Witam ![]()
Pisalam juz wczesniej na tym forum tylko na troche inny temat, chociaz tak naprawde to ten jest po czesci troche zwiazany z tamtym ![]()
Mam 22 lata.
Chcialabym sie kogos poradzic lub poczytac opinie na temat zaufania, jak to tak napradw jest, wydaje mi sie, ze chyba mam kompletny brak zaufania do ludzi, do tego dochodzi strach przed odrzuceniem, i co za tym idzie powoli trace wiare w siebie oraz zaczynam sie problem z samoakceptacja.
Moj problem polega na tym, ze w przeszlosci mialam dwoch facetow, ktorych traktowalam powaznie, oni zas tylko zabawili sie moimi uczuciami i po prostu najzwyczajniej w swiecie sobie poszli...pierwszego poznalam majac 18 lat, spotykalismy sie czesto, kolezanki mi mowily ze to nie jest facet dla mnie, ale ja mloda glupia bylam tak zakochana, ze nie sluchalam porad innych.. skonczylo sie po trzech miesiacach gdy juz dostal to czego chcial, byl moim pierwszym facetem - ja ciezko to przezylam gdy przestal sie odzywac..
Tego drugiego poznalam majac 20 lat, byl super facetem, calkowite przeciwienstwo tego pierwszego, spotykalismy sie dosc czesto, byl mily, lulturalny itp. natomiast nasza relacja nie trwala dlugo, niecale 2 miesiace, po czym stwierdzil, ze nie chce dalej tego ciagnac bo kocha swoja byla...
Po tym wszystkim tak jakby calkiem inaczej wyglada moje zycie, to ze jestem b ardzo uczuciowa i wrazliwa osoba, poczulam sie wykorzystana przez niego, czulam sie gorsza, ze bylam tylko dla niego taka proba.. dlugo nie moglam dojsc do siebie, w sumie jak na to patrze to chyba do tej pory nie jestem soba..
Od tego minely juz prawie dwa lata, ale moje zycie wyglada tak jakby cos sie we mnie wypalilo.. kazda jakas znajomosc z facetem konczy sie lub ja ja koncze bardzo szybko, nie umiem nikomu zaufac, poznalam wlasnie jakies dwa miesiace bardzo fajnego faceta, znajomosc sie zakonczyla (pisalam o tym w innym temacie) szczerze mowiac nie wiem kto juz byl temu wszystkiemu winny, ja czy on, chociaz nie dokonca traktowal mnie na powaznie - takiemialam odczucia, spotykal sie ze mna tylko wsrod znajomych, duzo pisal a malo robil, wiec ze strachu przed kolejnym odrzuceniem sama sie wycofalam, wiedzialam ze on nie chce zaczynac niczego ze mna na powaznie wiec nawet nie spotkalam sie z nim aby o wszystkim porozmawiac bo po prostu balam sie prawdy jakiej od niego uslysze, ze powie mi cos co nie chcialabym uslyszec wiec sama zakonczylam znajomosc smsesm... nie mam po prostu odwagi spotkac sie z nim i popatrzec mu w oczy, mam totalny brak zaufania.. przestalam juz nawet ufac rodzinie i moim dwom przyjaciolka...
Mam wrazenie ze wszystkim sie narzucam jezeli mam kogos o cos poprosic..
Do tego wszyscy wokol mi mowia, ze w moim wieku powinnam sobie kogos znalezc, rodzina twierdzi, ze to ja splawiam wszystkich facetow, obwiniaja mnie za to ze ten pierwszy nie zostawil mnie tylko ja jego..
Nie mam juz na to sily...
Jak myslicie czy to ma zwiazek z tymi niepowodzeniami w milosci czy cos ze mna jest nie tak? Czy da sie nad tym jakos popracowac i czy takie stracone zaufanie do wszystkich da sie jakos na nowo zbudowac? bardzo prosze o pomoc..
Podobne tematy
Joowitka, z mojej perspektywy wygląda to tak, że po dwóch uczuciowych porażkach przestałaś sobie ufać i siebie szanować.
W związku z tym obawiasz się, że otoczenie też Cię nie uszanuje i próbujesz chronić się przed tym, ograniczając kontakt.
Nie wiem, czy Ci to przejdzie, bo Twój strach przed poniżeniem przybiera paranoidalne rozmiary niekiedy. Wstydzisz się rodziny, koleżanek.
Mogę Cię pocieszyć, że wciąż masz ogromne szanse, by spotkać wartościowego człowieka. Ja swojego obecnego męża poznałam właśnie w wieku 22 lat. ![]()
Obecne czasy są dla kobiet dość łaskawe i nie masz powodu lękać się o swoją reputację. Myślę, że w gronie rodzinnym i znajomych na pewno znajdzie się choć parę osób, które nie zamierzają Cię oceniać.
Głowa do góry!