Piszę to w oczekiwaniu że być może ktoś będzie w stanie wytłumaczyć zachowanie mojej byłej kobiety z którą mam dziecko. Chciałbym ją zrozumieć, ale nie potrafię. Poznałem ją 3 lata temu. Jest starsza ode mnie o 10 lat i była w innych związkach (rozwódka, podobnie jak jej matka). Generalnie chodzi o to, że wybrała życie beze mnie mimo że ma 43 lata, dziecko z poprzedniego związku i noworodka do wychowania. Była rozprawa sądowa o uznanie ojcostwa, którą ona założyła przeciwko mnie mimo że to ja chciałem się dogadać. Na rozprawie sędzina karciła ją i pouczała, że pomimo doświadczenia życiowego zachowuje się jak nastolatka i sama z premedytacją wypchnęła mnie ze wspólnego życia pozbawiając tym samym dziecko możliwości dorastania w domu z obojgiem rodziców. Momentami prawie się rozpłakała na tej sali no i po ogłoszeniu wyroku oczywiście poinformowała mnie jakim to gównem i zerem jestem. Chciała w ten sposób mi dokopać bo wyraźnie nastawienie sędziny nie było takie jakiego ona by sobie życzyła.
Wcześniej wyrzucała mnie z domu i zrywała związek bo ?potrzebowała wyciszenia? i trochę odpocząć ode mnie. Po którymś razie jak mnie wywaliła z domu odrzucając moje oświadczyny to faktycznie przestałem się interesować nią i ciążą. Po trzech miesiącach zatęskniła i chciała żebym wrócił. Zadzwoniła i wytłumaczyła, że musimy się spotkać. Wróciłem, ale powiedziałem jej kilka słów co o tym wszystkim myślę łącznie z tym, że przez ten czas kolejnego rozstania nabrałem wątpliwości czy w ogóle to ja jestem ojcem dziecka skoro ona cały czas traktuje mnie jak szmatę. Ona w płacz. No, ale jakoś dotrwaliśmy do porodu (w atmosferze lepszych i gorszych chwil) i w okresie przed porodem było całkiem normalnie (wspólny poród). Niestety kilka dni później znowu jej się przestało coś podobać i stwierdziła, że mieszkać razem nie będziemy, a więc będę gościem w życiu mojego syna. Wnerwiłem się nie na żarty i palnąłem, że dziecko pewnie nie moje i sobie poszedłem w cholerę. Później ona jeszcze starała się utrzymywać kontakt przez moją matkę, ale ja jej wytłumaczyłem, że mam wątpliwości i będziemy musieli je wyjaśnić. Wyjaśniliśmy to sobie w sądzie i wszystko już w kwestii ojcostwa jest jasne.
Zastanawia mnie jedna kwestia; skoro związek jest już zakończony to dlaczego ona cały czas wykorzystuje każdą sytuację by mi dokopać ? Przykładowo podczas pierwszej mojej wizyty u dziecka straszyła mnie policją i założeniem niebieskiej karty tylko dlatego, że miałem czelność nagrywać tą wizytę (nauczyłem się tego od niej bo ona w trakcie związku okazało się, że robiła zapisy audio ? nie wiem w jakim celu do dzisiaj). Poza tym jeszcze miała żal, że ja ją w sądzie skrzywdziłem (no, ale to nie ja sądów chciałem). Czy ktoś mi może wytłumaczyć dlaczego ta kobieta cały czas chce się mścić na mnie ? Co ja jej takiego zrobiłem ? Nie potrafię zrozumieć źródła nienawiści jakie drzemie w tej kobiecie wobec mnie, a chciałbym zrozumieć bo niestety jestem na nią skazany kilkanaście lat.
To jest kobieta bardzo butna i zaborcza. Wszelki spór z nią nie ma sensu bowiem dialogiem i dyskusją nie przekona się jej, że może się mylić i to ktoś inny może mieć trochę racji. Albo ulegniesz w 100% albo wypad z ?mojego życia?. Zasadniczo jakakolwiek drobna uwaga musi być wypowiadania wobec niej spokojnie i po cichu bo tylko wtedy jest szansa na to, że ona nie zostanie wyprowadzona z równowagi. A jak pamiętam i cały czas tego doświadczam to z równowagi można ją wyprowadzić byle czym. Nie wiem jak się nią obsługiwać no więc wyboru nie mam i staram się cały czas być po prostu miły (ze względu na dziecko) mimo jej zołzowatego charakteru. A może to przez wzorce rodzinne (wszyscy po rozwodach i separacjach) i jej przeszłość ona taka jest ? A może to ja jakieś okropieństwo popełniłem, a które umknęło mojej uwadze ?