jestem ze swoim facetem ponad 4 lata i z każdym dniem czuje się gorzej. kiedy go poznałam byłam pełna życia, miałam znajomych wszystko mi się chciało. na dzień dzisiejszy... nie mam ochoty na nic i nie przesadzam. cały czas czuję że w środku tli się u mnie ochota na jakieś wyjście, zrobienie czegoś fajnego ale jak pomyślę o nim, że on znowu nie bedzie chciał zrobić czegokolwiek ze mną to odechciewa mi się wszystkiego. od ostatniego czasu przestałam już nawet cokolwiek proponować... jestem młoda a czuję się jakbym wcale taka nie była i jakby staż tego związku był 20 letni. mam silną osobowość, rzadko płakałam przez jakiegolowiek faceta a teraz nawet siedząc sama kiedy myślę o nim, o tej relacji, to łzy same napływają mi do oczu. ja nie mam siły, dosłownie i poważnie. to jest człowiek któremu nic się nie chce zrobić ze mną ... wyjść chociażby na spacer, juz próbowałam wszystkiego. najpierw było ze ze znajomymi za głosno, ok to nie, to sami. sami tez nie bo po co w tłumie ludzi oglądać film w kinie, ok to sami w domu, nie bo juz mu sie spac chce.. teraz juz nawet nic nie wymysla tylko mowi 'zmeczony jestem daj mi spokoj' kiedy mowie ze mam dosyc, ze juz nie moge wytrzymac to smieje sie ze mnie ze wymyslam i mnie uspokaja jak małe dziecko lekceważącym tonem. przepraszam za sformowanie ale czuję się jak śmieć ... dodatkowo zawsze byłam taka zaradna, chciałam robić coś więcej a teraz juz mi sie odechcialo. on sie smieje z ludzi z ambicjami bo dla niego sukces to 'dorobic sie ale sie nie narobic'.. na poczatku jak rozmawialismy o zwiazkach i powiedzialam mu ze interesuje mnie zwiazek partnerski, wymienianie sie obowiazkami itd on dobrze wie jakie mam podejscie, bardzo drazni mnie uprzedmiotowianie kobiet a on np rano potrafi powiedziec 'no rob mi sniadanie' ja mu odpowiem ze spiesze sie zeby sam zrobil a on do mnie 'mowie ze masz zrobic to masz mi zrobic' ja wtedy czuje jak mi serce łomocze bo jestem w srodku taka zła ze juz nie moge ... i tak bardzo duzo takich tekstow opowiada typu 'kobieta powinna' niby zartem niby serio .. ja juz nie mam sily, siedze i placze. trzyma mnie jakies chore bezpieczenstwo, ze nie oglada sie na inne i tu moge byc go pewna chociaz heh.. niczego nie mozna byc pewnym ale boze ... pomozcie mi bo zwariuje, ostatnio trafilam do lekarza z łomotaniem serca i nie moglam zlapac oddechu no i wyszlo ze to na tle nerwowym. czuje sie beznadziejna, na nic nie mam ochoty, zupelnie odechcialo mi sie zyc
1 2014-10-03 23:04:08 Ostatnio edytowany przez netolinka (2014-10-03 23:05:59)
Podobne tematy
Pieprzysz, netolinka
I dobrze o tym wiesz, kochana.
Jak człowiek nie ma siły, to puszcza. Jak człowiekowi źle, a nie jest przybetonowany, to sobie idzie i zmienia, jak człowiekowi się nie podoba, to odwraca się na pięcie.
Pewnie, że facet traktuje Cię z lekceważeniem, bo zachowujesz się jak dziecko, tupiesz nóżką i krzyczysz, że "nie wytrzymasz", a potem grzecznie wytrzymujesz i trwasz. Nie chcesz odchodzić, więc po co tym straszysz? Nie chcesz odchodzić, bo trzymasz się go kurczowo, bo wiesz doskonale, że NIE będzie mu się chciało za Tobą pobiec, bo nie będzie się starał.
Napisałaś tutaj w nadziei, że ktoś Ci przekaże magiczne zaklęcie "jak zmienić faceta". Zdradzę Ci tajemnicę - nie da się. Nie zależy mu i koniec, a Ty jak sobie chcesz trwać przy nim, to sobie trwaj, tylko nie mydl nam i sobie oczu, że "nie wytrzymasz" i "nie masz sił", bo masz ich jeszcze wiele.
3 2014-10-03 23:30:13 Ostatnio edytowany przez netolinka (2014-10-03 23:34:57)
Teo sytuacja nie jest taka prosta, po co miałabym mydlic oczy? nie uważasz ze jak ktoś pisze na forum, w dodatku do obcych ludzi to pisze szczerze zwłaszcza o tym co czuje? a to co czuje jest prawdziwe.
nie chcę go zmieniać, chcę zmienić siebie. bo nie potrafię niczym się cieszyć i to jest teraz mój problem, tak jak w temacie, to ja nie mam siły i chęci walki o samą siebie, bo to mi jest potrzebne żeby odejść
"Nie chcesz odchodzić, bo trzymasz się go kurczowo, bo wiesz doskonale, że NIE będzie mu się chciało za Tobą pobiec, bo nie będzie się starał. " gdzie wyczytałeś cokolwiek takiego w moim temacie? o jego zachowaniu w sytuacji kiedy ja odchodze? ciekawe
odeszłam od niego, ale nie miałam wystarczającej siły by trzymać się tego za wszelką cenę. wydzwaniał, biegał, latał a ja go prosiłam żeby mnie zostawił, nie mam żadnego wsparcia i ciężko w samotności sobie codziennie powtarzać do czterech ścian. przez miesiąc wystawał pod domem, nie dałam rady psychicznie, czy potrafisz sobie wyobrazić taką sytuacje czy nie?
chyba początek depresji ciebie dopada autorko przez tą twoją frustrację na niezrealizowane potrzeby i niezrozumienie ze strony chłopaka :-) Widocznie twój wybranek ma inne potrzeby i czas się z tym pogodzić i iśc dalej przed siebie realizując swoje plany, zainteresowania, dzieląc się obowiązkami albo odejść bo wypalisz się. Może czas też na "mały" odpoczynek od siebie np.wyjazd weekendowy w gronie znajomych lub samej?
Iwona, masz racje, ten wyjazd brzmi dobrze.
Chociaż wiem że chcę odejść, bo niestety juz w samych podstawach sie mijamy, i mówię to jemu, na spokojnie że zobacz, chcemy innych rzeczy to on już w takiej sytuacji zmienia sie w innego człowieka i udaje. zamiast zrozumiec, podac sobie rece i pojsc kazdy w swoim kierunku. gdyby dojrzal do takiego 'ludzkiego' rozstania to dawno to wszystko by sie rozwiązało tak jak kończyły się moje poprzednie związki.
ja po prostu nie mam siły walczyć o siebie i o to żeby nie reagować na jego płacze, wystawanie pod domem i męczenie mnie ciągłe i ciągłe. to wymaga ode mnie naprawde duzo siły i nie wiem jak mam sobie z tym poradzic bo juz raz mi nie wyszło..
i widzę że jest coraz gorzej ze mną i moim podejściem do marzeń, planów ..odechciało mi się wszystkiego
Ale typ to palant. Jak sobie go wyobrażam taki co to nie on, do niego trzeba się dopasować, a jednocześnie wszystko jemu nie pasuje.
Tylko co masz zrobić? Przecież to jest jasne. Przeciez nikt nie przetnie tej liny za Ciebie.
Musisz zebrać w sobie siłę, dużo siły, ale teraz już w tej chwili, nie za moment. Jak wygląda u Was sprawa mieszkania? Wynajmujecie coś razem, czy jest Twoje/Jego?
Tak czy siak ktoś musi spakować manatki i się wynieść. Zakończ to, bo niedługo naprawdę się w tym udusisz, wpędzi Cię chłop w depresję i latami będziesz się z tym zmagać... Wyjedź sobie gdzieś sama/z koleżankami na weekend, wróć i żyj swoją własną codziennością. Bez faceta, przy którym czujesz się jak śmieć, to nie związek... Tak, 4 lata to szmat czasu, więc nie marnuj ani dnia dłużej na kogoś takiego. Trzymaj się cieplutko!
Chociaż wiem że chcę odejść, bo niestety juz w samych podstawach sie mijamy, i mówię to jemu, na spokojnie że zobacz, chcemy innych rzeczy to on już w takiej sytuacji zmienia sie w innego człowieka i udaje. zamiast zrozumiec, podac sobie rece i pojsc kazdy w swoim kierunku. gdyby dojrzal do takiego 'ludzkiego' rozstania to dawno to wszystko by sie rozwiązało tak jak kończyły się moje poprzednie związki.
ja po prostu nie mam siły walczyć o siebie i o to żeby nie reagować na jego płacze, wystawanie pod domem i męczenie mnie ciągłe i ciągłe. to wymaga ode mnie naprawde duzo siły i nie wiem jak mam sobie z tym poradzic bo juz raz mi nie wyszło..
i widzę że jest coraz gorzej ze mną i moim podejściem do marzeń, planów ..odechciało mi się wszystkiego
netolinka, powtarzam po raz drugi - pieprzysz. Jak Ci źle to bierzesz tyłek w troki i odchodzisz i żadne jego latanie, żadne wydzwanianie na Ciebie nie działa, tak, to jest AŻ tak proste. Ty ciągle oczekujesz, że to on odejdzie, że rozstaniecie się "w zgodzie", że to ON odwali za Ciebie całą robotę, ale czemu ma to zrobić, jak jemu jest dobrze.
Robisz trzy proste, podstawowe kroki.
1. Oznajmiasz, że odchodzisz.
2. Odchodzisz.
3. Wyłączasz telefon i znikasz na tak długo, aż Ci przejdzie i nie wzruszy Cię już jego "ganianie". Wyłączasz telefon i tyle, albo zmieniasz nr.
"Jak ktoś chce, znajdzie sposób, jak ktoś nie chce znajdzie powód".
4 lata to kawałek czasu, jesteś do niego przyzwyczajona, być może w toksycznej relacji, a być może troszkę koloryzujesz i demonizujesz. Nie wiem. Ja jestem typem lenia. Nie w sensie pracy, bo pracuję, w domu robię dużo, musi być uprane, uprasowane. Typ pedantki. Mój mąż też często mówi: wyjdźmy na spacer. Czasem wyjdę, czasem mi się nie chcę i mówię, żeby poszedł sam albo pojechał na rower. Czy związek oznacza, że wszystko robimy razem? Według mnie nie.
Wydaje mi się, że nie masz większych problemów i stwarzasz je sobie trochę. Wczoraj nawet była taka sytuacja, że chciałam iść do sklepu i pytam go czy chce iść ze mną, on kręcił nosem, że nie chce mu się. Ok, rozumiem, ubrałam się i poszłam. Po co fochy? Chcesz iść do kina? Idź. Facet Cię nie przywiązuje do kaloryfera <chyba>. Po paru latach związku nie ma już chodzenia rozanielonym w pizgające, listopadowe wieczory, nie ma kina gdzie nie wiadomo o czym był film, bo patrzyło się sobie głęboko w oczy. Niestety, zauroczenie mija. Trzeba sobie odpowiedzieć, czy stabilizacja i rutyna to jest dla nas zmiana, ale niekoniecznie na gorsze, czy powoduje u nas "depresję" i "samo lecące łzy". Albo w prawo, albo w lewo. A przede wszystkim z nim pogadaj, szczerze, na poważnie, spokojnie. Bo z Twoich opisów nie widzę, żeby to był jakiś okrutnik. ![]()
4 lata to kawałek czasu, jesteś do niego przyzwyczajona, być może w toksycznej relacji, a być może troszkę koloryzujesz i demonizujesz. Nie wiem. Ja jestem typem lenia. Nie w sensie pracy, bo pracuję, w domu robię dużo, musi być uprane, uprasowane. Typ pedantki. Mój mąż też często mówi: wyjdźmy na spacer. Czasem wyjdę, czasem mi się nie chcę i mówię, żeby poszedł sam albo pojechał na rower. Czy związek oznacza, że wszystko robimy razem? Według mnie nie.
Wydaje mi się, że nie masz większych problemów i stwarzasz je sobie trochę. Wczoraj nawet była taka sytuacja, że chciałam iść do sklepu i pytam go czy chce iść ze mną, on kręcił nosem, że nie chce mu się. Ok, rozumiem, ubrałam się i poszłam. Po co fochy? Chcesz iść do kina? Idź. Facet Cię nie przywiązuje do kaloryfera <chyba>. Po paru latach związku nie ma już chodzenia rozanielonym w pizgające, listopadowe wieczory, nie ma kina gdzie nie wiadomo o czym był film, bo patrzyło się sobie głęboko w oczy. Niestety, zauroczenie mija. Trzeba sobie odpowiedzieć, czy stabilizacja i rutyna to jest dla nas zmiana, ale niekoniecznie na gorsze, czy powoduje u nas "depresję" i "samo lecące łzy". Albo w prawo, albo w lewo. A przede wszystkim z nim pogadaj, szczerze, na poważnie, spokojnie. Bo z Twoich opisów nie widzę, żeby to był jakiś okrutnik.
Jest jeszcze trzecia droga - dobrać sobie kogoś, kto nam pasuje i my pasujemy do niego. Kogoś, kto mniej więcej ma podobny tryb życia do nas i podobne zainteresowania.
12 2014-10-05 12:00:32 Ostatnio edytowany przez Agnieshka (2014-10-05 12:01:16)
Teo, no można też się rozstać ale twórczyni wątku chyba tego nie chce. Ja zaakceptowałam, że związek z czasem się zmienia. Może i istnieją związki, w których namiętność trwa latami ale osobiście nie znam żadnego. Albo znajdziecie kompromis albo się prędzej, czy później rozstaniecie, albo będziesz się tłamsić dalej w związku, będziesz wiecznie niezadowolona, narzekająca <na marginesie wątpię, że facet długo wytrzyma w takiej relacji>. Jak widać, wyjść jest kilka.
13 2014-10-05 12:22:28 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-05 12:24:22)
Iwona, masz racje, ten wyjazd brzmi dobrze.
Najlepszy byłby wyjazd połączony ze spaleniem mostów stojących jeszcze w Tobie dla niego, by samej sobie uniemożliwić powrót.
Jednym z takich mostów jest tłumienie poczucia własnej wartości dla egoistycznego pierdoły.
14 2014-10-05 13:02:37 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2014-10-05 13:05:07)
nie mam ochoty na nic i nie przesadzam.
ja nie mam siły, dosłownie i poważnie.
czuję się jak śmieć ... dodatkowo zawsze byłam taka zaradna, chciałam robić coś więcej a teraz juz mi sie odechcialo.
pomozcie mi bo zwariuje, ostatnio trafilam do lekarza z łomotaniem serca i nie moglam zlapac oddechu no i wyszlo ze to na tle nerwowym. czuje sie beznadziejna, na nic nie mam ochoty, zupelnie odechcialo mi sie zyc
I to wszystko tylko dlatego, że facet jest krnąbrny i nie słucha poleceń?
Jednym z takich mostów jest tłumienie poczucia własnej wartości dla egoistycznego pierdoły.
Tylko kto tu jest egoistą? Nieposłuszny facet, czy kobieta próbująca go zmusić do życia wbrew jego potrzebom?
Gdzieś czytałem takie fajne cuś
:
Kobieta wchodzi w związek z nadzieją, że zmieni faceta. Facet wchodzi w związek z nadzieją, że kobieta się nie zmieni. Oboje się mylą.
Właśnie dlatego tak napisałem o tych "mostach", by dała sobie spokój z gościem, do którego już raz wróciła naiwnie sądząc, że, mimo wszystko, zdoła go zmienić.
Excop
Może powinna zerwać, a może przemyśleć swoje zachowanie, bo kogoś nie zmienisz, ale siebie możesz. Nigdy nie znajdziesz ideału, więc może trochę tolerancji i akceptacji by pomogło?
Oczywiście, nie sprawi, że ze spokojnego domatora facet stanie się nagle miłośnikiem imprez i spacerów, ale sądzę, że takie zachowania:
"rano potrafi powiedziec 'no rob mi sniadanie' ja mu odpowiem ze spiesze sie zeby sam zrobil a on do mnie 'mowie ze masz zrobic to masz mi zrobic'"
pomogłaby wyeliminować spokojna rozmowa.
I jeszcze jedno, w poprzednim poście wynotowałem jej zachowania, które uważam, że powinny ją zaniepokoić, bo dowodzą jakiejś bluszczowatości i uzależnienia poczucia własnej wartości od tego co robi drugi człowiek. No bez jaj, kobieta popada w jakąś depresję, bo jej mężczyzna nie lubi spacerów?
Z drugiej strony, dlaczego ten facet czuje się wciąż zmęczony, śpiący? Przepracowany, albo jakaś nerwica, depresja, inna choroba?
Excop
Może powinna zerwać, a może przemyśleć swoje zachowanie, bo kogoś nie zmienisz, ale siebie możesz. Nigdy nie znajdziesz ideału, więc może trochę tolerancji i akceptacji by pomogło?
Oczywiście, nie sprawi, że ze spokojnego domatora facet stanie się nagle miłośnikiem imprez i spacerów, ale sądzę, że takie zachowania:"rano potrafi powiedziec 'no rob mi sniadanie' ja mu odpowiem ze spiesze sie zeby sam zrobil a on do mnie 'mowie ze masz zrobic to masz mi zrobic'"
pomogłaby wyeliminować spokojna rozmowa.
I jeszcze jedno, w poprzednim poście wynotowałem jej zachowania, które uważam, że powinny ją zaniepokoić, bo dowodzą jakiejś bluszczowatości i uzależnienia poczucia własnej wartości od tego co robi drugi człowiek. No bez jaj, kobieta popada w jakąś depresję, bo jej mężczyzna nie lubi spacerów?
Z drugiej strony, dlaczego ten facet czuje się wciąż zmęczony, śpiący? Przepracowany, albo jakaś nerwica, depresja, inna choroba?
Wszystko, co napisałeś ma oczywiście sens w przypadku, gdy obie strony są skłonne pójść na wzajemne ustępstwa (a u nich tego nie ma)
Chodziło mi jednak o coś innego.
Autorka, jak już wcześniej wspomniałem, raz już faceta zostawiła z powodów, które opisała.
Wróciła, bo przepraszał itd.
Powrót niczego, z jej punktu widzenia, niczego nie zmienił. Na kompromis, jej zdaniem, też nie ma widoków.
Skoro ona nie akceptuje jego, jakim jest - niech zostawi go po raz drugi, lecz tym razem nieodwołalnie i bezpowrotnie.
Ale ona boi się jednostronnego zerwania sugerując, że zachowania porzuconego wobec niej będą ocierać się o stalking, a tego nie chce.
W drastyczne decyzje zawsze wkalkulowane są ich nieprzyjemne następstwa.
I tych następstw autorka się obawia.
18 2014-10-06 10:01:21 Ostatnio edytowany przez Leila01 (2014-10-06 10:02:07)
netolinka napisał/a:nie mam ochoty na nic i nie przesadzam.
ja nie mam siły, dosłownie i poważnie.
czuję się jak śmieć ... dodatkowo zawsze byłam taka zaradna, chciałam robić coś więcej a teraz juz mi sie odechcialo.
pomozcie mi bo zwariuje, ostatnio trafilam do lekarza z łomotaniem serca i nie moglam zlapac oddechu no i wyszlo ze to na tle nerwowym. czuje sie beznadziejna, na nic nie mam ochoty, zupelnie odechcialo mi sie zyc
I to wszystko tylko dlatego, że facet jest krnąbrny i nie słucha poleceń?
Excop napisał/a:Jednym z takich mostów jest tłumienie poczucia własnej wartości dla egoistycznego pierdoły.
Tylko kto tu jest egoistą? Nieposłuszny facet, czy kobieta próbująca go zmusić do życia wbrew jego potrzebom?
Gdzieś czytałem takie fajne cuś
:
Kobieta wchodzi w związek z nadzieją, że zmieni faceta. Facet wchodzi w związek z nadzieją, że kobieta się nie zmieni. Oboje się mylą.
A Ty dobrze studiujesz wypowiedzi?
nie chcę go zmieniać, chcę zmienić siebie. bo nie potrafię niczym się cieszyć i to jest teraz mój problem, tak jak w temacie, to ja nie mam siły i chęci walki o samą siebie, bo to mi jest potrzebne żeby odejść
A Ty dobrze studiujesz wypowiedzi?
netolinka napisał/a:nie chcę go zmieniać, chcę zmienić siebie. bo nie potrafię niczym się cieszyć i to jest teraz mój problem, tak jak w temacie, to ja nie mam siły i chęci walki o samą siebie, bo to mi jest potrzebne żeby odejść
Chyba lepiej niż Ty, bo tu słowa i czyny nie idą w parze. Pisze, że chce zmieniać siebie, a próbuje jego.
Coś na zasadzie "tak bardzo nie chcę z nim być, że jestem z nim by zrozumieć, czemu tak źle myślę"... Częsta sceneria u osób niedojrzałych to przyjęcia odpowiedzialności za własny los. Najczęściej deficyt emocjonalny z dzieciństwa.
Przechodząc z pieleszy rodzinnych w dorosłe życie powinniśmy mieć przymusowy min rok życia samemu sobie, by zobaczyć kim jesteśmy, co lubimy i kogo chcielibyśmy na partnera. A tak z rączek rodziców, w rączki chłopaka.
Zdajemy się na innych, mówiąc wprost "dajesz swojemu partnerowi prawo stanowienia o sobie i najlepiej by to on zakończył Twoje męczarnie"
Trzeba sie na cos zdecydowac. Jesli doskwiera Ci samotnosc moze zajmij sie jakims sportem. Czytaj, chodz na jakies wystawy, itp. Czyms rzeczywiscie trzeba zajac czas. I trzeba byc wytrwalym. Kiedys tak 7 mies. walczylem az dalem sobie spokoj a ona i tak przyszla po kilku kolejnych wiec...czasami to dlugo trwa i sama ten okres przedluzylas. Czy jesli ktos by mi sie nie pododobal, nie odpowiadal mi to mialbym byc z nim dlatego ze mnie blagal o to? Nawet jesli z ta osoba bylem przez jakis czas? Komu zrobilbym krzywde sobie, jej? W zamian bedziecie miec czas zeby moze kiedys poznac kogos odpowiedniego.