Witam. Nie byłam pewna jak nazwać ten temat i w jakim dziale powinnam go umieścić dlatego też postanowiłam zrobić to tutaj.
Jeżeli Temat lub dział jest nieodpowiedni, przepraszam.
Nie jestem pewna jak opisać mój problem.
Może zacznę od tego, że w moim życiu nie miałam nigdy dobrego męskiego modelu, który obudził by we mnie zaufanie do mężczyzn, więc i takiego nie mam, boję się mężczyzn, oczywiście jest parę wyjątków, ale to ludzie których długo znam. Tak samo jest z moim, mężczyzną, ale właśnie jest pewne ale.
Moi rodzice są razem, ale ja większość życia spędziłam w szpitalach, a jak już byłam w domu to mój ojciec cały czas pracował po 12 godzin, a później chodził odwiedzać moją siostrę, jej męża i wnuczka, więc kiedy wracał ja już spałam, później kilka lat pracował za granicą, a później jak ponownie zaczęliśmy mieszkać razem on jak był w domu, siedzi cały dzień przed telewizorem, a ja unikam kontaktu, bo pije, nie upija się rzadko, ale pije codziennie. Nauczył wszystkich, że musimy chodzić koło niego na paluszkach i przytakiwać mu dla świętego spokoju, bo inaczej będzie się na nas darł, rzucał rzeczami i strzelał fochy. W pracy obrabia nam dupę. Jak jest pijany jest gorzej. raz porozwalał mi wszystko w pokoju: zrzucił wieżę stereo, książki,
Nigdy nie opowiedziałam o tym mojemu chłopakowi, jedyne co mówiłam to, że nie mogę się doczekać, aż się wyprowadzę. I, że mój ojciec jest okropny. Teraz od ok. 3 miesięcy mieszka z nami, uważa że mój ojciec jest spoko. I nie dziwię się, bo jak to moja siostra mówi, kto go nie zna to go kupi, na początku ludzie go lubią, bo nie wiedzą jaki jest - Tak było z jej znajomymi i jest z moimi. Nie widzi problemu. A ja przez stres choruję i jestem tym wszystkim już naprawdę zmęczona.
Ale przechodząc do meritum, bardzo boję się, że mój chłopak mnie zostawi lub nie będzie spędzał ze mnie czasu. Boję się też zacząć z nim współżyć, ponieważ boję się, że coś się zmieni na gorsze? Że seks zniszczy nasz związek, bo aktualnie nie jesteśmy na swoim, a u mnie w pokoju drzwi się nie zamykają i nie będziemy mogli tego robić kiedy tylko chcemy, a i tego, że mnie zostawi, a nie chcę mieć nie wiadomo ilu partnerów. Co jakiś czas zastanawiam się, czy nie planuje mnie zostać. Dla mnie końcem tego lęku, będzie konkretny krok z jego strony w tym przypadku zaręczyny. To mi pokażę, że zamierza ze mną być i chce wziąć odpowiedzialność za ten związek i jego konsekwencje. Nie mówię, że od razu mamy brać ślub, ale to da mi pewność, że jak coś będzie nie tak to nie spakuje się i nie wyjdzie, tylko zamierza nawet wtedy nad tym ze mną pracować.
Kiedyś rozmowa o ślubie na zasadzie moich opowieści przerodziła się w kłótnie i powiedziałam, że dobrze w takim razie nigdy już nie podejmę tematu ślubu, ani zaręczyn, chociaż mnie to męczy. Od tamtej pory mam problemy z mówieniem o przyszłości w temacie nas. Np. nasze dzieci, nasz dom, będziemy mieli to, tamto, siamto. I w jakiejś części mojego mózgu włączyła się lampka awaryjna z napisem: "on Cię nie chce" i chociaż staram się ją wyłączyć, gdzieś z tyłu głowy wciąż to mam.
Nie wiem co mam zrobić, troszkę się męczę. Czy jest jakiś sposób, abym mogła pokonać lęki i w pełni mu zaufać? Boję się opowiedzieć mu o tym jaki naprawdę jest mój ojciec i dlaczego tak bardzo zależy mi na zaczęciu wspólnego życia na własną rękę. Nie wiem już co robić. Dlatego też proszę o jakieś porady i wasze spojrzenie w tej sprawie. Będę naprawdę wdzięczna.
P.S. Jeszcze dodam, że mój chłopak nie daje mi jakiś szczególnych powodów do lęków i czuję się przy nim bezpieczna i szczęśliwa. W jego obecności te lęki pojawiają się bardzo rzadko, ewentualnie w nocy. Gorzej jest jak go nie ma obok np. jest w pracy.