Cześć od kilku dni zastanawiam się nad pewnym temat. 2 tygodnie temu poznałam mężczyznę na imprezie urodzinowej koleżanki, jest to znajomy narzeczonego mojej koleżanki. On ma 35 lat, ja 31, na imprezie było dużo ludzi ale chwilę pogadaliśmy, potańczyliśmy, nic szczególnego ale na koniec zapytał czy dam mu numer do siebie. Zadzwonił kilka dni później i zapytał czy pójdę z nim na łyżwy. Zgodziłam się, pojeździliśmy, później poszliśmy do kawiarni, rozmowa bardzo fajna, luźna, ogólnie miło spędzony czas. Na koniec zaproponował, że mnie odwiezie na co również się zgodziłam. Nie znam się na samochodach ale okazało się, że jeździ jakimś terenowym mercedesem, samochód wydaje się bardzo drogi co nie ukrywam mocno mnie zdziwiło bo jak rozmawialiśmy to powiedział, że zajmuje się elektryką ale ten samochód nie wygląda na samochód elektryka a głupio mi było tak wprost zapytać.
Może nie powinnam ale po tym jak mnie odwiózł podpytałam o niego koleżankę i okazało się, że ma firmę, zatrudnia kilkanaście osób i ogólnie należy do zdecydowanie zamożnych osób, jego rodzina zresztą też bo matka jest lekarzem a ojciec jakąś firmę budowlaną prowadzi. I tutaj zaczyna się problem, z jednej strony niby fajnie, z drugiej strony ja pracuję za niecałe 5500 zł, po opłaceniu mieszkania i normalnych kosztów życia to jak mi zostaje 600-700 zł to jest dobrze. Każde wyjście, wyjazd, wakacje byłyby problemem, szans na istotną zmianę nie mam a jeżeli chodzi o moja rodzinę to mama jest nauczycielką a tata już na emeryturze, więc z jakiejś specjalnie zamożnej rodziny też nie pochodzę.
Po tych łyżwach dzwonił pod koniec ubiegłego tygodnia, proponował spotkanie ale byłam przeziębiona, źle się czułam więc nic z tego nie wyszło, wstępnie umówiliśmy się na najbliższy weekend.
Zastanawiam się czy jest sens w to brnąć i się niepotrzebnie angażować a później cierpieć. Nie będę kłamała, jest przystojny, kulturalny, inteligentny, to, że w życiu finansowo sobie bardzo dobrze radzi to też plus, ale z drugiej strony to też nie moja bajka, jego rodzina i moja rodzina to różne światy a ja jestem już w takim wieku, że zdecydowanie szukam kogoś do założenia rodziny a nie pobawienia się i pojeżdżenia w różne miejsca. Nie chcę się obudzić za 2-3 lata z poczuciem, że zmarnowałam ten czas.
Może za dużo sobie dopowiadam i zbyt wiele wyobrażam, bo też nie wiem do końca jakie ma intencje, ale jeżeli widzieliśmy się 2 razy i on chce się spotkać kolejny raz to może mu zależy? Myślicie, że taka znajomość ma sens? Mam na myśli poważne perspektywy a nie zabawę.
Podobne tematy
2 2026-02-18 17:20:41 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-02-18 17:21:28)
Cześć od kilku dni zastanawiam się nad pewnym temat. 2 tygodnie temu poznałam mężczyznę na imprezie urodzinowej koleżanki, jest to znajomy narzeczonego mojej koleżanki. On ma 35 lat, ja 31, na imprezie było dużo ludzi ale chwilę pogadaliśmy, potańczyliśmy, nic szczególnego ale na koniec zapytał czy dam mu numer do siebie. Zadzwonił kilka dni później i zapytał czy pójdę z nim na łyżwy. Zgodziłam się, pojeździliśmy, później poszliśmy do kawiarni, rozmowa bardzo fajna, luźna, ogólnie miło spędzony czas. Na koniec zaproponował, że mnie odwiezie na co również się zgodziłam. Nie znam się na samochodach ale okazało się, że jeździ jakimś terenowym mercedesem, samochód wydaje się bardzo drogi co nie ukrywam mocno mnie zdziwiło bo jak rozmawialiśmy to powiedział, że zajmuje się elektryką ale ten samochód nie wygląda na samochód elektryka a głupio mi było tak wprost zapytać.
Może nie powinnam ale po tym jak mnie odwiózł podpytałam o niego koleżankę i okazało się, że ma firmę, zatrudnia kilkanaście osób i ogólnie należy do zdecydowanie zamożnych osób, jego rodzina zresztą też bo matka jest lekarzem a ojciec jakąś firmę budowlaną prowadzi. I tutaj zaczyna się problem, z jednej strony niby fajnie, z drugiej strony ja pracuję za niecałe 5500 zł, po opłaceniu mieszkania i normalnych kosztów życia to jak mi zostaje 600-700 zł to jest dobrze. Każde wyjście, wyjazd, wakacje byłyby problemem, szans na istotną zmianę nie mam a jeżeli chodzi o moja rodzinę to mama jest nauczycielką a tata już na emeryturze, więc z jakiejś specjalnie zamożnej rodziny też nie pochodzę.
Po tych łyżwach dzwonił pod koniec ubiegłego tygodnia, proponował spotkanie ale byłam przeziębiona, źle się czułam więc nic z tego nie wyszło, wstępnie umówiliśmy się na najbliższy weekend.
Zastanawiam się czy jest sens w to brnąć i się niepotrzebnie angażować a później cierpieć. Nie będę kłamała, jest przystojny, kulturalny, inteligentny, to, że w życiu finansowo sobie bardzo dobrze radzi to też plus, ale z drugiej strony to też nie moja bajka, jego rodzina i moja rodzina to różne światy a ja jestem już w takim wieku, że zdecydowanie szukam kogoś do założenia rodziny a nie pobawienia się i pojeżdżenia w różne miejsca. Nie chcę się obudzić za 2-3 lata z poczuciem, że zmarnowałam ten czas.
Może za dużo sobie dopowiadam i zbyt wiele wyobrażam, bo też nie wiem do końca jakie ma intencje, ale jeżeli widzieliśmy się 2 razy i on chce się spotkać kolejny raz to może mu zależy? Myślicie, że taka znajomość ma sens? Mam na myśli poważne perspektywy a nie zabawę.
Myślę, że ma sens bo właśnie może facet szuka takiej normalnej dziewczyny, bo na tych z bogatych rodzin się zawiódł.
Dlatego sobie nie dopowiadaj, rozmawiajcie o wszystkim, mów o swojej rodzinie, o swoich zarobkach, oczekiwaniach, żeby on wiedział, chociaż pewnie też się wypytał o tobie.
Niczego nie można przesądzać, poznajcie się lepiej, niczego nie jesteś w stanie przewidzieć. Jedynie to musisz być bardziej pewna siebie i znać swoją wartość, nie stawiać się w roli tej mniej wartościowej.
Dokładnie - daj sobie i jemu szansę, nie udawaj, nie ukrywaj i nie czuj się gorsza. Toż po 2 spotkaniach wy się jeszcze prawie wcale nie znacie.
4 2026-02-18 17:32:13 Ostatnio edytowany przez Solaris (2026-02-18 17:34:36)
Ma sens, jeśli oboje chcecie:) Jakie on ma podejście, to się dopiero okaże. Może szuka tylko rozrywki a może czegoś więcej.
Faceci, w większosci, nie patrzą na status materialny kobiety, jeśli im się podoba i nie jest ksieżniczką na ziarnku grochu;)
Zarabiasz całkiem dobre pieniądze, w sumie nie wiem na co tyle pieniędzy wydajesz, że na miesiąc zostaje Ci tylko tyle dla siebie, więc raczej trzeba tu się przyjrzeć na co aż tyle wydajesz, i czy nie da się w czymś zaoszczędzić. Dasz radę zaoszczędzić na wakacje, tylko musisz chcieć ![]()
Co do faceta, może on nie chce Cię poderwać na swoją kasę? To bardzo dobrze o nim świadczy, że się tym nie chełpi. Co do tego z jakiego jesteście świata, to naprawdę ma aż takie dla Ciebie znaczenie? Czy status ma spowodować, że będziesz czuła się gorsza? Wiele kobiet naprawdę pragnie mieć faceta, który ma olej w głowie i dobrze zarabia. Poznajcie się, zobacz jak Ci z nim będzie się spędzać czas, i wtedy podejmij decyzję. Szczerze jeśli nie spróbujesz, nigdy się nie dowiesz co mogłabyś stracić.
Dziękuję za odpowiedzi. Mi nie chodzi o to, że ja coś ukrywam i się boję, że on się dowie. Nie mówiłam ile zarabiam i też go o to nie pytałam, powiedziałam tylko gdzie pracuję i czym się zajmuję więc jestem pewna, że mniej więcej wie jaka jest moja sytuacja materialna, nie sądzę żeby miał z tym problem. Chodzi raczej o to, że to ja w tej ewentualnej relacji będę się czuła jak uboga krewna. Bo problemy będą od samego początku, poczynając od wyjścia do restauracji, jakiś wyjazd na weekend a na wspólnych wakacjach kończąc, gdzie w większości będę zmuszona albo się zapożyczać albo na nim wisieć - czego nie chcę. A gdyby ta znajomość jakimś cudem się rozwinęła i stała czymś poważnym w przyszłości to będzie tylko gorzej, mnie przecież nawet na wkład własny za bardzo nie stać żeby dostać kredyt a co dopiero mówić o budowaniu wspólnego domu czy kupieniu razem mieszkania, jakimś sensownym samochodzie i innych, podobnych rzeczach.
Po prostu nie wiem czy aż takie dysproporcje mają sens. Raczej nie znam takich par, większość ludzi jest na podobnym poziomie, z podobnych rodzin. Boję się, że wchodząc w taką relację szybko stanę się utrzymanką, bo z tym co zarabiam to tak pół żartem pół serio to mogę mu co najwyżej ten samochód do pełna zatankować. Wiem, że to takie rozmyślanie o niczym bo w sumie widzieliśmy się 2 razy czyli zupełnie się nie znamy. Tylko na tym etapie nie będzie żalu zakończyć znajomość, gorzej może być za kilka tygodni czy miesięcy.
Macie w najbliższym otoczeniu podobne pary? Gdzie dysproporcja zarobków była bardzo duża? Jeżeli tak to te znajomości przetrwały próbę czasu?
Zarabiasz całkiem dobre pieniądze, w sumie nie wiem na co tyle pieniędzy wydajesz, że na miesiąc zostaje Ci tylko tyle dla siebie, więc raczej trzeba tu się przyjrzeć na co aż tyle wydajesz, i czy nie da się w czymś zaoszczędzić. Dasz radę zaoszczędzić na wakacje, tylko musisz chcieć
Co do faceta, może on nie chce Cię poderwać na swoją kasę? To bardzo dobrze o nim świadczy, że się tym nie chełpi. Co do tego z jakiego jesteście świata, to naprawdę ma aż takie dla Ciebie znaczenie? Czy status ma spowodować, że będziesz czuła się gorsza? Wiele kobiet naprawdę pragnie mieć faceta, który ma olej w głowie i dobrze zarabia. Poznajcie się, zobacz jak Ci z nim będzie się spędzać czas, i wtedy podejmij decyzję. Szczerze jeśli nie spróbujesz, nigdy się nie dowiesz co mogłabyś stracić.
Zdecydowaną większość mojego budżetu pożera koszt wynajmu mieszkania, nie chcę znowu wracać do wynajmu pokoju i mieszkania z obcymi ludźmi a dużo tańszego mieszkania nie znajdę. Do tego prąd, internet, telefon, komunikacja miejska, jedzenie i ponad 4500 zł znika
Naprawdę nie żyję rozrzutnie, jedyna opcja zaoszczędzenia to zamiana kawalerki na pokój w mieszkaniu z innymi ludźmi. Zresztą to i tak byłoby bez znaczenia bo przepaść między nami nie zniknie, jego samochód kosztuje pewnie tyle co mieszkanie, które wynajmuję więc sama widzisz. A być na czyimś utrzymaniu nie chcę. Sama się trochę w to wszystko wkręcam, pewnie się spotkam kolejny raz, obym tylko za jakiś czas bardzo nie żałowała.
Wydaje mi się, że w ogóle nic z tego nie wyjdzie, bo już temat jest przegadany.
Ale co do twojego pytania, to nie widzę nic złego w umawianiu się z dużo bogatszą osobą o ile twoja pensja nie stanowi to dla niej przeszkody. Jeśli chce pokrywać twoje wakacje lub inne sprawy, to ok, nie widzę powodu by nazywać siebie utrzymanką. Możesz wnosić do tego związku jakieś inne niematerialne wartości.
Dziękuję za odpowiedzi. Mi nie chodzi o to, że ja coś ukrywam i się boję, że on się dowie. Nie mówiłam ile zarabiam i też go o to nie pytałam, powiedziałam tylko gdzie pracuję i czym się zajmuję więc jestem pewna, że mniej więcej wie jaka jest moja sytuacja materialna, nie sądzę żeby miał z tym problem. Chodzi raczej o to, że to ja w tej ewentualnej relacji będę się czuła jak uboga krewna. Bo problemy będą od samego początku, poczynając od wyjścia do restauracji, jakiś wyjazd na weekend a na wspólnych wakacjach kończąc, gdzie w większości będę zmuszona albo się zapożyczać albo na nim wisieć - czego nie chcę. A gdyby ta znajomość jakimś cudem się rozwinęła i stała czymś poważnym w przyszłości to będzie tylko gorzej, mnie przecież nawet na wkład własny za bardzo nie stać żeby dostać kredyt a co dopiero mówić o budowaniu wspólnego domu czy kupieniu razem mieszkania, jakimś sensownym samochodzie i innych, podobnych rzeczach.
Po prostu nie wiem czy aż takie dysproporcje mają sens. Raczej nie znam takich par, większość ludzi jest na podobnym poziomie, z podobnych rodzin. Boję się, że wchodząc w taką relację szybko stanę się utrzymanką, bo z tym co zarabiam to tak pół żartem pół serio to mogę mu co najwyżej ten samochód do pełna zatankować. Wiem, że to takie rozmyślanie o niczym bo w sumie widzieliśmy się 2 razy czyli zupełnie się nie znamy. Tylko na tym etapie nie będzie żalu zakończyć znajomość, gorzej może być za kilka tygodni czy miesięcy.
Macie w najbliższym otoczeniu podobne pary? Gdzie dysproporcja zarobków była bardzo duża? Jeżeli tak to te znajomości przetrwały próbę czasu?
Zafiksowałas się na punkcie tych dysproporcji a to tylko nastawienie w Twojej głowie. Co z tym zrobisz, zależy od Ciebie. W związku nie musi być równości na każdym polu, często ten facet zarabia dużo więcej i to żaden problem dla niego, jeśli czuje, że nie jesteś z nim tylko z tego powodu:)) W relacji liczy się coś więcej niż kasa. Możesz wnosić do związku inne wartości, które on ceni bardziej od pieniędzy.
Każdy chyba ma w otoczeniu przyklady o ktore pytasz. Jeden znajomy, przystojny, inteligentny, od lat wlasna firma, wziął sobie totalną bidę, w dodatku z dzieckiem co już w ogole samo w sobie jest dla niektorych niemożliwe. I żyją od lat szczęsliwie, mają wlasne dziecko. Co wiecej, ona nie pracuje, więc wszystko finansuje on i nie żaluje grosza:)))
Drugi - w ogole nieurodziwy, typ macho, bardzo męski, budzący respekt swoją męską postawą i charakterem. Zaradny, ogarnięty, niezależny, odpowiedzialny. Kobieciarz, ale typ dżentelmena, z kobietami umiał chyba postępowac jak mistrz, bo do dzisiaj żadna z jego ex zlego slowa o nim nie powie:)) Jak się ustatkował to ożenił się z dziewczyną 15 lat młodszą i żyją szczęsliwie do tej pory. Ona w posagu wniosła tylko siebie:)) Pracowała jako fryzjerka, potem nie pracowała, bo dziecko... Potem jakieś biznesy zakladała, które on finansował. Teraz robi paznokcie, jeździ po klientkach. On zakochany w niej po uszy chyba bardziej niż na początku...Zarabia 10x więcej niż ona.
Jeszcze jedna para. Choć to bardziej przyklad na to, że miłość jest ślepa;)) Ona nigdy nie pracowała, panna z dzieckiem, ale on tak sie zakochał, że nie przeszkadzało mu to. Po ślubie mieli wlasne dziecko. Ona typ księżniczki, ktora przywykła do rozpieszczania, bo przecudnej urody i powodzenie miała takie, że trudno opisać. Żaden nie przeszedł nie obejrzawszy się. Także romansowała sobie od czasu do czasu jako znudzona mężatka. On się wściekał, ale tolerował, bo nie chciał tego cudu stracić. I żyją do dzisiaj. Bliskiego kontaktu już nie mam, ale spotkałam go ze 2 msc temu i kupili nowe mieszkanie, ona nie pracuje, czyli sa razem:)
Także jak widzisz, nie ma co z góry zakładać czarnych scenariuszy. W życiu bywa rożnie, kwadratowo i podłużnie;)
Jak będzie u Ciebie, musisz przekonać się sama. Poznać człowieka, on poznać Ciebie....
10 2026-02-18 20:10:09 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-02-18 20:49:58)
Uważam, że bardzo dużo będzie zależeć od jego stosunku do pieniędzy, ale jeśli Twoją wartość miaby mierzyć statusem materialnym, to już na starcie uznałabym, że nie warto pakować się w taką relaję i to bez względu na to, ile samej się posiada.
Poza tym nie jest przecież powiedziane, że Twoja sytuacja też się za jakiś czas nie zmieni i to co dziś Cię martwi nie będzie mieć żadnego znaczenia.
Mogę też podpisać się pod słowami Wieki, że facet być może szuka takiej normalnej dziewczyny (czytaj: niematerialistki), która potrafi gospodarować środkami i nie ocenia innych przez pryzmat posiadanych pieniędzy.
I znowu ludzie po 30tce mnie utwierdzaja, ze maja juz wady mozgu. Nie wiem jaki sens ma przywiqzywanie jakiejkolwiek uwagi do hajsu i stanu posiadania.
I znowu ludzie po 30tce mnie utwierdzaja, ze maja juz wady mozgu. Nie wiem jaki sens ma przywiqzywanie jakiejkolwiek uwagi do hajsu i stanu posiadania.
Ale Ty tez bedziesz/byłaś po 30 tce ![]()
Ehhhh. A mógł przyjechać zardzewiałą Fiesta i moze byś chciała faceta poznac a nie bać sie
A dlaczego ma to nie mieć sensu?
Gdyby chciał jakąś bogatą, porobioną dziunię, to by sobie szybko znalazł.
Nie musisz być utrzymanką, bo jednak pieniądze masz.
A dlaczego ma to nie mieć sensu?
Gdyby chciał jakąś bogatą, porobioną dziunię, to by sobie szybko znalazł.Nie musisz być utrzymanką, bo jednak pieniądze masz.
Dokładnie. Ja nie pracuję, a też mimo braku pracy nigdy bym nie była utrzymanka faceta,bo po pierwsze mam dach nad głową, a po drugie mogę bez problemów przeżyć z zasiłków.
Dokładnie. Ja nie pracuję, a też mimo braku pracy nigdy bym nie była utrzymanka faceta,bo po pierwsze mam dach nad głową, a po drugie mogę bez problemów przeżyć z zasiłków.
Złoto
Julka, chcę żebyś wiedziała, że jesteś marzeniem wielu mężczyzn ![]()
Julia life in UK napisał/a:Dokładnie. Ja nie pracuję, a też mimo braku pracy nigdy bym nie była utrzymanka faceta,bo po pierwsze mam dach nad głową, a po drugie mogę bez problemów przeżyć z zasiłków.
Złoto
Julka, chcę żebyś wiedziała, że jesteś marzeniem wielu mężczyzn
![]()
Jeśli chce pokrywać twoje wakacje lub inne sprawy, to ok, nie widzę powodu by nazywać siebie utrzymanką. Możesz wnosić do tego związku jakieś inne niematerialne wartości.
Tak z ciekawości, jaka w takim razie jest definicja utrzymanki? ![]()
Bo zawsze myślałem, że jak jedna strona pokrywa koszty a druga wnosi do związku "niematerialne wartości" czyli mówiąc wprost tyłek to właśnie mamy definicję ![]()
Żeby była jasność, jeżeli dwie strony się zgadzają to nic w tym złego, ale nie ma się co oszukiwać, jak jedna osoba pozostaje na utrzymaniu drugiej, a co gorsza jest to stan permanentny to prędzej czy później skończy się to z hukiem. Pomijam już fakt, że większość "zaradnych" mężczyzn w dłuższej perspektywie zastąpi bezproduktywną i pozbawioną ambicji partnerkę kimś bardziej "zaradnym".
19 2026-02-18 23:17:48 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-02-18 23:18:34)
Samba napisał/a:Jeśli chce pokrywać twoje wakacje lub inne sprawy, to ok, nie widzę powodu by nazywać siebie utrzymanką. Możesz wnosić do tego związku jakieś inne niematerialne wartości.
Tak z ciekawości, jaka w takim razie jest definicja utrzymanki?
Bo zawsze myślałem, że jak jedna strona pokrywa koszty a druga wnosi do związku "niematerialne wartości" czyli mówiąc wprost tyłek to właśnie mamy definicjęŻeby była jasność, jeżeli dwie strony się zgadzają to nic w tym złego, ale nie ma się co oszukiwać, jak jedna osoba pozostaje na utrzymaniu drugiej, a co gorsza jest to stan permanentny to prędzej czy później skończy się to z hukiem. Pomijam już fakt, że większość "zaradnych" mężczyzn w dłuższej perspektywie zastąpi bezproduktywną i pozbawioną ambicji partnerkę kimś bardziej "zaradnym".
Dla mnie utrzymanka to kobieta,która żyje za kasę faceta. Utrzymanka może być też kobieta pracująca, jeżeli nadal korzysta z pieniędzy faceta,żeby opłacić rachunki i jedzenie oraz bez wypłaty męża nie poradziła by sobie z jedną wypłata np coś wynająć do mieszkania
Ja mam angielskie zasiłku i nie jestem żadnego faceta utrzymanka, bo mimo, że nie chodzę do pracy to mam gdzie mieszkać (dostalam dom.z urzedu) i sama za wszystko płacę.
Jak bylam w związkach to nigdy mnie facet nie utrzymywał. Czasami się zdarzało, że coś mi fajnego kupili czy się do czegoś dołożyli, ale to była ich dobra, wolna wola,a nie,że ja potrzebowałam
Dla mnie utrzymanka to kobieta,która żyje za kasę faceta. Utrzymanka może być też kobieta pracująca, jeżeli nadal korzysta z pieniędzy faceta,żeby opłacić rachunki i jedzenie oraz bez wypłaty męża nie poradziła by sobie z jedną wypłata np coś wynająć do mieszkania
Ja mam angielskie zasiłku i nie jestem żadnego faceta utrzymanka, bo mimo, że nie chodzę do pracy to mam gdzie mieszkać (dostalam dom.z urzedu) i sama za wszystko płacę.
Jak bylam w związkach to nigdy mnie facet nie utrzymywał. Czasami się zdarzało, że coś mi fajnego kupili czy się do czegoś dołożyli, ale to była ich dobra, wolna wola,a nie,że ja potrzebowałam
Czyli można powiedzieć, że ty jesteś taką utrzymanką brytyjskich podatników? ![]()
Bo jeżeli dobrze rozumiem bez ich zasiłków i benefitów też byś nie była w stanie przeżyć
Myślę, że dobrze zrobiłaś a do polski nie ma po co wracać, powinnaś się postarać o ich obywatelstwo ![]()
Julia life in UK napisał/a:Dla mnie utrzymanka to kobieta,która żyje za kasę faceta. Utrzymanka może być też kobieta pracująca, jeżeli nadal korzysta z pieniędzy faceta,żeby opłacić rachunki i jedzenie oraz bez wypłaty męża nie poradziła by sobie z jedną wypłata np coś wynająć do mieszkania
Ja mam angielskie zasiłku i nie jestem żadnego faceta utrzymanka, bo mimo, że nie chodzę do pracy to mam gdzie mieszkać (dostalam dom.z urzedu) i sama za wszystko płacę.
Jak bylam w związkach to nigdy mnie facet nie utrzymywał. Czasami się zdarzało, że coś mi fajnego kupili czy się do czegoś dołożyli, ale to była ich dobra, wolna wola,a nie,że ja potrzebowałamCzyli można powiedzieć, że ty jesteś taką utrzymanką brytyjskich podatników?
Bo jeżeli dobrze rozumiem bez ich zasiłków i benefitów też byś nie była w stanie przeżyćMyślę, że dobrze zrobiłaś a do polski nie ma po co wracać, powinnaś się postarać o ich obywatelstwo
Tak wiem może kiedyś wrócę do Polski na stare lata, niewiem jeszcze, póki co w Anglii żyje mnie sie lepiej
A co do bycia utrzymanka, to tak podatnicy płacą na mnie podatki,ale jest to inny rodzaj utrzymania,niż kobieta będąca na utrzymaniu faceta,ponieważ jeden podatnik nie płaci na mnie wszystkich swoich podatków, ale to jest rodzielone na więcej osób, także ludzie pracujący nadal mają swoje pelne wypłaty,a taki mąż to często żonie na utrzymaniu musi połowa wypłaty wydać na nią albo i więcej... a ja też nie muszę podatnikom usługiwać, nie muszę im prac, sprzątać i gotować,a kobieta na utrzymaniu faceta to wszystko musi mu jeszcze usługiwać-tak jest przeważnie niestety
Tak wiem może kiedyś wrócę do Polski na stare lata, niewiem jeszcze, póki co w Anglii żyje mnie sie lepiej
Naprawdę nie warto, w polsce podatnicy nie są aż tak bogaci.
A co do bycia utrzymanka, to tak podatnicy płacą na mnie podatki,ale jest to inny rodzaj utrzymania,niż kobieta będąca na utrzymaniu faceta,ponieważ jeden podatnik nie płaci na mnie wszystkich swoich podatków, ale to jest rodzielone na więcej osób, także ludzie pracujący nadal mają swoje pelne wypłaty,a taki mąż to często żonie na utrzymaniu musi połowa wypłaty wydać na nią albo i więcej...
Z jednej strony masz rację, ale zobacz z drugiej strony: gdyby laska nie miała jednego męża, tylko wielu utrzymanków? Np; 7, tak żeby każdemu mogła jeden dzień w tygodniu poświęcić. Gdyby każdy ją utrzymywał tylko trochę to pewnie nawet by tego nie odczuli. To podobnie jak z tymi podatnikami. Myślisz, że w takiej sytuacji by przesło i jakby miała wielu utrzymanków to sama by nie była utrzymanką?
Pytanie trochę filozoficzne, ale jestem ciekawy opinii.
a ja też nie muszę podatnikom usługiwać, nie muszę im prac, sprzątać i gotować,a kobieta na utrzymaniu faceta to wszystko musi mu jeszcze usługiwać-tak jest przeważnie niestety
Tutaj niestety z przykrością muszę się zgodzić, a szkoda
Samba napisał/a:Jeśli chce pokrywać twoje wakacje lub inne sprawy, to ok, nie widzę powodu by nazywać siebie utrzymanką. Możesz wnosić do tego związku jakieś inne niematerialne wartości.
Tak z ciekawości, jaka w takim razie jest definicja utrzymanki?
Bo zawsze myślałem, że jak jedna strona pokrywa koszty a druga wnosi do związku "niematerialne wartości" czyli mówiąc wprost tyłek to właśnie mamy definicjęŻeby była jasność, jeżeli dwie strony się zgadzają to nic w tym złego, ale nie ma się co oszukiwać, jak jedna osoba pozostaje na utrzymaniu drugiej, a co gorsza jest to stan permanentny to prędzej czy później skończy się to z hukiem. Pomijam już fakt, że większość "zaradnych" mężczyzn w dłuższej perspektywie zastąpi bezproduktywną i pozbawioną ambicji partnerkę kimś bardziej "zaradnym".
Pomogę koledze - utrzymanka faktycznie utrzymywaniem relacji seksualnej płaci za otrzymywane dobra materialne. Taka jest definicja słownikowa. Jest to określenie ewidentnie pejoratywne, ale co ciekawe od zawsze w naszym języku ma swój odpowiednik w rodzaju męskim
. Kończy się dostarczanie dóbr bądź znajdzie się hojniejszy sponsor - utrzymanka/utrzymanek znika, albowiem z osobą utrzymującą uczucie jej/jego nie łączy i lojalność w grę nie wchodzi.
Kolega niby taki w kalkulowaniu biegły a nie zauważył, że w bilansie jest pozycja zwana WNP? I że WNP mają całkiem konkretną wartość, daje się to w obrocie gospodarczym na pieniądze przeliczyć.
Postrzegając związek jako transakcję barterową i owszem, do związku można wnieść WNP zamiast gotówki czy nieruchomości, tak samo jak do spółki prawa handlowego. Fakt - wycenienie WNP takich jak miłość, lojalność, wsparcie, troska czy mniej emocjonalnie na przykład załatwianie rożnych spraw formalnych, urzędowych czy organizowanie różnych wspólnych aktywności - takie wycenienie łatwe nie jest. Ale wycenianie WNP w obrocie gospodarczym też nie jest łatwe, co nie oznacza, ze niewykonalne. Jak już się ktoś bierze za wyliczanki warto, by się ciut dokształcił, bo pomijanie pozycji bilansowych raczej nie świadczy o biegłości w sporządzaniu bilansu.
Ale ze kolega jest zżerany lękiem, iż jakaś wstrętna niewiasta go wykorzysta , wyssie i porzuci...wiadomo, niewiasty to jedna w drugą ohydne pijawki pazerne oraz niewierne. Oraz leniwe. A wszyscy mężczyźni to jeden w drugiego biedne misie, na które kobiety uprawiają polowanie z nagonką w charakterze ukochanej rozrywki, a potem się, zapewne na sabatach chwalą trofeami.
Julia life in UK napisał/a:Tak wiem może kiedyś wrócę do Polski na stare lata, niewiem jeszcze, póki co w Anglii żyje mnie sie lepiej
Naprawdę nie warto, w polsce podatnicy nie są aż tak bogaci.
Julia life in UK napisał/a:A co do bycia utrzymanka, to tak podatnicy płacą na mnie podatki,ale jest to inny rodzaj utrzymania,niż kobieta będąca na utrzymaniu faceta,ponieważ jeden podatnik nie płaci na mnie wszystkich swoich podatków, ale to jest rodzielone na więcej osób, także ludzie pracujący nadal mają swoje pelne wypłaty,a taki mąż to często żonie na utrzymaniu musi połowa wypłaty wydać na nią albo i więcej...
Z jednej strony masz rację, ale zobacz z drugiej strony: gdyby laska nie miała jednego męża, tylko wielu utrzymanków? Np; 7, tak żeby każdemu mogła jeden dzień w tygodniu poświęcić. Gdyby każdy ją utrzymywał tylko trochę to pewnie nawet by tego nie odczuli. To podobnie jak z tymi podatnikami. Myślisz, że w takiej sytuacji by przesło i jakby miała wielu utrzymanków to sama by nie była utrzymanką?
Pytanie trochę filozoficzne, ale jestem ciekawy opinii.Julia life in UK napisał/a:a ja też nie muszę podatnikom usługiwać, nie muszę im prac, sprzątać i gotować,a kobieta na utrzymaniu faceta to wszystko musi mu jeszcze usługiwać-tak jest przeważnie niestety
Tutaj niestety z przykrością muszę się zgodzić, a szkoda
W małżeństwie/związkach to tak nie działa jak w systemie podatkowym.
Dlaczego szkoda ? ![]()
A moim zdaniem nie ma szans relacja, w której ktoś nie czuje że ma coś wartościowego do zaoferowania drugiej stronie.
każdy ma swoje wartosci a autorka ceni sobie równość partnerstwo finansowe i powinna znależć podobnego do nie gościa, który te same sprawy stawia na szczycie.
więc strata czasu dla obojga
Cześć od kilku dni zastanawiam się nad pewnym temat. 2 tygodnie temu poznałam mężczyznę na imprezie urodzinowej koleżanki, jest to znajomy narzeczonego mojej koleżanki. On ma 35 lat, ja 31, na imprezie było dużo ludzi ale chwilę pogadaliśmy, potańczyliśmy, nic szczególnego ale na koniec zapytał czy dam mu numer do siebie. Zadzwonił kilka dni później i zapytał czy pójdę z nim na łyżwy. Zgodziłam się, pojeździliśmy, później poszliśmy do kawiarni, rozmowa bardzo fajna, luźna, ogólnie miło spędzony czas. Na koniec zaproponował, że mnie odwiezie na co również się zgodziłam. Nie znam się na samochodach ale okazało się, że jeździ jakimś terenowym mercedesem, samochód wydaje się bardzo drogi co nie ukrywam mocno mnie zdziwiło bo jak rozmawialiśmy to powiedział, że zajmuje się elektryką ale ten samochód nie wygląda na samochód elektryka a głupio mi było tak wprost zapytać.
Może nie powinnam ale po tym jak mnie odwiózł podpytałam o niego koleżankę i okazało się, że ma firmę, zatrudnia kilkanaście osób i ogólnie należy do zdecydowanie zamożnych osób, jego rodzina zresztą też bo matka jest lekarzem a ojciec jakąś firmę budowlaną prowadzi. I tutaj zaczyna się problem, z jednej strony niby fajnie, z drugiej strony ja pracuję za niecałe 5500 zł, po opłaceniu mieszkania i normalnych kosztów życia to jak mi zostaje 600-700 zł to jest dobrze. Każde wyjście, wyjazd, wakacje byłyby problemem, szans na istotną zmianę nie mam a jeżeli chodzi o moja rodzinę to mama jest nauczycielką a tata już na emeryturze, więc z jakiejś specjalnie zamożnej rodziny też nie pochodzę.
Po tych łyżwach dzwonił pod koniec ubiegłego tygodnia, proponował spotkanie ale byłam przeziębiona, źle się czułam więc nic z tego nie wyszło, wstępnie umówiliśmy się na najbliższy weekend.
Zastanawiam się czy jest sens w to brnąć i się niepotrzebnie angażować a później cierpieć. Nie będę kłamała, jest przystojny, kulturalny, inteligentny, to, że w życiu finansowo sobie bardzo dobrze radzi to też plus, ale z drugiej strony to też nie moja bajka, jego rodzina i moja rodzina to różne światy a ja jestem już w takim wieku, że zdecydowanie szukam kogoś do założenia rodziny a nie pobawienia się i pojeżdżenia w różne miejsca. Nie chcę się obudzić za 2-3 lata z poczuciem, że zmarnowałam ten czas.
Może za dużo sobie dopowiadam i zbyt wiele wyobrażam, bo też nie wiem do końca jakie ma intencje, ale jeżeli widzieliśmy się 2 razy i on chce się spotkać kolejny raz to może mu zależy? Myślicie, że taka znajomość ma sens? Mam na myśli poważne perspektywy a nie zabawę.
Odpowiedź nie jest wcale łatwa. Jedna zasada, której chyba nie trzeba tłumaczyć, w związku rządzi ten kto ma wyraźnie większe dochody (np. 5:1, 10:1). Niezależnie, czy jest, czy brak intercyzy.
Jeśli partner mniej zarabiający ma ambicje przewodnika w związku to nici z relacji.
Jeśli partner nie ma takiej potrzeby, ale znajdzie obszar związku w którym on zarządza (np. dom i dzieci) to jest szansa na relację.
Pod warunkiem, że równocześnie jest na tyle atrakcyjny dla drugiego partnera, aby ten nie szukał przygód poza związkiem.
W twoim autorko przypadku polecałbym spróbować zorientować się, czy rzeczony Mercedes jest tego pana, czy jednak jego taty lub mamy. Poza tym, jeśli już na początku relacji, ale kiedy pan poczuje się pewniej, zaczniesz zauważać fochy to ewakuuj się.
Więc Twój książę z bajki jest za bogaty xD
Zastanawiam się czy jest sens w to brnąć i się niepotrzebnie angażować a później cierpieć. Nie będę kłamała, jest przystojny, kulturalny, inteligentny, to, że w życiu finansowo sobie bardzo dobrze radzi to też plus, ale z drugiej strony to też nie moja bajka, jego rodzina i moja rodzina to różne światy(...)
A w razie czego wychodzisz za mąż za faceta czy za jego rodzinę? o.O
A moim zdaniem nie ma szans relacja, w której ktoś nie czuje że ma coś wartościowego do zaoferowania drugiej stronie.
każdy ma swoje wartosci a autorka ceni sobie równość partnerstwo finansowe i powinna znależć podobnego do nie gościa, który te same sprawy stawia na szczycie.
więc strata czasu dla obojga
A mnie Elu ten cały wątek wygląda na wrzutę obliczoną na konkretny efekt: potwierdzenie tezy (zresztą już wcześniej często potwierdzanej), że większość pań ma inne zdanie na ten temat, w zależności czy autorem jest kobieta czy facet. I zgodnie z przewidywaniami autora kilka starych użytkowniczek poleciało w pułapkę jak muszka owocówka do pułapki z octem winnym i zamiast napisać (jak by napisały facetowi) komentarze o wspólnym przesłaniu "nie pchaj się do nie swojej ligi" piszą w duchu "chwytaj szansę, która ci się nadarzyła" ![]()
I zgodnie z przewidywaniami autora kilka starych użytkowniczek poleciało w pułapkę
Niesłychane, no kto to słyszał, żeby mężczyźni byli inaczej oceniani niż kobiety. Szok i niedowierzanie.
Nowe_otwarcie napisał/a:I zgodnie z przewidywaniami autora kilka starych użytkowniczek poleciało w pułapkę
Niesłychane, no kto to słyszał, żeby mężczyźni byli inaczej oceniani niż kobiety. Szok i niedowierzanie.
![]()
NO, oczywiście można i tak na to spojrzeć, ze inaczej kobiety doradzają kobiecie, a inaczej będącemu w analogicznej sytuacji mężczyźnie. Z do bólu przewidywalnym dalszym ciągiem rozmowy. Ciekawsza mogła by być rozmowa, gdyby tematem był związek homoseksualny i samograj pt. różnica płci w grę by nie wchodził.
Dla mnie osobiście dylemat jest inny - nie pchać się do nie swojej ligi czy zaryzykować. Niezależnie od płci.
Przy dużej różnicy majątkowej ryzyko jest spore. Ale z drugiej strony - nie zagrasz to na pewno nie wygrasz.
Osobiście jestem zwolenniczką raczej ryzykowania niż programowego odpuszczania.
NO, oczywiście można i tak na to spojrzeć, ze inaczej kobiety doradzają kobiecie, a inaczej będącemu w analogicznej sytuacji mężczyźnie. Z do bólu przewidywalnym dalszym ciągiem rozmowy. Ciekawsza mogła by być rozmowa, gdyby tematem był związek homoseksualny i samograj pt. różnica płci w grę by nie wchodził.
Dla mnie osobiście dylemat jest inny - nie pchać się do nie swojej ligi czy zaryzykować. Niezależnie od płci.
Przy dużej różnicy majątkowej ryzyko jest spore. Ale z drugiej strony - nie zagrasz to na pewno nie wygrasz.Osobiście jestem zwolenniczką raczej ryzykowania niż programowego odpuszczania.
Raczej jest to prowokujący wątek, mówiący o utrzymywaniu kobiet, a przecież powinno być wszystko 50/50. I napisał to facet.
Co za czasy
Liczy się tylko kalkulacja więc nie ma się co dziwić, że coraz mniej dzieci się rodzi.
Dla mnie osobiście dylemat jest inny - nie pchać się do nie swojej ligi czy zaryzykować. Niezależnie od płci.
Przy dużej różnicy majątkowej ryzyko jest spore. Ale z drugiej strony - nie zagrasz to na pewno nie wygrasz.Osobiście jestem zwolenniczką raczej ryzykowania niż programowego odpuszczania.
A jakie to spore ryzyko ponosi osoba, która nic nie ma?
Jeżeli nie masz nic i tracisz wszystko to nadal zostaje... nic czyli jesteś w punkcie wyjścia ![]()
Ryzyko ponosi jedynie ten koleś, zwłaszcza jak wpadnie na pomysł, żeby brać ślub. Bo chociaż jego majątek, który ma przed ślubem pozostanie jego (czyli jak rozumiem dobrze działająca firma i jakieś środki trwałe) a jej majątek jej (czyli nic ;p), to po ślubie zyski, które będzie przynosiła firma nie będą jego tych ich, pomimo tego, że ona palcem nawet przy tym nie kiwnie.
Więc z jej punktu widzenia dziwny dylemat.
34 2026-02-19 15:41:49 Ostatnio edytowany przez Deepwater (2026-02-19 15:43:30)
Raczej jest to prowokujący wątek, mówiący o utrzymywaniu kobiet, a przecież powinno być wszystko 50/50. I napisał to facet.
Co za czasyLiczy się tylko kalkulacja więc nie ma się co dziwić, że coraz mniej dzieci się rodzi.
Pamiętasz czasy, kiedy kalkulacji nie było?
Może wtedy jak małżonków swatały rodziny, patrząc na pierwszym miejscu jaki ona wniesie posag oraz jakie on ma możliwości powiększania majątku dla niej?
Moim zdaniem sporo ludzi złapało odklejkę, zwłaszcza kobiet. Jak mają 18-19 lat to wszyscy im wmawiają jakie to muszą być silne, niezależne, jakie kariery zrobią, jak świat podbiją... mija kilka lat i okazuje się, że jak miała szczęscia ta kariera to niezauważalny trybik w korpo za 6000 zł brutto, realny wpływ na nic a żeby awansować trzeba wydrapać oczy Jessice ![]()
I wtedy przychodzi ból dupy i rozczarowanie oraz płacz "gdzie ci prawdziwi mężczyźni", chciała karierę robić, świat zdobywać a nawet na kredyt jej nie stać. Cóż, życie, tak właśnie wygląda męski świat ![]()
Deepwater powiem tak najbardziej zabezpieczać swój majątek chcą Ci którzy nic nie mają poza wielkim ego ![]()
Nie wiem też dlaczego majątek firmy najczęściej spółki utożsamiasz z majątkiem osobistym
Jeśli jesteś w stanie dostrzec we wchodzeniu w związek wyłącznie ryzyko finansowe, kolego Deepwater, to masz ewidentnie zawężone pole widzenia. Co gorsze zaś zdołałeś już wykazać, że nawet na temat rachunkowości na poziomie zwykłego bilansu masz słabo pojęcie, skoro eliminujesz zeń pozycję WN, a jakby podrżąyc nie wykluczam, ze także parę innych.
Wieka, żebyż jeszcze ta grupa kalkulujących panów pojęcie o podstawach rachunkowości miała... jasne, że wątek prowokujący. ![]()
Deepwater powiem tak najbardziej zabezpieczać swój majątek chcą Ci którzy nic nie mają poza wielkim ego
Tak, pisałem o tym wczoraj albo przedwczoraj, w skrócie jak masz całe gówno i ci kobieta zabierze połwę to zostajesz z połową całego gówna a chyba zgodzisz się, że ciężko za to przeżyć?
Jak masz 100 mln i kobieta zabierze ci 50 to za drugie 50 mln jakoś przebiedujesz
Nie wiem też dlaczego majątek firmy najczęściej spółki utożsamiasz z majątkiem osobistym
Bo tą spółkę ktoś założył, ktoś w nią zainwestował, ktoś ją budował i rozwijał.
Nawet z tego wątku, gość na jakąś firmę budowlaną, która jak rozumiem działa całkiem nieźle, może zarabia 1mln rocznie, może 10 mln, bez znaczenia. Wchodzi laska w taką rodzinę, spółka działa jak działala, nadal przynosi zyski, jej wkład i zasługi są żadne ale zyski już trzeba dzielić na 2. Bardzo sensowne i uczciwe ![]()
wieka napisał/a:Raczej jest to prowokujący wątek, mówiący o utrzymywaniu kobiet, a przecież powinno być wszystko 50/50. I napisał to facet.
Co za czasyLiczy się tylko kalkulacja więc nie ma się co dziwić, że coraz mniej dzieci się rodzi.
Pamiętasz czasy, kiedy kalkulacji nie było?
Może wtedy jak małżonków swatały rodziny, patrząc na pierwszym miejscu jaki ona wniesie posag oraz jakie on ma możliwości powiększania majątku dla niej?Moim zdaniem sporo ludzi złapało odklejkę, zwłaszcza kobiet. Jak mają 18-19 lat to wszyscy im wmawiają jakie to muszą być silne, niezależne, jakie kariery zrobią, jak świat podbiją... mija kilka lat i okazuje się, że jak miała szczęscia ta kariera to niezauważalny trybik w korpo za 6000 zł brutto, realny wpływ na nic a żeby awansować trzeba wydrapać oczy Jessice
I wtedy przychodzi ból dupy i rozczarowanie oraz płacz "gdzie ci prawdziwi mężczyźni", chciała karierę robić, świat zdobywać a nawet na kredyt jej nie stać. Cóż, życie, tak właśnie wygląda męski świat
To twoje dzieło, ten wątek, bo produkujesz się w tym temacie nie w jednym…
Choć tobie taka sytuacja nie grozi, tak jak i stały związek.
Jeśli jesteś w stanie dostrzec we wchodzeniu w związek wyłącznie ryzyko finansowe, kolego Deepwater, to masz ewidentnie zawężone pole widzenia. Co gorsze zaś zdołałeś już wykazać, że nawet na temat rachunkowości na poziomie zwykłego bilansu masz słabo pojęcie, skoro eliminujesz zeń pozycję WN, a jakby podrżąyc nie wykluczam, ze także parę innych.
Wieka, żebyż jeszcze ta grupa kalkulujących panów pojęcie o podstawach rachunkowości miała... jasne, że wątek prowokujący.
Dziękuję za pouczenie ale zapewniam, że radzę sobie z liczeniem bardzo dobrze. A swoje mądrości możesz wytłumaczyć jakiemuś kolesiowi, który jest w trakcie rozwodu a któremu prawie była zona planuje zabrać połowę majątku tylko dlatego, że gość był wystarczająco głupi, żeby nie podpisac intercyzy (czy w ogóle wziąć ślub). Mało to przypadków gdzie koleś ma zakłąd produkcyjny czy jakąś hurtownię, zarabia kilka mln rocznie. Szanowna małożona też ma biznes, tylko to zakład fryzjerski i zarabia 100 tyś rocznie. Po 5 czy 10 latach się roztają i dzielę 15 mln na pół
W dodatku przez większosć czasu to on utrzymywał dom, finansował wakacje itd... Znam takie przypadki i raczej marne pocieszenie dla niego że ona "wniosła wiele niematerialnych rzeczy do związku" ![]()
minnie.89 napisał/a:Deepwater powiem tak najbardziej zabezpieczać swój majątek chcą Ci którzy nic nie mają poza wielkim ego
Tak, pisałem o tym wczoraj albo przedwczoraj, w skrócie jak masz całe gówno i ci kobieta zabierze połwę to zostajesz z połową całego gówna a chyba zgodzisz się, że ciężko za to przeżyć?
Jak masz 100 mln i kobieta zabierze ci 50 to za drugie 50 mln jakoś przebiedujeszminnie.89 napisał/a:Nie wiem też dlaczego majątek firmy najczęściej spółki utożsamiasz z majątkiem osobistym
Bo tą spółkę ktoś założył, ktoś w nią zainwestował, ktoś ją budował i rozwijał.
Nawet z tego wątku, gość na jakąś firmę budowlaną, która jak rozumiem działa całkiem nieźle, może zarabia 1mln rocznie, może 10 mln, bez znaczenia. Wchodzi laska w taką rodzinę, spółka działa jak działala, nadal przynosi zyski, jej wkład i zasługi są żadne ale zyski już trzeba dzielić na 2. Bardzo sensowne i uczciwe
Zapewniam Cię, że osoby mające spółki o wartości 100 mln mają lepszych doradców niż Ty w tej dziedzinie.
Myślę że US by się cieszył gdyby wszyscy tak ochoczo wykazywali zyski, co więcej zysk spółki nie jest Twoim zyskiem ale spółki Twoja wiedza na temat działalności spółek to chyba dotyczy Januszex. Majątek spółki a Twój majątek to nie jest to samo a jak myślisz że to jest to samo, to możesz mieć problem szybciej niż myślisz.
To twoje dzieło, ten wątek, bo produkujesz się w tym temacie nie w jednym…
Produkuje się bo wypisujecie pierdoły, chociaż wiem, że zbędnie bo jak ktoś ma spaczoną psychikę to nic tego nie naprostuje.
Choć tobie taka sytuacja nie grozi, tak jak i stały związek.
To jest nas dwoje
Ale nie martw się, jak się stały nie trafi to zadowolę się mniej stałym.
Muqin napisał/a:Jeśli jesteś w stanie dostrzec we wchodzeniu w związek wyłącznie ryzyko finansowe, kolego Deepwater, to masz ewidentnie zawężone pole widzenia. Co gorsze zaś zdołałeś już wykazać, że nawet na temat rachunkowości na poziomie zwykłego bilansu masz słabo pojęcie, skoro eliminujesz zeń pozycję WN, a jakby podrżąyc nie wykluczam, ze także parę innych.
Wieka, żebyż jeszcze ta grupa kalkulujących panów pojęcie o podstawach rachunkowości miała... jasne, że wątek prowokujący.
Dziękuję za pouczenie ale zapewniam, że radzę sobie z liczeniem bardzo dobrze. A swoje mądrości możesz wytłumaczyć jakiemuś kolesiowi, który jest w trakcie rozwodu a któremu prawie była zona planuje zabrać połowę majątku tylko dlatego, że gość był wystarczająco głupi, żeby nie podpisac intercyzy (czy w ogóle wziąć ślub). Mało to przypadków gdzie koleś ma zakłąd produkcyjny czy jakąś hurtownię, zarabia kilka mln rocznie. Szanowna małożona też ma biznes, tylko to zakład fryzjerski i zarabia 100 tyś rocznie. Po 5 czy 10 latach się roztają i dzielę 15 mln na pół
W dodatku przez większosć czasu to on utrzymywał dom, finansował wakacje itd... Znam takie przypadki i raczej marne pocieszenie dla niego że ona "wniosła wiele niematerialnych rzeczy do związku"
A możesz podać chociaż jedną sygnaturę takiej sprawy sądowej ? Bo to trochę opowieści wyssane z palca.
Na szczęście Ty nie masz takiego majątku wiec nie musisz się martwić ![]()
Zapewniam Cię, że osoby mające spółki o wartości 100 mln mają lepszych doradców niż Ty w tej dziedzinie.
Myślę że US by się cieszył gdyby wszyscy tak ochoczo wykazywali zyski, co więcej zysk spółki nie jest Twoim zyskiem ale spółki Twoja wiedza na temat działalności spółek to chyba dotyczy Januszex. Majątek spółki a Twój majątek to nie jest to samo a jak myślisz że to jest to samo, to możesz mieć problem szybciej niż myślisz.
Może i moja wiedza dotyczy Januszexów a nawet mając spółkę Januszex coś czuję ze i tak zarabiam wielokrotność tego co ty ![]()
O majątku prywatnym i spółki naprawdę nie musisz mnie pouczać, ale skoro jestem jedynym udziałowcem to tak się składa, że a decyduję o tym co zrobić z zyskami spółki a ponieważ jestem jednynym udziałowcem to zysk trafia na mój prywatny rachunek i staje się majątkiem prywatnym. Szkoda, ze masz tyle do powiedzenia w temacie o ktorym nie masz pojęcia a nie odniosłaś się do głównego problemu.
Gdybym miał ten sam Januszex i ten sam zysk, ale miałbym żonę to zysk ze spółki który wyplacam na rachunek prywatny nie byłby mój tylko również mojej żony. Żony, która placem przy tym nie kiwnęła.
A możesz podać chociaż jedną sygnaturę takiej sprawy sądowej ? Bo to trochę opowieści wyssane z palca.
Nie mogę bo nigdy żony nie miałem i nie planuję więc mnie temat nie dotyczy i nigdy dotyczył nie będzie. Zapytam kolegi, jak się zgodzi podać to ci podeślę w prywatnej wiadoosci żebyś do poduszki poczytała.
Na szczęście Ty nie masz takiego majątku wiec nie musisz się martwić
To nie ja się żaliłem o wykorzystywaniu pracowników za grosze na zleceniu ![]()
minnie.89 napisał/a:Zapewniam Cię, że osoby mające spółki o wartości 100 mln mają lepszych doradców niż Ty w tej dziedzinie.
Myślę że US by się cieszył gdyby wszyscy tak ochoczo wykazywali zyski, co więcej zysk spółki nie jest Twoim zyskiem ale spółki Twoja wiedza na temat działalności spółek to chyba dotyczy Januszex. Majątek spółki a Twój majątek to nie jest to samo a jak myślisz że to jest to samo, to możesz mieć problem szybciej niż myślisz.Może i moja wiedza dotyczy Januszexów a nawet mając spółkę Januszex coś czuję ze i tak zarabiam wielokrotność tego co ty
O majątku prywatnym i spółki naprawdę nie musisz mnie pouczać, ale skoro jestem jedynym udziałowcem to tak się składa, że a decyduję o tym co zrobić z zyskami spółki a ponieważ jestem jednynym udziałowcem to zysk trafia na mój prywatny rachunek i staje się majątkiem prywatnym. Szkoda, ze masz tyle do powiedzenia w temacie o ktorym nie masz pojęcia a nie odniosłaś się do głównego problemu.
Gdybym miał ten sam Januszex i ten sam zysk, ale miałbym żonę to zysk ze spółki który wyplacam na rachunek prywatny nie byłby mój tylko również mojej żony. Żony, która placem przy tym nie kiwnęła.
Udzielenie odpowiedzi na Twoje pytanie to już udzielenie porady prawnej i jak widać masz bardzo prowincjonalne myślenie
Udzielenie odpowiedzi na Twoje pytanie to już udzielenie porady prawnej i jak widać masz bardzo prowincjonalne myślenie
Ale ja nie potrzebuję porady prawnej bo nie mam żony i nie planuję, więc co mnie obchodzą wydumane problemy nieogarniętch facetów?
Myślenie prowincjonalne a mimo to finansowo radzę sobie znacznie, znacznie lepiej niż ty. Jak to o tobie świadczy? ![]()
minnie.89 napisał/a:Udzielenie odpowiedzi na Twoje pytanie to już udzielenie porady prawnej i jak widać masz bardzo prowincjonalne myślenie
Ale ja nie potrzebuję porady prawnej bo nie mam żony i nie planuję, więc co mnie obchodzą wydumane problemy nieogarniętch facetów?
Myślenie prowincjonalne a mimo to finansowo radzę sobie znacznie, znacznie lepiej niż ty. Jak to o tobie świadczy?
Skąd taka pewność?
Mimo wszystko życzę Ci powiedzenia a ja wracam do wybierania SPA na ten weekend
Skąd taka pewność?
Mimo wszystko życzę Ci powiedzenia a ja wracam do wybierania SPA na ten weekend
Mogę jechać z tobą? Faktycznie poruchałbym a patrząc na zjadliwość to na pewno nie masz chłopaka ![]()
minnie.89 napisał/a:Skąd taka pewność?
Mimo wszystko życzę Ci powiedzenia a ja wracam do wybierania SPA na ten weekend
Mogę jechać z tobą? Faktycznie poruchałbym a patrząc na zjadliwość to na pewno nie masz chłopaka
Załamię Cię ale nie szukam chłopaka ![]()
Załamię Cię ale nie szukam chłopaka
A kto mówi o byciu chłopakiem?
Ja dziewczyny też nie szukam, po prostu dawno w SPA nie byłem ![]()
W jakim mieście? I oby to była Warszawa albo bliskie okolice
Załamię Cię ale nie szukam chłopaka
Ilość twoich wątków na ten temat przeczy tej tezie.
O majątku prywatnym i spółki naprawdę nie musisz mnie pouczać, ale skoro jestem jedynym udziałowcem to tak się składa, że a decyduję o tym co zrobić z zyskami spółki a ponieważ jestem jednynym udziałowcem to zysk trafia na mój prywatny rachunek i staje się majątkiem prywatnym.
I tylko to ulega podziałowi. Póki jest to na koncie spółki to żona nie ma nic do tego.
Aczkolwiek i od tego są wyjątki.
Tak, pisałem o tym wczoraj albo przedwczoraj, w skrócie jak masz całe gówno i ci kobieta zabierze połwę to zostajesz z połową całego gówna a chyba zgodzisz się, że ciężko za to przeżyć?
Jak masz 100 mln i kobieta zabierze ci 50 to za drugie 50 mln jakoś przebiedujesz
Czyli sensowniej jest rozglądać się za przynajmniej względnie zamożnym partnerem, bo on nie będzie śmiertelnie przerażony, że panna zerwie mu z dupy ostatnie gacie? ![]()
Mogę jechać z tobą? Faktycznie poruchałbym a patrząc na zjadliwość to na pewno nie masz chłopaka
No, teraz to zdecydowanie pokazałeś, jakim jesteś "smakowitym kąskiem" ![]()
Czyli sensowniej jest rozglądać się za przynajmniej względnie zamożnym partnerem, bo on nie będzie śmiertelnie przerażony, że panna zerwie mu z dupy ostatnie gacie?
Tacy podpisują intercyzę i mają rozdzielność majątkową. I jak kwik jest - to tylko w tym kierunku
A z brakiem partnera to akurat trafił ![]()
Tacy podpisują intercyzę i mają rozdzielność majątkową. I jak kwik jest - to tylko w tym kierunku
Nie każdemu zależy na intercyzie
A z brakiem partnera to akurat trafił
Co nie tłumaczy takich prostackich tekstów ![]()
A jak facet zakłada sp. z o.o. po slubie bez intercyzy i jest jedynym udzialowcem to przy rozwodzie połowę udziałów przejmuje zona? Jak to jest?
Z tego co pamiętam to zależy, czy udziały zostały nabyte z majątku wspólnego czy odrębnego. Mogę się mylić, ale to łatwo sprawdzić.
A jak facet zakłada sp. z o.o. po slubie bez intercyzy i jest jedynym udzialowcem to przy rozwodzie połowę udziałów przejmuje zona? Jak to jest?
Jak wspólność to nie może być inaczej. Jak narobisz długów to żona będzie obciążona jego połową.
Uroki małżeństwa ![]()
Po ślubie bez intercyzy wszystko jest wspólne. Z automatu powstaje ustawowa wspólność majątkowa.
Co nie oznacza, ze w trakcie trwania tej wspólnoty nie można wejść w posiadanie majątku odrębnego, Alessandro. O ile pamiętam drogą otrzymania darowizny, drogą dziedziczenia i jeszcze jakichś tam.
To było ogólne stwierdzenie. Jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach.
63 2026-02-19 20:35:36 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-02-19 20:36:13)
Co nie oznacza, ze w trakcie trwania tej wspólnoty nie można wejść w posiadanie majątku odrębnego, Alessandro. O ile pamiętam drogą otrzymania darowizny, drogą dziedziczenia i jeszcze jakichś tam.
Tak, ale to nie dotyczyło pytania Berta.
A jak facet zakłada sp. z o.o. po slubie bez intercyzy i jest jedynym udzialowcem to przy rozwodzie połowę udziałów przejmuje zona? Jak to jest?
Odpowiedź zebrana i ogólna czyli co do zasady oraz oczywiście w Polsce:
Wartość połowy udziałów w opisanej spółce przypada żonie przy założeniu, że podział majątku dorobkowego jest typowy czyli 50/50 jeśli udziały zostały nabyte z majątku dorobkowego. Nie jest tak, że żona "przejmuje udziały", jej się należy równowartość jakoś tam wyceniona (koszmar, o to to się można przy podziale sądowym bardzo długo spierać) .
Jeśli udziały zostały nabyte z majątku odrębnego męża, nie wchodzą w skład majątku dorobkowego i , po ludzku rzecz ujmując, żonie nic do nich, całość spółki jest jego. Jeśli mąż na przykład już po ślubie dostał kasę w prezencie od mamusi i za tą kasę zrobił sobie spółkę z o.o. jednoosobową to całość jego, nawet jeśli nijakiej intercyzy nie było.
Nie chcę się obudzić za 2-3 lata z poczuciem, że zmarnowałam ten czas.
Może za dużo sobie dopowiadam i zbyt wiele wyobrażam, bo też nie wiem do końca jakie ma intencje, ale jeżeli widzieliśmy się 2 razy i on chce się spotkać kolejny raz to może mu zależy? Myślicie, że taka znajomość ma sens? Mam na myśli poważne perspektywy a nie zabawę.
Masz zaniżone poczucie własnej wartości i.... Słusznie.
Co robisz, żeby nie czuć się gorsza od jakiegoś gościa w mercedesie? Dlaczego stawiasz się w pozycji Kopciuszka, który musi spełnić czyjeś oczekiwania?
Dlaczego nie robisz nic aby takiemu gościowi dorównać? W czym on jest lepszy od ciebie? Jest bardziej zdolny, ma więcej możliwości?
Dziewczyno, dopóki się za siebie nie weźmiesz, nie wyjdziesz ze swojej strefy komfortu i zaczniesz zarabiać jak on to będziesz tu pisać żałośne treny o tym, czy taka znajomość ma sens.
Moim zdaniem na dziś ta znajomość sensu nie ma. Za duża dysproporcja między wami, a bajki nie zdarzają się w życiu.