Cześć,
Dzisiaj, a dokładnie przed chwilą założyłam konto na tym forum, więc jestem nowa. Zarejestrowałam się tutaj, ponieważ już nie daję sobie rady w wielu sprawach i po prostu żyję myślą, że na pewno są tutaj kobiety, które miały taką sytuację jak ja bądź podobną i jakoś z tego wybrnęły. Oczywiście chodzi tutaj o nieszczęśliwą miłość. Mam 23 lata z chłopakiem w związku jestem od 6 lat. Tkwię w toksycznym związku. Kiedyś wybaczyłam mu zdradę, umawianie się z innymi za moimi plecami, kłamstwa. I w taki sposób uzależniłam się od niego. Wiele razy próbowałam od niego odejść, zostawić go w końcu. Najdłuższe nasze rozstanie trwało 3 miesiące , po czym on się odezwał a ja oczywiście uległam. Tak jest za każdym razem. Mój chłopak a właściwie już były bo właśnie dzisiaj ze mną zerwał ( W tym momencie jestem zalana łzami, nie mam ochoty żyć, dezorganizuje swoje życie, bez niego nie istnieje) twierdzi, że wybucham , bluzgam do niego i on sobie na to nie pozwoli. Ok przyznaje, bluzgam, jestem kłębkiem nerwów w momencie kiedy on na prawdę przesadzi, np. w momencie kiedy nie raczy mnie poifnormować, że wychodzi na impreze, nie odzywa sie przez dzien i cala noc. Nie daje znaku zycia. Oklamuje mnie. W każdym bądź razie, to był jego powód do zerwania ze mną. Nie umiem bez niego żyć. Od rana wykonałam już 100 chyba połączeń do niego. Nie odbierał. W końcu oddzwonił, zapytał " co chcesz?" był zimny, obojętny powiedział, że to koniec, ze mnie zostawia. Zebym bluzgala tak sobie do mamusi i do tatusia. Powiedzial tak, poniewaz zwierzalam mu sie z moich rodzinnych problemow. Otoz w domu od czasu jest u mnie naduzywany alkohol.. mam nerwice, czuje sie czasami w tym wszystkim sama. Nieraz juz uzyl przeciwko mnie to, z czego mu sie zwierzalam. Ostatnio nazwal mnie patologią. Choć ja za taką się nie uważam. Skończyłam studia, dokładnie za niecały miesiąc mam obrone. Szanuje sie.. nigdy go nie zdradziłam, nie poopijam , nie pale. A to,że od najmłodszych lat mam takie problemy w domu nie jest moją winą. Zapisałam się do psychologa, tydzień temu miaałam pierwszą wizytę. Kolejną mam w piątek. Chcę wyjść z tego wszystkiego. Nie chcę być od niego uzależniona, nie chcę się poniżać. Dizisaj do niego dzwoniłam, błagałam go by mnie nie zostawiał, prosiłam o rozmowę ciągle mnie zbywa. A jeszcze wczoraj mówił, że mne kocha, że zawsze będziemy razem. Zapisałam się też bym mogła przestać żyć rodzinnymi problemami i zajęła się samorealizacją, nie zawalała prywatnych spraw, a tym samym nie przerzucała nerwow na mojego chlopaka i zeby mi lepiej sie zylo. Zawsze go kochalam, tyle mu wybaczylam zlego. A on nagle mnie rzuca w kąt po 6 latach. Bardzo jest mi zle.. wiem, ze sie ponizam, ze sibeie w tym momencie nie szanuje. Moja jedyna nadzieja jest psycholog. Czy ktoras z Was wyszla z takiego zwiazku za pomoca psychologa? a moze sama sobie poradziła? Ja juz sama probowalam, nie dalam rady. Wszystko mu wybaczam, zawsze wracam... Dodam, ze nie znam jego rodzicow do tej pory, jestesmy innego wyznania. On nawet po 6 latach nie chce slyszec o zareczynach, nawet o wynajeciu wspolnego mieszkania.. Ciagle mnie zwodził i zwodzi..
Bardzo jest mi zle. Mam dosyc takiego zycia ... Przepraszam ze literowki , pisze to wszystko w nerwach. Musialam to z siebie wylac.
Pozdrawiam serdecznie