Cześć.
Nie wiem czy temat zakładam w dobrym wątku ale mam nadzieje, że tak.
Piszę tutaj w chwili, kiedy moje życie złamało się w pół.
Ale od początku.
Moi rodzice są małżeństwem od 24 lat.
W ostatnich latach nie układało się im zbyt dobrze. Moja mama zachorowała na schiofrenie, moja babcia też na to choruje. Często nachodziła moich rodziców w domu, nastawiała matkę przeciwko ojcu, robiła wszystko co chciała, znosiła śmieci do domu... ojca się nie słuchała w ogóle, choć mieszkanie należało do obojga. Matka non stop w pracy, w domu nic ją nie interesowało, ani zakupy, ani czystość, rachunki... szła do pracy o 5 rano to wracała koło 20. Wybuchały kolejne awantury w domu o kasę, o to, że nie ma się kto domem zająć, że babcia robi co chce, niszczy meble i że nie po to remontuje mieszkanie aby je zniszczyć.. Ja pomagałam w domu ile mogłam bo uczyłam się jeszcze. Starałam się mamie tłumaczyć, że tata wcale nie jest zły, że tyle dla nas robi, bo wziął na siebie obowiązki domowe, zakupy, sprzątanie, rachunki.. On był coraz bardziej sfrustrowany sytuacją... starałam się godzić jakoś te strony ale średnio mi się udawało. Awantury były co chwile.. ja już nie dawałam sobie rady.
Potem moja mama miała próbe samobójcza przez chorobę, wylądowała w szpitalu psychiatrycznym spędziła tam 4 miesiące, postawili ją na nogi ale to już nie była ta sama kobieta. Wróciła do pracy, brała leki i było ok. Jakoś się z ojcem zaczęli zgadzać.
W pewnym momencie zdecydowałam oddzielić swoje życie od rodzciów i zamieszkałam razem z moim narzeczonym.. Pojawiły się inne problemy, inna rzeczywistość, poczułam, że jestem samodzielna.
Od pewnego momentu zaczeło się znowu coś psuć.
Ojciec wychodził wieczorami, wracał do domu w nocy - tak opowiadała mi mama.
Powtarzał, że chodzi na drobne roboty ale ja już wiedziałam swoje.
Zaczął dbać o swój wygląd, non stop smsy.
W przeglądarce widniały strony portali randkowych.
Odkryłam, że mój ojcec zwyczajnie kogoś ma. Mama też się domyślała i ostatnio wzieła telefon ojca i przeczytała jego smsy. No i wyszło, że ojciec ma straszą od siebie kochankę.
Świat runął mi totalnie. Ale ja to jeszcze pół biedy.
Gorzej z moją mamą... Jest załamana. Strasznie się boje o nią, o jej psychikę, o to że znow bedzie chciała sobie coś zrobić.
Rozmawiam z nią codziennie, wygaduje kompletne głupoty, że a to pewnie dlatego, że nie chciała mu "zrobić loda", że jeszcze do niej to nie dociera, że pewnie się załamie. Słyszę w słuchawce głos zachrypnięty, a ja się staram ją pocieszyć, wmawiać, że damy rade.
Jeśli chodzi o ojca to mam uczucia strasznie mieszane. Z jednej strony wiem, że chciałby zmienić swoje życie, ale nie w ten sposób! Nie tak okrutnie. A z drugiej go nienawidzę, że zostawia mnie z tym wszystkim samą.
Zwróciłam się o pomoc do mojej chrzestnej (siotra mamy, jest żoną taty ojca). Ale ta mnie zmusza do rozmowy z ojcem bo to konieczne.... ale co? Co ja mam mu powiedzieć? Że źle robi? Przecież to wie. Że ma wrócić do matki? Mam na niego nakrzyczeć? Zmusić do czegoś? Nie mam pojęcia jak ta rozmowa między nami ma przebiegać.
To chyba on powinien ze mną porozmawiać, wyjaśnić? Ja nie wiem... Co on planuje? Przecież to jasne... wyprowadzi się za jakiś czas.
Czuje się z tym wszystkim sama... kompletnie sama.
Mój narzeczony mnie dopinguje, mówi, że damy radę, że mam dystansować się do tego bo zwariuje jak moja mama. Ale jak?
Mam wrażenie, że moje zycie się skończyło... ojcec odejdzie, ja będę musiała się zająć mamą. Moje marzenia, plany wszystko odleciało w siną dal. Jest mi tak strasznie przykro. Strasznie przykro.
Jutro jade do nich. Będę rozmawiała z ojcem ale wiem, że to nic nie da. Że to co będzie chciał to zrobi.. ja go do niczego nie zmuszę.
Ale mam nadzieje, że mi jakoś pomoże.. że mnie tak poprostu nie zostawi... ja mam 23 lata ja chce tyle rzeczy w życiu zrobić...
matule będę musiała namówić na wizyte do lekarza psychiatry.
Jestem jedynaczka.
Przepraszam jeśli to wszystko się nie trzyma kupy.
Łzy same plyną mi z oczu.