Witajcie wszyscy ![]()
Czytałem od wielu tygodniu wiele wątków tutaj, wiele wypowiedzi, rad i ocen.
Nadszedł chyba czas i na mnie ....
Nie chce pisać wywodów, ani listów na 4 strony A4...
Sprawa wygląda tak: byliśmy ze sobą równe 2 lata, wiadomo idealnie nie było ale uważam że idealnie to rzadko jest, uważam że nie było źle, bardzo dużo zrozumienia, zaufania i "wolnej ręki" dla swoich spraw, fakt: zainteresowania i chyba charaktery różne, ale czy to miało by coś ważnego przekreślać?
Ostatnie 3 miesiące: ja na wyjeździe za pracą (w Polsce na szczęście), przed moim wyjazdem wielkie zapewnienia, że kocha mnie, że czeka jak "wierna żona", że mnie "nie zostawi". Ja po uszy zakochany, mogę to z całą pewnością powiedzieć, najlepsza Kobieta jaką miałem. Planowaliśmy wcześniej coś więcej niż związek i ja byłem tego pewny. Oczywiście podczas tych 3 miesięcy ja co 3, 4 tygodnie przyjeżdżałem aby się z nią zobaczyć, spotkać, pobyć. Poza tym codzienne rozmowy na skejpie i gg ... Praca w sumie bez rozwoju, bez "konkretów", więc wracam do rodzinnej miejscowości i mówię - wracam i układamy sobie życie ... Ja tego chcę (wydawało mi się, że Ona też, bo sama powiedziała "nie ma przyszłości to wracaj, czekam"). Wróciłem, trochę zgrzyt po 2 tygodniach od powrotu, moja niska samoocena się chyba odezwała, prowokacja rozstania z mojej strony. Stwierdzam, że za rzadko się widujemy, że nie podchodzi do tego poważnie, itp.... Ona prosi o tydzień bez odzewu, okej, myślę samo się wyjaśni ... Po kilku dniach telefon od niej, prośba spotkania, przemyślała to i nie ma to sensu, oddaje mi wisiorek i drobne inne rzeczy. Ja się z tym godzę, niewiele się odzywam, jest mi bardzo przykro, odprowadzam Ją na przystanek, staram się szanować Jej decyzję ... Po dłuższym czasie się budzę, wiem co straciłem, tracę inną pracę, ale ciągle o Niej myślę. Próba powrotu i to szczerego powrotu, nie mam szans - odpowiedź,: "kogoś poznałam, tak się złożyło" "zrozumiałam, że nie była bym szczęśliwa na 100%". Wiele prób, próśb o spotkanie, długi list, próba kontaktu z siostrą z prośbą o radę. Nawet "warowanie" pod jej pracą i raz koło domu (za co mi wstyd). Nie chce ze mną mieć już nic wspólnego. Czas od jej decyzji 4 miesiące. Dalej mi ciężko, staram się organizować czas, w jakiś sposób dbam o siebie, zacząłem dużo czytać, ale to wszystko wraca, nie daje o sobie zapomnieć, czasem coś do niej napiszę i dostaję tylko bardzo zimne, zdawkowe odpowiedzi, z których nic nie wynika. Może jedynie to, że jest z kimś i żebym się nie interesował jak spędza czas.
Poradźcie co dalej robić ze sobą, bo po tym czasie i po tylu próbach Ona nie zmieni zdania (takie mam wrażenie). Ciężko tak wszystko od nowa zaczynać, jeśli myślałem że to w końcu ta ostatnia i jedyna ...
PS.
(Aha mój wiek i Jej to część mojego nick'a)