Mam 24 lata i nie wiem co dalej robić. Na każdej płaszczyźnie mojego życia jest źle. Nie widzę sensu w niczym.
1. Praca - porażka. Skończyłam studia ekonomiczne, został mi jeszcze jeden kierunek, ale strasznie się go wstydzę i nadmiernie się nim nie chwalę, bo nie ma czym, kierunek jest totalnie beznadziejny, zaczęłam go właściwie przez przypadek, ale to temat na odrębną historię. Przez ostatnie kilka miesięcy byłam na stażu w firmie, robiłam beznadziejną robotę, już na samym początku pracy, moje współpracowniczki powiedziały mi "to jest najgorsza robota", "tu się nie rozwiniesz", no i rzeczywiście tak było. Strasznie tej roboty nie lubiłam, jedyne co było fajne w tej firmie to fakt, że było dużo ludzi młodych no i ogólnie ta firma dobrze się kojarzy, gdy komuś mówiłam gdzie pracuje to było "o wow", ale jak się pytali co tam robię to koloryzowałam rzeczywistość, bo wstydziłam się przyznać to tak naprawdę tam robiłam. Odeszłam z firmy, zresztą od początku miałam taki plan, ze po skończeniu umowy spadam stamtąd, chyba, że znalazłoby się stanowisko, gdzie robiłabym coś innego, no i właśnie nie bardzo się znalazło, chociaż gdybym na upartego chciała, to pewnie by tak było. Ale podążałam za swoim planem. Obecnie nie pracuję i nie wiem co dalej robić, tak jak pisałam mam drugie totalnie beznadzieje studia, ale chciałam wyjechać gdzieś za granicę, język podszkolić, zdobyć doświadczenie w ramach praktyk, ale nie jest to takie proste znaleźć cokolwiek. No i siedzę w domu, jedynie dwa razy w tyg jeżdżę na uczelnie, a tak to nie robię nic, myślę co zrobić dalej, szukam jakichś ofert za granicą, ale nikt mnie nie chce. Myślę, żeby też szukać pracy tu w PL, ale jeśli np. dostałabym pracę od listopada, czy grudnia to (wiem, to okropnie głupi powód)to nie mogłabym jechać na pewien wyjazd organizowany pod koniec roku połączony z sylwestrem, bo nie dostałabym urlopu, a boję się, że w sylwestra będę siedzieć sama w domu, co niestety już się zdarzało i zawsze następny rok był beznadziejny.
2. Życie uczuciowe- porażka. Od zawsze przyciągałam jakichś zakompleksionych nieudaczników, pewnie dlatego, że sama taka jestem, próbowałam to zmienić, ale po jakimś czasie to wszystko wraca jak bumerang. Byłam w jednym związku, ale była to farsa, nie związek, czułam się najbrzydszą kobietą na świecie, odżyłam kiedy się rozstaliśmy. No i teraz znów jestem sama, ale dobrze mi z tym, właściwie po cholerę mi facet? Same problemy tylko, jednakże gdy widzę zakochaną parę znajomych, to narasta we mnie uczucie zazdrości. Od ponad roku łazi za mną pewien osobnik, wyjątkowo słaby osobnik, niemęski, nieogarnięty, niezaradny, nieśmiały itp. No i odczepić się nie chce, mimo, że mu raz powiedziałam, żeby się odczepił. I nawet nasi wspólni znajomi stwierdzili, żebym raczej kogo innego szukała, i już nie spotykamy się razem, tylko ja sama spotykam się z nimi. Nie mam nadziei na to, że spotkam kogoś normalnego i będę szczęśliwa. Zresztą co chwilę mam wrażenie, że za chwilę umrę, że nie będę żyła długo i że się tego nie doczekam.
3. Życie rodzinne - porażka. Zapewne te wszystkie problemy wyżej wymienione wynikają z mojej sytuacji rodzinnej. Nadopiekuńcza mama, nieobecny duchowo tata. Z mamą mam bardzo dobry kontakt, natomiast z tatą nie rozmawiam prawie w ogóle mimo iż razem mieszkamy,. właściwie to nie pamiętam, kiedy ostatni raz z nim rozmawiałam. On jest zamknięty w sobie, wycofany, zawsze jak próbuje się do niego zbliżyć, czuje się odrzucona, nie znam go, nie wiem jaki jest. Mama nie ma o nim dobrego zdania, a ja nie wiem. Gdy byłam dzieckiem, było bardzo dużo kłótni, nie było alkoholu ani przemocy, ale cały czas darcie się na siebie i w sumie to żyłam trochę w strachu.
4. Zdrowie- porażka. Mam bardzo dużą wadę wzroku, ale już się chyba z tym pogodziłam. Natomiast nie pogodziłam się i nie pogodzę z problemami hormonalnymi, które rujnują mi życie, raz już byłam w szpitalu, przeszłam operacje, co chwile mam problemy z okresem, właściwie to go nie ma, nadmierne owłosienie, masakra. Lecze sie, ale nie przynosi to rezultatu. Nie wiem czy bede mogła mieć dzieci. A przy tych schorzeniach to juz najwyzsza pora, bo im pozniej tym szanse maleja. I nie wiem co robic
Gratuluje, jesli ktos dotrwał do tego miejsca. Doradzcie prosze co robic?? Obecnie zyje w zawieszeniu. Siedze w domu, z nikim sie nie spotykam, znajomi do mnie pisza, a ja nie wiem co odpowiedziec,bo sie wstydze swojej obecnej sytacji, od kilku miesiecy mowiłam, ze chciałabym wyjechac za granice na staz i w sumie tez z tego powodu odeszłam z firmy, niestey stazu nie znalazłam i w ogole sie nie zapowiada. Chciałabym wyjechac na 3 miesiace, ale teraz jest beznadziejny okres, bo za niedługo swieta, a jak wyjade od stycznia, wroce to bedzie kwiecien i bede stara, a kiedy poszukiwania faceta, zakładanie rodziny? A może szukać pracy tutaj, ale to by sie wiazało z utrata studiów (wiem, ze beznadziejne, ale jak zaczełam to moze jednak warto by skonczyc). Nie wiem, nic już nie wiem. I nigdy nie wiedziałam co chce robic w życiu. Bardzo przejmuje sie opinia innych i od razu jak sobie cos wymysle, to w głowie pojawiaja mi sie znajomi i ich opinie, reakcje na moje decyzje.
Co robić???