Witam. Znalazłam się w sytuacji,w której prawdopodobnie będę musiała posunąć się do kroków prawnych. Sprawa jest niby prosta,aczkolwiek ma wiele aspektów.
Jestem mamą 8-latki. uczęszcza ona do klasy z pewną dziewczynką,z której mamą znamy się od czasów przedszkola naszych dzieci. Wszystko było ładnie,pięknie. Dzieci poszły razem do 1 klasy,siedziały razem w ławce. Codziennie widziałyśmy się w szkole,razem z niej wracałyśmy. Koleżanka i jej mąż nie mieli pracy,więc nie raz zdarzyło się,że dałam ich córce np. ubrania po mojej. Była taka sytuacja,że owa koleżanka razem ze swoim tatą (mama od niedawna poszła do pracy,więc ojciec odbierał ją ze szkoły) przyszli do nas po lekcjach. Wieczorem dostałam tel od koleżanki w wielkim krzykiem i pretensjami,że ona sobie takich sytuacji nie życzy,kiedy jej dziecko bez jej zgody chodzi gdziekolwiek (zaznaczam,ze była u nas nie sama a z ojcem). Zostałam zwyzywana od chorych psychicznie,zaburzonych,itp
Była cisza do niedawna.
Nasze córki miały jakiś tam mały zatarg w szkole-jak to dzieci. Sprawa została nagłośniona przez moją już byłą koleżankę. Dostałam sms-a od niej,że ja i moja córka mamy zakaz zbliżania się do jej córki,gdyż ona się rzekomo nas panicznie boi,a my jesteśmy niebezpieczne (o zgrozo!).A od innej koleżanki dowiedziałam się,że ów ex koleżanka dzwoniła do niej opowiadając,że jestem niezrównoważona i dlatego,że nie mam pracy (a mam jedną i tą samą od 11 lat-tylko teraz jestem na urlopie wychowawczym) i ze nie mam męża,to wyżywam się na innych.
Dziś wraz z mężem (z którym jestem rok w separacji) poszliśmy do wychowawczyni wyjaśnić całą sytuację, gdyż dzień wcześniej to samo chciała bić matka mojej ex koleżanki (a babcia dziecka), przy czym doszło do tego,że moje dziecko zostało przedstawione jako mały potwór, z którym już w przedszkolu były problemy i ów niby poszkodowana dziewczynka nie lubią się od wtedy z moją córką (przypominam,że razem siedziały od pierwszego dnia szkoły w ławce). To wielka bzdura-mogę poprosić o opinię panie z przedszkola. No wiec w trakcie naszej rozmowy podeszła ów babcia dziecka. Zaczęła sie wymiana zdań, itd. Na końcu rozmowy babcia w obecności wychowawczyni pyta się mnie czy ma wyciągnąć brudy. Na to ja,jakie brudy??? Odparła "zapraszanie sobie mojego zięcia do domu" .Aż mnie wcięło,bo jedyną sytuacją,kiedy ojciec ów dziewczynki był u mnie w domu to ta opisana powyżej. Zostałam w obecności wychowawczyni,mojego męża i koleżanki posądzona o próbę rozbicia rodziny ( w głowie mi sie to mieści-bo moja się rozsypuje,dążę do jej scalenia,a tu niby szukam dzieciom drugiego tatusia).
Już po całej rozmowie w szkole napisałam do ojca tej dziewczynki (aktualnie jest za granicą) ze szkoda,że nie może wyjaśnić też tej sprawy. i czy nie będzie miał za złe,jeśli na spotkaniu konfrontacyjnym (mam nadzieje ze to takiego dojdzie) inna z mam dziecka z klasy powie,że i u niej był na kawie,co nie oznacza,że przyszedł romansować czy coś w tym stylu. Odpisał mi że ok i wyśle sms-a swojej zonie,żeby się opamiętała i własnie to,ze u innej mamy tez był w domu.
Finał:
dostałam niedawno sms-a od matki tej dziewczynki,z którego wynika,że namawiam inne osoby do kłamania (że jej mąż był gdzieś jeszcze na kawie), a także że to,co robię to najlepszy psychopata by nie wymyślił i że JESTEM ZABURZONA BARDZIEJ NIZ NIEJEDEN PSYCHOPATA-dokładnie tak napisała.
Godzi to w moją godność osobistą .Sprawa wyszła poza domy-trafiła do wychowawczyni klasy, co stawia mnie w bardzo niekorzystnym świetle. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia. Nikogo nie zapraszałam na randki, spotkania,itp. Moje dziecko również nigdy nie sprawiało problemów i nie jest niebezpieczne,jak to ta osoba przedstawiła.
Proszę o poradę jak można to załatwić. 3 noce nie spałam,jestem psychicznie wykończona. Moje dziecko również strasznie to przeżywa.