego pozwalasz sobie robic krzywdę.

Wpisz też do wyszukiwarki frazę "moje dwie głowy".

10

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Zostaw go. Jeśli tak cię traktuje i nijak nie poczuwa się do winy za mieszanie cię z błotem to szkoda na niego życia.

Uwierz, bo też jestem dość nerwowy, ale nigdy w zyciu nie potraktpowałbym tak kobiety, z którą bym był, jak on traktuje ciebie.

11

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

nie ma innej rady, niz taka, zeby go zostawic. z tego co piszesz studiujesz, a wiec przypuszczam ze jestes osoba mloda, zycie przed Toba. Rozumiem to, co powiesz, ze kochasz go, moze sie polepszy, dasz mu szanse itd- ale oklamujesz tym sama siebie. On sie nie zmieni, a Ty sobie zmarnujesz z nim jeszcze kilka lat i i tak odejdziesz jako wrak czlowieka. Radze Ci odciac sie totalnie od niego, wyprowadzic do rodzicow badz kogos z rodziny( moze do dziadkow)? A jak to niemozliwe, wez urlop dziekanski na studiach lub tok idywidualny lub przenies sie na zaoczne i podejmij jakas prace, zeby miec choc troche wlasnych pieniedzy. Nie marnuj sie z nim bo on jest czlowiekiem toksycznym i ciagnie Cie w dol, a nie na tym ma polegac zwiazek. Wiem, ze rozstanie jest ciezkie, sama rozstalam sie z chlopakiem po kilku latach, przez pol roku myslalam, ze umre, ale wyszlam z tego w miare na prosta, czego i Tobie zycze smile

12 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-11-17 15:56:25)

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem
saintcloud napisał/a:

Czy są tutaj osoby, które żyją z taką "trudną" osobą?

Nie trzeba być w relacji miłosnej by żyć, widzieć i czuć trudne osoby. Wystarczy sie od nich i ich niszczących zachowań nie uzależniać (przypisujemy sobie np role wykorzystanego).
Jak sam się nie biczuje z powodu własnych zachowań to się nie zmieni. Musiałby doznać szoku, wielkiego zawodu, jednego, drugiego. On jest tak samo zaślepiony sobą (ego), jak (byc moze) Ty czy inne osoby w niszczących związkach - uczuciami. I często nazywając je jeszcze pozytywnymi. Nazywając czarne białym, a nie czarne czarnym.
Takie osoby nigdy nie żyją prawdą, tylko własną prawdą. I jego podświadomość bedzie w to wierzyła. Tak jak że wszystko co on robi jest Twoją winą itp po prostu twarde przekonania na swój temat. Czy warto żyć kogoś kto widzi tylko siebie i jest całkiem oderwany od rzeczywistości?

saintcloud napisał/a:

Ale jak nauczyć szacunku kogoś, kto chyba nikogo i niczego nie szanuje, kto ma wszystkich za nic, kto uważa się za guru?

Jesteś jego matką, ojcem? Jeszcze może ojca by posłuchał, gdyby był silniejszy, autorytet, ale też niekoniecznie. Związek nie jest od zmieniania kogoś. Wychodzi zakochanie w wyobrażeniach (nieważne czy przeszłość, czy przyszłość) i taplanie się w uzależnieniu przez co ciężko zostawić. Sami nakręcamy mózg że "musimy sie starać" czy "naprawiać" czy "widzieć winę własną i mieć wyrzuty". I to też ból ego, tylko w drugą stronę. Gdyby tego nie było, to i bólu by nie było więc łatwo by było zostawić (tak jest z dobrymi partnerami;P). Zrobisz wszystko by go/związek zmienić, trwać w tym, liczyć na zmiany, w nadziei i tłumaczyć sobie wszystko na swój sposób itp tak samo on będzie trwał w swoich zachowaniach. Ale jak coś chcemy zmienić, to najpierw siebie. On nie chce. A Ty? Nie bez powodu wchodzi się w takie relacje. Mam taki przykład w bliskiej rodzinie. Ta kobieta która jest w podobnej sytuacji do Ciebie - ogólnie sobie nie radzi z niczym, ze sobą, jest raczej uległą osobą, więc on jej imponował tym jaki jest silny i ją "uratuje". Ta siła wyszła w ten sam sposób co u Ciebie. Pan świata, a reszta to może klękać przed nim. Między nimi jest taka dysproporcja zależności, że nie ma szans by odeszła. On ma wszystko, ona ma tylko jego. Bo on tak chce.

13

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Po prostu wyszło szydło z worka. Po kilku miesiącach pokazał swoje prawdziwe oblicze.
Przeczytaj jeszcze raz swoje posty, jeśli masz jakieś wątpliwości. Co chwila piszesz o kłótniach, wyzwiskach, krzyku... To moim zdaniem nie jest normalne, napisałaś, że w każdym związku są kłótnie, tak, ale codziennie? i to o bzdury? To naprawdę nie świadczy dobrze o tej relacji. Codziennie się kłócicie i za każdym razem wina jest po Twojej stronie? No jakoś w to nie wierzę. Koleś ma chyba jakiś problem ze swoimi emocjami.

I jeszcze jedno: ON SIĘ NIE ZMIENI! Jak również: Ty go niczego nie nauczysz. Nie nauczono go szacunku do kobiet w domu rodzinnym, nie miał wzorca, więc musi się nauczyć tego sam, a nie na Tobie jak na worku treningowym.

14

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem
ewsonarium napisał/a:

..Po kilku miesiącach pokazał swoje prawdziwe oblicze...Co chwila piszesz o kłótniach, wyzwiskach, krzyku... To moim zdaniem nie jest normalne, napisałaś, że w każdym związku są kłótnie, tak, ale codziennie? i to o bzdury? To naprawdę nie świadczy dobrze o tej relacji. Codziennie się kłócicie i za każdym razem wina jest po Twojej stronie? No jakoś w to nie wierzę. Koleś ma chyba jakiś problem ze swoimi emocjami.
Nie nauczono go szacunku do kobiet w domu rodzinnym, nie miał wzorca, więc musi się nauczyć tego sam, a nie na Tobie jak na worku treningowym.

Bardzo trafnie dobrane słowa.
I niestety podpisuję sie pod nimi.

15

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Witam cie serdecznie.Jestes w zwiazku przemocowym,to jest najtrudniejszy rodzaj relacji.W sensie logicznym,kazdy z nas ma tzw"trudny "charakter-nie isnieja latwi ludzie.Twoj chlopak jest po prostu sprawca przemocy.Zwiazek przemocowy jest oparty na tzw "cyklach"-w pierwszej fazie sprawca stara sie zdobyc ofiare,wiec jest przemily,uroczy,czesto "bombarduje "miloscia.Potem jest faza napiecia-zaczyna krytykowac,ponizac,wmawia wine,probuje sobie podporzadkowac ofiare.Kolejna faza jest wybuch-moze szarpnac,naublizac,uderzyc itd.Potem znow jest okres moidowy-ofiara mysli,ze jednak nie jest taki zly i ze to,co bylo zle moinie i znow bedzie taki kochany jak na poczatku.NIE BEDZIE!!!!Od przemocy nigdy nie ma odwrotu.Osoba stosujaca przemoc NIE ZNIENIA SIE.Jest to osoba,ktora nie potrafi inaczej funkcjonowac,bez wieloletniej terapii nie ma szans na zmiane.problem w tym,ze oni nie widza w sobie potrzeby zmian i prawie nigdy nie poddaja sie terapii(chyba,ze grozi im wyrok wiezienia).Chetnie za to poddaja swoja ofiare praniu mozgo-"musisz sie zmienic",Gdybys mnie nie prowokowala,ja bym na ciebie nie bluznil","sama tego chcialas,z inna tak nie mialem"etc,etc.Dalej bedzie coraz gorzej-nie bedzie powrotu do tego co bylo na poczatku,bo te poczatki nawet nie byly prawda-cuda sie nie zdarzaja.Z tego ,co wyczytalam jestes porzadnie od niego uzalezniona,swiadczy o tym chociazby fakt,ze czujesz sie winna jego zachowania.On sie tak juz wczesniej zachowywal,bo taki jest jego schemat.Kazdy ma swoj schemat,Ty tez,ja tez...Wyobraz sobie siebie jak bluznisz,krzyczysz.Umialabys sie tak zachowac?Bo to nie jest twoj schemat zachowan,bo Ty bsie tak nawet nie potrafisz zachowac.A on nie potrafi zachowywac sie inaczej.Dlatego ,uwierz,ze sioe nie zmieni i bedzie coraz gorzej,a Ty bedziesz coraz bardziej cierpiala.Poczytaj na necie o przemocy,zadzwon na niebieska linie-to Ci pomoze.Oswajaj sie z mysla,ze musisz odejsc.Nie boj sie zycia bez niego,teraz przezywasz meke.Odejsc z toksycznego zwiazku jest niezwykle trudno.Zycze ci wytrwalosci i zdrowego do tego podejscia.pzdr.

16

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Ładnie go tłumaczysz - ma trudny charakter. Ja uważam, że mam trudny charakter, bo jestem uparta, zawzięta, niezorganizowana i bałaganię. Nigdy żadnego mojego partnera nie przyszłoby mi do głowy potraktować w ten sposób. Jak się kogoś kocha, to się takich rzeczy nie robi. Nie pozwoliłabym aby ktokolwiek mnie tak traktował, ty też nie powinnaś. Jak są problemy w związku, to się o nich rozmawia, a nie wszczyna awantury. Zakończ tą relację, bo tylko Ci szkodzi. Szkoda życia na idiotów.

17 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2014-11-18 03:10:49)

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

saintcloud, Twój facet widzi jak cierpisz, jak Cię rani, na pewno nie raz już z nim o tym przez 2 lata związku rozmawiałaś. 2 lata związku to nie jest długi staż, ale wystarczająco długi, by ktoś kto chce się zmienić zmienił się. Patrz ile ku temu miał okazji, ile wylałaś łez, straciłaś nerwów. Po tytule wątku spodziewałam się mniej poważnego problemu, ot po prostu, że partner ma jakieś denerwujące nawyki i już, a tu widzę coś innego. Wiem, że może to jest dla Ciebie trudne do przyjęcia, ale Twój facet stosuje wobec Ciebie klasyczną przemoc. Przemoc to nie tylko bicie, Twój facet wykańcza Cię psychicznie. Przemoc psychiczna jest często dużo gorsza wręcz od tej fizycznej. Siniaki często zagoją się dużo szybciej niż rany psychiki. Chociaż oczywiście przemoc fizyczna tak samo niszczy też psychikę. No i wpadłaś tutaj z deszczu pod rynnę, z kiepskiego jak piszesz domu rodzinnego do faceta, który źle Cię traktuje. Twój facet jak piszesz w domu ma patologię, z tym, że niektórzy z patologii wyrywają się z niej, on niestety jednak ten schemat mocno powiela. Dzisiaj dręczy Cię psychicznie, ale nie mam wątpliwości, że przemoc fizyczna raczej też dołączy. A nawet jak nie, to po prostu będzie niszczył Cię psychicznie. Pokazał Ci teraz swoje prawdziwe oblicze. Do tego manipuluje Tobą tak, byś wierzyła, że to Twoja wina. A Twojej winy nie ma żadnej. Wręcz przeciwnie, to bardzo dobrze, że wymagasz, by w domu też coś robił. To, że facet może sobie siedzieć i nic nie robić nie jest dobre, przecież on też tam mieszka. Nie wiń się, absolutnie, rozumiem, że zręczny manipulator może Cię przekonać, że to Twoja wina, ale absolutnie tak nie jest.

Jesteś wrażliwą osobą, a on to w okropny sposób wykorzystuje. Ma duży problem z agresją, wyładowuje ją na Tobie, niszczy rzeczy. Robi to codziennie, nie chce się zmienić i skoro tak, to nie zmieni się. Ty co możesz robić to ratować siebie. 2 lata to mały czas związku i uwierz mi, to atrapa związku jak tak to wygląda. W takiej sytuacji nigdy nie będziesz szczęśliwa, będziesz żyła jedynie złudzeniami. To co było na początku to i tak trwało bardzo krótko. Szybko Twój facet pokazał swoje oblicze, już się nie kontroluje. Nie da się nikogo samemu uleczyć jak sam nie chce. A czasem ktoś ma tak zwichrowaną psychikę, że naprawdę najlepiej uciekać i tak jest tutaj. Obraża Cię, poniża, nie poczuwa się do żadnej winy, nie jest wart tych łez. Sama w końcu pewnie to zrozumiesz. Zadzwoń najlepiej na niebieską linię, może spróbuj dostać się do psychologa na nfz, to często pomaga. Naprawdę, jesteś ofiarą przemocy, to co on robi to przemoc. Jak zwrócisz się o pomoc, to Ci na pewno pomoże. Tutaj nie ma żadnej Twojej winy! Wiem, że u rodziców nie jest dobrze, ale czy nie jest u nich chociaż lepiej niż z Twoim facetem? Oni też codziennie Cię obrażają itp? Jeśli jest choć trochę lepiej, to moim zdaniem lepiej jakbyś wróciłam tam. Chodzi o Twoje dobro. Jak nie, to może u kogoś innego z rodziny byłaby możliwość, zwłaszcza jakbyś powiedziała o swoim problemie? Jak nie ma takiej możliwości, to zgadzam się z poprzednikami, że dobry mógłby być urlop dziekański albo przeniesienie się na zaoczne i znalezienie pracy i choćby potem wynajęcie pokoju. Jakby nawet tak się nie dało, to ja bym nawet rzuciła studia i szukała tak pracy, bo myślę, że to w takiej sytuacji dużo lepsze niż dalsze przeżywanie gehenny.

Bardzo dobrze to opisała Ismena. To jest przemoc, a tacy ludzie się nie zmieniają. Chyba, że sami by chcieli, ale z tego co czytam, obserwuję jest to raczej rzadkie. A Twój facet jak pisałam widać wyraźnie zmienić się nie chce. Nie szanuje Cię, pomiata. Tutaj nie będzie lepiej.

18

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem
saintcloud napisał/a:

Myślę od dawna o rozstaniu, ale ciągle się łudzę, że się między nami poprawi.

Nie poprawi się. Może to brzmi brutalnie, ale taka jest prawda.

19

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Trwałam w podobnym związku przez 3 lata.Ten sam schemat działania, podobne wyzwiska.Dopóki byłam emocjonalnie związana z mężem nie potrafiłam spojrzeć na moją sytuację "trzeźwym okiem". Podobnie jak Ty szukałam sposobów na poprawę relacji, ale do czasu...otrzeźwienie przyszło gdy pewnego dnia trafiłam do szpitala z urazem głowy...zanim przyjechała policja i karetka mąż powiedział "i pamiętaj, sama się przewróciłaś", to była ta chwila kiedy zdałam sobie sprawę z faktu,że on nigdy się nie zmieni,że teraz to może być już tylko gorzej.
  Dzisiaj zastanawiam się jak to możliwe,że ludzie trwają w takich związkach całymi latami, jak bardzo są zaślepieni, zastraszani, poniżani i w imię czego?
Dopóki będziesz doszukiwać się sposobu na poprawę tej chorej relacji, dopóty nie będziesz potrafiła jasno jej ocenić. Zapytaj sama siebie, czy tak właśnie chcesz żyć i czy w Twoim rozumieniu tak powinna wyglądać miłość partnerska.
Nie pozwalaj sobą manipulować, szanuj siebie. A twój partner należy do osób, które im więcej dobra dostają, tym bardziej to wykorzystują. Nie łudź się, że on doceni to, co dla niego robisz. Uciekaj, zanim zaczniesz wariować, i uwierzysz,że to z tobą jest coś nie tak.

20

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem
Krokus 2014 napisał/a:

Trwałam w podobnym związku przez 3 lata.Ten sam schemat działania, podobne wyzwiska.Dopóki byłam emocjonalnie związana z mężem nie potrafiłam spojrzeć na moją sytuację "trzeźwym okiem". Podobnie jak Ty szukałam sposobów na poprawę relacji, ale do czasu...otrzeźwienie przyszło gdy pewnego dnia trafiłam do szpitala z urazem głowy...zanim przyjechała policja i karetka mąż powiedział "i pamiętaj, sama się przewróciłaś", to była ta chwila kiedy zdałam sobie sprawę z faktu,że on nigdy się nie zmieni,że teraz to może być już tylko gorzej.
  Dzisiaj zastanawiam się jak to możliwe,że ludzie trwają w takich związkach całymi latami, jak bardzo są zaślepieni, zastraszani, poniżani i w imię czego?
Dopóki będziesz doszukiwać się sposobu na poprawę tej chorej relacji, dopóty nie będziesz potrafiła jasno jej ocenić. Zapytaj sama siebie, czy tak właśnie chcesz żyć i czy w Twoim rozumieniu tak powinna wyglądać miłość partnerska.
Nie pozwalaj sobą manipulować, szanuj siebie. A twój partner należy do osób, które im więcej dobra dostają, tym bardziej to wykorzystują. Nie łudź się, że on doceni to, co dla niego robisz. Uciekaj, zanim zaczniesz wariować, i uwierzysz,że to z tobą jest coś nie tak.

przerazajace jest jak wielu przemocowcow jest na swiecie.Najgorsze jest jak przemoc,ktora stosuje jest wyrafinowana i inteligentna-wtedy ofiara zastanawia sie "a moze to nie jest przemoc,bo przeciez mnie nie uderzyl".Wiadomo,ze to jest jakis proces,no i najgorsza jest ta cyklicznosc-raz daje "milosc",raz rani...Ciezko jest z tego wyjsc,ale mozna.pzdr.

21

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

22

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Hej tak czytam i widzę dużo podobieństw w moim związku.. tylko że u mnie to wszystko się zaczęło kilka miesięcy po urodzeniu dziecka..  krzyki, wyzwiska i nawet szturchnięcia.. ciągle staram się coś zmienić, jakoś łagodzić sytuację ale jak jest przez jakiś czas dobrze to pózniej jest wybuch i kłócimy sie o wszystko.. dodam że znamy się od5 lat a od ponad 2 jesteśmy małżeństwem, synek skończył rok. Mąż zawsze miał trudny charakter ale wcześniej sie jakoś dogadywaliśmy a teraz ma problem sie uspokoić jak już zacznie swoje arie to jedzie po bandzie..napiszcie co mogę zrobić?

23

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem
saintcloud napisał/a:

ktoś z was napisze, ze "widziały gały co brały" , ale to bzdury, bo kiedy się poznaliśmy, on taki nie był, dbał o mnie, był miły, opiekuńczy, nie przeklinał, nie krzyczał.

Nawet jeżeli wcześniej to zdanie nie było prawdziwe, to teraz już jest.

24

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

I to są te wasze dobre rady? Może ktoś się nie powinien wypowiadać jak nie ma nic do powiedzenia..

25 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-11-20 10:43:42)

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem
agnus1101 napisał/a:

I to są te wasze dobre rady? Może ktoś się nie powinien wypowiadać jak nie ma nic do powiedzenia..

A jakich "dobrych rad" oczekujesz?
W tym wątku, wyżej są takie wypowiedzi, które można przyjąć za dobre rady.
Bo cóż radzić w takich sytuacjach innego? Owszem, można: "położenie uszu" i przyjęcie biernej roli ofiary, dalsze szarpanie się i walkę, a dla agresora wizytę u psychologa/psychiatry, leczenie, terapię, rozstanie z nim czy ...połamanie obu nóg by "się uspokoił".
Wybierz najlepszą - dla siebie - opcję...

26

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Hej smile przeczytaj moj post .... a pozniej zauwaz ze własnie Tkwisz w takim samym gównie po pas co ja...;/ Niunia wiem ze ciezko i wiem ze nie szybko z Tym zakonczysz ale pora sobie uswiadomic ze To nie ta miłosc !! To nie ten człowiek !! Pora odejść i jebnąć nim o sciane ,wyjsc z domu z usmiechem !! smile Poszukaj sobie pokoju do wnajecia co kolwiek i ... Good Bay smile Najlepsze jest to ze Tobie daje takie rady a sama nie umiem... ale jeszcze troche zbiore sie i sama wylece z usmiechem przed swiat smile

27

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Jeszcze tylko 20 lat smile albo sam zerwie prędzej/zdradzi.

28

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem
agnus1101 napisał/a:

Hej tak czytam i widzę dużo podobieństw w moim związku.. tylko że u mnie to wszystko się zaczęło kilka miesięcy po urodzeniu dziecka..  krzyki, wyzwiska i nawet szturchnięcia.. ciągle staram się coś zmienić, jakoś łagodzić sytuację ale jak jest przez jakiś czas dobrze to pózniej jest wybuch i kłócimy sie o wszystko.. dodam że znamy się od5 lat a od ponad 2 jesteśmy małżeństwem, synek skończył rok. Mąż zawsze miał trudny charakter ale wcześniej sie jakoś dogadywaliśmy a teraz ma problem sie uspokoić jak już zacznie swoje arie to jedzie po bandzie..napiszcie co mogę zrobić?

Witaj,niestety nie mamy wplywu na zchownie innych.Rozumiem Twoje intencje,bo chcesz zeby bylo dobrze...Tyle,ze on-jak kazdy przemocowiec -ma to gdzies,swietnie sie bawi,czuje sie bezkarny i nie widzi powodu,dla ktorego mialby sie zmieniac(bedac z nim utwierdzasz go w przekonaniu,ze jego zachowanie jest ok).Istotne jest abys zaineresowala sie tematem przemocy-poczytaj o tym,prozmawiaj z kims po psychologii,zadzwon na niebieska linie-otworza Ci troche oczy.Chodzi o to,ze Twoj facet ma profil sprawcy przemocy,a za tym idzie schemat zachowan,ktory jest wspolny dla przemocowcow niezalezxnie pod jaka szerokoscia geograficzna mieszkaja,jakim jezykiem mowia i w co wierza.Nie bedzie inny,nie ma takiej mozliwosci.Pomoc moze jedynie terapia dla osob stosujacych przemoc,ktora trwa kilka lat i na ktora Twoj pan na pewno nie pojdzie.Liczyc nz cud mozesz,ale po co?Mowie to nie w moim imieniu,ale to mowi psychologia,ktora jest nauka,wiedza oparta na statystyce.Mozesz go jedynie zostawic lub zyc tak i potwornie cierpiec,czekajac jedynie na cud,ktory nigdy sie nie zjawi.Bylam w takim wyniszczajacym zwiazku,wiec Cie rozumiem.Przeczytalam wiele ksiazek,ktore niestety brutalnie nam ta prawde o zwiazku z przemocowcem uswiadamiaja.Zycze Ci duzo refleksji na ten temat,i sily do wytrwania.pzdr.

29

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem
agnus1101 napisał/a:

I to są te wasze dobre rady? Może ktoś się nie powinien wypowiadać jak nie ma nic do powiedzenia..

Mamy się zlitować; stwierdzić, że w sumie dobrze robisz?

Znajomy ostatnio wyznał "prawdę objawioną": pozwalając sobie na przemoc(psychiczną/fizyczną/seksualną), dajemy zgodę na wykonywanie danych czynności. Prowodyr jest zadowolony, bo ma na kim się wyżyć, a ofiara musi być albo kompletnie głupia, albo z zachwianą psychiką, żeby się na to godzić. Tylko nie wiem w imię czego. Miłości? Wątpię. Szanująca się osoba nigdy nie pozwoli sobie na to, by wylewać na nią wiadro pomyj, lać się po ryju czy wykorzystywać seksualnie. A normalny facet nigdy nie pozwoliłby sobie na brak
szacunku wobec kobiety, którą KOCHA.

Może zalatuje chamstwem, lekkim brakiem taktu i empatii, ale jest prawdziwe. On się nie zmieni, bo nie chce. Ma pozwolenie na to, by się wyżywać, nie szanować i mieć kompletnie w nosie uczucia drugiej osoby, czyli ciebie. Gdyby Cię kochał szczerą miłością to nie podniósłby ręki, nie wyzywał. Rozmawiałby. Zdarzają się kłótnie, ostre słowa, ale nigdy coś takiego.

Chcesz rad? Proszę.

1) Rzucasz faceta i uciekasz w siną dal. To, że kochasz, trudno. Przejdzie. Ale za to odetchniesz i będziesz szczęśliwa.
2) Zostajesz z nim, nadal godzisz się na przemoc i bycie workiem treningowym.

Twoje życie, twój wybór.

30

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Opcja numer 3

Wyprowadzasz jego albo siebie wraz z dzieckiem na kilka miesięcy. Nie podtrzymujesz kontaktu. Stawiasz twarde ultimatum - terapia albo rozwód. W tym czasie leczysz siebie. Może facet się ocknie.
Znacie takie przypadki, że Pan niedojrzały po takim szoku się ogarnął  i zaczął nad sobą pracować ?

31

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem
Purple_Rain napisał/a:

Znacie takie przypadki, że Pan niedojrzały po takim szoku się ogarnął  i zaczął nad sobą pracować ?

Dojrzałość to nie kwestia szoku, a mozolnej pracy zwykle nad wieloma cechami. Niektórych się nie da poprawic, bo inteligencja za niska, lub zadufanie za wysokie smile

32 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2014-12-31 01:10:01)

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem
AstaLaVista napisał/a:
Purple_Rain napisał/a:

Znacie takie przypadki, że Pan niedojrzały po takim szoku się ogarnął  i zaczął nad sobą pracować ?

Dojrzałość to nie kwestia szoku, a mozolnej pracy zwykle nad wieloma cechami. Niektórych się nie da poprawić, bo inteligencja za niska, lub zadufanie za wysokie smile

Nie ukrywam, że mam tu na myśli konkretną osobę ( historia opisana w moim wątku). Inteligencja raczej ponadprzeciętna, ale to zadufanie faktycznie może być sporym problemem..

33

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Autorko kochana, posłuchaj rady kobiety, która doświadczyła w życiu podobnej sytuacji i uciekaj, gdzie pieprz rośnie! Jesteś młodziutka! Jeszcze wszystko przed tobą, masz szansę na normalny związek, który cię uszczęśliwi! To nie jest normalne, by codziennie płakać, by wciąż chodzić smutną, by ważyć każde swoje słowo w obawie przed reakcją. Nie chcesz przekreślać dwóch lat związku? Kochana, za rok, dwa, trzy będzie ci jeszcze ciężej!!! Nie czekaj, nie marnuj sobie życia. Wiesz, ja też ciągle odwlekałam decyzję, bo wierzyłam, że będzie lepiej, bo bałam się przyznać przed rodziną do porażki, a potem wpadłam podobnie jak ty w zależność finansową i w pewnym momencie przestałam widzieć jakąkolwiek drogę odwrotu. Teraz z perspektywy czasu wiem, jak bardzo się myliłam. Z biegiem lat jest coraz trudniej zakończyć toksyczny związek, szczególnie po ślubie i po pojawieniu się dzieci. Nie dopuść do tego! Nie z tym człowiekiem! I tak jak napisali inni - taki człowiek się nie zmienia! Uciekaj, uciekaj, uciekaj! Wracaj do rodziców, przełknij ich gadaninę i docinki, zaciśnij zęby, przetrzymaj najcięższy okres, kończ studia i zacznij żyć!

34 Ostatnio edytowany przez AstaLaVista (2014-12-31 13:35:14)

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Najlepsze gdy jedna drugiej radzi, by uciec, a sama tego nie robi. Pokazują sobie która ma gorzej, ale nadal uważają że są zakochane. Albo jeszcze gorzej. Jedna drugą wyśmiewa, że ma złego partnera, a sama tkwi w jakiejś chorej relacji bez szacunku, tylko sie tego wypiera.
Czy naprawde każda kobieta zakochuje sie cierpiąc i mając partnera który nie spełnia jej potrzeb? Musi marudzić i być piętnowana? Wtedy wielka miłość?

"Ja zmarnowałam 20 lat, ty ucieknij szybciej! Dziś przejrzałam na oczy!". A ja uważam, że na oczy przejrzałyście juz dawno temu, od początku praktycznie, tylko wcale niczego nie chcecie zmieniać. Wygadać się, bo nie możecie zrobić tego swojej wielkiej miłości. I tylko tego wam brak smile A tak jesteście super szczęśliwe, że cierpicie.

35

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

toksyczny związek i nic więcej a nawet poczytaj na necie a zobaczysz w nim siebie . Moj np mnie zdardzal i wyzywal i mowil do mnie : porawisz się ? może dam ci szanse ? to jest manipulatro i egoista moja droga, poki nie macie dzieci i slubu daj sobie spokoj, uwierz mu .

36

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Takie dwa fragmenty wypowiedzi zaznaczyłem

"że przecież w związkach ludzie się kłócą, że to normalne."

"Zamieszkaliśmy razem szybko, wlasnie przez moje złe relacje z rodzicami"

To nie jest normalne żeby ludzie się kłócili w związkach. Nigdy nie miałem sporu w związku. Zawsze spokojnie rozmawialiśmy i rozważaliśmy problemy.

Należy poznawać się powoli, nawet przez rok. Zamieszkanie razem było za szybkie. To był poważny błąd.

37

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem
MrSpock napisał/a:

Takie dwa fragmenty wypowiedzi zaznaczyłem

"że przecież w związkach ludzie się kłócą, że to normalne."

To nie jest normalne żeby ludzie się kłócili w związkach. Nigdy nie miałem sporu w związku. Zawsze spokojnie rozmawialiśmy i rozważaliśmy problemy.

Nie zgodzę się. Nawet w bardzo udanych związkach ludzie się czasem kłócą, bo są zmęczeni, w złym nastroju, coś im uwiera, bo... są ludźmi, nie robotami. Tylko, że jest różnica pomiędzy okazyjną kłótnią o pierdołę a ciągłym darciem kotów i kompletnym brakiem szacunku do partnerki i przemocą werbalną, które występują w związku Autorki.

38

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Nie wiem czy można nazwać bardzo udanym związkiem taki, gdy następują jakiekolwiek awantury, nawet rzadko. Gdy mam problem, to jestem trochę smutny a partnerka mnie pociesza i jakoś próbuję się pogodzić z tymi trudnościami. Ale dojście do takiej odporności na trudne sytuacje, żeby nie wyżywać się na otoczeniu, wymaga ogromnej pracy nad sobą. U mnie nie istnieje coś takiego żebym czuł żal z powodu doznanego zła tak duży, żeby on powodował wściekłość. Może to jest kwestia wyrobienia odruchu warunkowego. Gdy pojawiają się początki wściekłości, już w pierwszych sekundach jakaś druga siła we mnie blokuje ją. Raczej staram się wtedy racjonalnie rozważać możliwości wyjścia z sytuacji. Chyba osiągnąłem to dzięki temu że wielokrotnie w życiu byłem w bardzo trudnych sytuacjach i nauczyłem się z tym radzić. Powiedziałbym nawet, że im trudniej jest mi w życiu, tym lepszy jestem dla ludzi. Myślę że wszyscy ludzie powinni dążyć do takiej umiejętności i to nie jest tłumienie emocji, które powoduje długotrwały stres. To jest co innego. To jest nie uważanie danej sytuacji za dającą powód do przejmowania się nią.

39

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Mr Spock, ja nie mam na myśli karczemnych awantur ale zwykłe sprzeczki. Nie wyobrażam sobie, że miałabym z kimś mieszkać latami i nigdy nie mieć jakiegokolwiek konfliktu- to nienaturalne. Ludzie są tylko ludźmi i zdarzają im się gorsze dni, boli ich głowa, są zestresowani, co czasem prowadzi do nerwowości i spięć. Istotnym jest natomiast jak się w takich sytuacjach zachowują, bo jednym jest mieć mały foch i szybko przeprosić, a innym lecieć w masywną histerię i litanię win partnera kiedykolwiek się człowiek zestresuje.

40

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

To może ja jestem wyjątkowy bo nigdy nie spowodowałem w związku najmniejszego nawet sporu. Dziewczyna czasem na początku była trochę nerwowa w niektórych sytuacjach, ale nauczyła się ode mnie żeby nie reagować w ten sposób i zawsze mówimy sobie wprost jeśli jest coś takiego, omawiamy to i nigdy nie wyżywamy się na siebie z powodu trudności życiowych. Pamiętajcie o tym, że małe sprzeczki kumulują się i po jakimś czasie tworzą tak nieprzyjemną atmosferę że robi się naprawdę źle. Można się nauczyć unikać wszelkich sprzeczek, tylko trzeba nad sobą pracować. Trzeba uświadomić sobie że taka sprzeczka, to faktycznie krzywdzenie siebie. Gdy to się zrozumie, człowiek się zmienia.

41 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2015-01-20 10:53:19)

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem
MrSpock napisał/a:

Nie wiem czy można nazwać bardzo udanym związkiem taki, gdy następują jakiekolwiek awantury, nawet rzadko. Gdy mam problem, to jestem trochę smutny a partnerka mnie pociesza i jakoś próbuję się pogodzić z tymi trudnościami. Ale dojście do takiej odporności na trudne sytuacje, żeby nie wyżywać się na otoczeniu, wymaga ogromnej pracy nad sobą. U mnie nie istnieje coś takiego żebym czuł żal z powodu doznanego zła tak duży, żeby on powodował wściekłość. Może to jest kwestia wyrobienia odruchu warunkowego. Gdy pojawiają się początki wściekłości, już w pierwszych sekundach jakaś druga siła we mnie blokuje ją. Raczej staram się wtedy racjonalnie rozważać możliwości wyjścia z sytuacji. Chyba osiągnąłem to dzięki temu że wielokrotnie w życiu byłem w bardzo trudnych sytuacjach i nauczyłem się z tym radzić. Powiedziałbym nawet, że im trudniej jest mi w życiu, tym lepszy jestem dla ludzi. Myślę że wszyscy ludzie powinni dążyć do takiej umiejętności i to nie jest tłumienie emocji, które powoduje długotrwały stres. To jest co innego. To jest nie uważanie danej sytuacji za dającą powód do przejmowania się nią.

Widzę, że mam chyba podobne spojrzenie na zagadnienie jak MrSpock, bo również zawsze było mi daleko do kłótni i awantur. I zgodzę się, że trudne chwile, przeżycia uczą opanowania i dystansu do problemów. Wszelkie nieporozumienia zawsze rozwiązywałem w drodze rzeczowej i spokojnej rozmowy, czasem i ostrej dyskusji, ale "dyskusji" na argumenty, bez posuwania się do podnoszenia głosu, bez inwektyw, bez przekleństw, bez tego wszystkiego, co świadczyłoby o lekceważeniu drugiej osoby. Bo to, o czym tu wspomniałem: podniesiony ton, krzyk, ostra gestykulacja, niedopuszczanie do głosu, drwiny i przedrzeźnianie, posuwanie się do szydzenia - to nic innego jak okazanie braku poszanowania dla drugiej osoby. A "odreagowywanie" na partnerze swoich frustracji to powszechne zjawisko, którego nie rozumiem i z którym nigdy się nie utożsamiałem...

Beyondblackie napisał/a:

...Istotnym jest natomiast jak się w takich sytuacjach zachowują, bo jednym jest mieć mały foch i szybko przeprosić, a innym lecieć w masywną histerię i litanię win partnera kiedykolwiek się człowiek zestresuje.

Owszem, to są zupełnie odmienne postawy... O ile z tą pierwszą miałem czasami do czynienia i traktowałem to jako jedną ze stron "bycia razem", o tyle zderzenie się z tą drugą postawą, dość krótkotrwałe, wywoływało we mnie "niesmak" i - między innymi - doprowadziło do końca związku.

42

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Saintcloud, czy wciąż z nim jesteś?

43

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Witaj. Wiem ,że jest ci bardzo ciężko. Brak wsparcia ze strony rodziny. To trudne. Ale jedyne co możesz zrobić to pomóc sobie. Uciekaj najprędzej jak tylko możesz i najdalej. Dasz sobie radę. Ten człowiek zniszczy cię psychicznie. Nie będzie coraz lepiej tylko coraz gorzej. Jesteś mądrą dziewczyną, studiujesz. Szukaj pomocy. Nie siedź sama z tym problemem i nie płacz. Wyjdź do ludzi. Jesteś ofiarą przemocy psychicznej. Zacznij chociażby od ośrodka leczenia alkoholizm, gdzie są grupy wsparcia i darmowa pomoc terapeutów. Jesteś prawdopodobnie osobą współuzależnioną skoro nie potrafisz odejść od człowieka, który ciebie niszczy. Jego nie zmienisz ale możesz pomóc sobie . Myśl tylko o sobie. Zajmij się sobą. Idź po pomoc póki jeszcze masz siłę. Ja też żyłam w toksycznym związku i długo to ukrywałam, ale grupa wsparcia oraz terapia indywidualna i grupowa bardzo mi pomogły. Tam znajdziesz ludzi w podobnych sytuacjach do twojej i nie będziesz już sama. To daje ogromną siłę. Innych nie zmienisz. Możesz tylko zmienić siebie.twój płacz nie wzbudzi w nim litości tylko agresję. Zycie jest zbyt krótkie aby marnować je przy kimś takim. Dasz radę. Powodzenia.Pozdrawiam

44

Odp: Partner z tzw. trudnym charakterem

Ta sytuacja to już czas przeszły rozumiem, nie aktualny. Pozdrawiam

Posty [ 44 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Partner z tzw. trudnym charakterem

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026