Kochani, jestem w zwiazku od roku. Mam 35 lat. Cztery lata temu rozstalam sie z moim mezem i chcialam sobie ulozyc zycie od nowa. Poznalam mezczyzne. Bylo wspaniale az do dnia gdy przez glupi przypadek odkrylam fakt, ze moj ukochany wypisuje do innych kobiet bardzo jednoznaczne rzeczy. Skonczylam ten zwiazek odrazu. Walczyl o mnie jak lew. Byly kwiaty, obietnice pieknego wspolnego zycia, telefony od jego rodziny, wyjazdy, listy..itd. Nie ukrywam..kochalam go nadal .. W koncu postanowilam mu dac druga szanse. Jest inaczej. Zwiazek jest jakby dojrzalszy i mocniejszy. Jest jednak jeden problem. Nie umiem mu powtornie zaufac. Kontroluje go i nie pozwalam prawie na nic. Zadnych wyjsc z kumplami. On sie na poczatku na to zgadzal, bo przyznawal ze nawalil i rozumie mnie. Teraz jest mu to juz za wiele i zaczyna go to wkurza, mowiac ze to sie zle skonczy jak bede go tak ograniczac. Rozumiem.. Jak mam odzyskac zaufanie nie wariujac przy tym?
Podobne tematy
Ciężko, ale znasz ryzyko. Spróbuj nie myśleć o tym, skoro przepraszał i walczył. Daj mu jeszcze jedną szansę.
Masz dwa wyjścia. Albo mu bezgranicznie zaczniesz ufać i to Ci proponuję, albo licz się z tym, że długo Wasz związek nie pociągnie.
Sa momenty kiedy jest wszystko w porzadku. Wystarczy jednak tylko, gdy spojrzy sie na inna kobiete lub rozmawia z moja kolezanka i wszystko wraca. Minie to kiedys? Mecze sie przy tym nieslychanie. Ciagle oczekuje zapewnienia, ze mnie kocha. Zaczynam wymuszac na nim slub i dziecko. To staje sie okropne. Na ile powinno pozwalac sie mezczyznie, zeby zostalo to w jakis ramach? Nie chce go ograniczac. Boje sie, ze jak zaczne mu pozwalac na za duzo to bedzie to oplakane w skutkach.
Sa momenty kiedy jest wszystko w porzadku. Wystarczy jednak tylko, gdy spojrzy sie na inna kobiete lub rozmawia z moja kolezanka i wszystko wraca. Minie to kiedys? Mecze sie przy tym nieslychanie. Ciagle oczekuje zapewnienia, ze mnie kocha. Zaczynam wymuszac na nim slub i dziecko. To staje sie okropne. Na ile powinno pozwalac sie mezczyznie, zeby zostalo to w jakis ramach? Nie chce go ograniczac. Boje sie, ze jak zaczne mu pozwalac na za duzo to bedzie to oplakane w skutkach.
ale czy ty rozumiesz, że problem jest w tobie?
to ty decydujesz o swoich zachowaniach i emocjach.
Można, pytanie czy się tego naprawdę chcę.
Kochani, jestem w zwiazku od roku. Mam 35 lat. Cztery lata temu rozstalam sie z moim mezem i chcialam sobie ulozyc zycie od nowa. Poznalam mezczyzne. Bylo wspaniale az do dnia gdy przez glupi przypadek odkrylam fakt, ze moj ukochany wypisuje do innych kobiet bardzo jednoznaczne rzeczy. Skonczylam ten zwiazek odrazu. Walczyl o mnie jak lew. Byly kwiaty, obietnice pieknego wspolnego zycia, telefony od jego rodziny, wyjazdy, listy..itd. Nie ukrywam..kochalam go nadal .. W koncu postanowilam mu dac druga szanse. Jest inaczej. Zwiazek jest jakby dojrzalszy i mocniejszy. Jest jednak jeden problem. Nie umiem mu powtornie zaufac. Kontroluje go i nie pozwalam prawie na nic. Zadnych wyjsc z kumplami. On sie na poczatku na to zgadzal, bo przyznawal ze nawalil i rozumie mnie. Teraz jest mu to juz za wiele i zaczyna go to wkurza, mowiac ze to sie zle skonczy jak bede go tak ograniczac. Rozumiem.. Jak mam odzyskac zaufanie nie wariujac przy tym?
Moim zdaniem, można. Moja żona zdradziła mnie z kolegą z pracy, pół roku po ślubie. Co prawda sama się przyznała, ale różnicy nie widzę.
Zapytałem ją tylko, czy kochała mnie, wychodząc za mnie. Powiedziała, że nie, nie kochała. Byłem dla niej wówczas przyjacielem, który będzie dobrym ojcem dla jej dziecka z poprzedniego związku (jego biologiczny ojciec popełnił samobójstwo).
Zadałem jej wówczas drugie i ostatnie pytanie: dlaczego się przyznała.
Odpowiedziała, że mnie prawdziwie pokochała i gdy zdała sobie z tego sprawę, uznała, że nie może mnie nadal oszukiwać; że należy mi się prawda i decyzja o naszej przyszłości. Zrozumie, jeśli odejdę, ale kocha mnie i ma nadzieję, że jej wybaczę.
Kochałem ją całym sercem. I jej syna. Jak własne dziecko. Nie muszę mówić, jak mnie to zabolało.
Ale wybaczyłem jej i nigdy, powtarzam, nigdy nie wypomniałem tej zdrady.
Zaufałem jej i nie żałowałem. Żyliśmy szczęśliwie 12 lat, aż do jej śmierci 20 lat temu (to już tyle czasu, a jakby to było wczoraj).
Nie kontrolowałem jej, nie śledziłem. Byłem oczywiście zazdrosny w pewnych sytuacjach, ale starałem się trzymać to uczucie w ryzach.
To tyle ode mnie.
Pozdrawiam.
To piekna historia. Jedziemy teraz samochodem do jego rodzicow. Patrze na niego i mysle sobie...jak ja go bardzo kocham. Zaufam. Zawsze jak bedzie mi zle przeczytam Wasze posty. Dziekuje. Daliscie mi sily.