Hej witam was serdecznie. Chciałem sie zwrócić do was z prośbą o rade.
Mianowicie mój problem polega na tym...
Od roku znamy sie z dziewczyna jesteśmy ze sobą rownie dlugo. Do niedawna wszystko bylo w porządku ukladalo sie nam mielismy wspolne plany na przyszłość, mieszkanie moze dzieci itd. Bylo miedzy nami silne uczucie. Kochaliśmy sie. Pisze w czasie przeszlym bo ja kocham ja bardzo nadal i zależy mi na niej jak na nikim innym na tym,świecie ale juz sam nie wiem w zaistnialej sytuacji czy ona to samo nadal czuje do mnie. Problem zaczal sie niedawno... Ania zaszla w ciaze mamy mieć dziecko i od tego sie zaczelo. Wszystko sie zmienilo, na początku bylo jeszcze ok ale niedawno zaczelo sie psuć Anka zrobila sie szorstka. Dawniej przytulalismy sie calowalismy padalo dużo cieplych i ważnych slów .
Od jakiegoś czasu skonczylo sie to nie slysze juz od niej nawet zwyklego kocham nie mówiąc juz o pocalunku czy najzwyklejszym buziaki nie ma przytulania, o wszystko ma do mnie pretensje nie mówi juz tym swoim cieplym tonem glosu tylko tak jakoś oschle. Nie rozmawiamy juz ze sobą tak jak kiedyś. Mieszkamy kawalek drogi od siebie wiec widzimy sie 2 razy w tygodniu ale piszemy codzien. Tylko ze nawet teraz na moje sms rzadziej odpisuje niż wcześniej czasem wogole sie nie odzywa chociaz prosze ja żeby napisala no sie martwie co z nią ale nic cisza. Najgorszy moment byl ostatnio gdy zapytalem wprost co sie dzieje. Strasznie sie zdenerwowala i wyyrzucila mi ze nie chciala tego dziecka ze zniszczylem jej plany na przyszłość ze to dziecko zrobilem jej napewno specjalnie żeby niby mial pewność ze teraz nie będzie nogla mnie zostawic, ze nie chce juz byc ze mna itp . Potem po calym dniu napisala mi ze sie zdenerwowala i ze kocha mnie nadal i ze chce byc ze mna ze chce spróbować... Wszystko to co wcześniej mi powiedziala o mnie i o tym dziecku bardzo mnie zabolalo bo kocham ja i jest dla mnie wszystkim i zrobilbym dla niej wszystko wiec ciężko mi bylo i przykro uslyszec cos takiego od kobiety która kocham... Rozumiem jest w ciąży noze to tylko takie wachania nastroju ale wlasnie nie jestem tego pewny czy to stres spowodowany ta cisza, nerwy i w ogóle czy ona jednak naprawdę tak o mnie myśli . Czy dalej mnie kocha i czy dalej zależy jej na zwiazku ze mna. Niewiem juz co robić jak z nią rozmawiac . Nie chce byc tez nachalny w stosunku do niej bo wiem ze tego nie lubi. Dlatego chciałem was prosic o rade bo nie wiem co o tym myslec i co z tym robić. Caly czas o tym myślę jak widać juz 3 w nocy dochodzi a ja nie śpię . To juz ktoras z kolei taka noc. Nie mam sily niewiem co myslec i co robić bo tak bardzo nie chce jej stracic...jezeli możecie mi cos poradzic to z góry dziekuje .
Podobne tematy
Ja nie rozumiem Twojego tematu za bardzo, bo dziewczyna wprost i bardzo jasno Ci powiedziała, w czym jest problem - nie w Twoim zachowaniu ani w jej uczuciach wobec Ciebie, ani nawet w hormonach, a po prostu jest w ciąży, na którą nie czuje się gotowa i której w sumie nie chce. Dziecko to bardzo poważna odpowiedzialność (nie napisałeś, po ile macie lat), a Wy nawet razem nie mieszkacie plus rok to nie jest szaleńczo długi okres bycia razem. Trudno, żeby w takiej sytuacji dziewczyna czuła komfort psychiczny będąc w ciąży.
Skoro Cię to dziwi i martwi, pojawia się pytanie, czy jesteś w stanie jej ten komfort zapewnić? Zadbać o odpowiednie mieszkanie, zapewnić jej taką sytuację, żeby nie musiała rezygnować ze swoich planów na przyszłość (np. wynająć opiekunkę)? Sugerowałabym skupić się na tym.
To wszystko ma zapewnione i ona wie o tym dobrze zarabiam wiec mieszkanie to żaden problem dla,mnie opiekunka również. Dbam o nia szanuje ja na ojcostwo tez jestem gotowy niejednokrotnie jej o tym mowilem. Mój problem tkwi w tym ze boje sie ze przez ta ciaze ona czuje niechec do mnie co co prawda w nerwach ale powiedziala tak jak napisalem w poprzednim poscie. Po prostu odnosze wrażenie jakby przestali jej zależeć na naszym zwiazku. Nie jestem juz sam pewny co ona czuje w stosunku do mnie... Czy nadal mnie kocha czy tez juz nie .
ja mam 26 ona 25 lat
To czemu nie mieszkacie ze sobą?
Pytałeś się jej, dlaczego ciąża ma rujnować jej plany?
Może po prostu psychicznie nie jest gotowa na dziecko.
Tak pytalem ale juz nie poruszam nawet tego tematu bo raz i drugi sprobowalem i sie nasluchalem jaki to ja nie jestem.
wogole nie mam pomyslu na rozmowe z,nią bo od pewnego czasu kazda nasza rozmowa kończy sie krytyka na mój temat. I padają slowa których nigdy w życiu nie spodziewalbym sie od,niej uslyszec.
Może ciąża zmusiła ją do poważniejszego, bardziej obiektywnego i krytycznego spojrzenia na Wasz związek?
A nie mieszkamy ze sobą poniewaz ona,ma, dużo jeszcze spraw do zalatwienia u siebie w mieście a mieszkamy ok 100 km od siebie wiec byliby bez sensu gdyby co dwa dni miala jechac tam i z powrotem. Wspolne mieszkanie,mielismy zaplanowane na koniec listopada a początek grudnia.
Hm mozliwe ze tak ale zawsze jak rozmawialiśmy jeszcze przed tym wszystkim zadne z nas nie balo,sie powiedzieć co nam sie nie podoba co pasowalo by zmienić w naszym zwiazku w sobie. Bie omijalismy krytyki na swój czy tez inny tema szerokim lukiem po prostu jak nam cos nie pasowalo mówiliśmy to,sobie. Teraz jest calkiem inaczej.
Po pierwsze boje sie ze ja stracę a po drugie zaczynam sam juz wierzyc w to ze jej zniszczylem życie...
10 2014-10-05 04:31:18 Ostatnio edytowany przez Vian (2014-10-05 04:32:33)
Teraz tez chyba Ci mówi, co jej nie pasuje, tylko bardziej agresywnie i zapewne a propos więcej rzeczy. Pierwsza kwestia jest zapewne spowodowana stresem związanym z nie do końca chcianą ciążą, również hormonami, a druga może być tym, że o ile wcześniej jakieś Twoje wady mogły być dla niej mało istotne, bo uważała, że jest masa czasu na zobaczenie, jak się Wasz związek rozwinie, jak się z czasem zmienisz, jak ona się zmieni, to teraz czuje się przyparta do muru.
po drugie zaczynam sam juz wierzyc w to ze jej zniszczylem życie...
A co, nieprzytomna była, jak odbyliście stosunek bez zabezpieczenia? We wpadce w związku biorą udział zwykle dwie osoby i to wspólna wina i odpowiedzialność.
11 2014-10-05 04:46:32 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2014-10-05 08:29:48)
Tak pewnie masz racje co do tego ze wytyka mi pewne wady które wcześniej nie byly dla niej zbyt wazne... Tylko dlaczego to robi w ten sposób jakbym byl nikim dla niej. Co do tego ze to wspolna wina i odpowiedzialność to ostatnio tez juz nie wytrzymalem i napisalem jej ze kochaliśmy sie razem i ze oba tez tego chciala i ze nie jest to wylacznie moja wina bo sama dobrze wiedziala ze nize sie to skonczyc tak jak sie wlasnie skonczylo, ale oczywiscie przeczytalem cala fale zarzutów i to najgorsze ze,ja to napewno zrobilem specjalnie ...tak wiec wydaje mi sie ze ona traktuje mnie jak bym byl winny sam calej tej sytuacji a mam tez swoje uczucia i napisalem jej ze boli mnie to jak tak mi mówi i , ze mnie tym rani. Na co dostalem odpowiedz: "ja cię ranie?! A co Ty mi zrobiles?!" i koniec dyskusji do następnego dnia...
A teraz za każdym razem gdy chce poruszyć temat tej ciąży czy ogólnie naszego zwiazku mówi mi,zebym nie zaczynam od nowa. Ja juz ja nawet przepraszalem za to,wszystko prosilem itd bo nie wiedzialem jak mam juz ratować ta chora sytuacje
daj jej troche czasu przynajmniej do porodu...wtedy albo wina byla hormonw albo rzeczywiscie sprawa wyglada tak powaznie ze tylko ty chciales rodziny dziecka i ja a ja zwyczajnie wmanewrowales w to wydarzenie.
Kobiety w ciazy roznie reaguja...czasem zloscia a potem po czasie dochodza do siebie i zdaja sobie sprawe z tego co zrobily albo rzeczywiscie nie byla gotowa na dziecko (z toba lub bez ciebie) kazda kobieta jest indywidualna tak jak ciaza......czas pokaze swoje trzeba czasu poczekac.
Ciza to nie wiecznosc i kiedys sie skonczy wiec problem sie tez rozwiaze niebawem.
Tak mam taka nadzieje
.
daj jej troche czasu przynajmniej do porodu...wtedy albo wina byla hormonw albo rzeczywiscie sprawa wyglada tak powaznie ze tylko ty chciales rodziny dziecka i ja a ja zwyczajnie wmanewrowales w to wydarzenie.
To nie bylo tak ze ja juz chciałem dziecka po prostu stalo sie tak jak sie stalo. Chodzi o to ze cala wina o tą ciąze obarcza mnie.
daj jej troche czasu przynajmniej do porodu...wtedy albo wina byla hormonw albo rzeczywiscie sprawa wyglada tak powaznie ze tylko ty chciales rodziny dziecka i ja a ja zwyczajnie wmanewrowales w to wydarzenie.
To nie bylo tak ze ja juz chciałem dziecka po prostu stalo sie tak jak sie stalo. Chodzi o to ze cala wina o tą ciąze obarcza mnie.
Rozumiem Twoją partnerkę. Sama byłam w podobnej sytuacji, tyle, że dodatkowo jestem starsza.
Wiadomość o ciąży poprzestawiała wszystkie moje priorytety, wywróciła życie do góry nogami, zwłaszcza, że plany inne. Dziecko? Może za rok....? Mimo wszystko byłam świadoma, że w ciąże mogę zajść:) i w sumie byłabym nawet zadowolona bo z pewnością świadomie nie wiem czy i za rok byłabym gotowa.
No ale kiedy już to się stało, to wściekłość i nieuzasadniona złość na partnera nagle się pojawiły.
Mimo mojego wieku, rozumu, wsparcia od partnera, wszystko co się wokół mnie działo, zaczęło mnie ograniczać. Poczułam presję. Patrzyłam na ojca moich dzieci (będą bliźniaki
) jak na "zbrodniarza". Wiedziałam, że przyczyniłam się do tego wszystkiego ale nie mogłam tego ogarnąć. Matko jedyna jaka była wtedy ZŁA! Zero przytulania, nawet pytania :jak się czujesz?, wywoływały wściekłość.
Ogromnie męczyło mnie moje zachowanie ale było to silniejsze. Czasami irracjonalna niechęć malała i było super, jednak te "wypaczone" uczucia wracały.
Męczyłam moją połowicę tak ponad miesiąc, z tym, że wytłumaczyłam mu skąd te moje zachowanie.
Obwiniałam go. Nie byłam gotowa na dzieci, nie czułam tego, a w rzeczywistości był to też strach przed przyszłością, złość, że akurat teraz kiedy mogłam starać się o wyższe stanowisko, że byłoby lepiej. A tu co? Dziecko!
Mnie to wszystko minęło, te paskudne, bezsensowne żale. Ułożyłam sobie w głowie wszystko tak jak trzeba.
Jest już bardzo dobrze, tak jak przed ciążą. Nie "fukam" już, nie leje się ze mnie jad.
Potrzebowałam na to troszkę czasu, mam nadzieję, że u Was będzie tak samo.
W Waszym przypadku może być też tak, że Ona nie czuje się bezpiecznie. Mieszkacie oddzielnie. Z pewnością ma wrażenie, że zostaje ze wszystkim sama. Ty żyjesz swoim życiem, w którym "nic" się nie zmienia, a u niej? U niej nic już nie będzie takie same.
Z pewnością powbija Ci jeszcze nie jedną szpilę ale to dlatego, że czuje się w pewien sposób bezradna.
Nie wiem, przedstaw jej jakiś pozytywny scenariusz, wspólne mieszkanie, wspólna przyszłość. Nie pytaj też ciągle jak się czuje bo dobrze juz wiesz jak, a z pewnością irytuje ją to. Zacznij działać. "Wyręcz" ją w pewnych kwestiach, decyzjach, Ona w tej chwili i tak ma o czym mysleć.
Powodzenia
Dzięki dobrze bylo to przeczytać. Wierze ze tak będzie tylko nadal mnie to martwi . Martwi mnie myśl ze po prostu odejdzie to jest najgorsze.
Zobaczymy co czas przyniesie...choc mi ciężko to wierze w to ze wrócą tamte chwile z przed miesiąca jeszcze...
Proponowales jej malzenstwo ?
Moze tego od Ciebie oczekuje, wiekszego poczucia bezpieczenstwa.
Poczekaj jak urodzi się dziecko i zaproponuj jej wspolne mieszkanie, może się martwi i czuję sie niegotowa. Wspieraj ją i pokazuj jak Ci zależy. Może wyślij jej kwiaty z jakimś liścikiem:)