netkobietyWszystkie działy
Styl życia i społeczeństwo kobiecym okiem

Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

74 odpowiedzi11 576 wyświetleńzałożony przez Eileen, 17.09.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 75 ]

1

Temat: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Krótko i na temat - co sądzicie o strajkujących i samych strajkach? Wiadomo, każdy ma na celu uzyskanie czegoś, ale czy uważacie tę drogę za właściwą?

  Czy to dobrze, że np. taksówkarze zablokują miasto, bo wtedy ich sprawa dotrze do szerszego grona, a wokół całej sprawy zrobi się głośno, czy uważacie to za egoizm - bo zwykli, niezwiązani z tym ludzi, którzy w żaden sposób "krzywdy" taksówkarzom nie zrobili, nie mogą normalnie się przemieszczać? Czy dobrze, że np. pielęgniarki/nauczyciele/jacyś inni strajkują, bo to jedyny sposób na uzyskanie godnej zapłaty, czy strajk "o podwyżki" jest czymś niesprawiedliwym, bo dotyczy tylko niektórych grup zawodowych, a ci strajkujący wiedzieli, na co się piszą?

2 Ostatnio edytowany przez Summerka (2014-09-18 07:00:10)

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Strajk strajkowi nierówny. Irytujące jest, kiedy jesteś w obcym kraju i tam akurat pracownicy strajkują  na lotnisku. W związku z tym żaden samolot nie może odlecieć. Pracownicy walczą o swoje prawa wszelkimi dostępnymi metodami. Wtedy interesujemy się, o co w tym strajku chodzi.
Najlepiej, gdyby nikt nie strajkował. Ale z drugiej strony patrząc,  każdy pracownik ma prawo walczyć o swoje prawa.

Przypomniałam sobie inne straszniejsze metody wymierzania pracodawcom sprawiedliwości przez nacje, której lepiej  nie wspominać w obecnych warunkach politycznych. To tak poza tematem.

3

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Summerko, napisałaś, że każdy pracownik ma prawo walczyć o swoje prawa. No właśnie jeśli chodzi o strajki, to nie jestem pewna. Bo np. jak np. nauczyciele czy pielęgniarki chcą podwyżki, to zaczną strajkować, ale już np. pan Henio, jak mu nie będą odpowiadać zarobki w warsztacie, to najwyżej zwinie warsztat i poszuka innej pracy. Czy jego strajk by kogoś wzruszył? wink

4

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Za nauczycieli  czy pielęgniarki podejmują decyzje o strajku związki zawodowe, a nie sami pracownicy.
Pan Henio, to nie wiem, gdzie może się udać po pomoc. Są pewnie  odpowiednie związki i stowarzyszenia dla właścicieli przeróżnych zakładów.
A ja jeszcze pamiętam, jak wyglądał kiedyś strajk rolników, którzy też są przecież właścicielami.
A nie tak dawno w Brukseli  protestowali  polscy właściciele  sadów w  związku z sankcjami. Ja nie wiem czy rozdawanie jabłek jest właściwą formą strajku. Co w takim razie rozdawaliby właściciele warsztatów samochodowych w ramach strajku?

5

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Miałam na myśli raczej to, że jak np. nauczyciele z jakiejś szkoły zaczną strajkować - nie ma lekcji, pielęgniarki - szpital leży, a jak zacznie/zaczną mechanicy, no to trudno, warsztat znajdzie się dalej, od braku mechanika nikt jeszcze nie umarł, poza tym są pewnie jakieś serwisy (?), czy może ktoś znajomy się na tym znać, czy... milion opcji. A ciężko zastąpić brak nauczycieli czy pielęgniarek. Dla mnie to trochę "terror" i wymuszanie. tongue

6

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Strajki w założeniu są wymuszeniami, kiedy inne sposoby poprawy bytu pracowników zawodzą.  Są ostatecznością. Co ma wobec tego zrobić pracownik, którego prawa są non stop naruszane? Zgadzam się, że cierpią na tym chorzy. Ale czy chorzy nie cierpią na tym, że brakuje dobrego lekarza specjalisty, bo akurat sobie nagle wyjechał za granicę i może wcale  nie wróci? A ty pacjencie, umówiony na wizytę  na kilka miesięcy wcześniej, idź  sobie do pierwszego lepszego eskulapa prywatnie albo  choruj w nieskończoność. Czy to  może kogoś zainteresować?
Strajki zawsze przynosiły szkody, ale czasem konieczne w wymuszeniu pozytywnych zmian. Nie liczy się, że ktoś postronny może stać się poszkodowany.

7

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Moim zdaniem punkt widzenia zależy tutaj od punktu siedzenia.

O swoje prawa i przywileje warto walczyć, jeśli więc inne sposoby zawodzą, to czasem nie ma innego wyjścia i trzeba sięgnąć po bardziej radykalne rozwiązania. Z drugiej strony niestety zbyt często odbywa się to kosztem osób trzecich. Spójrzmy choćby na słynne strajki Polskich Kolei Państwowych, które to sparaliżowały komunikację, a wiele osób nie miało czym dotrzeć do pracy, do szkoły, na uczelnie. Albo na wspomniane odejście pielęgniarek od łóżek pacjentów.

Mieszkam na Śląsku, tutaj regularnie strajkuje któraś z kopalń, ale dotkliwość strajku niemal w całości zamyka się w obrębie zakładu. Dlaczego jednak górnicy strajkują? Akurat w tej branży mam okazję obserwować w jaki sposób wypracowuje się poprawę rentowności kopalń. Za błędy decyzyjne, w wyniku których te wielkie przedsiębiorstwa przynoszą straty, największą cenę płacą niestety pracownicy. Pal sześć, jeśli ktoś nie dostaje podwyżki, jeśli jednak odbiera mu się uzyskane już przywileje lub podkłada do podpisania aneks do umowy, z którego jasno wynika, że od teraz za tę samą pracę płaca będzie niższa, to to musi rodzić poczucie bezsilności i bunt. Często tylko realna groźba strajków jest w stanie powstrzymać niekorzystne dla pracowników posunięcia.

Owszem, płace stanowią lwią część kosztów, ale górnik ma wydobywać czarne złoto, a zadaniem panów prezesów i dyrektorów jest, aby węgiel sprzedać i podejmować decyzje, które spowodują, że saldo wyjdzie na plusie. Niestety, kiedy coś się sypie, to najbardziej odczuwalne skutki dotyczą szeregowych pracowników - tak jest przecież najłatwiej minimalizować straty i poprawiać sytuację.

Reasumując - strajk powinien być ostatecznym posunięciem, a jego przebieg dobrze przygotowany i bardzo dokładnie przemyślany, tym bardziej jeśli skutki odejścia od stanowisk pracy są uciążliwe dla osób zupełnie z tematem niezwiązanych. Jeśli wszystkie inne metody zawiodły i nie ma już dobrego wyjścia, to popieram tę formę nacisku i jak najbardziej jestem w stanie zrozumieć ludzką desperację. Natomiast nie oszołomstwa.

Eileen napisał/a:

Dla mnie to trochę "terror" i wymuszanie. tongue

Bo to jest terror i wymuszanie. Takie jest przecież założenie tej formy nacisku i/lub protestu, w przeciwnym razie strajk w ogóle nie miałby sensu.

8 Ostatnio edytowany przez Eileen (2014-09-18 18:28:54)

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

No to skoro to terror, to jak to może być "dobre"? tongue

Czy to w takim razie nie powinno być tak, jak z terrorystami - że się nie negocjuje itd.? Tzn. wyżej było wspomniane, że wizja strajku zabezpiecza pracowników. A gdyby było z góry wiadomo, że strajk nie przyniesie skutku, to czy to by ilości strajków nie zminimalizowało? Poza tym dla mnie to głupie o tyle, że podpisali jakąś umowę, więc powinni strajkować tak, żeby jej nie naruszać. Jeśli to robią, powinni zostać ukarani dyscyplinarnie, a nie dostawać podwyżki czy o co tam akurat walczą. To jest o tyle bez sensu, że w prywatnej firmie raczej by tak było, skoro jest podobno tylu bezrobotnych, chętnych na miejsce pracy, to raczej pracodawca zastąpiłby sobie tych strajkujących bez większego problemu. Nie wiem, jak pracodawca chce zmienić warunki umowy, np. mniejsza pensja albo więcej pracy, to lament i strajk. Jak strajkujący wymuszają podwyżki, czyli też zmiany w umowie, tyle że akurat na ich korzyść, to uciśnieni. Czy którąkolwiek z umów o pracę podpisuje się z przymusu?

9

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

W tym temacie kompletnie nie podzielam Twojego toku myślenia, mało tego, ja go nawet nie rozumiem wink.

Eileen napisał/a:

No to skoro to terror, to jak to może być "dobre"? tongue

Dla jednej grupy dobre, dla innej nie, jak to w życiu. Każdy przecież chce dla siebie jak najlepiej, nie musimy się na wszystko godzić. Jeśli więc droga polubownego załatwienia ważnej dla określonej grupy ludzi sprawy zawodzi, to sięga się po inne metody. I jeśli istnieje jakakolwiek szansa na powodzenie, to dlaczego z niej nie skorzystać? Przecież to jest zupełnie normalne i ludzkie.

Eileen napisał/a:

A gdyby było z góry wiadomo, że strajk nie przyniesie skutku, to czy to by ilości strajków nie zminimalizowało?

Gdyby było z góry wiadomo, że strajk nie porzyniesie skutku, to nikt by nie strajkował.
Weźmy też pod uwagę, że prawo do strajku w naszym kraju absolutnie nie jest nadużywane, traktuje się je jako ostateczność. Ponadto strajk musi być zalegalizowany, co znaczy, że odbywa się zgodnie z prawem.

Eileen napisał/a:

Czy to w takim razie nie powinno być tak, jak z terrorystami - że się nie negocjuje itd.?

Terror, to dla mnie zdecydowanie zbyt mocne słowo, powtórzyłam je tylko za Tobą. Nacisk - to jest odpowiednie.

Duże przedsiębiorstwa i budżetówka rządzą się zupełnie innymi prawami niż małe firemki, gdzie warunki ustala się z każdym indywidualnie, a szef jest sobie panem i władcą, który nierzadko pracownika i jego praw po prostu nie szanuje.
Trzymając się dobrze mi znanego przykładu kopalń - tam pracownika nie można zwolnić tylko za to, że śmiał się sprzeciwić, przewinienie musi być drastyczne. I to jest moim zdaniem zdrowe. Dlatego straszenie, że na jedno miejsce jest dziesięciu chętnych nie tylko jest zagrywką poniżej pasa, ale też żadnym argumentem.

Związki zawodowe czuwają nad respektowaniem praw pracowniczych, dzięki czemu z kadrą, która stanowi większość, po prostu trzeba się liczyć. Raz jeszcze podkreślam - strajk jest ostatecznością, poza tym musi być na niego zgoda, a samo przeprowadzenie protestu wymaga starannego przemyślenia i przygotowania. Niemniej i tak przecież najpierw odbywają się negocjacje, każda strona ma możliwość przedstawienia włąsnych argumentów, a potem szuka się kompromisowego rozwiązania. Dopiero, kiedy negocjacje osiągają fiasko, bo żadna ze stron nie godzi się na warunki drugiej, zaczyna się rozważać bardziej radykalne rozwiązania.
W tym temacie naprawdę nie stosuje się prawa dżungli.

10

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
Eileen napisał/a:

Nie wiem, jak pracodawca chce zmienić warunki umowy, np. mniejsza pensja albo więcej pracy, to lament i strajk. Jak strajkujący wymuszają podwyżki, czyli też zmiany w umowie, tyle że akurat na ich korzyść, to uciśnieni.

Tylko ceny życia jednak rosną, a nie maleją, więc logiczne, że w teorii powinny wraz ze wzrostem cen iść analogiczne podwyżki. Jeśli ceny rosną, pensja nie, to dość logiczne, że po pewnym czasie pracownikom, którzy X lat temu byli zadowoleni z umowy, nie wystarcza na godziwe życie. A pracodawca ma to gdzieś, bo dla niego idealną sytuacją jest maksimum za minimum.

I nie bardzo wyobrażam sobie ten strajk, kiedy się jednocześnie wykonuje normalne obowiązki. To na czym on miałby polegać? Na słaniu petycji? Wznoszenia gniewnych okrzyków w czasie pracy? Tupaniu nogami? Logiczne, że jak się chce coś osiągnąć, to trzeba protestować tak, żeby dotknąć tym pracodawcę.

Wiesz, kiedy rząd brytyjski potraktował poważnie po raz pierwszy Gandhiego? Jak ten nakręcił strajk w całych Indiach jednocześnie. Nagle wszyscy Hindusi nie przyszli do pracy, koleje nie działały, poczta, hotele, Indie sparaliżowane, a Hindusi się modlą. Też powiedzieli, że to terroryzm i wysłali na nich wojsko. Nie wyszło z tego nic dobrego.

Jeśli pracodawca chce szacunku, chce żeby pracownicy z serca dbali o jego firmę, żeby czuli wewnętrzną potrzebę dbać o firmę pracując jak najlepiej, to powinien im równy szacunek okazywać i dbać o ich potrzeby. Jednostronne respektowanie zasad to moim zdaniem patologia w każdej relacji.

I jasne, mogą zamiast strajkować po prostu się zwolnić, tylko co to komu da? Nic nikomu, ani pracodawcy, ani pracownikom, ani postronnym ludziom.

11

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Wyobraźmy sobie, że zatrudniamy osobę do posprzątania mieszkania, panią Zosię z klatki obok.Umawiamy się na 100 złotych, podajemy sobie łapki, po czym wychodzimy do pracy, ciesząc się ,że wrócimy do posprzątanego mieszkania.
Wracamy, a tu drzwi zabarykadowane ,a ze środka pani Zosia obrzuca nas wyzwiskami oraz informacją, że nie posprząta za kwotę mniejszą niż 150 złotych.
To jest strajk w skali mikro, łatwej do ogarnięcia dla normalnych ludzi.
Duże strajki działają na tej samej zasadzie.Dlatego sprawdzają się jedynie w państwowych molochach, gdzie wszyscy mają wszystko w dupie; prywatny, normalny i zdrowy psychicznie zatrudniający nigdy sobie nie pozwoli na taki terroryzm.
Dodajmy do tego, że zgodnie z tzw. prawem firmy MUSZĄ wypłacać wysokie pensje ''działaczom'' związkowym tylko za to, że są działaczami, MUSZĄ przyznawać im miejsce na biura i sponsorować ich nieróbstwo.Nic dziwnego, że działacze za wszelką cenę szukają pretekstó do zadym; to zawsze ciekawsze niż normalna praca.

12

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
pitagoras napisał/a:

Dodajmy do tego, że zgodnie z tzw. prawem firmy MUSZĄ wypłacać wysokie pensje ''działaczom'' związkowym tylko za to, że są działaczami, MUSZĄ przyznawać im miejsce na biura i sponsorować ich nieróbstwo.Nic dziwnego, że działacze za wszelką cenę szukają pretekstó do zadym; to zawsze ciekawsze niż normalna praca.

Z tym się akurat zgadzam, bo to zawsze budziło mój niesmak. Moim zdaniem związkowcy powinni działać społecznie, nieodpłatnie.
Za to samo istnienie związków zawodowych wydaje się konieczne, bo przecież bronią praw pracowniczych na wszystkich płaszczyznach i pomagają w przeróżnych, często trudnych lub co najmniej budzących wątpliwości sytuacjach. Jeśli pracownik czuje się niesprawiedliwie potraktowany, to w zderzeniu z całą machiną przedsiębiorstwa czułby się również bezsilny, a tak jest ktoś, kto czuwa, aby jego prawa nie zostały pogwałcone.

Niestety argument pani Zosi zupełnie do mnie nie przemawia, bo to nie tak działa.
Natomiast jeśli spojrzeć na molochy, to rozumiem, że pracownicy powinni całymi latami pracować za tę samą pensję, mało tego, bez słowa godzić się na zabieranie raz przyznanych przywilejów? 

Pozwolę też sobie zauważyć, że w wielu molochach zarobków nie negocjuje się indywidualnie, dlatego nawet niewielka podwyżka dla pracodawcy oznacza duże, dodatkowe koszty pracy i stąd tak opornie podchodzą do zmian, a koszty życia przecież rosną. Inna rzecz, że strajki nie dotyczą wyłącznie zarobków.

13

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
Olinka napisał/a:

Niestety argument pani Zosi zupełnie do mnie nie przemawia, bo to nie tak działa.
.

To działa dokładnie tak, w molochu jest takich Zoś kilka tysięcy, ale mechanizm dokładnie ten sam.
Od praw pracowniczych są sądy, nota bene skrajnie stronnicze na rzecz pracowników, ale czort z tym.
  Gdyby w szkołach uczono sensownej historii, a nie podniecania się klęskami militarnymi, to każdy wiedziałby, jak strasznie szkodliwe są organizacje, które istnieją tylko po to, by kogoś ''bronić''.
Ćwiczenie rozwijające wyobraźnie: zastanówcie się, co by się stało ze związkami (i działaczami!) broniącymi pracowników przed wyzyskiem, gdyby faktycznie udało się ów wyzysk zlikwidować.
Dlatego właśnie w interesie związkowców jest, by pracownikom wiodło się jak najgorzej i o to dbają w rzeczywistości.
Tak samo z partiami broniącymi najuboższych itp.Ich los też zależy od tego, by najuboższych było jak najwięcej.
Ale kogo to obchodzi. Palenie opon, rzucanie cegłami to jest to!

14 Ostatnio edytowany przez Vian (2014-09-20 21:29:28)

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
pitagoras napisał/a:

Wyobraźmy sobie, że zatrudniamy osobę do posprzątania mieszkania, panią Zosię z klatki obok.Umawiamy się na 100 złotych, podajemy sobie łapki, po czym wychodzimy do pracy, ciesząc się ,że wrócimy do posprzątanego mieszkania.
Wracamy, a tu drzwi zabarykadowane ,a ze środka pani Zosia obrzuca nas wyzwiskami oraz informacją, że nie posprząta za kwotę mniejszą niż 150 złotych.
To jest strajk w skali mikro, łatwej do ogarnięcia dla normalnych ludzi.

Primo, pierwsze słyszę, żeby jakikolwiek związek zawodowy negocjacje ZACZYNAŁ od razu od strajku i to na zasadzie barykady. big_smile Raczej wcześniej zawsze są negocjacje, więc tu średni przykład sobie wymyśliłeś.
Secundo - nie widzę problemu, mówię pani Zosi, żeby nie sprzątała, za współpracę dziękuję i albo otworzy drzwi i sobie pójdzie, albo wzywam policję. Mnie stać w mojej skali mikro na zrezygnowanie z jednej pani Zosi, bo w najgorszym wypadku sama sobie posprzątam, wielkiej firmy nie stać na zwolnienie WSZYSTKICH, kilku tysięcy, pracowników. W jej interesie jest się dogadać. Ot różnica.

Gdyby w szkołach uczono sensownej historii, a nie podniecania się klęskami militarnymi, to każdy wiedziałby, jak strasznie szkodliwe są organizacje, które istnieją tylko po to, by kogoś ''bronić''.

W takim razie najpierw należałoby rozwiązać wojsko i policję, bo to bodaj dwie największe organizacje istniejące po to, żeby kogoś "bronić". roll

15

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
Vian napisał/a:

nie widzę problemu, mówię pani Zosi, żeby nie sprzątała, za współpracę dziękuję i albo otworzy drzwi i sobie pójdzie, albo wzywam policję. Mnie stać w mojej skali mikro na zrezygnowanie z jednej pani Zosi, bo w najgorszym wypadku sama sobie posprzątam, wielkiej firmy nie stać na zwolnienie WSZYSTKICH, kilku tysięcy, pracowników. W jej interesie jest się dogadać. Ot różnica.

Ależ oczywiście, można wywalić np. wszystkie pielęgniarki ze szpitala i zatrudnić w ich miejsce nowe, to nie stanowi problemu.
A dlatego, że nie stanowi, to istnieją związki, sterta przepisów uniemożliwiających pracodawcom takie naturalne i uczciwe rozwiązanie wobec ludzi, którym nie pasują warunki, na które się wcześniej dobrowolnie zgodzili.
W tej jednej kwestii się z Tobą wyjątkowo zgodzę: jak komuś nie pasuje, to wypad- tam są drzwi.
I nie bądźmy dziecinni, że przed strajkiem są negocjacje; każdy tłuk wie, że negocjacje są fasadą do zadymy i polegają na postawieniu nieakceptowalnych wymagań.
*
Wojsko i Policja nie bronią KOGOŚ, tylko CZEGOŚ; konkretnie instytucji państwa- wojsko przed wrogiem zewnętrznym, policja przed własnymi obywatelami.
Gdyby powołać osobny resort, na przykład do obrony blondynek przed napaściami brunetek, natychmiast liczba napaści brunetek na blondynki by się potroiła.

16

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
pitagoras napisał/a:
Vian napisał/a:

nie widzę problemu, mówię pani Zosi, żeby nie sprzątała, za współpracę dziękuję i albo otworzy drzwi i sobie pójdzie, albo wzywam policję. Mnie stać w mojej skali mikro na zrezygnowanie z jednej pani Zosi, bo w najgorszym wypadku sama sobie posprzątam, wielkiej firmy nie stać na zwolnienie WSZYSTKICH, kilku tysięcy, pracowników. W jej interesie jest się dogadać. Ot różnica.

Ależ oczywiście, można wywalić np. wszystkie pielęgniarki ze szpitala i zatrudnić w ich miejsce nowe, to nie stanowi problemu.
A dlatego, że nie stanowi, to istnieją związki, sterta przepisów uniemożliwiających pracodawcom takie naturalne i uczciwe rozwiązanie wobec ludzi, którym nie pasują warunki, na które się wcześniej dobrowolnie zgodzili.a.

Jak sobie wyobrażasz to zwolnienie wszystkich niezadowolonych pracowników. Odnosząc się choćby do wspomnianych przez Ciebie pielęgniarek? Dyrektor szpitala zatrudniającego powiedzmy 150 pielęgniarek zwalnia wszystkie bo im się nie podobają zasady na które się zgodziły ileś lat temu. I zostaje bez żadnej czyli musi znaleźć 150 które się zgodzą pracować na jego warunkach. Nie bardzo się orientuję jaka jest sytuacja z bezrobociem wśród pielęgniarek ale śmiem twierdzić że znalezienie 150 od zaraz łatwe nie będzie, śmiem też twierdzić że taką grupę nowych pracowników trzeba wprowadzić może przedszkolic i liczyć się z tym że nie będą oni tak dobrzy jak poprzedni.
Zwolnienie wszystkich pracowników stanowi duży problem,

17

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

W zasadzie Vian ujęła to, co sama miałam napisać, więc nie będę się powtarzać smile.

pitagoras napisał/a:

A dlatego, że nie stanowi, to istnieją związki, sterta przepisów uniemożliwiających pracodawcom takie naturalne i uczciwe rozwiązanie wobec ludzi, którym nie pasują warunki, na które się wcześniej dobrowolnie zgodzili.

Przytoczę po raz kolejny - wraz z upływem czasu sytuacja lubi się zmieniać, a jeśli pracodawca tego nie rozumie, nie chce negocjować ani przyjąć do wiadomości żadnych racjonalnych argumentów, to trzeba szukać bardziej radykalnych sposobów działania.

Kolejna rzecz - jeśli pracownikom usiłuje się odebrać przywileje, które już uzyskali, albo też obniżyć dotychczasowe płace, to NIE ma tutaj mowy, że na takie warunki wcześniej dobrowolnie się zgodzili. 

pitagoras napisał/a:

Ależ oczywiście, można wywalić np. wszystkie pielęgniarki ze szpitala i zatrudnić w ich miejsce nowe, to nie stanowi problemu.

Naprawdę uważasz, że to nie stanowi problemu? Jestem zdecydowanie odmiennego zdania.

18

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Zacznijmy od tego, że sytuacja gdy wszyscy pracownicy są niezadowoleni do tego stopnia by jednocześnie odejść z pracy jest czystą abstrakcją.
Podobnież, pracownicy mając świadomość, że następstwem strajku, czyli niewywiązania się z umowy, może być zwolnienie- mniej ochoczo by doń przystępowali.
Pielęgniarki to tylko przykład- jeden z bardziej typowych: one nie strajkują dlatego, że dzieje im się krzywda, nie starcza na jedzenie itp.
Strajkują, bo mają przeświadczenie, że są nietykalnymi świętymi krowami, którym wolno wszystko; że absolutnie niczym nie ryzykują, a może akurat uda się coś uszczknąć.
Środowiska pielęgniarek akurat nie znam, ale znam górnicze- i dziwnym trafem tam niezadowolenie i krzywda zbiegają się w czasie z informacjami o zyskach firmy; W takim KGHM byle lump przy łopacie ma 6-7 tyś. miesięcznie.I oni strajkują regularnie dwa razy do roku.

19

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Pamiętam czas, gdy 'strajk' było w Polsce słowem nieznanym.
Pamiętam czas, gdy strajk stał się jedną z metod obrony praw pracowników. I pamiętam radość temu towarzyszącą. Radość z tego, że jest to metoda legalna.

Faktycznie, przydaje się zdrowy rozsądek, również przy korzystaniu z tej metody.

Występować przeciwko strajkom? Hm...

20

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Pitagoras, właśnie dlatego, że dobrze znam środowisko górnicze (co prawda nie całe, ale wiem niemal od podszewki, jak to wszystko wygląda w JSW i Kompanii Węglowej) i głównie na tym się opieram, to nie dam sobie powiedzieć, że strajki są tutaj nadużywaną formą nacisku.

Edit: Jeśli strajki w czasie zbiegają się z informacjami o zyskach przedsiębiorstwa, to ten fakt tylko dobrze świadczy o strajkujących smile - mają świadomość, kiedy prosząc o podwyżkę mają realną szansę ją uzysać, a kiedy strajk z góry skazany jest na niepowodzenie. Jak to mówi przysłowie - z pustego i Salomon nie naleje.

21

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
Olinka napisał/a:

a kiedy strajk z góry skazany jest na niepowodzenie. Jak to mówi przysłowie - z pustego i Salomon nie naleje.

Przysłowia z natury są głupie, a ew. podwyżki w wyniku strajków zależą od spalonych opon i rzuconych cegieł, a nie wyników finansowych firmy. W tzw. przedsiębiorstwach państwowych żądanie podwyżki w żadnym razie nie gryzie się z katastrofalną sytuacją firmy.Wtedy do ''postulatów'' dorzuca się ''oddłużenie'' i po sprawie. Oddłużenie, czyli powiedzenie komuś: sorry, nie zapłacimy ci tego, co jesteśmy ci winni i możesz nam skoczyć.
Górnicze związki zawodowe to organizacje terrorystyczne nakładające haracz na wszystkich obywateli RP; bo czymże innym jest przymus utrzymywania fikcyjnych emerytów w wieku 45+.

22

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

A nie słyszałeś, że "przysłowia są mądrością narodu"? tongue

pitagoras napisał/a:

Górnicze związki zawodowe to organizacje terrorystyczne nakładające haracz na wszystkich obywateli RP; bo czymże innym jest przymus utrzymywania fikcyjnych emerytów w wieku 45+.

Po pierwsze proponuję przepracować w górnictwie choćby 5 lat, a dopiero potem się na ten temat wypowiadać (znam kilku takich, którzy próbowali i po kilku dniach (!) z przerażeniem stamtąd uciekali), a po drugie górnicy co prawda nabywają uprawnienia emerytalne wcześniej niż inni obywatele naszego kraju, ale coraz częściej z przyznanych świadczeń nie korzystają, zresztą zupełnie świadomie. Mało tego, znam sporo przypadków, kiedy to stosowano na nich naciski, aby nie blokowali miejsc pracy.
Nie wspominając o tym, że oddają do ZUS-u kwoty wielokrotnie przekraczające te, które płacą prywatni przedsiębiorcy, czyli zwykle najniższe.

Niemniej nie odchodźmy, proszę, od głównego tematu wątku.

23

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
pitagoras napisał/a:
Vian napisał/a:

nie widzę problemu, mówię pani Zosi, żeby nie sprzątała, za współpracę dziękuję i albo otworzy drzwi i sobie pójdzie, albo wzywam policję. Mnie stać w mojej skali mikro na zrezygnowanie z jednej pani Zosi, bo w najgorszym wypadku sama sobie posprzątam, wielkiej firmy nie stać na zwolnienie WSZYSTKICH, kilku tysięcy, pracowników. W jej interesie jest się dogadać. Ot różnica.

Ależ oczywiście, można wywalić np. wszystkie pielęgniarki ze szpitala i zatrudnić w ich miejsce nowe, to nie stanowi problemu.

Doprawdy?
Ja bym weszła w pierwsze lepsze ogłoszenie na gumtree i przy odrobinie szczęścia jeszcze tego samego dnia miałabym następczynię "pani Zosi". Już widzę jak to samo może zrobić firma, której zastrajkuje 1000 pracowników, w większości zapewne obytych z firmą, wykwalifikowanych, znających swój fach. No proste jak splunięcie, na drugi dzień zaraz się znajdą, zwarci i gotowi pracować za 10 każdy. big_smile
Proszę Cię, co Ty za bzdury tu wciskasz...

Wojsko i Policja nie bronią KOGOŚ, tylko CZEGOŚ; konkretnie instytucji państwa- wojsko przed wrogiem zewnętrznym, policja przed własnymi obywatelami.

Sofistyka.
Państwo to przede wszystkim obywatele, obywatele, obywatele.

Podobnież, pracownicy mając świadomość, że następstwem strajku, czyli niewywiązania się z umowy, może być zwolnienie- mniej ochoczo by doń przystępowali.

No jasne, ale pracodawca ma świadomość, że to prawdopodobnie oznacza dla niego bankructwo, bo jak wywali wszystkich, to nie będzie miał kto dla niego pracować i dziękujemy.

W takim KGHM byle lump przy łopacie ma 6-7 tyś. miesięcznie.

Ja wiem, że polskie górnictwo ma się nie najlepiej, ale nie wiedziałam, że tak marnie, że jesteśmy ciągle na etapie zatrudniania lumpów, żeby węgiel wydobywali przy pomocy kilofów i łopat... roll

Serio, Pitagoras, mam wrażenie, ze Ty za dużo Dickensa się naczytałeś.

24

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
Olinka napisał/a:

A nie słyszałeś, że "przysłowia są mądrością narodu"? tongue

.....................................
Nie wspominając o tym, że oddają do ZUS-u kwoty wielokrotnie przekraczające te, które płacą prywatni przedsiębiorcy, czyli zwykle najniższe.

1.Jaki naród, takie mądrości
2.Suma składek zusowskich górników ma się nijak do tego co potem dostają tytułem emerytury. Ochy i achy nad ciężkością pracy w kopalni to dla niepiśmiennych niewiast, ja niestety umiem liczyć.Absurdalnie wysokie emerytury górnicze są faktem, podobnie jak faktem jest to, że komuś te pieniądze są rabowane.

25

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
pitagoras napisał/a:

Pielęgniarki to tylko przykład- jeden z bardziej typowych: one nie strajkują dlatego, że dzieje im się krzywda, nie starcza na jedzenie itp.
Strajkują, bo mają przeświadczenie, że są nietykalnymi świętymi krowami, którym wolno wszystko; że absolutnie niczym nie ryzykują, a może akurat uda się coś uszczknąć.
Środowiska pielęgniarek akurat nie znam, ale znam górnicze- i dziwnym trafem tam niezadowolenie i krzywda zbiegają się w czasie z informacjami o zyskach firmy; W takim KGHM byle lump przy łopacie ma 6-7 tyś. miesięcznie.I oni strajkują regularnie dwa razy do roku.

O zesz kurka wodna by nie napisac gorzej, przez 6 lat dostawalam na reke 1100 jesli bylo duzo dyzurow nocnych, i masz racje krzywda mi sie nie dziala, mieszkalam u tatusia i mamusi, milalam na jedzenie, zyc nie umierac. chrzanic ze na 26 pacjentow bylo nas tylko 4 na zmiane, chrzanic fakt, ze wyposazenie oddzialow szpitalnych jest smieszne, chrzanic fakt, ze normy jasno okreslaja ile ma byc personelu na oddziale ale normy przestrzegane nie sa. Najwazniejsze ze 6 lat temu podpisalas umowe o prace do ktorej Cie nikt nie zmuszal wiec teraz nie narzekaj.
Skoro nie znasz srodowiska to moze oszczedz sobie te swiete krowy?

26

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
pitagoras napisał/a:

2.Suma składek zusowskich górników ma się nijak do tego co potem dostają tytułem emerytury.

To może podaj jakieś konkretne kwoty, żeby je można było skonfrontować z rzeczywistością, bo wokół tego tematu narosło mnóstwo nieprawdziwych mitów.

pitagoras napisał/a:

Absurdalnie wysokie emerytury górnicze są faktem (...)

Doprawdy??? Gdyby były tak absurdalnie wysokie, jak piszesz, to górnicy z prawem do emerytury zamiast dorabiać do nich przez kolejne lata, z chęcią siadaliby w wygodnych fotalach, włączali TV i tylko czekali aż kolejna emeryturka wpłynie na konto.

pitagoras napisał/a:

Ochy i achy nad ciężkością pracy w kopalni to dla niepiśmiennych niewiast, ja niestety umiem liczyć.

No patrz, ja jakoś piszę. I to chyba nawet całkiem nie najgorzej tongue.
Raz jeszcze powtórzę - popracuj i wtedy się wypowiadaj.

27

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Składka emerytalna-20% ; zakładając przejście na emeryturę w wieku 50 lat, po 25 latach pracy przy zarobkach 5000- to daje równe 300 000.Długość życia -70 lat, to daje 20 lat na emeryturze, czyli 240 miesięcy, czyli 1250 zł miesięcznie. Co nadto jest, od złego pochodzi...
Szacunek bardzo przybliżony, tendencyjnie zaokrąglany na korzyść górników.

28

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Pitagoras, nie rozumiemy się. Prosiłam, abyś podał kwotę tej, jak sam określiłeś, absurdalnie wysokiej emerytury, jaką to rzekomo otrzymują górnicy, nie zaś wyliczenia. Bo jeśli dla Ciebie emerytura w wysokości 2,5 tys. zł czy nawet 3-4 tys. zł. jest emeryturą  a b s u r d a l n i e  wysoką, to raczej nie mam pytań. Oczywiście jak na polskie warunki są to wysokie świadczenia, niemniej nie czepiałabym się biorąc pod uwagę, że rolnicy płacą zabawnie niski KRUS czy też osoby prowadzące działalność z reguły opłacają najniższe składki, a mnóstwo zawodów w ogóle zwolnionych jest z ich wnoszenia. Bądźmy sprawiedliwi.

Jak wspomniałam, mało który górnik po 25 latach siedzi w domu i odcina kupony, większość nadal pracuje i wnosi do skarbu państwa przynajmniej podatki, a jeśli dana osoba zatrudniona jest w górnictwie, rezygnując z nabytych świadczeń, to przecież wciąż zasila także kasę ZUS-u. Nie dodałeś też składki rentowej, a to kolejne pieniądze, które bądź co bądź są wnoszone i najczęściej niewykorzystywane. Pomijając fakt, że bardzo generalizujesz, Twoje wyliczenia są mocno nieprecyzyjne, a od tzw. barbórek i czternastych pensji również odprowadzane są składki, co oczywiście powiększa stan konta emerytalnego.

I nie rozumiem dlaczego górnik miałby nie protestować, jeśli świadomie wybierał tak trudny i ryzykowny zawód (nie czarujmy się, śmiertelność i wypadkowość jest tu bardzo, bardzo wysoka), bo skusiła go wcześniejsza emerytura, po czym na rok przed usyskaniem do niej prawa okazuje się, że prawdopodobnie pracować będzie musiał znacznie dłużej. Bunt i poczucie niesprawiedliwości są w takiej sytuacji naturalne i dla mnie zupełnie zrozumiałe. To akurat w kwestii strajków wynikających z próby odbierania przywilejów.

29

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
Olinka napisał/a:

Jeśli więc droga polubownego załatwienia ważnej dla określonej grupy ludzi sprawy zawodzi, to sięga się po inne metody. I jeśli istnieje jakakolwiek szansa na powodzenie, to dlaczego z niej nie skorzystać? Przecież to jest zupełnie normalne i ludzkie.

Hm, no dla mnie to nie jest normalne i już na pewno nie ludzkie. tongue Jedna grupa czegoś chce, pracodawca też czegoś chce - przeciwnego do żądań pracowników, ALE np. w przypadku podwyżek zgodnego z tym, co było w umowie. Piszesz, że polubowne załatwienie sprawy zawodzi - ale to pracodawca ma w konsekwencji negocjacji dostosować się do czegoś, stracić pieniądze. Zakładając, że negocjacje padną, pracownicy się buntują, to co broni interesu pracodawcy? Nic. Pracownicy mogą iść strajkować, żeby dostać to, co chcą, pracodawca nie może ich nawet zwolnić. Dla mnie to jest straszne, to i wiele innych przepisów chroniących pracowników sprawia, że ja się wcale nie dziwię, że tak ciężko np. o umowę o pracę... ale to już na inny temat.

Temat przeczytałam cały, do reszty odniosę się ogólnie.

Jeżeli ktoś strajkuje, bo chce podwyżkę, to albo strajkuje ot tak, bo jak wszyscy to wszyscy, a lepiej mieć więcej, niż mniej, a tak naprawdę uważałby zarobek za wystarczający, albo strajkuje, bo ma rzeczywiście za mało na życie i wtedy argument o odchodzących wszystkich pracownikach jest bez sensu, bo jak ma ledwo na życie, to bez tej pracy nie miałby nic i nie mógłby na to sobie pozwolić. Poza tym nawet gdyby tak było, to i tak nie uważam tego za właściwe, bo właśnie tak powinno być, tzn. że pracownik, jeśli mu nie odpowiadają warunki, odchodzi.
 
Inna sprawa - teraz będę strzelać, bo się na tym nie znam, więc w razie czego poprawcie mnie. big_smile Np. szpitale dostają pieniądze na utrzymanie od państwa, więc strajk jest też bez sensu, bo budżet pochodzi m.in. z podatków. Strajk może prowadzić do podniesienia wypłat tylko niektórych grup zawodowych - niesprawiedliwe, bo wszyscy zatrudnieni płacą, a nie dostaną więcej.  To jedno. Drugie - czy taki szpital, w którym pielęgniarki będą strajkować, dostanie więcej pieniędzy od państwa czy nie? Jeśli nie, to co ma zostać obcięte? Coś związanego z leczeniem pacjentów? Świetnie... A jeśli tak, to będzie oznaczało mniej pieniędzy na inne sprawy, np. te związane z wszystkimi obywatelami, a nie tylko z pracownikami jednej instytucji.

30

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
Olinka napisał/a:

Pitagoras, nie rozumiemy się. Prosiłam, abyś podał kwotę tej, jak sam określiłeś, absurdalnie wysokiej emerytury, jaką to rzekomo otrzymują górnicy, nie zaś wyliczenia. Bo jeśli dla Ciebie emerytura w wysokości 2,5 tys. zł czy nawet 3-4 tys. zł. jest emeryturą  a b s u r d a l n i e  wysoką, to raczej nie mam pytań.................................

I nie rozumiem dlaczego górnik miałby nie protestować, jeśli świadomie wybierał tak trudny i ryzykowny zawód (nie czarujmy się, śmiertelność i wypadkowość jest tu bardzo, bardzo wysoka), bo skusiła go wcześniejsza emerytura, po czym na rok przed usyskaniem do niej prawa okazuje się, że prawdopodobnie pracować będzie musiał znacznie dłużej. Bunt i poczucie niesprawiedliwości są w takiej sytuacji naturalne i dla mnie zupełnie zrozumiałe. To akurat w kwestii strajków wynikających z próby odbierania przywilejów.

1.Absurdalnie wysoka względem wpłaconych składek.Kwota emerytury NIE MOŻE być ustalana na podstawie subiektywnych odczuć i empatii; no w każdym razie mi się nie uśmiecha przymusowe sponsorowanie biednych górników.
Jeśli chodzi o KRUS- to akurat jedyny system emerytalny, który działa uczciwie: gówno wpłacasz, gówno dostajesz; bilans wpłata/wypłata naprawdę wychodzi na zero, więc jeśli już, to powinien być wzorem dla reszty.
2.Co do PROTESTÓW w obronie praw nabytych się zgodzę; ale to nie podpada pod typowy strajk z gatunku : jestem niezadowolony z zarobków, dajcie mi więcej.

31

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
pitagoras napisał/a:
Olinka napisał/a:

Pitagoras, nie rozumiemy się. Prosiłam, abyś podał kwotę tej, jak sam określiłeś, absurdalnie wysokiej emerytury, jaką to rzekomo otrzymują górnicy, nie zaś wyliczenia. Bo jeśli dla Ciebie emerytura w wysokości 2,5 tys. zł czy nawet 3-4 tys. zł. jest emeryturą  a b s u r d a l n i e  wysoką, to raczej nie mam pytań.................................

I nie rozumiem dlaczego górnik miałby nie protestować, jeśli świadomie wybierał tak trudny i ryzykowny zawód (nie czarujmy się, śmiertelność i wypadkowość jest tu bardzo, bardzo wysoka), bo skusiła go wcześniejsza emerytura, po czym na rok przed usyskaniem do niej prawa okazuje się, że prawdopodobnie pracować będzie musiał znacznie dłużej. Bunt i poczucie niesprawiedliwości są w takiej sytuacji naturalne i dla mnie zupełnie zrozumiałe. To akurat w kwestii strajków wynikających z próby odbierania przywilejów.

1.Absurdalnie wysoka względem wpłaconych składek.Kwota emerytury NIE MOŻE być ustalana na podstawie subiektywnych odczuć i empatii; no w każdym razie mi się nie uśmiecha przymusowe sponsorowanie biednych górników.
Jeśli chodzi o KRUS- to akurat jedyny system emerytalny, który działa uczciwie: gówno wpłacasz, gówno dostajesz; bilans wpłata/wypłata naprawdę wychodzi na zero, więc jeśli już, to powinien być wzorem dla reszty.
2.Co do PROTESTÓW w obronie praw nabytych się zgodzę; ale to nie podpada pod typowy strajk z gatunku : jestem niezadowolony z zarobków, dajcie mi więcej.

Masz rację, gryzą ziemię w tych tunelach, to po co im ta kasa? I tak wyciągną nogi przed 60. To nic, że polska gospodarka na węglu stoi wink I tak niemała część polskich górników woli tracić zdrowie w kopalniach takiej Australii za dużo większe pieniądze- obetnijmy im jeszcze, a za jakiś czas po tunelach tylko wiatr będzie hulać.
Nie żebym popierał jakieś formy grup uprzywilejowanych typu mundurowi, ale akurat górnicy odwalają kawał poważnej roboty i państwo musi się uginać, także mając na uwadze fakt emigracji do państw, gdzie zaoferują im dużo wyższe zarobki.

32

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Emigracja- świetna rzecz: część górników wyjedzie- zarobią więcej; W Polsce będzie ich mniej= zarobki wzrosną.
Szkopuł w tym, że my jako Polacy mamy obrzydliwą i katastrofalną w skutkach cechę: trzymanie się jednej pracy zębami i pazurami.
U nas nie ma kultury zmieniania pracy, szukania lepszej gdy się pracę ma; w świadomości typowego obywatela utrata pracy jest wyrokiem śmierci.
Miałem szczęście spędzić młodość w kraju autentycznie wolnorynkowym i kapitalistycznym; tam pracę zmieniało się co kilka miesięcy, nawet mając świetną posadę szukało się lepszej- bo zawsze może być lepiej.
Daj Boże, aby u nas kiedyś pojawiło się takie podejście.Temat strajków etc. upadłby sam.

33 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2014-09-22 18:28:37)

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Tyle że górnictwo to nie sklepik na wsi, gdzie jak sprzedawczyni sobie tydzień urlopu weźmie to nic wielkiego się nie stanie, bo  pojedzie się na zakupy do miasta.
Niestety w Polsce nie mamy prawdziwego kapitalizmu, może dlatego jest jak jest. Chcesz założyć działalność, ale już na starcie Ci się nie opłaca, bo ZUS, bo cała reszta problemów..W Polsce ludzie trzymają się pracy, bo o etaty ciężko. Idziesz do jednej firmy, drugiej, dziesiątej, a wszędzie ściany typu "nie ma przyjęć", "znajomości" itp.
Jeśli masz jakiekolwiek pojęcie o sytuacji w Polsce, to nie powinieneś się dziwić strajkom, a przynajmniej części z nich. Nie wiem jak w innych krajach świata, ale u nas przeciętny Kowalski jest w pracy zwyczajnie wykorzystywany. Zerknij w statystyki, ile mln zł wynoszą zaległości w wynagrodzeniach względem pracowników. Zerknij jak wykorzystuje się ludzi na tzw. "umowach śmieciowych". Zerknij wreszcie jak wygląda rynek pracy i bezrobocia w Polsce, oraz jak na tym tle wypada system edukacji. Nie jest różowo smile

34

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Nie wiem co to umowy śmieciowe. Znane mi umowy to: o dzieło oraz zlecenie- jedyne uczciwe i sensowne, w odróżnieniu od ''umowy o pracę'', która z zatrudniającego czyni niewolnika i sponsora. Innych rodzajów umów nie znam.
A skutek sztucznego wymyślania stawek w górnictwie jest taki, że kliencie kupują ruski i chiński węgiel, bo jest tańszy.Polskiego nikt nie chce więc kopalnie i tak trzeba będzie zlikwidować- jak nie dziś, to jutro.Tyle sobie wystrajkowali.

35

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Czyli się nie dogadamy, bo mi osobiście złodziejstwo i oszustwa są obce. A złodziejstwem jest to, co napisałem wcześniej, m.in. wykorzystywanie ludzi przez lata na umowach zlecenie. Jawi mi się pitagoras twój wizerunek osoby, która na firmę kupuje kolejne mieszkania i samochody, a przed pracownikami robi oczy, że firma na minusie, że nie ma na wypłaty, więc w tym miesiącu tylko zaliczka itp. Oby mniej takich "biznesmenów", a w tym kraju faktycznie będzie lepiej.

36

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Ale gdzie konkretnie ktoś jest wykorzystywany na umowie zlecenie? To jest najoczywistszy typ kontraktu: za zrobienie tego i tego dostaniesz tyle a tyle.Jeśli obie strony się wywiązują to jest miodzio.

37

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Kpisz, czy faktycznie nie wiesz, jak to w Polsce wygląda? smile Poczytaj trochę, ja zyskam czas oszczędzony na bazproduktywnej klepaninie, ty wiedzę.

38

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Wiem jak to w Polsce wygląda.A wygląda tak, bo czerwoni debile ze związków zawodowych terrorystycznymi metodami udupili normalność, czyli zdroworozsądkowe umowy o pracę. W związku z tym żaden zdrowy psychicznie przedsiębiorca, nie podpisze tego cyrografu, który czyni go wiekuistym niewolnikiem swojego pracownika, a w przypadku np. młodej kobiety- również sponsorem jej, oraz jej ewentualnego potomstwa.
Traktowana poważnie i uczciwie umowa zlecenie jest doskonałą formą wzajemnych relacji między pracownikiem, a przedsiębiorcą.
U mnie działała bezproblemowo dopóki zatrudniałem ludzi.Z każdym z byłych pracowników jestem w dobrych kontaktach; część podpytuje czy by się coś u mnie nie znalazło, chociaż mają niezłe prace.

39

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Inna sprawa, że wielu przedsiębiorców wykorzystuje ten fakt do szeroko pojętego wykorzystywania swoich pracowników. Ludzie są różni, jedni będą fair, inni nie. Z tą uczciwą umową zlecenie jest jak z komunizmem- niby się da, ale jak wyszło każdy widzi wink. Gdyby się dało, niektórzy ustaliliby stawki nawet 2,5 zł za godzinę pracy (jako ciekawostka są już w sumie takie oferty).

Brakuje społeczeństwa obywatelskiego, ale skoro ludzie sami siebie nie szanują, to czemu pracodawcy mieliby to robić? A nie szanują się ci, którzy przykładowo do pracy idą, choć pracodawca zalega już pół roku z płatnościami, bo jak twierdzą innej pracy nie znajdą, a tu przynajmniej pracują i raz na jakiś czas wypłaty są. Jakby tak policzyć to robią nie za 7-8 zł na godzinę, ale uwzględniając celowe zaległości pracodawcy, jakieś 1,5-2 zł na godzinę. W skali kraju zaległości w wynagrodzeniach liczy się w milionach złotych, miesiące temu gdzieś w mediach się konkretniejsze dane przewinęły.
Umowa zlecenie nie daje żadnej gwarancji ciągłości pracy, co w kraju takim jak Polska nie pozwala na planowanie przyszłości, takiej jak zakładanie rodziny czy posiadania dzieci. Ot co.

40

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

No to niech ustalą stawki 2,5 zł/h. Jeśli ktoś się zatrudni, to widocznie mu to odpowiada, jeśli nikt się nie znajdzie, to pracodawca zweryfikuje swoje plany i zaoferuje więcej. Dlaczego ludzie oczekują, że pracodawca ma stawiać dobro pracowników nad swoje? No litości... Każda strona chce zarobić, sęk w tym, że - jeśli chodzi o strajki - to pracownicy najpierw się godzą na daną stawkę, a potem chcą jej podwyższenia i strajkują. A gdyby pracodawca chciał postąpić tak samo i w trakcie umowy obniżyć im stawki? On nie zastrajkuje, prawda? A jak tylko spróbuje obniżyć pensje, to... kolejny strajk. Pracodawcom umowy niejako wiążą ręce, a strajki dają niektórym grupom zawodowym prawo do wymuszania zmian w umowie na swoją korzyść, której to możliwości pracodawca nie ma.

I ja nie mam własnej firmy, nie zatrudniam nikogo, pracowałam na umowy zlecenie i o dzieło, nigdy nie miałam z tym problemów, ale jak czytam różne wypowiedzi na tym forum (nie tylko w tym temacie), to gdybym miała firmę, w życiu nie zatrudniłabym nikogo na umowę o pracę, kobiet już w ogóle. Co w tym nagannego, że pracodawca chce zatrudnić pracownika do ustalonej pracy, za ustaloną stawkę i tylko za to chce mu płacić i właśnie tyle, ile zostało ustalone? Nie ogarniam. wink

41

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
Matt87 napisał/a:

Umowa zlecenie nie daje żadnej gwarancji ciągłości pracy, co w kraju takim jak Polska nie pozwala na planowanie przyszłości, takiej jak zakładanie rodziny czy posiadania dzieci. Ot co.

A kto komu i z jakiej racji ma dawać GWARANCJĘ ciągłości pracy???
Chyba wróżbita Maciej.
Jak jest praca, to się zatrudnia ludzi, jak nie ma to się ludzi zwalnia. Proste jak drut i logiczne.
Praca jest towarem a wynagrodzenie za nią nie zależy od dobrej/ złej woli kogokolwiek. Jak każdy towar kupuje się ją po najniższej z możliwych cen.

42 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2014-09-22 21:44:03)

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Ciężko mi was pojąć, naprawdę smile No to Elien ogarnij temat, że patologia polskiego rynku pracy nie może być brana za coś, co jest normalne, bo normalne nie jest. Może lepiej za 0 zł? big_smile Jak chcesz się utrzymywać zarabiając 2 zł na godzinę? Tu nie chodzi o to, aby pracodawca stawiał dobro pracownika ponad swoim, ale aby pracownika jako tako sensownie wynagradzał.  Nie robi tego jednak, skoro oferuje śmiesznie niskie stawki gwarantujące ubóstwo materialne, a zadłużenie wobec pracowników w firmach liczy się w miesiącach i milionach złotych. Coś widocznie jest nie tak. Znam przykład firmy, że gość ewidentnie oszukuje ludzi i wiem, że takich firm w Polsce jest sporo. Jak mam zgadzać się z waszym stanowiskiem, skoro znam wiele przykładów małych i dużych firm, gdzie ewidentnie chodzi jedynie o maksymalne wykorzystanie czynnika ludzkiego i własne wzbogacenie się kosztem reszty? Przypomina mi to trochę sytuację krajów rozwijających się przeniesioną w realia Europy Środkowej.
Żeby nie było, że jestem gołosłowny, nie wiem czy wiesz, ale mniej więcej 10 mln Polaków jest zagrożonych ubóstwem, a 13% społeczeństwa żyje w nędzy (według przyjętych przez UE kryteriów dochodu). Czemu? Z powodów, które wymieniłem powyżej- większość środków skupia się w rękach garstki, kosztem reszty. Nie umniejszam roli prezesów, dyrektorów, ale wszelakie cięcia zawsze odbywają się kosztem tych na dole, i cięcia te zwykle wiążą się nie z brakiem pieniędzy w firmie, a z maksymalizacją zysku. Typowo korporacyjne podejście do tematu. Nie mylcie czasem tej opinii z jakąś formą socjalizmu, tu chodzi o zdroworozsądkowe podejście do tematu wink

Eilien pogadamy, jak Ci stuknie 60 i zacznie się zbliżać emerytura. Szczerze życzę zarobków na poziomie 2 zł na godzinę przez resztę życia za wykonywaną pracę, na głupotę ludzką nie ma rady smile

Pitagoras, w każdym normalnym kraju człowiek wykonujący stałą prace na określonym stanowisku zatrudniany jest na umowę o pracę, nie zlecenie.
Polityka jaką propagujecie sprawdza się w krajach trzeciego świata, gdzie faktycznie jeden z drugim robią za przysłowiową miskę ryżu, bo takie są realia, a firma choć ma to i tak więcej nie da, bo i po co? Tyle, że Polska krajem trzeciego świata nie jest, choć wielu pseudobiznesmenów w taki sposób na ludzi właśnie patrzy. Nie każdy jest korporacyjnym androidem (i nie każdy w sumie chce), czy po prostu nie każdy ma łeb do interesów. Sęk w tym, aby ta większość nie była wykorzystywana przez ogarniętą mniejszość, jak to się ma obecnie w Polsce. Zatrudniając kogokolwiek nigdy nie zaoferowałbym mu stawki 2 zł/h bo wiem, że są to środki, za które nie można normalnie żyć w tym kraju. Już lepiej nie otwierać żadnej firmy, niż tak wykorzystywać ludzi. Niestety wielu ludzi ma mocno wypaczony pogląd na te sprawy- aby samemu się "nachapać".

43

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Eileen, litości! big_smile

Eileen napisał/a:

I ja nie mam własnej firmy, nie zatrudniam nikogo, pracowałam na umowy zlecenie i o dzieło, nigdy nie miałam z tym problemów, ale jak czytam różne wypowiedzi na tym forum (nie tylko w tym temacie), to gdybym miała firmę, w życiu nie zatrudniłabym nikogo na umowę o pracę, kobiet już w ogóle. Co w tym nagannego, że pracodawca chce zatrudnić pracownika do ustalonej pracy, za ustaloną stawkę i tylko za to chce mu płacić i właśnie tyle, ile zostało ustalone? Nie ogarniam. wink

Oczywiście, że z punktu widzenia pracodawcy nic, bo dla niego takie rozwiązanie jest komfortowe, ale od razu widać, że żyjesz dniem dzisiejszym, a odpowiedzialność za rodzinę czy widmo spłaty kredytów są Ci zupełnie obce. Umowa zlecenie nie daje poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji, nie jest też chroniona prawem pracy. Tylko tyle i aż tyle.

44

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Nie ma litości! big_smile <3

Kredyt miałam, co prawda już spłacony, ale był!  Plus mam kartę kredytową, czy moja zdolność dorosłego życia wzrosła? tongue Owszem, nie daje stabilizacji, ale pracuję za pieniądze. Nie za stabilizację. tongue Oczywiście ja rozumiem, że pracownik wolałby mieć umowę o pracę, bo wtedy niemalże może "wszystko", ale też rozumiem pracodawcę, który nie chce, żeby np. świeżo zatrudniona kobieta zwiała na macierzyński - skoro ją zatrudnił, to potrzebował pracownika do wykonania konkretnej pracy, a nie pracownika-widmo, któremu trzeba płacić, ale nie ma za co. Chodzi mi o to, że rozumiem "chcenie" obu stron, natomiast uważam, że pracodawca ma rację w tym konflikcie interesów.

I co ma do tego odpowiedzialność za rodzinę? Owszem, w tym momencie odpowiedzialna jestem za siebie i za swojego kota, ale właśnie - to JA JESTEM odpowiedzialna, a nie zrzucam tego na Bogu ducha winnego pracodawcę. Co mu do tego, czy mam rodzinę, kota, psa, teściową czy folwark zwierzęcy. To już moja sprawa i ja się tym martwię. Ma dać umowę o pracę czy podwyżkę, bo JA mam rodzinę? To wtedy JA jestem za nią odpowiedzialna, czy on? tongue

Matt87 napisał/a:

No to Elien ogarnij temat, że patologia polskiego rynku pracy nie może być brana za coś, co jest normalne, bo normalne nie jest. Może lepiej za 0 zł? big_smile Jak chcesz się utrzymywać zarabiając 2 zł na godzinę? Tu nie chodzi o to, aby pracodawca stawiał dobro pracownika ponad swoim, ale aby pracownika jako tako sensownie wynagradzał.  Nie robi tego jednak, skoro oferuje śmiesznie niskie stawki gwarantujące ubóstwo materialne, a zadłużenie wobec pracowników w firmach liczy się w miesiącach i milionach złotych.

Ee, zacznę od końca. Zadłużenie wobec pracowników to zupełnie coś innego i nawet strajk w takiej kwestii to coś innego, niż strajk o podwyżkę - w sytuacji, w której pracownicy nie dostają wypłat, to najpierw pracodawca złamał postanowienia umowy dot. wynagrodzenia, więc oni walczą o to, co zostało ustalone, a czego pracodawca nie spełnił. Natomiast strajki o podwyżki to żądanie wyższej kwoty niż ta, na którą sami się zgodzili. Nikt im nie kazał. Dostają wg siebie za mało? To niech się zwolnią albo plują sobie w brodę, że popełnili błąd i podpisali umowę do kitu, a nie - nagłe ocknięcie i daj więcej, bo mało. Z jakiej racji? Dla mnie to tak, jakbyś sprzedał samochód za 5 tys., a potem ścigał klienta, że jednak chcesz dostać 7. Śmieszne, prawda? smile

Oczywiście, że jak chce, to niech wystawi ogłoszenie, że szuka pracownika za darmo. Jak dla mnie, to może podpisać umowę, w której pracownik będzie mu dopłacał. Skoro obie strony się na to godzą, to co w tym złego? wink Dlatego piszę, że jak chce, to niech szuka za 2 zł. Jeśli kogoś znajdzie, tzn. że wycenił odpowiednio, jeśli nie - musi rzucić wyższą kwotę. Skoro jednak za jakąś stawkę znajdzie pracownika, to z założenia obu stronom to pasuje. Jak nie pasuje, to strona, która się na to zgodziła mimo jakiegoś "ale" ma problem - nie musiała się zgadzać, trzeba było otworzyć buzię i negocjować warunki PRZED podpisaniem umowy, a nie wymuszać je po fakcie.

45 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2014-09-23 10:55:26)

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Masz 22 lata, to wszystko tłumaczy smile Bliżej 30 zaczniesz trzeźwiej myśleć, też tak miałem wink

Nadal nie rozumiesz o czym piszę, albo celowo nie czytasz big_smile Nie mówimy tu o skrajnościach typu kobieta uciekająca na macierzyński. Chodzi o to, że ludzie pracujący przez lata na etacie i wykonujący stałą określoną pracę zatrudniani są na umowy zlecenie, a nie umowę o pracę. Ten proceder liczony jest w setkach tysięcy, o ile nie w milionach osób, a o powodach takiego stanu rzeczy pisał wcześniej pitagoras. Rozumiesz o co w tym chodzi ? smile

Ja miałem na myśli strajk w firmie ogólnie. Także taki strajk, w którym pracownicy zaprzestają pracy domagając się wypłaty zaległych pensji (liczonych w miesiącach). 2 zł to nawet nie jest stawka godzinowa, to kpina jeśli już o tym mówimy. Możemy się bawić w teoretyzowanie co i jak, ale fakty są takie że płace 2- 2,5 zł za godzinę NIE POWINNY się na rynku pracy pojawiać, bo w polskich realiach NIE MA pracy, którą można by wycenić tak nisko. Za 2 złote możesz sobie lepszego lizaka kupić. Proste? wink

Niemniej są ludzie, którzy wykorzystują skrajne sytuacje w prywatnym życiu innych ludzi i oferują takie śmieszne stawki, licząc że ktoś przyciśnięty wieloletnim bezrobociem czy długami zgodzi się na taką niewolniczą wręcz płacę. I tak jesteśmy jednym z najbiedniejszych narodów w UE, a idąc waszym tokiem myślenia sami sobie zafundowalibyśmy tutaj republikę "bananową". No way.

46

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Czytam, po prostu się nie zgadzam. Argument z wiekiem jest śmieszny -  mam ciotkę, lat 52, ma o strajkach takie samo zdanie. Cytując "jak ja zarobię za mało, to szukam innej pracy, a wy [do siostry - lekarki] lecicie strajkować". Mam nadzieję, że mi się to nie zmieni, bo to będzie oznaczało, że kontrolę i "dbanie" o siebie zrzucam na kogoś innego. wink

Pisałam też, że jeśli chodzi o strajki, w których pracownicy domagają się SPEŁNIENIA czegoś, co jest w umowie - luz, bo to oznacza, że pracodawca wcześniej jakieś postanowienia złamał. Natomiast absolutnie nie popieram strajków w związku z podwyżkami - wtedy to oni łamią postanowienia umowy (np. nie przychodząc do pracy). Różnica jest po prostu w prawie - jak szef nie da wypłaty, pracownicy mogą iść strajkować, dochodzić praw w sądzie itd., z kolei jak pracownik strajkuje, to szef nie może zrobić NIC, nawet go zwolnić, mimo że łamie coś, co było w umowie - prawnie oczywiście nie, bo strajki są legalne, ale nie wykonuje tego, do czego się zobowiązał.

Nie rozumiem takiego uszczęśliwiania ludzi na siłę w tym, o piszesz. Oczywiście stawka 2 zł jest dla mnie absurdalna, ale jeżeli pracownik się na nią zgodził, to jego prawo i jego sprawa. Dlaczego ktoś ma myśleć za niego? Jasne, wykorzystanie trudnej sytuacji, ale to dalej nie jest zmuszenie go do tego - skoro wybrał stawkę 2 zł, to wolał ją niż bezrobocie. Zgodził się na takie warunki, więc niech siedzi cicho. Jeśli mu nie odpowiadają, a szef się nie zgadza na zmiany, to niech on zmieni pracę, a nie wymusza podwyżkę. Zatrudniasz pracownika za określoną kwotę, on wykonuje pracę, Ty mu płacisz. Nie wykonuje - żegnamy się. Nie odpowiadają komuś warunki umowy - rezygnuje.

Dla mnie to jest po prostu tak, jakby tylko jedna strona miała przyzwolenie na żądanie zmian - pracownik chce podwyżki (zmiana), szef się nie zgadza, pracownicy lecą strajkować. Ale niech tylko szef spróbuje obniżyć stawkę (zmiana)... znowu strajk. Nie widzisz tu niesprawiedliwości, skoro jedna strona, jak chce zmienić umowę, to jest uciśniona, może strajkować, słuszna sprawa itd., a jak druga by spróbowała, to... znowu ta pierwsza strona jest uciśniona i... jak wyżej.

47

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Same związki zawodowe są potrzebne, aby chronić praw pracowniczych, przynajmniej teoretycznie tak to powinno wyglądać. Ale świat nie jest idealny, tak samo jak ludzie czy ustroje. W moim mieście działa kilka większych firm i wszędzie jest ten sam problem: masz robić więcej i więcej (czasem jeden za dwóch-trzech), ale płace realnie wzrastają w dużo mniejszym stopniu niż koszty życia. I nie ma znaczenia, czy jest to zakład produkcyjny, czy korporacja (bo i tu i tu spotkałem się z takim samym przyjęciem). Ogarnia mnie pusty śmiech, gdy czytam wypowiedzi w stylu: "za mało zarabiasz, to sobie zmień pracę". Dziecko, przy takim bezrobociu w Polsce, jeśli nie jesteś naprawdę dobrym specjalistą, albo nie mieszkasz w takiej Warszawie, to na lepszą pracę bez znajomości nie masz co liczyć. Od razu wymaga się po studiach 5 lat doświadczenia, biegle kilka języków obcych, znajomość obsługi skomplikowanych programów itd. Krążyły w sieci dowcipy o tych wymaganiach, nie wiem, może widziałaś? big_smile Dla znakomitej większości pozostaje robota na umowę zlecenie bez składek lub na czarno za minimalną krajową. Nie od razu Kraków zbudowano, ale jakiekolwiek awans to nie jest tylko kwestia "chcieć i móc". Ze ścianami się nie wygra.

Masz widzę ludzi za idiotów hmm Kto przy zdrowych zmysłach uwzględniając koszt życia w Polsce zgodzi się dobrowolnie na stawkę 2 zł na godzinę? Mogę śmiało napisać, że nikt. Niemniej jeśli kredyty, długi czy bezrobocie przycisną, to jakaś część osób się złamie i popracuje, aby cokolwiek wpadło. Uważasz, że to ich wolny wybór. Ja uważam z kolei, że wyboru za bardzo nie mieli i zgoda na taką stawkę została wymuszona przez sytuację życiową. A że w tym kraju jest mnóstwo cwaniaków, którzy dorabiają się na krzywdzie innych, nic nie poradzę. Sk****ów w tym kraju pełno, to już wiem od dawna smile
Wodę bieżącą w kranach też uważasz za uszczęśliwianie ludzi na siłę? big_smile Przecież można nosić wiadrem ze studni?
Tu nie chodzi o myślenie za innych, ale o zachowanie pewnych standardów, które obowiązują w krajach cywilizowanych, pozwalających tym najniżej w minimalny sposób zaspokoić podstawowe potrzeby. Standardów, które to w Polsce zostały mocno zachwiane.

Nie widzę tu nieprawidłowości, bo w wielu firmach pracowałem i zwykle scenariusz jest ten sam: im niżej jesteś na szczeblu, tym bardziej jesteś wykorzystywany. To nic jak pisałem, że szef ma kasę na nowy samochód i nowy dom, ale skoro wszyscy kradną i wykorzystują, to czemu ja mam być inny i płacić pracownikom lepiej? Tak to się kręci. Mam tu na myśli średnie i większe firmy, które posiadają duże obroty i działają w czysto korporacyjny sposób na rynku- aby zaspokoić oczekiwania akcjonariuszy, "góry", kosztem reszty.

Tak, liczę na siebie, bo wiem że nikt nie będzie chciał mi w niczym pomóc. Nie chcę od kogokolwiek czegokolwiek za darmo. Ale nie akceptuję takiego podejścia, jakie prezentujesz. A o biednych uciśnionych szefach słyszałem tylko w jednoosobowych działalnościach gospodarczych, gdzie obroty są niskie- tu faktycznie ZUS i zatrudnianie kogokolwiek daje w tyłek.

48

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
Matt87 napisał/a:

scenariusz jest ten sam: im niżej jesteś na szczeblu, tym bardziej jesteś wykorzystywany.

Ta zbawienna zasada jest motorem wszelkiego rozwoju: ambitni ludzie chcę piąć się w górę, by poprawiać swój los/byt.I poprawiają.
A leniwe miernoty organizują strajki zazdroszcząc bardziej pracowitym od siebie nowych samochodów.

49

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
pitagoras napisał/a:
Matt87 napisał/a:

scenariusz jest ten sam: im niżej jesteś na szczeblu, tym bardziej jesteś wykorzystywany.

Ta zbawienna zasada jest motorem wszelkiego rozwoju: ambitni ludzie chcę piąć się w górę, by poprawiać swój los/byt.I poprawiają.
A leniwe miernoty organizują strajki zazdroszcząc bardziej pracowitym od siebie nowych samochodów.

Piszesz, że nie ukrywasz już, że masz pogardliwy stosunek do części ludzi, których uważasz za gorszych tylko dlatego, że nie potrafią się bogacić? big_smile Sęk w tym, aby zaakceptować, że nie każdy może być szefem, bo kto wtedy będzie na kogo pracować? Szacunek przede wszystkim. 2 zł za godzinę pracy czy zatrudnianie pracowników etatowych przez lata na umowę-zlecenie to jest brak szacunku. Ode mnie tyle smile A jak pisałem ścierw w tym kraju jest niestety wiele.

50

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Zgadzam się z Mattem - istnieje jeszcze coś takiego jak szacunek dla drugiego człowieka i jego pracy oraz zwykła etyka.

51

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
Olinka napisał/a:

Zgadzam się z Mattem - istnieje jeszcze coś takiego jak szacunek dla drugiego człowieka i jego pracy oraz zwykła etyka.

Tylko Olinko, to co nazywasz szacunkiem dla drugiego człowieka, w praktyce sprowadzać się MUSI do kupowania rzeczy droższych od takich samych tańszych.
Biadolić po forach jest łatwo bo to nic nie kosztuje; ale kupić buty dwukrotnie droższe od identycznych z sąsiedniego sklepu już trochę inaczej.No i takie zachowanie w praktyce to jest zwykłą głupota.
Ekonomia to nauka ścisła. Dobre serce, albo jego brak nie ma wpływu na nic.

52

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Mieszanie ekonomii do zwyczajnego złodziejstwa jest szczytem bezczelności z twojej strony.

53

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Zacznijmy od tego, że nie ma w Polsce stawek 2 zł za godzinę. To jest bzdura.
Stawki się zaczynają gdzieś tak od 8; za przysłowiowe kopanie rowów wołają 10 i tyle dostają.
Studenciaki za rozdawanie ulotek też mają 10 za godzinę stania z empetrójką.Czy to dużo?
Nie.
Ale to jest właśnie stawka realna, wynikająca z koniunktury.Jak ktoś pragnie okazać szacunek pracownikowi płacąc mu 25 zł za tę samą robotę- bardzo proszę, zobaczymy jak długo uciągnie.Ogólnie każdy, kto tu wymachuje sloganami o godnym życiu, szacunku itp.- wiecie przecież gdzie się mało zarabia: dawajcie kasjerkom w biedronce extra 20 zł podczas zakupów- one mało zarabiają.No przecież jak ktoś nie daje to nie szanuje ludzi, tak?
Tylko że Wy strasznie dobrzy jesteście cudzym kosztem.

54 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2014-09-23 22:07:17)

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Dawno temu w Polsce musiałeś być, skoro piszesz takie rzeczy. Trafiają się takie perełki jak 2 zł za godzinę pracy (m.in. pracownik ochrony na budowie, a niska stawka wynika nie z koniunktury ale z przekonania pracodawcy, że pracownik pilnując i tak nic nie robi, więc na więcej nie zasługuje, skoro ktoś pracując przykładowo na produkcji ma 6-7 zł), ale jeśli już mowa o stawkach, to normą są płace 6 zł netto, co po przepracowanym miesiącu daje w zaokrągleniu od 1000 do 1200 zł na rękę (minimalna krajowa wynosi lekko ponad 1200 zł). 
Studenciak może i dostaje 10 zł, ale nie stoi przez 8 godzin codziennie przez cały miesiąc. Wpadnie mu przez kilka dni parę stówek do stancji i koniec tematu. Resztę ciągnie z ?socjala? lub od rodziców. 35-40% dorosłych Polaków robi za tą minimalną krajową. Pamiętam, jak przed pierwszym rokiem studiów pracowałem za mniej więcej 4,24 zł na rękę. Nie żeby pracodawca nie miał pieniędzy czy koniunktura była zła, on po prostu nas wykorzystywał. Może nie każdy tak robi, ale wielu na pewno.

Co do dawania kasjerkom w Biedronce, kwestia mentalności ludzi. Pracowałem w usługach w Niemczech i wiem, że dawanie napiwku pracownikowi nie jest tam jakimś wielkim halo, przynajmniej na wschodzie. Trochę generalizuję, ale w Polsce wielu liczy grosz do grosza, bo społeczeństwo biedniejsze niż na zachodzie i mentalność nie taka, jak np. u Niemców (którzy są trochę socjalistami). Zrobiłem jakiś czas temu eksperyment i nie wziąłem niedużej reszty od kobiety za zakupione owoce na targu, to mi dorzuciła owoc.
Nie popadajmy w skrajności. Nikt nie woła o 25 zł na godzinę, bo to są zarobki w okolicach średniej krajowej (która i tak jest fikcją). Chodzi o wynagrodzenie, które daje jako takie szanse na podstawowe zaspokajanie potrzeb. Mnóstwo ludzi pracujących za 6 zł netto z nieukrywanym zadowoleniem przyjęłoby podwyżkę o 2 zł- do 8 zł za godzinę, bo w skali miesiąca jest to ponad 300 zł więcej w budżecie, a w skali roku-ponad 3,5 tysiąca. Dla pracodawcy, który generuje zyski pozwalające mu w przeciągu roku kupić nowy luksusowy samochód czy nowy apartament nie są to chyba jakieś wygórowane żądania, których nie mógłby spełnić nie odwołując się do takich banałów jak koniunktura. Niemniej jak pisałem w myśl zasady "wszyscy doją, więc czemu ja mam być lepszy?" mało kto się wyłamuje i chce płacić więcej za te najzwyklejsze prace. Ale tu jak zaznaczyłem pierwsze skrzypce gra mentalność ludzi, nie koniunktura wink To jest właśnie ten problem, który zauważam u ciebie jak i u wielu innych Polaków- jeśli ktoś zarabia mało i stać go na wykonywanie tylko tych najprostszych prac, to traktuję go jako coś gorszego, kogo trzeba wykorzystywać.

55

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
pitagoras napisał/a:

Tylko Olinko, to co nazywasz szacunkiem dla drugiego człowieka, w praktyce sprowadzać się MUSI do kupowania rzeczy droższych od takich samych tańszych.
Biadolić po forach jest łatwo bo to nic nie kosztuje; ale kupić buty dwukrotnie droższe od identycznych z sąsiedniego sklepu już trochę inaczej.No i takie zachowanie w praktyce to jest zwykłą głupota.
Ekonomia to nauka ścisła. Dobre serce, albo jego brak nie ma wpływu na nic.

Tak się składa, że z finansami oraz zarządzaniem mam coś wspólnego, ale absolutnie się z Tobą nie zgadzam. Przede wszystkim nie nazwałabym tego głupotą, ale inwestycją we własną firmę, za to wykorzystywanie sytuacji cwaniactwem. Niestety to cwaniactwo zwykle ma krótkie nogi, bo pracownik słabo opłacany nie ma motywacji do pracy, jest więc nieefektywny. Mało tego, przy najbliższej nadarzającej się okazji odejdzie tam, gdzie mu lepiej zapłacą.
Stała rotacja zdecydownaie nie jest dla pracodawcy dobra ? pracownik przychodzi, a zanim na dobre zagrzeje miejsce i wciągnie się w swoje obowiązki, to już szuka czegoś nowego. I tak w kółko. W ten sposób naprawdę nie da się zbudować dobrego zespołu.   

Pamiętam zresztą, co mówił mój dyrektor regionalny, notabene doskonały menedżer ? "jeśli ja zarabiam, to pracownik także powinien, bo nie sztuką jest komuś nie zapłacić, sztuką jest pracownika zatrzymać, zwłaszcza jeśli ten jest fachowcem w swojej dziedzinie".

Kolejny przykład - swego czasu pracowałam w firmie (działalność finansowa), której szefowa zachowywała się tak, jakby wszystkim robiła łaskę, że ich zatrudnia. Sama zarabiała mnóstwo pieniędzy, wręcz obnosiła się z nimi, ale jeśli ktoś sam się o swoje nie upomniał (niestety nie wszyscy mieli tyle tupetu, a może i odwagi), to najchętniej w ogóle nikomu nie płaciłaby za pracę, dodam, że pracę sumienną, rzetelną i fachową. Wszystko do czasu. Przyszedł bowiem taki moment, że cała załoga stopniowo, ale w bardzo krótkim czasie, wykruszyła się. Co prawda do tej sądnej chwili każdy trzymał się dotychczasowego miejsca, nic nie dając po sobie poznać, ale po cichu szukał już czegoś nowego. Myślisz, że udało jej się wymienić załogę na równie dobrą? Otóż nie. A osoby, które zatrudniła, nie dały rady pociągnąć interesu, który szybko trzeba było zwinąć. Moim zdaniem to jest właśnie głupota.

56

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
Olinka napisał/a:

pracownik słabo opłacany nie ma motywacji do pracy, jest więc nieefektywny. Mało tego, przy najbliższej nadarzającej się okazji odejdzie tam, gdzie mu lepiej zapłacą.
.

Od początku o tym piszę właśnie, a Ty się kłócisz....
Jak pracownikowi coś nie pasuje, to szuka lepszej pracy, jeśli jego praca jest więcej warta, to bez problemu tę lepszą pracę znajdzie, jeśli nie jest, to próżno wymagać by pracodawca robił mu prezenty z własnej kieszeni; bo każda praca ma ściśle określoną wartość.
A skoro przepłacania nie nazywasz frajerstwem, to apeluję ponownie: rozdawaj SWOJE pieniądze ludziom, których uważasz za źle wynagradzanych, przecież to łatwe.

57

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
Matt87 napisał/a:

Ogarnia mnie pusty śmiech, gdy czytam wypowiedzi w stylu: "za mało zarabiasz, to sobie zmień pracę". Dziecko, przy takim bezrobociu w Polsce, jeśli nie jesteś naprawdę dobrym specjalistą, albo nie mieszkasz w takiej Warszawie, to na lepszą pracę bez znajomości nie masz co liczyć. Od razu wymaga się po studiach 5 lat doświadczenia, biegle kilka języków obcych, znajomość obsługi skomplikowanych programów itd. Krążyły w sieci dowcipy o tych wymaganiach, nie wiem, może widziałaś? big_smile Dla znakomitej większości pozostaje robota na umowę zlecenie bez składek lub na czarno za minimalną krajową. Nie od razu Kraków zbudowano, ale jakiekolwiek awans to nie jest tylko kwestia "chcieć i móc". Ze ścianami się nie wygra.

Ale, że się tak brzydko zapytam, co mnie obchodzi bezrobocie w Polsce? big_smile Co obchodzi pracodawcę? Ma firmę. Chce zatrunić kogoś za X złotych. Ktoś się zgadza. Pracuje za X złotych, dopóki mu to odpowiada. Jeżeli pracodawca chce wymagać doświadczenia po studiach, kilku języków itd., to niech wymaga - ma do tego prawo. Tak samo ma prawo zapłacić za to 1000 zł, jeśli ten doświadczony językowiec z trudnymi programami się na to zgodzi. Dla mnie największą głupotą jest w ogóle jakakolwiek minimalna krajowa, no ale...

Dlaczego nie pozwolić pracodawcom na zatrudnianie pracowników za tyle, ile chcą i za ile ich znajdą?

58

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Eileen, bo pracownicy musieliby zacząć odżywiać się powietrzem. wink
Widzę, że spór rozpatrywany jest na lini: pracodawca - pracownik. Zbieżne interesy, ale prawda jest taka, że gdyby wszelkie składki i inne podatki odprowadzane na rzecz państwa były mniej obciążające dla właścicieli firm, to wilk byłby syty i owca cała. Posiadanie własnego przedsiębiorstwa też musi się opłacać, dlatego pracodawcy nie kwapią się z płaceniem o 100 zł więcej, niż płaci konkurencja. Nikt nie przetrwałby czegoś takiego, a gospodarka w Polsce całkowicie stanęłaby w miejscu. Należy dodać jeszcze, że założenie czegoś własnego to ryzyko. Nie bronię oczywiście pracodawców, trzeba przyznać, że kultura pracy w Polsce jest wyjątkowo niska. Bardzo często spotykam się wręcz z relacją: pan-niewolnik, a nie: ja płacę, a ty rzetelnie wykonujesz swoją pracę. Dla polityków takie przepychanki są na korzyść, odwracają uwagę od tego, że winowajca jest inny. W tym konflikcie jest jeszcze jeden uczestnik...

59

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Nie, nie musieliby, bo nikt ich z pistoletem do podpisania umowy nie zmusza. Jeśli oferują za małą stawkę pracownikowi, to może się nie zgodzić. I albo znajdzie lepszą - czyli miał rację, albo nie znajdzie, bo po prostu jego praca jest tyle warta. Jakieś odgórne regulowanie tego? A po co?

60 Ostatnio edytowany przez Olinka (2014-09-24 16:19:11)

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
pitagoras napisał/a:
Olinka napisał/a:

pracownik słabo opłacany nie ma motywacji do pracy, jest więc nieefektywny. Mało tego, przy najbliższej nadarzającej się okazji odejdzie tam, gdzie mu lepiej zapłacą.
.

Od początku o tym piszę właśnie, a Ty się kłócisz....
Jak pracownikowi coś nie pasuje, to szuka lepszej pracy, jeśli jego praca jest więcej warta, to bez problemu tę lepszą pracę znajdzie, jeśli nie jest, to próżno wymagać by pracodawca robił mu prezenty z własnej kieszeni; bo każda praca ma ściśle określoną wartość.
A skoro przepłacania nie nazywasz frajerstwem, to apeluję ponownie: rozdawaj SWOJE pieniądze ludziom, których uważasz za źle wynagradzanych, przecież to łatwe.

Wybacz, ale muszę to napisać: [usunięte przez moderatora] czy tylko udajesz?

Obecne stawki, z którymi boryka się polski rynek pracy to jest ubóstwo przechodzące w nędzę. Stwierdza to sama UE. Dotarło? Stawki są nieadekwatne do wykonywanej pracy, jak pisałem 6 zł to norma, a trafiają się oferty jeszcze niższe. Dzięki temu też pogłębia się przepaść między grupą najbogatszych a resztą społeczeństwa. Koszty życia rosną a płace nawet spadają.
Zresztą wycena pracy to pojęcie względne- dla takich jak ty pracownik ochrony na budowie faktycznie może otrzymywać 2 zł, bo się za bardzo nie napracuje. Według takich jak ty ta praca ma właśnie taką określoną wartość. Pozostałe aspekty z tym związane pomijam, bo i tak nie zrozumiesz. Problemem jest też nakładanie dodatkowych zadań w ramach obecnego wynagrodzenia (czytaj robię za dwóch lub trzech, skoro pracodawca widzi że mogę to to wykorzysta), co podciągnąć należy pod wyzysk, czy wykorzystywanie- jak kto woli.

Druga kwestia, jak ktoś ma sobie znaleźć lepszą pracę w kraju, skoro 30-40 % ludzi może liczyć tylko na minimalną krajową? Szanse są bardziej niż małe. Pisałem też, że nie każdy może się rozwijać i realizować, bo związane jest to ze specyfiką ludzkiej jednostki (odsyłam do hierarchii potrzeb Maslowa). Nadal powtarzam, że nie chodzi tutaj o robienie komuś prezentów, ale faktem jest, że aktualne stawki są zbyt nisko ustalone i nie pozwalają na zaspokajanie podstawowych potrzeb.

Eileen, z prostej przyczyny: w przeciągu kilku-kilkunastu lat z Polski zrobiono by drugi Bangladesz, a kilkadziesiąt % ludności wyemigrowałoby z przyczyn ekonomicznych. Powielasz to samo podejście, co pan powyżej: społeczeństwo polskie ma taką a nie inną mentalność. Z kogoś osiadłego nie zrobisz obieżyświata, Nomada. Idąc twoim tokiem myślenia, wartość płacy moglibyśmy ustalić na poziomie 0 zł, a i tak znajdą się ludzie, którzy będą pracować za darmo, aby tylko pracować i nie siedzieć w domu. A co tam, może się nie zgodzić. To nic, że wszędzie wokół i w sąsiednich miastach oferują podobne płace, a ja muszę za coś żyć lub o zgrozo utrzymywać rodzinę. Mogę się nie zgodzić big_smile
A dla mnie z kolei minimalna krajowa to efekt tego, że Polska nie jest bantustanem. Jak kiedyś zniosą minimalną krajową to niektórzy ludzie faktycznie będą pracować za darmo, bo jak to jest w biznesie każdy widzi. Zresztą gdyby tak nie było, fikcją byłby problem wyzysku ludności przez korporacje w krajach rozwijających się.

Nie o to chodzi, a sk***twu trzeba mówić twarde i stanowcze, raczej nie wink

61

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
pitagoras napisał/a:

Jak pracownikowi coś nie pasuje, to szuka lepszej pracy, jeśli jego praca jest więcej warta, to bez problemu tę lepszą pracę znajdzie, jeśli nie jest, to próżno wymagać by pracodawca robił mu prezenty z własnej kieszeni; bo każda praca ma ściśle określoną wartość.
A skoro przepłacania nie nazywasz frajerstwem, to apeluję ponownie: rozdawaj SWOJE pieniądze ludziom, których uważasz za źle wynagradzanych, przecież to łatwe.

Przede wszystkim nie kłócę się. Jeśli już to dyskutuję i wymieniam poglądy wink.

Być może rozmawiamy na ten sam temat, ale z tą różnicą, że Ty uważasz, że minimalna zapłata pracownikowi za jego wkład w rozwój firmy jest w porządku, a jak się komuś nie podoba, to bez łaski może sobie odejść, a ja, że z punktu widzenia pracodawcy takie podejście nie tylko się nie sprawdza, nie jest dobre, ale też ma bardzo krótkie nogi.
Po prostu twierdzę, że nie o to chodzi, żeby pracownik odchodził tam, gdzie go docenią, ale żeby samemu umieć docenić jego potencjał i potraktować jak dobrą inwestycję, która musi się zwrócić i zaprocentować. Godziwa płaca za rzetelną pracę nie jest żadnym prezentem, a umiejętnością oszacowania wartości fachowca.
Niemniej widzę, że się nie rozumiemy i raczej nie zrozumiemy, dlatego - aby nie kręcić się w miejscu - proponuję zakończyć ten temat smile.

62

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
Matt87 napisał/a:

Zresztą wycena pracy to pojęcie względne- dla takich jak ty pracownik ochrony na budowie faktycznie może otrzymywać 2 zł, bo się za bardzo nie napracuje. Według takich jak ty ta praca ma właśnie taką określoną wartość. Pozostałe aspekty z tym związane pomijam, bo i tak nie zrozumiesz.

Widzisz Dobry Człowieku, wycena pracy nie jest rzeczą względną.Jest to kwota obiektywnie sprawdzalna, jak działanie matematyczne.
Subiektywną sprawą pozostaje określenie czy to dużo czy mało dla kogoś.Ale osobiste odczucia na kwoty wpływu żadnego nie mają...
Co do mojego ''zrozumienia'' to sobie daruj: ja sobie dobrze i skutecznie radzę w rzeczywistości gospodarczej- to z Twoich postów bije bezradność i frustracja, wynikające w prostej mierze z niezrozumienia realiów.
Jeżeli zdecydowałbyś się zamienić czerwone farmazony, którymi nakarmiły Cię media- na elementarną wiedzę z zakresu gospodarki i ekonomii- wówczas najdalej w ciągu pięciu lat sam kupiłbyś sobie ten dobry samochód oraz mieszkanie- których to tak zawistnie zazdrościsz ludziom przedsiębiorczym. Mnie to w sumie obojętne, Twoje życie.
   Skoro takie młode dziewczątko, jak wypowiadająca się tu Eileen jest w stanie ogarnąć mechanizmy rynkowe, to i Tobie by się udało.

63 Ostatnio edytowany przez Eileen (2014-09-25 16:28:12)

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
Matt87 napisał/a:

Eileen, z prostej przyczyny: w przeciągu kilku-kilkunastu lat z Polski zrobiono by drugi Bangladesz, a kilkadziesiąt % ludności wyemigrowałoby z przyczyn ekonomicznych. Powielasz to samo podejście, co pan powyżej: społeczeństwo polskie ma taką a nie inną mentalność. Z kogoś osiadłego nie zrobisz obieżyświata, Nomada. Idąc twoim tokiem myślenia, wartość płacy moglibyśmy ustalić na poziomie 0 zł, a i tak znajdą się ludzie, którzy będą pracować za darmo, aby tylko pracować i nie siedzieć w domu. A co tam, może się nie zgodzić. To nic, że wszędzie wokół i w sąsiednich miastach oferują podobne płace, a ja muszę za coś żyć lub o zgrozo utrzymywać rodzinę. Mogę się nie zgodzić big_smile

Ale dlaczego uważasz, że pracodawcę powinno obchodzić to, że musisz utrzymać rodzinę? Oczywiście nie odnoszę tego personalnie do Ciebie, tylko a propos tego, co napisałeś.

Z mojego punktu widzenia wygląda to tak:
- pracownik chce mieć jak najwyższą stawkę, żeby zarobić jak najwięcej, czyli chce jak najlepiej dla siebie - LOGICZNE
- pracodawca chce zapłacić jak najmniej, żeby zarobić jak najwięcej, czyli chce jak najlepiej dla siebie - LOGICZNE
- pracownik uważa, że pracodawca powinien płacić mu więcej, mimo że może mniej, czyli wymaga by pracodawca stawiał jego dobro nad swoim - co już jest kompletnie NIELOGICZNE i bez sensu.

Bo po co te argumenty o utrzymaniu, żywieniu rodziny...? Przecież to nie jest związane z pracodawcą. To może w ogóle nie zatrudniać osób z rodzinami, bo potem będą uważali, że należy im się więcej przez sam fakt posiadania rodziny? Ja nie mam rodziny na utrzymaniu, a nie uważam, żebym za jednakową pracę miała dostać niższą kwotę niż ktoś, kto rodzinę utrzymać musi, a tak wynika z argumentu "trzeba utrzymać rodzinę".

edit.

Olinka napisał/a:

Po prostu twierdzę, że nie o to chodzi, żeby pracownik odchodził tam, gdzie go docenią, ale żeby samemu umieć docenić jego potencjał i potraktować jak dobrą inwestycję, która musi się zwrócić i zaprocentować. Godziwa płaca za rzetelną pracę nie jest żadnym prezentem, a umiejętnością oszacowania wartości fachowca.

No ale może pracodawca właśnie oszacował, że - zwłaszcza, jeśli chodzi o prace, której nie musi wykonywać jakiś rzadki w Polsce specjalista - to bardziej opłaca mu się płacić te 6 zł i wymieniać go nawet co parę miesięcy, niż płacić 10 zł, żeby go zatrzymać. Jeżeli byłaby to rzeczywiście osoba niezastąpiona, którą zatrzymywać trzeba, to pracodawca sam z siebie zapłaciłby jej więcej. Nie oszukujmy się, większość stanowisk da się łatwo obsadzić, zwłaszcza jeśli mowa o osobach na najniższym szczeblu, które właśnie te 6 zł mogą zarabiać. Po co wtedy zatrzymywać kogoś? Nie umniejszając samej pracy, ale np. sprzątaczkę, kogoś składającego hamburgery, rozdającego ulotki itd., czyli osoby, które można zastąpić właściwie ot tak, bo niemal każdy jest w stanie te zawody wykonać, to... po co? Rozumiem zatrzymywanie wyższą płacą osobę, o którą firmy mogą walczyć, jakichś specjalistów wysokiej klasy, których jest bardzo niewielu albo osobę o jakichś rzadkich umiejętnościach, które akurat są potrzebne - znajomość nietypowego języka czy czegoś, ale szeregowego pracownika?

64

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
Eileen napisał/a:

No ale może pracodawca właśnie oszacował, że - zwłaszcza, jeśli chodzi o prace, której nie musi wykonywać jakiś rzadki w Polsce specjalista - to bardziej opłaca mu się płacić te 6 zł i wymieniać go nawet co parę miesięcy, niż płacić 10 zł, żeby go zatrzymać. Jeżeli byłaby to rzeczywiście osoba niezastąpiona, którą zatrzymywać trzeba, to pracodawca sam z siebie zapłaciłby jej więcej. Nie oszukujmy się, większość stanowisk da się łatwo obsadzić, zwłaszcza jeśli mowa o osobach na najniższym szczeblu, które właśnie te 6 zł mogą zarabiać. Po co wtedy zatrzymywać kogoś? Nie umniejszając samej pracy, ale np. sprzątaczkę, kogoś składającego hamburgery, rozdającego ulotki itd., czyli osoby, które można zastąpić właściwie ot tak, bo niemal każdy jest w stanie te zawody wykonać, to... po co? Rozumiem zatrzymywanie wyższą płacą osobę, o którą firmy mogą walczyć, jakichś specjalistów wysokiej klasy, których jest bardzo niewielu albo osobę o jakichś rzadkich umiejętnościach, które akurat są potrzebne - znajomość nietypowego języka czy czegoś, ale szeregowego pracownika?

Eileen a powiedz mi ile znasz strajkujacych sprzataczek? rozdzielaczy ulotek i skladajacych hamburgery? Bo jednak jesli mowa o strajkach to strajkuja gornicy, nauczyciele, lekarze, pielegniarki. czyli jednak fachowcy, ktos kogo nie zastapisz pierwsza lepsza osoba z ulicy. I jesli strajkuja to nie dlatego, ze jednej osobie sie wydaje ze za malo zarabia, tylko dlatego ze cala grupa zawodowa za malo zarabia. Zreszta te zarobki to nigdy nie sa jedyne postulaty.
No i zauwaz ze zarobki pracodawcy jednak sa bezposrednio zwiazane z pracownikiem. Owe pieniadze, ktorymi pracodawca tak nie chce sie dzielic i o ktorych tak usilnie mowi MOJE ma dzieki tym  leniwym miernotom organizującym strajki i zazdroszczącym bardziej pracowitym od siebie nowych samochodów.

65

Odp: Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?
Jozefina napisał/a:

Owe pieniadze, ktorymi pracodawca tak nie chce sie dzielic i o ktorych tak usilnie mowi MOJE ma dzieki tym  leniwym miernotom organizującym strajki i zazdroszczącym bardziej pracowitym od siebie nowych samochodów.

Ah, Josephine!- rzekł był Napoleon w ostatnich swych słowach, po czym skonał...
Cóż to za złowroga retoryka: pracodawca ma coś DZIĘKI pracownikom- tak jakby oni mu robili prezent, grzeczność itp.
Pracownik za swoją pracę dostaje pieniądze.Jeśli zatem pracodawca sumiennie wywiązuje się z wypłacania pracownikom uzgodnionych kwot- to nie ma mowy o zawdzięczaniu komukolwiek czegokolwiek i nie ma żadnego ''dzięki''.
W drugą stronę też to działa- samo określenie ''pracodawca'' brzmi głupawo, bo on nic nikomu nie ''daje''.
To jest równorzędna transakcja: Ty sprzedajesz pracę; ja ją kupuję.Koniec.
Zaiste uroczy to zwyczaj, gdy po ogłoszeniu zysków spółki X, związkowcy rozdzierają gardła, że im się NALEŻY udział w zyskach, bo to DZIĘKI nim; tak jakby nie dostali zapłaty za swoją pracę.
Dziwnym trafem nie są zainteresowani dopłacaniem do strat- wszak logika ta sama i też możn aby powiedzieć ''dzięki'' nim...

Posty [ 1 do 65 z 75 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Do strajku... gotowi... STRAJK! - za czy przeciw?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026