piszę do Was Drogie Kobiety o radę, podzielenie się podobnymi historiami bo już sama nie wiem co robić....
opiszę moją historię najkrócej jak to możliwe:
jestem mężatką od 8 lat z hakiem, w związku od 10... męża poznałam na wakacjach w radosnych okolicznościach, potem pojechałam do jego miasta na studia i tak się zaczęło. Zakochaliśmy się w sobie ale jak sie okazało po latach (w rozmowie) ani ja ani on nie byliśmy w swoich typach. On po burzliwym ale namietnym związku (skończony po zdradzie partnerki) ja jako DDA (Dorosłe dziecko alkoholika) poczuliśmy że jesteśmy sobie pisani. Wiele lat żyło się w miarę spokojnie, ze względu na to że ja jako DDA miałąm dosyć uległy charakter i robiłąm to co on powiedział, wszystko dla niego (w moim mniemaniu było to okazywanie uczucia i że "mi zależy). Nawet nasze życie erotyczne było "pod niego". Nie było tzw chemii... On dawał mi poczucie bezpieczeństwa, otaczał opieką jakiej wydawało mi się potrzebowałam..
Tak była na studiach i jakiś czas po tym... Pożniej okazało się że mąż nie jest zbyt zaradny zyciowo. Po stracie pracy nie mógł znaleść nowej a może i nie chciał?? Mieszkamy u jego matki (od początku) która przebywa za granicą i przyjeżdża na 2 miesiące w roku. (tu wtrące że mamusia wtrąca się w nasze życie a on nie umie tego opanować) Ale wszystko w domu jest po jej mysli. Mam daje też synkowi pieniądzę na utrzymanie
ja pracuje więc mój dochód też jest. I mężowi chyba jest tak wygodnie (wszyscy dookoła mi tak mówią), na papierosy ma, na słodycze też, na gry i inne przyjemności. I od czasu straty pracy popsuło się między nami.
Zobaczyłam że nie jest on partnerem którego oczekiwałam. Na początku jeszcze gotował a teraz już nic mu się nie chce robić nawet w domu. Nie mogłam na niego liczyć w ciągu tych ostatnich 2 lat, nie miałam oparcia w kłopotach, nie mogłam się poradzić. Bardzo odsuneliśmy sie od siebie. Dodam że zawsze był nastawiony na siebie, najpierw jego potrzeby a potem moje, chociaż on twierdzi że tak nie jest i że jest dobrym partnerem. JA od siebie dawałm ile mogłam czułość seks robiłam zakupy opłacałam rachunki, sprzątałam itp pomagałam mu jak mogłam.
Może też coś spieprzyłam po drodze nie mówie że jestem idealna. jestem raczej oszczędna w okazywaniu pożądania
i to też mu przeszkadza ale nie ukrywałam tego od początku.
trochę chaotycznie to napisałam....
problem ma taki że nie wiem co dalej... już kilka razy było o krok od rozwodu ale on twierdzi że kocha mnie nad zycie... ( w tym momencie napiszę że jego miłość była jakos bardzo zaborcza, jest zazdrosny, był czas kiedy nie miałam żadnych kolegów, na spotkania z moimi koleżankami przychodziliśmy razem... kontrola była telefonu maili itp. tłumaczyłam się gdzie co i z kim robie... o tańcach nie było mowy, zamknął mnie w domu, teraz kontrola też jest ale mniejsza. On twierdzi że w związku nie powinno być nic do ukrycia..)
Ja na początku wszystko przyjmowałąm i na wszystko i z wszystkim się godziłam.. Teraz wiem że to był błąd... Kiedyś byłam całkiem inna - otwarta życzliwa optymistka imprezowa szalona... wydaje mi się że mnie zmienił...
ale czy jest sens ratować ten związek?? skoro teraz widzę same wady męża?? Przeszkaadza mi chyba wszystko... najbardziej egoizm, niezaradność, brak odpowiedzialności (słynny tekst "jakoś to będzie") oporność przed "dorosłością" (prawie wszystko konsultuje z mamą) i to negatywne podejście do życia (nie uda mi się bo to i tamto, nie pójde na spacer bo zimno, leje itp) nie wiem czy go kocham dalej, coś czuje i jest mi go szkoda jako człowieka... Tylko nie wiem czy to miłość czy przyzwyczajenie.. kiedy był w szpitalu to szalałam z niepokoju i walczyłam o jego zdrowie... wówczas wydawało mi się ze kocham go...
tyle sie opisałam że nie wiem co chciałam się poradzić.... bardzo to skomlikowane i tyle jeszcze jest do opisania..
proszę zadawajcie pytania jak ktoś czegoś nie doczytał albo czegoś nie napisałąm...
bardzo jest mi ciężko z tym wszystkim zwłaszcza że na horyzoncie pojawił się inny facet.....
więc nie wiem czy ratować ten dziwny obecny związek czy go zakończyć i otworzyć się na nowe??
ale co jak nowe okaże się gorsze i będę żałować??
Proszę kobitki pomóżcie mi bo oszaleję....
bardzo proszę o rady i podobne historie - jak się skończyły...