Witam ![]()
Podczytywałam was już od jakiegoś czasu, ale nie miałam odwagi opisać swoją historię. Nie szukam tutaj współczucia czy pocieszenia, ale chce podzielić się z Wami moimi przejściami, mając nadzieję, że komuś one w jakiś sposób pomogą.
Parę lat temu zostałam zraniona przez chłopaka i wówczas szukałam pocieszenia w innym ? poznanym przez wspólną koleżankę. Znajomość potoczyła się w tym kierunku, że mówiąc w prost wpadliśmy. Jak to zasady rodzinne nakazują wzięliśmy ślub ( na szczęście tylko cywilny).
Zamieszkaliśmy razem i wszystkie moje wyobrażenia o stworzeniu kochającej się rodziny stoczyły się na samo dno. Mówiąc w prost, znęcał się nade mną psychicznie. Wypominał, krytykował i obrażał, jednak w ciąży bał się o dziecko i jak płakałam ?próbował? przepraszać. Jednak ze strachu przed zostaniem samotną mamą i ciągłymi nadziejami na jego poprawę tkwiłam w tym piekle.
Urodziło się moje szczęście, moja córeczka. Jak wróciłyśmy ze szpitala przez kilka dni miał wolne, bo po ciężkim porodzie byłam wykończona i wtedy trochę pomagał.
Wrócił do pracy i zmieniło się o 180 stopni, zakładanie codziennie nawet w weekendy stopperów do uszu, bo on pracuje i musi się wyspać. Karmić małą miałam w pokoju obok, bo słaba lampka mu nie daje spać, ciągłe pretensje o pierdoły, pojedyncze rzeczy zostawione na wierzchu. Dorzuce tu, że nie jestem bałaganiarą, a on sam zostawiał bałagan, tylko jego własny nie drażnił. Było tego bardzo dużo, ale nie mam siły się rozpisywać i tego wszystkiego wspominać, jest już to daleko za mną.
Córka skończyła rok, tak wytrzymałam z nim tyle. Dokładnie przed jej urodzinami spadła na mnie wiadomość uderzając w najczulsze miejsca ? badania potwierdziły u mnie nowotwór złośliwy. Przeryczałam długie chwile, ale punktem kulminacyjnym - ?powstań? była moja córa człapiąca wzdłuż kanapy, niezdarnie bo jeszcze musiała się podtrzymać, żeby dać mamie buziaka z najpiękniejszym uśmiechem. Wstałam i mówię- pokonam to dla niej.
Operacja, później chemioterapia, walka trwała. Wsparcie w facecie zerowe. Jedyne na co było go stać to poklepanie po plecach. Samotnie dojeżdżałam na badania, leczenie, czy nawet operacje do szpitala. Przechodziłam przez tą walkę po prostu sama. Jak byłam w szpitalu córką zajmowała się niania, wracałam to zajmowałam się nią tylko ja. On musiał pograć, poćwiczyć, a dla dziecka już czasu nie wystarczyło. O braku wsparcia dla mnie też nie muszę mówić.
Przytoczę przykład jego zajmowania się córką. Wracam pewnego dnia od lekarza, a ona czerwona wyje w kojcu, butelka oliwy rozlana na podłodze z rozbitym szkłem, a on w pokoju obok sobie w najlepsze ćwiczy... Zajmowaniem było dla niego trzymanie dziecka na kolanach przed komputerem.
Stawał się coraz bardziej oddalony, wychodził coraz częściej, mówiąc, że do kolegów nie patrząc na dwie istoty tak bardzo potrzebujące jego uwagi i zainteresowania.
Psychicznie w dalszym ciągu znęcał się nade mną, mimo choroby i już mojej obojętności, wynikającej z podeptania wielkiego, dobrego serca, które mu ofiarowałam.
Rok temu odeszłam od niego, wyprowadziłam się z córką do rodziców, którzy mieszkają w innym mieście.
Jesteśmy po rozwodzie bez orzekania o winie, zostało we mnie wystarczająco dumy i honoru, żeby pozbyć się jego nazwiska ze spokojem, wyjść z sali z uniesioną głową i spojrzeć mu prosto w oczy.
Po rozwodzie dowiedziałam się, że poznał dziewczynę w pracy i to z nią się spotykał jak walczyłam z rakiem.
Teraz ja, już zdrowa, kontynuująca studia, mama na pełen etat, przede wszystkim szczęśliwa odzyskawszy spokój duszy.
Mimo, że jestem wiekiem nie przekraczającym 1 ćwierćwiecze, mentalnie czuję się minimum 10 lat starsza.
Apeluję tutaj do Was, ludzi odrzuconych, zdradzonych. Wiem, że ból który Was spotkał jest przeogromny i większość z Was marzy o powrocie. Ja Wam powiem nie warto. Nie warto się upokarzać, prosić, dawać kolejną szansę po zdradzie. Ludzie, którzy nas zdradzili czy zostawili nie kochają nas i nie przejmują się naszym cierpieniem. Nie są warci naszych łez. Układają sobie ich zdaniem lepsze życia nie przejmując się, że postąpili potwornie, bez serca. Zachowajmy resztki godności, unieśmy głowy do góry i twardo stąpając po ziemi zamknijmy jedyną furtkę prowadzącą w tył! Uśmiechnijmy się do naszego przyszłego, lepszego życia. ![]()