Nie ma litości!
<3
Kredyt miałam, co prawda już spłacony, ale był! Plus mam kartę kredytową, czy moja zdolność dorosłego życia wzrosła?
Owszem, nie daje stabilizacji, ale pracuję za pieniądze. Nie za stabilizację.
Oczywiście ja rozumiem, że pracownik wolałby mieć umowę o pracę, bo wtedy niemalże może "wszystko", ale też rozumiem pracodawcę, który nie chce, żeby np. świeżo zatrudniona kobieta zwiała na macierzyński - skoro ją zatrudnił, to potrzebował pracownika do wykonania konkretnej pracy, a nie pracownika-widmo, któremu trzeba płacić, ale nie ma za co. Chodzi mi o to, że rozumiem "chcenie" obu stron, natomiast uważam, że pracodawca ma rację w tym konflikcie interesów.
I co ma do tego odpowiedzialność za rodzinę? Owszem, w tym momencie odpowiedzialna jestem za siebie i za swojego kota, ale właśnie - to JA JESTEM odpowiedzialna, a nie zrzucam tego na Bogu ducha winnego pracodawcę. Co mu do tego, czy mam rodzinę, kota, psa, teściową czy folwark zwierzęcy. To już moja sprawa i ja się tym martwię. Ma dać umowę o pracę czy podwyżkę, bo JA mam rodzinę? To wtedy JA jestem za nią odpowiedzialna, czy on?
Matt87 napisał/a:No to Elien ogarnij temat, że patologia polskiego rynku pracy nie może być brana za coś, co jest normalne, bo normalne nie jest. Może lepiej za 0 zł? big_smile Jak chcesz się utrzymywać zarabiając 2 zł na godzinę? Tu nie chodzi o to, aby pracodawca stawiał dobro pracownika ponad swoim, ale aby pracownika jako tako sensownie wynagradzał. Nie robi tego jednak, skoro oferuje śmiesznie niskie stawki gwarantujące ubóstwo materialne, a zadłużenie wobec pracowników w firmach liczy się w miesiącach i milionach złotych.
Ee, zacznę od końca. Zadłużenie wobec pracowników to zupełnie coś innego i nawet strajk w takiej kwestii to coś innego, niż strajk o podwyżkę - w sytuacji, w której pracownicy nie dostają wypłat, to najpierw pracodawca złamał postanowienia umowy dot. wynagrodzenia, więc oni walczą o to, co zostało ustalone, a czego pracodawca nie spełnił. Natomiast strajki o podwyżki to żądanie wyższej kwoty niż ta, na którą sami się zgodzili. Nikt im nie kazał. Dostają wg siebie za mało? To niech się zwolnią albo plują sobie w brodę, że popełnili błąd i podpisali umowę do kitu, a nie - nagłe ocknięcie i daj więcej, bo mało. Z jakiej racji? Dla mnie to tak, jakbyś sprzedał samochód za 5 tys., a potem ścigał klienta, że jednak chcesz dostać 7. Śmieszne, prawda?
Oczywiście, że jak chce, to niech wystawi ogłoszenie, że szuka pracownika za darmo. Jak dla mnie, to może podpisać umowę, w której pracownik będzie mu dopłacał. Skoro obie strony się na to godzą, to co w tym złego?
Dlatego piszę, że jak chce, to niech szuka za 2 zł. Jeśli kogoś znajdzie, tzn. że wycenił odpowiednio, jeśli nie - musi rzucić wyższą kwotę. Skoro jednak za jakąś stawkę znajdzie pracownika, to z założenia obu stronom to pasuje. Jak nie pasuje, to strona, która się na to zgodziła mimo jakiegoś "ale" ma problem - nie musiała się zgadzać, trzeba było otworzyć buzię i negocjować warunki PRZED podpisaniem umowy, a nie wymuszać je po fakcie.