Jestem z pewną dziewczyną od roku. Tak, od roku bo prawdę mówiąc dwa miesiące spędziliśmy na dwóch kontynentach. Poznałem ją w kwietniu zeszłego roku, wyczułem od razu, że jest wyjątkowa jednak podchodziłem do tego z dystansem bo jest to mój pierwszy związek i nie chciałem angażować się na chwilę. Po prostu chciałem mieć pewność, że wiem co robię. Wiedziałem, że na wakacje ma wyjechać ale mimo wszystko przed wyjazdem zebrałem się, żeby powiedzieć jej, że zależy mi na niej i chcę z nią być.
Dwa miesiące rozmawialiśmy przez Skype i wszystkie możliwe komunikatory. Wakacje przed komputerem zleciały szybko. Wróciła.
Miałem zabrać się z jej rodzicami na lotnisko do Poznania jednak nie byłem jeszcze w tedy pełnoletni i moja matka nie była by sobą gdyby nie znalazła tysiąca problemów i uniemożliwiła mi wyjazd. Bardzo na to liczyliśmy, nasz związek był.. Był niejasny.
Miłość na odległość..
Ale czekałem na jej przyjazd u niej w domu z kwiatami i kiedy ją zobaczyłem to tylko przyszła do mnie i staliśmy tak przytuleni przez niewiadomą ilość czasu..
Miała mi za złe, że nie przyjechałem, byłem w stanie to zrozumieć bo jeszcze nie do końca znaliśmy nasze problemy.
Byliśmy bardzo blisko. Rozmawialiśmy o wszystkim. Zaczarowała mnie.
Bywałem u niej naprawdę często, wypytywałem o zajęcia, znajomych, aktualną książkę czy rodzinę.
Długo nie widziałem tego, że zaczynam zapominać o jej zaangażowaniu a sam sobą wypełniam tę lukę. Róże, rysunki i inne bzdury.
Zacząłem zauważać, że czegoś mi brakuje, że mimo tak wielkiego uczucia coś zaczyna odstępować od normy i coraz bardziej rzuca się w oczy. Długo zajęło mi uświadomienie sobie, że obowiązek utrzymania tego spoczął na moich barkach..
Wyjechałem na dwa tygodnie na obóz sportowy. Powiedziałem sobie, że sprawdzę na ile jest w stanie się zainteresować. Oczywiście dałem znać, że dojechałem i wszystko w porządku. Ale co dalej?
Dzwoniłem do niej wieczorami aż pewniego razu zdecydowałem zaczekać na jej ruch.
..Po trzech dniach dostałem SMS'a "Co tam?" - była to pierwsza z wielu kolejnych martwiących mnie oznak.
Odpisałem i czekałem na odpowiedź do następnego dnia.
Zmieniło mnie to.
Po powrocie nasze relacje mocno upadły. Wychodziliśmy rzadko, wpadłem w coś co mówiło mi "daj jej pole do popisu".
Ale po jakimś czasie w niespodziewanym momencie usłyszałem od niej o przerwie..
Całkiem mnie to złamało i odszedłem mówiąc "rób co chcesz, ja do niczego Cię nie zmuszę" - wiedziałem co oznacza przerwa. Naiwnie liczyłem na to, sama zauważy w czym rzecz i zacznie działać. Jednak ona chciała zwiększyć dystans. Nie wiedziała czy mnie kocha.
Stałem się obiektem pocieszenia i chwilowego zainteresowania w jej przepełnionym schematem życiu. Nie umawia się ze znajomymi, kontaktuje się głównie z kuzynkami i znajomą która wyjechała jakiś czas temu do innego miasta uczyć się. Brakowało tu dla mnie miejsca na dłużej. Jednak następnego dnia zadzwoniłem i spotkaliśmy się. Zapytałem czy będąc tak długo osobno przerwa jest dobrym pomysłem, czy mogę nadal patrzeć na nas jak na parę. Zmieniła zdanie.
Poprawa była krótka. Zacząłem wyczuwać, że coraz bardziej przypominam nieco natrętnego przyjaciela niż kochanego chłopaka.
Do wszystkiego zaczął udzielać się jej były który uwielbiał wypisywać do niej czy ma może wolny wieczór na film lub pogadankę. Wiedziała, że to wszystko zaczyna mnie przytłaczać jednak nie powstrzymało jej to żeby przytoczyć do dyskusji jej rozmowę z ex i jak to mieli o czym rozmawiać i że między nami jest coraz gorzej.
Nie mam pojęcia jak to zniosłem.
Mówiła, że nie lubi jak do niej tak pisze, i że po prostu jest natrętny, ma głupkowaty humor.
Jednak któregoś razu odpisała mu - "jestem poza domem" (była ze mną) ...
Porozmawiam z nim sobie, to pewne. Ale o tym może później. ![]()
Kilkakrotnie starałem się ją wyciągnąć na boisko jednak za każdym razem wykręcała się. Ostatnio zdecydowała się że dojdzie do mnie o 19..Zadzwoniła przed wyjściem, że na dworze zimno, odpowiedziałem jej:
-"znalazłaś czas, teraz nie masz ochoty"
-"No dobrze.. Idę.."
Pomyliła boiska i poszła do mnie do domu. Kiedy przyszedłem spojrzała na mnie z zawodem jakbym zrobił coś nie tak.
Jakby dawała mi znać, że nie daję się urabiać..
Czemu?..
Ludzie pytają się czemu już nie wychodzimy, czy jesteśmy jeszcze razem...
Powiedziałem sobie kiedy zwątpiła "jeżeli mnie nie kocha spraw by zaczęła"
Nadal udaję, że między nami dobrze i liczę, że zacznie się angażować. Przecież nie jestem w stanie jej do tego zmusić. Ten stan mnie dobija. Nie potrafię rzucić jej wszystkiego w twarz, wywołać przełomu.
Żyję chwilą i staram się być szczęśliwy mimo trudności. Ona poświęca swoje życie i nasz związek na rzecz swoich ambicji. Nie mam zamiaru siągać jej na dno ale czas zmienić zasady gry. Mam już dość.
Dziękuję wszystkim, którzy przebrnęli przez ten wątek.