Witam,założyłam tutaj konto, gdyż mam problem i chciałabym opinii osób bezstronnych...otóż zacznę od początku...byłam w związku przez ponad trzy lata,naprawdę bardzo kochałam tego mężczyznę a on kochał mnie,chcieliśmy się pobrać jednak ja byłam jeszcze młoda bo miałam zaledwie 19lat a mojej rodzinie ten chłopak nie odpowiadał mimo że był pracowity,nie pił ani nic podobnego,był spokojny i dobrze wychowany,jedynym problemem było to,że uważał,że nie musi ''adorować'' i podlizywać się mojej siostrze,która wtedy była jakby głową rodziny (tata mój umarł a mama była w rozpaczy i nie dawała sobie rady). Bardzo często mi dogyzała i naciskała abym z nim zerwała,chciała abym związała się z bratem jej dobrego przyjaciela,przez co i w naszym związku coraz częściej dochodziło do kłótni...w końcu już nie mogłam tego znieść,bo trwało to ponad rok,zerwałam ze swoim chłopakiem i zgodziłam sie spotkać z tamtym,okazał się miłym i dobym facetem,zostaliśmy parą,po 1,5roku wzieliśmy ślub,teraz jesteśmy już 7lat po ślubie,mamy dwoje dzieci...na poczatku było całkiem dobrze i w życiu i w sypialni,to z nim straciłam dziewictwo,razem odkrywaliśmy siebie i swoje upodobania,docieraliśmy się,wszystko jak w normalnym związku...wszystko sie zmieniło kiedy urodziłam drugie dziecko,jako ojcu,mężowi i partnerowi niczego nie mogę mu zarzucić,stara sie,pomaga,czesto mi mowi jak mnie kocha,pokazuje że jestem dla niego atrakcyjna,pociągająca,najważniejsza...ja jednak wogóle straciłam do niego pociąg,podoba mi się jako facet,jest przystojny i dobrze zbudowany ale nie potrafię wzbudzić w sobie znowu namiętności do niego...bardzo się staram i on też robi wszystko żeby mo pomóc ale nic z tego nie wychodzi...jest dla mnie obojętny fizycznie...za to coraz częściej śni mi się mój były,nawet podobaja mi się faceci mający podobny typ urody co on,mimo że nie jest tak przystojny jak mój mąż...proszę powiedzcie co o tym myślicie,naprawdę chcę żeby między nami znowu była namiętność,bardzo tego potrzebuję...
Podobne tematy
Możliwe że jest to spowodowane 2 ciążą i jestes przemęczona i nie figle Ci w glowie. Może warto spędzić weekend tylko we 2 bez dzieci?
Okres przydatności minął, teraz kolejny ![]()
Nic nie zrobisz jak sobie wzdychasz do innych.
jak ktoś nie ma problemów to sobie szuka na siłę
Odnoszę wrażenie, Ladybird, że nie napisałaś wszystkiego...
też mi się tak wydaje , coś nie pasuje....
stokrotka162 każdy ma problemy,tylko na większość nie mamy wpływu,jeśli pisząc swoją opinię chciałaś mi pomóc to bardzo dziękuję,choć mam wrażenie że chciałaś mi poprostu dowalić...mam tylko nadzieję że nie mówisz tego swoim dzieciom,kiedy przychodzą z kolejnym błahym (dla ciebie) problemem,z reszta tak samo błahych, wg ciebie, poblemów na tym forum pełno...więc może nie wypowiadaj się ,jeśli nie chcesz pomóc,bo możesz komuś,całkiem niepotrzebnie,sprawić przykrość...
co do innych odpowiedzi to niczego nie ukrywam,poprostu nie wiem co jeszcze mogłabym napisać dla aby bardzie dopełnić sytuację,coś co dla mnie jest nieważne.może być istotne dla was...napewno do tej całej sytuacji dokłada się niedawna ciąża, chodzi jednak o to,że my nie pobraliśmy się z miłości...lubiliśmy się,on także był po nieudanym związku,kilka lat był z dziewczyną,ktora go zdradziła i panicznie bała się mieć z nim dzieci,kilkakrotnie bała tabletki wczesnoporonne mimo że on na to nie naciskał,czesto powtarzał że zawsze chciał mieć dużą rodzine,zawsze go dziwiło że tak się boi mieć z nim dziecko skoro mieli w planach się pobrać...tak więc można powiedzieć że nasz związek miał w ten czy inny sposób zaleczyć nasze rany,uznaliśmy że skoro miłość nie dała nam szczęścia to może związek zrodzony z pzyjaźni sie uda...
nieodmiennie mnie zadziwia jak można zerwac z kims kogo rzekomo bardzo się kocha bo mama, siostra kazala
wniosek ty go nie kochalas, tylko ci się tak wydawalo
cieszę się że ty jesteś na tle silna,że wytrzymałabyś ponad rok wiecznego dowalania i naciskania,byłam młoda a siostra potrafiła z życia zrobić prawdziwe piekło,traktowała mnie jak nic niewarta, zabierała mnie do ginekologa żeby być pewną że jestem dziewicą,o innych sytuacjach nawet nie chcę wspominać...czy wyobrażasz sobie jakie to dla mnie było upokorzenie,kilka lat wcześniej ,gdy miałam 12lat,zmarł mój tata,tylko on za był za mną a siostra była o to zła...po jego śmierci powiedziała do mnie ''to teraz ci pokaże gdzie twoje miejsce'' dostałam nerwicy i astmy na tle nerwowym,dusiłam się,miałam trudności w przełykaniu...a ona mówiła że symuluje...męczyłam się przez wiele lat...bez pomocy...bardzo go kochałam,ale skoro on nie chciał się mną wtedy zaopiekować to niestety,musiałam ulec komuś,od kogo byłam zależna...
przykre...
a ja tez bylam naciskana przez rodzine abym nie wychodzila za maz za meza, a z drugiej strony namawiana przez jedna osobe (żeby pojsc z domu rodzinnego) ale zrobiłam to co ja czułam wtedy ze jest dla mnie najlepsze, zresztą ja jestem taka osoba ze jak ktoś mnie naciska i namawia to raczej zrobie cos odwrotnego, nie znosze jak ktoś chce mna rządzić
Ratuj to małżenstwo sa dzieci, może terapia? wspolny wyjazd tylko we dwoje. Jeśli nie powalczysz to umrze to smiercią naturalna. Pamietaj że minęło tyle lat, tamten facet może się zmienił. Ty też się zmieniłas, nie wiesz jaki jest teraz. Po co do tego wracac?
12 2014-10-11 13:20:34 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-11 13:34:00)
Ratuj to małżenstwo sa dzieci, może terapia? wspolny wyjazd tylko we dwoje. Jeśli nie powalczysz to umrze to smiercią naturalna. Pamietaj że minęło tyle lat, tamten facet może się zmienił. Ty też się zmieniłas, nie wiesz jaki jest teraz. Po co do tego wracac?
Miałem właśnie na myśli to, co teraz dopiero napisałaś o uczuciach do męża i powodów zamążpójścia, gdy napisałem, że odnoszę wrażenie, że pierwszy post nie zawiera wszystkiego.
Mam pytanie:
czy były, w jakiś sposób, zasygnalizował Ci chęć powrotu do Twojego życia?
To oczywiście miało być odniesieniem do postu Ladybird.
Wybaczcie pomyłkę przy cytowaniu.
cieszę się że ty jesteś na tle silna,że wytrzymałabyś ponad rok wiecznego dowalania i naciskania,byłam młoda a siostra potrafiła z życia zrobić prawdziwe piekło,traktowała mnie jak nic niewarta, zabierała mnie do ginekologa żeby być pewną że jestem dziewicą,o innych sytuacjach nawet nie chcę wspominać...czy wyobrażasz sobie jakie to dla mnie było upokorzenie,kilka lat wcześniej ,gdy miałam 12lat,zmarł mój tata,tylko on za był za mną a siostra była o to zła...po jego śmierci powiedziała do mnie ''to teraz ci pokaże gdzie twoje miejsce'' dostałam nerwicy i astmy na tle nerwowym,dusiłam się,miałam trudności w przełykaniu...a ona mówiła że symuluje...męczyłam się przez wiele lat...bez pomocy...bardzo go kochałam,ale skoro on nie chciał się mną wtedy zaopiekować to niestety,musiałam ulec komuś,od kogo byłam zależna...
Ja czegoś nie rozumiem.. Byłaś wtedy pełnoletnia tak? Więc jak to jest, że zostałaś na siłę zaciągnięta do ginekologa? A gdybyś nie poszła to co, kare byś dostała? Chyba że z tym ginekologiem było dużo wcześniej zanim skończyłaś 18 lat, to przepraszam. Dlaczego nigdzie nie zgłosiłaś terroru? A reszta rodziny? Matka naprawdę nie kontaktowała?
iLoveMyLambs to się zaczęło tuż przed osiemnastką,wtedy pierwszy raz zaprowadziła mnie do ginekologa,to się jednak powtarzało i później,do końca naszego związku...wiem że to dziwne,że w sumie dorosła osoba tak dawała sobą pomiatać ale ja się wtedy jeszcze uczyłam a od siostry byłam zależna finansowo,gdyż po śmierci taty naprawde zostaliśmy bez środków do życia,mieszkaliśmy na wsi a pieniędzy z upraw nie starczało nawet na opłaty,siostra nam pomagała ale w zamian,w pewnym sensie, żadała od nas posłuszeństwa,czuła się ''głową rodziny'' a mama bojąc się że przestanie nam pomagać,poprostu na wszystko jej pozwalała,nawet z resztą zbytnio na mnie nie zwracała uwagi,bardziej zajęła się swoją żałobą...gdybym i ja się postawiła,a próbowałam nie raz,nie miałabym nawet za co do szkoły dojechać,o książkach i ubraniach nawet nie wspomnę...zgadzam się,że powinnam wtedy zawalczyć ale cały ten czas,od śmieci ojca do samego rozstania to naprawdę nie były dla mnie łatwe lata...od 12 do 19roku życia to był dla mnie czas ciągłych upokorzeń i bólu,myślałam o samobójstwie,nie mogłam tego już unieść...dla niektórych pewnie to też za słabe wytłumaczenie,ale tak można mówić mając już za sobą pewne doświadczenie,kiedy już życie nauczy nas walczyć,teraz też już bym się nie ugięła ale teraz mówie to jako dorosła kobieta,a nie jako gówniara,jaką wtedy byłam...
Piszę tu właśnie dlatego,że chcę być z moim mężem i chcę małżeństwo ratować,póki jeszcze jest co,nie chcę bagatelizować tego,jak to ktoś tu nazwał ''wymyślonego problemu'',apotem obudzić się ''z ręką w nocniku'' i świadomością że nic nie zrobiłam...nie mam żadnych sygnałów od tamtego faceta,z resztą nawet ich nie szukam bo żadna zdrada nie mieści się w moim pojęciu związku,chodzi o to, że mimo że minęło już tyle lat,to wciąż czuję że on między nami stoi,wkurza mnie to bo nie jestem osobą,która by wzdychała do obrazu,czy wyimaginowanego ideału faceta...myśleliśmy o terapii,jednak mąż poprosił abyśmy jeszcze spróbowali sami,bo naprawde poza ''tą'' sferą,jesteśmy normalnym,zgodnym małżeństwem...poprostu potrzebuję bezstronnego spojrzenia na nasz związek,dltego tu piszę...nie miałam zamiaru się roztkliwiać,choć niestety tak wyszło...nie użalam się nad sobą i nie zamierzam,poprostu pomagają mi wasze komentarze...
Myślę, że sami nie dacie rady i powinniście skorzystać z terapii.
Wiem, że jest Ci ciężko.
Mówisz, że tamten "wciąż stoi" między Tobą, a mężem.
To naturalne w przypadku rozstania w wyniku presji ze strony bliskich.
Obwiniasz się teraz, po kilku latach małżeństwa, że jesteś nieszczęśliwa, właściwie na własne życzenie, bo podporządkowałaś się woli siostry.
Z tego, co napisałaś wynika, że maż jest świadom Twojego zwątpienia w dalszy sens Waszego małżeństwa, lecz chce o Was walczyć.
Zadaj sobie pytanie, dlaczego i Tobie zależy na małżeństwie?
Nie wierzę, że wyłącznie przez wzgląd na dzieci.
Wydaje mi się, że są dwa powody (pomijając dzieci), ściśle powiązane ze sobą.
Pierwszy z nich, to strach przed samodzielnością i utratą poczucia bezpieczeństwa.
Druga, to to, że się po prostu kochacie (jakkolwiek dziwnie to brzmi w sytuacji, gdy nie pożądasz męża) tą dojrzałą miłością, którą w dalszym ciągu bierzesz za "przyjaźń".
Na mój gust, na brak pożądania złożyły się spowszdnienie i rutyna w małżeństwie oraz obniżenie Twojego libido w związku z drugim dzieckiem.
Może więc czas na wizytę u seksuologa?
Ale skąd przypuszczenie, że autorce spadło libido? Bo jej się nie chce seksu z mężem? To nie wina niskiego libido, tylko zmiany obiektu poządania. Smiem przypuszczać, że z byłym w łóżku byłaby bardzo gorąca na powrót ![]()
Ale do rzeczy... nie seksuolog tu potrzebny, tylko terapeuta rodzinny, który pomoże wywalić mrzonki o byłym z głowy, a przede wszystkim odnajdzie powód dlaczego autorka przetransferowała całe swoje zainteresowanie z męża na wspomnienie z przeszłości, bo w tym może tkwić sekret dlaczego nagle mąż stał się bratem?
iLoveMyLambs to się zaczęło tuż przed osiemnastką,wtedy pierwszy raz zaprowadziła mnie do ginekologa,to się jednak powtarzało i później,do końca naszego związku...wiem że to dziwne,że w sumie dorosła osoba tak dawała sobą pomiatać ale ja się wtedy jeszcze uczyłam a od siostry byłam zależna finansowo,gdyż po śmierci taty naprawde zostaliśmy bez środków do życia,mieszkaliśmy na wsi a pieniędzy z upraw nie starczało nawet na opłaty,siostra nam pomagała ale w zamian,w pewnym sensie, żadała od nas posłuszeństwa,czuła się ''głową rodziny'' a mama bojąc się że przestanie nam pomagać,poprostu na wszystko jej pozwalała,nawet z resztą zbytnio na mnie nie zwracała uwagi,bardziej zajęła się swoją żałobą...gdybym i ja się postawiła,a próbowałam nie raz,nie miałabym nawet za co do szkoły dojechać,o książkach i ubraniach nawet nie wspomnę...zgadzam się,że powinnam wtedy zawalczyć ale cały ten czas,od śmieci ojca do samego rozstania to naprawdę nie były dla mnie łatwe lata...od 12 do 19roku życia to był dla mnie czas ciągłych upokorzeń i bólu,myślałam o samobójstwie,nie mogłam tego już unieść...dla niektórych pewnie to też za słabe wytłumaczenie,ale tak można mówić mając już za sobą pewne doświadczenie,kiedy już życie nauczy nas walczyć,teraz też już bym się nie ugięła ale teraz mówie to jako dorosła kobieta,a nie jako gówniara,jaką wtedy byłam...
Piszę tu właśnie dlatego,że chcę być z moim mężem i chcę małżeństwo ratować,póki jeszcze jest co,nie chcę bagatelizować tego,jak to ktoś tu nazwał ''wymyślonego problemu'',apotem obudzić się ''z ręką w nocniku'' i świadomością że nic nie zrobiłam...nie mam żadnych sygnałów od tamtego faceta,z resztą nawet ich nie szukam bo żadna zdrada nie mieści się w moim pojęciu związku,chodzi o to, że mimo że minęło już tyle lat,to wciąż czuję że on między nami stoi,wkurza mnie to bo nie jestem osobą,która by wzdychała do obrazu,czy wyimaginowanego ideału faceta...myśleliśmy o terapii,jednak mąż poprosił abyśmy jeszcze spróbowali sami,bo naprawde poza ''tą'' sferą,jesteśmy normalnym,zgodnym małżeństwem...poprostu potrzebuję bezstronnego spojrzenia na nasz związek,dltego tu piszę...nie miałam zamiaru się roztkliwiać,choć niestety tak wyszło...nie użalam się nad sobą i nie zamierzam,poprostu pomagają mi wasze komentarze...
mam pytanie,jedno......bo może przegapiłam a była już na nie odpowiedz??
CZY TY KOCHASZ SWOJEGO MEZA,bo to tutaj jest najważniejsze,czy jest tylko człowiekiem z którym żyjesz,a zmusila cie do tego chora psychicznie siostrunia?
,tu pojawil się problem numer dwa,a wlasciwie numer jeden,czy ty masz z nia nadal kontakt???bo może jej jad utruwa ci nadal zycie???
Ale skąd przypuszczenie, że autorce spadło libido? Bo jej się nie chce seksu z mężem? To nie wina niskiego libido, tylko zmiany obiektu poządania. Smiem przypuszczać, że z byłym w łóżku byłaby bardzo gorąca na powrót
Ale do rzeczy... nie seksuolog tu potrzebny, tylko terapeuta rodzinny, który pomoże wywalić mrzonki o byłym z głowy, a przede wszystkim odnajdzie powód dlaczego autorka przetransferowała całe swoje zainteresowanie z męża na wspomnienie z przeszłości, bo w tym może tkwić sekret dlaczego nagle mąż stał się bratem?
Masz słuszność z tą terapią rodzinną, Iceni. Może coś pomoże.
Natomiast, twoja hipoteza, że z byłym autorka byłaby na powrót gorąca w łóżku może i jest słuszna, ale jakie to ma znaczenie, skoro ona nie zamierza sprawdzać jej empirycznie?
Pozdrawiam.
Skoro nie pociąga Cię teraz, to jak mógł pociągać wcześniej? Jak dla mnie to dziwne, tzn. być może on się w jakiś sposób zmienił, że przestał Cię pociągać? Tak tylko próbuję to zrozumieć jakoś? ![]()
Iceni napisał/a:Ale skąd przypuszczenie, że autorce spadło libido? Bo jej się nie chce seksu z mężem? To nie wina niskiego libido, tylko zmiany obiektu poządania. Smiem przypuszczać, że z byłym w łóżku byłaby bardzo gorąca na powrót
Ale do rzeczy... nie seksuolog tu potrzebny, tylko terapeuta rodzinny, który pomoże wywalić mrzonki o byłym z głowy, a przede wszystkim odnajdzie powód dlaczego autorka przetransferowała całe swoje zainteresowanie z męża na wspomnienie z przeszłości, bo w tym może tkwić sekret dlaczego nagle mąż stał się bratem?
Masz słuszność z tą terapią rodzinną, Iceni. Może coś pomoże.
Natomiast, twoja hipoteza, że z byłym autorka byłaby na powrót gorąca w łóżku może i jest słuszna, ale jakie to ma znaczenie, skoro ona nie zamierza sprawdzać jej empirycznie?
Pozdrawiam.
No znaczenie ma takie, że absurdem by było "leczyć się" na przykład u seksuologa z powodu niskiego libido w takim wypadku. Nie ma takiego seksuologa, farmaceutyku, ani afrodyzjaku, który spowodowałby, ze poczujemy pożądanie w stosunku do osoby, do której go nie czujemy. Pożądanie jest uczuciem pierwotnym, podniecenie (a więc chęć na seks) uczuciem wtórnym, wywołanym pożądaniem.
A to o byłym autorka fantazjuje. Jako osoba monogamiczna (jak mniemam) nie może fantazjować o jednym, a sypiać z drugim - stąd blokada na seks.
Dlatego sugerowałam terapię, żeby dojść do tego co było pierwotną przyczyną wystąpienia tej blokady (tzn z jakiego powodu autorka po takim czasie przypomniała sobie o byłym). Powodem w ogóle może nie być sam mąż, ale na przykład samo przemęczenie macierzyństwem (to akurat sa wyłącznie moje spekulacje) i dlatego autorce zamarzyło się wrócić do czasów panieńskich - bez rutyny, pieluch, garów itp... a może powodem jest mąż, bo ma go dość oglądania w gaciach, rozmowy o rachunkach, kredytach i o tym, że znowu auto nawala... może by chciała wyskoczyć do kina, upić się, uciec od tego wszystkiego?...
Mam wrażenie, ze autorka sama przed sobą boi się przyznać co jej nie pasuje ![]()
Excop nie jestem nieszczęśliwa,wiem że z tamtym facetem nie byłabym taka pewna siebie,otwarta i spełniona jako matka i żona...on nie był chodzącym ideałem,był dobrym i ułożonym facetem ale niestety także egoistą przekonanym o swojej nieomylności,co do żony miał jasno określone cechy i wysokie wymagania,miało być zawsze po jego i koniec...tylko że ja go poprostu kochałam i tyle,zawsze będzie mieć szczególne miejsce w moim sercu ale tylko tyle...to prawda że nie pobraliśmy się z mężem z miłości,ale nauczyliśmy się siebie kochać,to z nim straciłam dziewictwo więc właściwie to on nauczył mnie jak czerpać radość z seksu...problem polega na tym, że brakuje nam chwil,jakie moglibyśmy wspominać,tych z samego początku związku,to to sobie zawsze przypominam myśląc lub śniąc o byłym,nie fantazjuję o nim,przynajmniej nie erotycznie:) brakuje mi poprostu tych szczególnych chwil zauroczenia,poznawania,zalotów
bo tego między nami,ze względu na okoliczności nie było...nawet mieliśmy taki pomysł że wybierzemy się na imprezę ale tak osobno i będziemy udawać że się nie znamy, a poznajemy dopiero na miejscu...wiem że to brzmi trochę śmiesznie ale bardzo nam tego brakuje i pewnie dlatego tak bardzo nam zależało na wspólnych porodach,potrzebowaliśmy takiej tylko naszej historii,bez pomocników i świadków... niestety narazie nie możemy tego zrealizować,bo nie mamy z kim dzieci zostawic...czekamy więc i marzymy...:) co do siostry,to oczywiście mamy ze sobą kontakt,teraz nawet dość dobry,choć to pewnie dlatego że powiedziałam jej jakiś rok temu jaki mam do niej żal za to wszystko co sie kiedyś stało,że jej wybaczyć nie mogę...powiedziała że tego już nie pamięta ale przeprasza,nie czuję sie jakby mi kamień z serca spadł ale cóż,czasu nie cofnę a więcej niczego nie zyskam...Kocham męża i chcę aby było jak kiedyś,wiem że i on mnie kocha,nawet ostatnio zapytał co bym powiedziała na jeszcze jedno dziecko bo on by bardzo chciał...
No, to kamień z serca.
Nic Ci nie jest, tylko zwyczajna rutyna się pojawiła, a wraz z nią niepokój o własną zdolność odczuwania.
Chcesz porywów po prostu.
A o to trzeba zadbać, więc dobrze, że coś chcecie zmienić, by rozruszać Wzajemne relacje.
Więcej spontaniczności, mniej planowania i będzie dobrze.
Pozdrawiam.
mój związek tez zaczął się z przyjaźni. znaliśmy się kilka lat. na szczęście zrodziła się z tego prawdziwa miłość.i małżeństwo:) ale rozumiem, że brak ci wspomnień o motylach w brzuchu, emocjonujących randkach itp. mi czasem też tego brakuje. ale wtedy wspominam sobie/lub razem z mężem miłe chwile, które przeżyliśmy razem - np. wycieczkę w góry, długie trasy w samochodzie które lubiliśmy obydwoje, piosenki, które nam się wspólnie podobały w tamtym czasie. mój mąż zawsze mówi, że trzeba skupiać się na dobrych rzeczach. zadowalam się takimi wspomnieniami. tobie też takie "codzienne" wspomnienia muszą wystarczyć. rozgrzebywanie czego nam brakuje z przeszłości nie służy niczemu dobremu. proponuję więc skupić się na tym co było dobre przed ślubem (po ślubie też oczywiście ale teraz mówimy w kontekście wspomnień "przed")
co do twojej siostry - wierze, że nie było ci łatwo. niektórzy swoją osobowością potrafią tak zdominować, że człowiekowi brakuje woli i siły by się przeciwstawić. ale musisz chyba przyznać, że dzięki niej masz wspaniałego męźa i ojca swoich dzieci. myślę, ze ona wiedziała to na co ty przymykałaś oko z zakochania- ,że tamten był despotą- bo tak go opisałaś"musiało być po jego i koniec". myślę, że lepiej pisać na forum o tym, że straciło się pociąg fiz. do wspaniałego męża niż pisać, że masz męża despotę i egoistę, czujesz się samotna w związku, nierozumiana i niekochana. może go kochałaś bo był despotyczny jak twoja siostra(na zasadzie, że dzieci alkoholików zakochują się często w alkoholikach bo to jest wzorzec, który znają i tylko w takim umieją sobie poradzić-porządnych ludzi nie umieją pokochać - tak jest może nie zawsze ale b. często). twoja siostra uchroniła cię może przed takim typem. a twój mąż jest wspaniały, że chce szukać rozwiązania problemu a nie robi ci awantur o "babskie fanaberie" itp.
niestety nie wiem co możesz zrobić oprócz podanych wcześniej przez innych rad o terapię lub wspólne "sam na sam" ale czułam potrzebę napisać ci to co myślę o tej sytuacji. choć co mogę dodać-im bardziej będziesz na siebie wywierać presję, że "powinnaś" tym bardziej trudno będzie ci o pożądanie.
Jak to marzenia o idealizacji i oślepieniu potrafią burzyć dobre związki. Zakochanie często to kwestia głupoty lub pewnych niedostatków w psychice w danym okresie życia, więc na nic takie wspominanie.
Bardzo Wszystkim Dziękuję,to prawda że mimo wszystko jestem jej wdzięczna,bo sama pewnie teraz pisałabym jako żona ''tamtego'',że czuję się samotna,że nie mam nic do powiedzenia w związku itd...miałam żal jedynie o sposób,w jaki siostra mnie traktowała,skończyło się dobrze ale tylko dzięki mężowi jestem teraz silną kobietą...także staramy się cieszyć choć tą niewielką ilością wspomnień,jak np narodziny naszych dzieci,wspólne wychowanie,bo mąż bardzo mi pomagał i nigdy nie mówił że czegoś nie zrobi bo nie potrafi czy się boi...nawet to że zawsze chodził i chodzi ze mną i dziećmi do lekarza w sumie jako jedyny ze znajomych,reszta uważa że to obowiązek matki i tyle...myślę że poprostu musiałam się gdzieś wygadać i jakby pogodzić z przeszłością,bo do tej pory nie miałam okazji a teraz,kiedy zdecydowaliśmy się na trzecie dziecko popostu poczułam że muszę uporać się z przeszłością aby mieć szansę na szczęśliwą przyszłość...dziękuję że ze mną wytrzymaliście ![]()
Każde z nas ma, miało lub będzie mieć takie trudne chwile, z tego, czy innego powodu. To także,niechciany wprawdzie, ale właściwie nie do uniknięcia element dojrzałego związku bliskich sobie ludzi.
Powodzenia.