netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

toksyczna miłość???

13 odpowiedzi3 186 wyświetleńzałożony przez sylka_30, 30.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » toksyczna miłość???

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

1

Temat: toksyczna miłość???

piszę do Was Drogie Kobiety o radę, podzielenie się podobnymi historiami bo już sama nie wiem co robić....

opiszę moją historię najkrócej jak to możliwe:
jestem mężatką od 8 lat z hakiem, w związku od 10... męża poznałam na wakacjach w radosnych okolicznościach, potem pojechałam do jego miasta na studia i tak się zaczęło. Zakochaliśmy się w sobie ale jak sie okazało po latach (w rozmowie) ani ja ani on nie byliśmy w swoich typach. On po burzliwym ale namietnym związku (skończony po zdradzie partnerki) ja jako DDA (Dorosłe dziecko alkoholika) poczuliśmy że jesteśmy sobie pisani. Wiele lat żyło się w miarę spokojnie, ze względu na to że ja jako DDA miałąm dosyć uległy charakter i robiłąm to co on powiedział, wszystko dla niego (w moim mniemaniu było to okazywanie uczucia i że "mi zależy). Nawet nasze życie erotyczne było "pod niego". Nie było tzw chemii... On dawał mi poczucie bezpieczeństwa, otaczał opieką jakiej wydawało mi się potrzebowałam..
Tak była na studiach i jakiś czas po tym... Pożniej okazało się że mąż nie jest zbyt zaradny zyciowo. Po stracie pracy nie mógł znaleść nowej a może i nie chciał?? Mieszkamy u jego matki (od początku) która przebywa za granicą i przyjeżdża na 2 miesiące w roku. (tu wtrące że mamusia wtrąca się w nasze życie a on nie umie tego opanować) Ale wszystko w domu jest po jej mysli. Mam daje też synkowi pieniądzę na utrzymanie yikes ja pracuje więc mój dochód też jest. I mężowi chyba jest tak wygodnie (wszyscy dookoła mi tak mówią), na papierosy ma, na słodycze też, na gry i inne przyjemności. I od  czasu straty pracy popsuło się między nami.
Zobaczyłam że nie jest on partnerem którego oczekiwałam. Na początku jeszcze gotował a teraz już nic mu się nie chce robić nawet w domu. Nie mogłam na niego liczyć w ciągu tych ostatnich 2 lat, nie miałam oparcia w kłopotach, nie mogłam się poradzić. Bardzo odsuneliśmy sie od siebie. Dodam że zawsze był nastawiony na siebie, najpierw jego potrzeby a potem moje, chociaż on twierdzi że tak nie jest i że jest dobrym partnerem. JA od siebie dawałm ile mogłam czułość seks robiłam zakupy opłacałam rachunki, sprzątałam itp pomagałam mu jak mogłam.
Może też coś spieprzyłam po drodze nie mówie że jestem idealna. jestem raczej oszczędna w okazywaniu pożądania wink i to też mu przeszkadza ale nie ukrywałam tego od początku.

trochę chaotycznie to napisałam....

problem ma taki że nie wiem co dalej... już kilka razy było o krok od rozwodu ale on  twierdzi że kocha mnie nad zycie... ( w tym momencie napiszę że jego miłość była jakos bardzo zaborcza, jest zazdrosny, był czas kiedy nie miałam żadnych kolegów, na spotkania z moimi koleżankami przychodziliśmy razem... kontrola była telefonu maili itp. tłumaczyłam się gdzie co i z kim robie... o tańcach nie było mowy, zamknął mnie w domu, teraz kontrola też jest ale mniejsza. On twierdzi że w związku nie powinno być nic do ukrycia..)
Ja na początku wszystko przyjmowałąm i na wszystko i z wszystkim się godziłam.. Teraz wiem że to był błąd... Kiedyś byłam całkiem inna - otwarta życzliwa optymistka imprezowa szalona... wydaje mi się że mnie zmienił...

ale czy jest sens ratować ten związek?? skoro teraz widzę same wady męża?? Przeszkaadza mi chyba wszystko... najbardziej egoizm, niezaradność, brak odpowiedzialności (słynny tekst "jakoś to będzie") oporność przed "dorosłością" (prawie wszystko konsultuje z mamą) i to negatywne podejście do życia (nie uda mi się bo to i tamto, nie pójde na spacer bo zimno, leje itp) nie wiem czy go kocham dalej, coś czuje i jest mi go szkoda jako człowieka... Tylko nie wiem czy to miłość czy przyzwyczajenie.. kiedy był w szpitalu to szalałam z niepokoju i walczyłam o jego zdrowie... wówczas wydawało mi się ze kocham go...

tyle sie opisałam że nie wiem co chciałam się poradzić.... bardzo to skomlikowane i tyle jeszcze jest do opisania..
proszę zadawajcie pytania jak ktoś czegoś nie doczytał albo czegoś nie napisałąm...

bardzo jest mi ciężko z tym wszystkim zwłaszcza że na horyzoncie pojawił się inny facet.....
więc nie wiem czy ratować ten dziwny obecny związek czy go zakończyć i otworzyć się na nowe??
ale co jak nowe okaże się gorsze i będę żałować??

Proszę kobitki pomóżcie mi bo oszaleję....
bardzo proszę o rady i podobne historie - jak się skończyły...

2

Odp: toksyczna miłość???

Chciałam jeszcze zapytać czy taki człowiek jak mój mąż może się jeszcze zmienić na lepsze??  Tzn wziąć odpowiedzialność za swoje życie, decyzje, zacząć myśleć o innych, odciąć pępowinę itp.
Czy któraś miała podobnie???

ps. oczywiście w natłoku mysli nie przedstawiłam się smile
mam na imię Sylwia ma 30 lat i pochodzę z małej mieściny a mieszkam teraz w wiekszej wink
mężatka, dzieci brak...

Witam wszystkich smile

3

Odp: toksyczna miłość???

podstawowe pytanie:
czego chcesz Ty i co czujesz?
Nie patrz na podobne historie, bo to żaden wyznacznik; jednym się udaje , a innym nie - jak ruletka

4

Odp: toksyczna miłość???

Podstawowe pytanie: czy Ty chcesz lub nie odejść od męża i zakończyć to małżeństwo, bez względu na to, czy ktoś się pojawił czy nie. A z następnym..., przecież sama wiesz jak jest. Nikt Ci nie da gwarancji, że się uda lub zapewni, że będzie wszystko ok. Tego nikt nie wie.

5

Odp: toksyczna miłość???

co ja czuję?? rozczarowanie, rozżalenie że tak się potoczyło moje życie, ale przede wszystkim rozczarowanie.... sad
a chcę być szczęśliwa po prostu.....

a teraz nie jestem... tylko nie wiem czy to przywiązanie czy jakaś dziwna zależność ale trudno mi będzie odejść od męża...
już nie raz było ostro (o krok od wyprowadzki) ale zawsze jakoś się rozeszło po kościach...
trochę trzyma mnie też sytuacja finansowa bo nie mam tu rodziny wiec mieszkanie musiałabym od razu wynająć a oszczędności brak ale bardziej obawa że mąż sobie nie poradzi jak go zostawie. Już nie raz w złości mówił że coś sobie zrobi jak odejde... Wiem że ci co tak móią rzadko to robią ale lęk zawsze jest....

poza tym ciągle łudzę się że mąż się zmieni, czy to oznaka że wciąż go kocham???
czy raczej przywiązanie i żal że nie zdążył dorosnąć i sobie nie radzi w życiu...
ale czy ja jestem od tego żeby się nim opiekować?? facet ma 32 lata a zachowuje się jakby miał z 16....

ten nowy facet nie wpływa w żaden sposób na to wszystko, ale jest jakby przeciwieństwem męża (zaradny, dojrzały, otwarty i optymistyczny) i nie wiem czy przez jego pryzmat nie zaczęłam dostrzegać więcej wad męża...
achhh jakie to wszystko trudne...

6 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2014-11-03 10:34:28)

Odp: toksyczna miłość???
sylka_30 napisał/a:

co ja czuję?? rozczarowanie, rozżalenie że tak się potoczyło moje życie, ale przede wszystkim rozczarowanie.... sad
a chcę być szczęśliwa po prostu.....

a teraz nie jestem... tylko nie wiem czy to przywiązanie czy jakaś dziwna zależność ale trudno mi będzie odejść od męża...
już nie raz było ostro (o krok od wyprowadzki) ale zawsze jakoś się rozeszło po kościach...
trochę trzyma mnie też sytuacja finansowa bo nie mam tu rodziny wiec mieszkanie musiałabym od razu wynająć a oszczędności brak ale bardziej obawa że mąż sobie nie poradzi jak go zostawie. Już nie raz w złości mówił że coś sobie zrobi jak odejde... Wiem że ci co tak móią rzadko to robią ale lęk zawsze jest....

poza tym ciągle łudzę się że mąż się zmieni, czy to oznaka że wciąż go kocham???
czy raczej przywiązanie i żal że nie zdążył dorosnąć i sobie nie radzi w życiu...
ale czy ja jestem od tego żeby się nim opiekować?? facet ma 32 lata a zachowuje się jakby miał z 16....

ten nowy facet nie wpływa w żaden sposób na to wszystko, ale jest jakby przeciwieństwem męża (zaradny, dojrzały, otwarty i optymistyczny) i nie wiem czy przez jego pryzmat nie zaczęłam dostrzegać więcej wad męża...
achhh jakie to wszystko trudne...

oj Sylka ,Sylka........... ale masz przekichane
wzięłaś sobie przyczepiłaś garba i go nosisz teraz,BEZ GODNOSCI ,facet ma 30 lat a utrzymuje go mamusia ,OMG ,to jest PATOLOGIA nic dodac nic ująć,on nawet nie jest gospodyniem domowym ;-) wiec na co ci TOTO,

gość uczepil się ciebie jak MAŁPA LIANY bo mu wygodnie,smiedzacy leń i pasożyt ,który zeruje na innych,tej matki o wogole nie rozumiem,daje ciężko zarobiona kase tej pijawce??? bezrozumna istota

niczego nie osiągniesz z tym  wiecznym niedorostkiem,to taki typ co nie ma ambicji,wystarczy mu koryto i to ze dostanie dupy raz na jakiś czas a i jeszcze tak jak on chce,zyje jak zwierze i potrzeby ma tez zwierzęce,ochyda

o ile rzadko czuje do innych cos takiego jak pogardę to tutaj ja poczułam,usprawiedliwiona jest twoja wscieklosc na to indywiduum,wez się go pozbadz i zacznij zyc jak ludzie,

wybacz ale będę brutalna,nic z tego nie wydziergasz,facet ma zycie wewnętrzne na poziomie kalafiora i nie wierze w przemianę ani w naprawę ,bo to leser i bezambitna pijawka,wyssie z ciebie soki tylko

7

Odp: toksyczna miłość???
LUSILJU napisał/a:
sylka_30 napisał/a:

co ja czuję?? rozczarowanie, rozżalenie że tak się potoczyło moje życie, ale przede wszystkim rozczarowanie.... sad
a chcę być szczęśliwa po prostu.....

a teraz nie jestem... tylko nie wiem czy to przywiązanie czy jakaś dziwna zależność ale trudno mi będzie odejść od męża...
już nie raz było ostro (o krok od wyprowadzki) ale zawsze jakoś się rozeszło po kościach...
trochę trzyma mnie też sytuacja finansowa bo nie mam tu rodziny wiec mieszkanie musiałabym od razu wynająć a oszczędności brak ale bardziej obawa że mąż sobie nie poradzi jak go zostawie. Już nie raz w złości mówił że coś sobie zrobi jak odejde... Wiem że ci co tak móią rzadko to robią ale lęk zawsze jest....

poza tym ciągle łudzę się że mąż się zmieni, czy to oznaka że wciąż go kocham???
czy raczej przywiązanie i żal że nie zdążył dorosnąć i sobie nie radzi w życiu...
ale czy ja jestem od tego żeby się nim opiekować?? facet ma 32 lata a zachowuje się jakby miał z 16....

ten nowy facet nie wpływa w żaden sposób na to wszystko, ale jest jakby przeciwieństwem męża (zaradny, dojrzały, otwarty i optymistyczny) i nie wiem czy przez jego pryzmat nie zaczęłam dostrzegać więcej wad męża...
achhh jakie to wszystko trudne...

oj Sylka ,Sylka........... ale masz przekichane
wzięłaś sobie przyczepiłaś garba i go nosisz teraz,BEZ GODNOSCI ,facet ma 30 lat a utrzymuje go mamusia ,OMG ,to jest PATOLOGIA nic dodac nic ująć,on nawt niie jest gospodyniem domowym ;-) wiec na co ci TOTO,

gość uczepil się ciebie jak MAŁPA LIANY bo mu wygodnie,smiedzacy leń i pasożyt ,który zeruje na innych,teej matki o wogole nie rozumiem,daje ciężko zarobiona kase tej pijawce??? bezrozumna istota

niczego nie osiągniesz z tym  wiecznym niedorostkiem,to taki typ co nie ma ambicji,wystarczy mu koryto i to ze dostanie dupy raz na jakiś czas a i jeszcze tak jak on chce,zyje jak zwierze i potrzeby ma tez zwierzęce,ochyda

o ile rzadko czuje do innych cos takiego jak pogardę to tutaj ja poczułam,usprawiedliwiona jest twoja wscieklosc na to indywiduum,wez się go pozbadz i zacznij zyc jak ludzie,

wybacz ale będę brutalna,nic z tego nie wydzergasz,facet ma zycie wewnętrzne na poziomie kalafiora i nie wierze w przemianę ani w naprawę ,bo to leser i bezambitna pijawka,wyssie z ciebie soki tylko

o jeszcze doczytaam,ze cie straszy z e sobie cos zrobi,wrrrr manipulant,boi się ze trzeba będzie wziasc się do roboty,gnida pasozytnicza,gon to ,nie zasłaniaj się tym ze sobie nie poradzisz,ty???przecież to ty masz więcej energii w tej parodii malzenstwa ,on zyje na twój koszt ,nie tylko materialnie ,ale przede wszystkim MENTALNIE

8

Odp: toksyczna miłość???

Dzięki Lusti za odpowiedź, potwierdziłaś słowa moich przyjaciół....
własnie wszyscy naokoło mówią mi żebym kopnęła go w dupę i była szczęśliwa sama lub z kimś innym...
ale.... nie wiem czy ja jestem już uzależniona od niego ale gdy tak ludzie mówią "zostaw go, on jest taki i taki" to mi robi się go żal i jak tak patrze na niego to naprawdę jest mi go ogromnie szkoda... Kiedyś taki nie był dupowaty, był charyzmatyczny, miał swoje zdanie na każdy temat, był wytrwały (ale tylko w tym co go interesowało). Później zaczęły się używki i to go zmieniło i zniszczyło. Ja też na studiach używałam z nim (ale mniej) ale ja w porę zrezygnowałam, on tego nie pojmuje albo nie chce że to wszystko przez te używki, potem był szpital, depresja psychoza i powrót do domu.... (oczywiście teściowa stwierdziła że to wszystko moja wina smile )
Teraz bierze  leki psychotropowe i jest taki zamulony po nich, ale nie to jest najgorsze. najgorsze jest to że on nic z tym nie robi... Nie chce pójść na spacer, na terapie, na masaż, na basen... dopiero jak ja z nim pójde to wykazuje jakąś inicjatywę... ale ja pracuje 8 godzin i chciałabym żeby poszedł sam na spacer a on potrafi wyjść na zakupy i tyle go widziano na świeżym powietrzu...
achh wiem że nie jesteście lekarzami ale jak mam go zostawić w takim stanie??? coraz częściej myślę żeby wyprowadzić go z tego zamulenia, przygotować do życia w społeczeństwie i wtedy odejść.... Tylko czy to nie będzie gorsze???

CZasem czuje się jak w matni - z jednej strony mąż (nieporadny i biedny w oczach teściowej) a z drugiej strony jego mamusia która tylko robi wyrzuty jaką jestem złą żoną... Męczą mnie oboje, już nie wiem które bardziej...

a jeszcze dodam że chcę rozstać się w przyjaźni albo chociaż nie w złości bo on jest typem socjopaty i może utrudniać mi zycie po rozwodzie... ale jak to zroobić żeby nie skrzywdzić mężą skoro tak mnie kocha (albo mu się wydaje) i mieć spokój potem??

9

Odp: toksyczna miłość???
sylka_30 napisał/a:

Dzięki Lusti za odpowiedź, potwierdziłaś słowa moich przyjaciół....
własnie wszyscy naokoło mówią mi żebym kopnęła go w dupę i była szczęśliwa sama lub z kimś innym...
ale.... nie wiem czy ja jestem już uzależniona od niego ale gdy tak ludzie mówią "zostaw go, on jest taki i taki" to mi robi się go żal i jak tak patrze na niego to naprawdę jest mi go ogromnie szkoda... Kiedyś taki nie był dupowaty, był charyzmatyczny, miał swoje zdanie na każdy temat, był wytrwały (ale tylko w tym co go interesowało). Później zaczęły się używki i to go zmieniło i zniszczyło. Ja też na studiach używałam z nim (ale mniej) ale ja w porę zrezygnowałam, on tego nie pojmuje albo nie chce że to wszystko przez te używki, potem był szpital, depresja psychoza i powrót do domu.... (oczywiście teściowa stwierdziła że to wszystko moja wina smile )
Teraz bierze  leki psychotropowe i jest taki zamulony po nich, ale nie to jest najgorsze. najgorsze jest to że on nic z tym nie robi... Nie chce pójść na spacer, na terapie, na masaż, na basen... dopiero jak ja z nim pójde to wykazuje jakąś inicjatywę... ale ja pracuje 8 godzin i chciałabym żeby poszedł sam na spacer a on potrafi wyjść na zakupy i tyle go widziano na świeżym powietrzu...
achh wiem że nie jesteście lekarzami ale jak mam go zostawić w takim stanie??? coraz częściej myślę żeby wyprowadzić go z tego zamulenia, przygotować do życia w społeczeństwie i wtedy odejść.... Tylko czy to nie będzie gorsze???

CZasem czuje się jak w matni - z jednej strony mąż (nieporadny i biedny w oczach teściowej) a z drugiej strony jego mamusia która tylko robi wyrzuty jaką jestem złą żoną... Męczą mnie oboje, już nie wiem które bardziej...

a jeszcze dodam że chcę rozstać się w przyjaźni albo chociaż nie w złości bo on jest typem socjopaty i może utrudniać mi zycie po rozwodzie... ale jak to zroobić żeby nie skrzywdzić mężą skoro tak mnie kocha (albo mu się wydaje) i mieć spokój potem??

a ty co Matka Teresa jestes?toż to dorosly chlop ,nie mozesz przejmowac
za niego odpowiedzialności ,jeśli on nie chce nic z tym zrobić,
przecież to jakiś totalny kanal jest ,a ty na 100% jestes wspoluzalezniona a nie ,ze chyba
masz mu zamiar matkowac sama sie wykanczajac

a jego matka spycha na ciebie odpowiedzialność za to co sama wychowala
i tak tkwisz w tym syfie,ale to twój syf ,zawsze mozesz posprzatac

10

Odp: toksyczna miłość???

Ja nie nazwałabym tego co Was łączy toksyczną miłością to raczej jakiś ochłap który po niej został. Oboje nie dbaliście o to uczucie więc uschło i wisi jak pożółkły liść jesienią.
Myślę że prędzej czy później zmęczenie psychiczne całą tą chorą sytuacją spowoduje że uciekniesz. Dobrze jeśli będziesz kierowała się własną, niezależną decyzją. Ten nowy który się pojawił już Cię zainspirował ale mimo to jeszcze się wahasz. Lepiej gdybyś dała sobie czas i odrazu nie angażowała w nowy związek. Za dużo w Tobie uczuć związanych z tym co było. Każdy z nas ma prawo być szczęśliwym, jeśli chcesz zmienić swoje życie zrób to ale po kolei. Masz jeszcze szansę rozegrać to fair. Wymaga to czasu, konsekwencji i sporej dawki cierpliwości ale lepiej zacząć nowy rozdział z czystą kartą.

11

Odp: toksyczna miłość???

Sądzę, że nie rozstaniesz się z nim. Nie dlatego, że on ci nie pozwoli, tylko dlatego, że ty sama ostatecznie wycofasz się z takiego pomysłu. Znam taki stan jak własną kieszeń. W związku wszystko sypie się na całego z winy mojego partnera, a ja po raz setny daję mu kolejną szansę. Doskonale wiem, że on się nie zmieni, jest podły, zaborczy, małomówny, oschły, zakłamany, a mimo to z nim jestem. Dlaczego? Bo jestem tak przytłoczona przez samotność, brak wsparcia, że nawet nie chce mi się udawać, że mogłabym go wyrzucić albo zostawić. Jesteśmy związani ze sobą nie miłością, którą on mi czasami wyznaje, lecz jadem złości, który sączymy sobie do duszy tak często jak tylko się da. Wiem, że to jest złe i nienormalne, ale po prostu nie mam siły rozstać się z nim i od początku szukać ciekawej karuzeli. Chyba boję się, że znów wsiądę do popsutego wagonika.

12

Odp: toksyczna miłość???

rozumiem cie aresnik... wiem o czym piszesz.... ja też nie miałam wsparcia (rodzina daleko, przyjaciół praktycznie brak przez zaborczość męża) dopiero jak zmieniłam pracę poznałam fajnych ludzi i stali się oni moimi przyjaciółmi (tylko dwoje). Wsparcie się znalazło więc trzeba wierzyć i trochę poszukać fajnych ludzi dookoła nas... Wsparcie jest bardzo potrzebne, bez tego czujemy że to wszystko nie ma sensu i że jesteśmy skazane na takie zycie na zawsze...
a to nie prawda, jak napisała dobraBaba "Każdy z nas ma prawo być szczęśliwym" i ja się z nią zgadzam, o swoje szczęście też trzeba walczyc i to czasem drastycznie... ja też czułam że jestem sama i to było bardzo złe i bardzo przytłaczające.. ale można być samym ale nie samotnym... i czy nie lepiej być samemu niż męczyć się i marnieć w toksycznym związku??????

ja owszem waham się co powinnam zrobić, jednego dnia postanawiam że to koniec już na zawsze a drugiego myślę czy by nie dać jeszcze jednej szansy...
ostatnio jak rozmawialiśmy o naszym związku to mąż powiedział że dajemy sobie czasu i jeżeli on się nie zmieni to odda mi wolność... Ucieszyło mnie to bardzo.. czyżbym jednak chciała zakończyć definitywnie to małżeństwo??
czasem obawiam się że są we mnie te resztki dziwnej miłości i po cichu liczę że mąż się zmieni i mi uczucie powróci i będzie dobrze... czy to znaczy że wciąż go kocham??? już sama nie wiem...

13

Odp: toksyczna miłość???

Wyjedźcie gdzieś razem. Na neutralnym gruncie wszystko wygląda klarowniej.

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » toksyczna miłość???

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026