Po lekturze kilku wątków takie mnie naszły refleksje...
Co netkobiety sądzicie o wdowcach? Czy dla Was możliwe jest małżeństwo z wdowcem, który np. ma 17 letniego syna?
Czy są dla Was dopuszczalne kontakty z rodziną zmarłej żony?
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » czy wyszłabyś za wdowca...
Strony 1
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Po lekturze kilku wątków takie mnie naszły refleksje...
Co netkobiety sądzicie o wdowcach? Czy dla Was możliwe jest małżeństwo z wdowcem, który np. ma 17 letniego syna?
Czy są dla Was dopuszczalne kontakty z rodziną zmarłej żony?
Podobne tematy
Mam 25 lat hm wdowiec z 17 synem musiałby miec z 35 lat (najmniej jakby wcześnie zaczął
) nie widziałabym problemu aby sie związać.
Milość miewa klapki wiec wszystko jest mozliwe.
Tylko jest pytanie czy rodzina zmarłej żony nie miałaby problemu z zaakceptowaniem ze facet ma nowa partnerkę i czy syn byłby zachwycony nowa macocha ![]()
Mi to ze ma za sobą mój partner przeszłość w postaci wspomnień jak i rodzine zmarlej zony by nie przeszkadzalo, no i jego syn tak samo by nie przeszkadzal ze takiego ma.
Tylko czy ja bym byla mile widziana w tej rodzinie, nie liczac kochanego partnera ![]()
Mam 25 lat hm wdowiec z 17 synem musiałby miec z 35 lat (najmniej jakby wcześnie zaczął
) nie widziałabym problemu aby sie związać.
Milość miewa klapki wiec wszystko jest mozliwe.Tylko jest pytanie czy rodzina zmarłej żony nie miałaby problemu z zaakceptowaniem ze facet ma nowa partnerkę i czy syn byłby zachwycony nowa macocha
Mi to ze ma za sobą mój partner przeszłość w postaci wspomnień jak i rodzine zmarlej zony by nie przeszkadzalo, no i jego syn tak samo by nie przeszkadzal ze takiego ma.
Tylko czy ja bym byla mile widziana w tej rodzinie, nie liczac kochanego partnera
Załóżmy że to właśnie rodzina zmarłej bardzo chciałaby poznac tą drugą i utrzymywac z nią kontakty. Realne?
Nie widzę problemu o ile nie byłabym zastepstwem zmarłej żony i bez przerwy nie musiała wysłuchiwać uwag typu " A X. to tak pięknie umiała..."
Kontakty z rodziną jak najbardziej. Skoro ma syna to wiadomo, że w grę będą wchodziły - miałabym stroić fochy bo facet mnie chce np. zabrać na urodziny do babci swojego syna?
cisowianka napisał/a:Mam 25 lat hm wdowiec z 17 synem musiałby miec z 35 lat (najmniej jakby wcześnie zaczął
) nie widziałabym problemu aby sie związać.
Milość miewa klapki wiec wszystko jest mozliwe.Tylko jest pytanie czy rodzina zmarłej żony nie miałaby problemu z zaakceptowaniem ze facet ma nowa partnerkę i czy syn byłby zachwycony nowa macocha
Mi to ze ma za sobą mój partner przeszłość w postaci wspomnień jak i rodzine zmarlej zony by nie przeszkadzalo, no i jego syn tak samo by nie przeszkadzal ze takiego ma.
Tylko czy ja bym byla mile widziana w tej rodzinie, nie liczac kochanego partnera
Załóżmy że to właśnie rodzina zmarłej bardzo chciałaby poznac tą drugą i utrzymywac z nią kontakty. Realne?
Realne
skoro chcą utrzymywać kontakt i chcą poznać jego ukochana ![]()
Autorko czyzby ten wątek byl o Tobie
?
Nie ten watek nie jest o mnie:) ja już męża mam:)
ale jest o kimś dla mnie bardzo bliskim...
Autorko ja tak jak napisalam ze nie miałabym problemu z tym ze mam ukochanego który jest wdowcem i ma syna 17 latka. Predzej problemy by sie znalazły jeśli rodzina zmarłej żony jak i syn nie akceptowali by mnie. A jak rodzina zmarłej chciałyby mnie poznać i syn polubił no to super by bylo.
Nie ten watek nie jest o mnie:) ja już męża mam:)
ale jest o kimś dla mnie bardzo bliskim...
niezmiernie sie cieszymy z Twojego szczęścia
Raczej nie, ale to tylko gdybanie bo co zrobić jeśli się kocha?
Nie chodzi tu o dzieci, to nie problem, no chyba żeby mnie nienawidziły, gdyby mnie akceptowały to ja również nie miałabym z tym problemu. Kłopot widzę gdzie indziej, nie czułabym się dobrze zajmując miejsce innej kobiety, którą on kochał i być może kocha nadal...
Myślę, że nie stanowiłoby to dla mnie problemu. Jeśli ktoś zostaje wdową/wdowcem, to z reguły nie ma na to wpływu, dlaczego więc niezawiniona przeszłość wartościowego (inni mnie nie interesują) człowieka miałaby go skreślać? Poza tym jeśli kogoś pokochamy, to przecież "bierzemy" go z całym inwentarzem, w tym z przeszłością, dziećmi i rodziną.
To jest moje zdanie, niemniej mam koleżankę, która zanim wzięła ślub, przez kilka lat związana była z 10 lat starszym wdowcem, a ten z małżeństwa ze zmarłą żoną miał syna. Mężczyzna zadbany, zakochany, bardzo odpowiedzialny i pracowity, a jednak ona wstydziła się tego faktu (jego wdowieństwa oraz ojcostwa) i przez stosunkowo długi czas ukrywała go przed całym otoczeniem. Mało tego, koleżanka była o tę nieżyjącą żonę ogromnie zazdrosna. Życzyła sobie usunięcia z domu wszystkich zdjęć, była zła, kiedy malec wspominał mamę lub kiedy partner z synem odwiedzali jej grób. Wydawało mi się to bardzo niedojrzałe i egoistyczne. Wiele razy tłukłam jej do głowy, że zachowuje się nagannie i krzywdząco, a przede wszystkim nie ma prawa oczekiwać od dziecka, że zapomni o swojej nieżyjącej mamie. Wydaje się, że z czasem zrozumiała. Być może zresztą spory wpływ na sytuację miała także jej własna ciąża.
Przykre...
Raczej nie, ale to tylko gdybanie bo co zrobić jeśli się kocha?
Nie chodzi tu o dzieci, to nie problem, no chyba żeby mnie nienawidziły, gdyby mnie akceptowały to ja również nie miałabym z tym problemu. Kłopot widzę gdzie indziej, nie czułabym się dobrze zajmując miejsce innej kobiety, którą on kochał i być może kocha nadal...
Dokladnie tak!
Chodzi o to, ze on nie rozstal sie z byla zona. On ja wciaz kocha, wspomina i - byc moze -idealizuje.
Ja moglabym sie czuc- tak na zastepstwo.
Nie poznalam wdowca- nie wiem, tak mi sie wydaje.
Moj ojciec byl wdowcem, tak na prawde zawsze kochal tylko moja mame, tylko ja wspomina, tylko ja cenil.
Małpa69 napisał/a:Raczej nie, ale to tylko gdybanie bo co zrobić jeśli się kocha?
Nie chodzi tu o dzieci, to nie problem, no chyba żeby mnie nienawidziły, gdyby mnie akceptowały to ja również nie miałabym z tym problemu. Kłopot widzę gdzie indziej, nie czułabym się dobrze zajmując miejsce innej kobiety, którą on kochał i być może kocha nadal...
Dokladnie tak!
Chodzi o to, ze on nie rozstal sie z byla zona. On ja wciaz kocha, wspomina i - byc moze -idealizuje.
Ja moglabym sie czuc- tak na zastepstwo.
Nie poznalam wdowca- nie wiem, tak mi sie wydaje.
Moj ojciec byl wdowcem, tak na prawde zawsze kochal tylko moja mame, tylko ja wspomina, tylko ja cenil.
Właśnie...ja też rozważam to w kategoriach zajmowania miejsca innej kobiety, którą przecież nadal kocha, bo to los sprawił że nie są już razem. Ja też chyba czułabym się substytutem i nie wiem czy byłaby to rzeczywista miłośc z jego strony...dlatego taki związek jest trudny i chyba bolesny...
Poza tym nawet jeśli nie wspomina o niej wyraźnie, i nie porównuje tzn. nie artykułuje tego to nie wierzę że nie robi tego w myślach. Po prostu nie wierzę...
Strata wspolmalzonka to ogromna tragedia ale to nie przekresla jak dla mnie czlowieka.
Poza tym nawet jeśli nie wspomina o niej wyraźnie, i nie porównuje tzn. nie artykułuje tego to nie wierzę że nie robi tego w myślach. Po prostu nie wierzę...
Ale czy to nie jest przypadkiem tak, że takie porównania zawsze mogą się pojawiać? Wystarczy, że ktoś ma za sobą jakikolwiek związek. Chyba nieuniknione jest, że przynajmniej od czasu do czasu, choćby w samych myślach, one będą się tworzyć.
Weźmy też pod uwagę, że jeśli mężczyzna nie przeżył do końca wszystkich etapów żałoby po stracie ukochanej osoby, to nie powinien wchodzić w żaden nowy związek, żadną inną poważną relację. Tutaj istotnie pojawia się pewne niebezpieczeństwo - jeśli on zrobi to przedwcześnie, to kobieta może poczuć się jak substytut, czyli coś na kształt leku na zapomnienie. Jeśli jednak on żałobę ma już za sobą, to - moim zdaniem - taka sytuacja nie ma prawa mieć miejsca. Dopiero rzeczywiste zamknięcie pewnego etapu, pozwala otworzyć się na nowy, przy czym nie mylmy tego z wyrzuceniem wspomnień - one zawsze są ważne.
I tak na koniec - nie rozumiem jak można być zazdrosną o nieżyjącą kobietę? Przecież ona w żaden sposób nie jest nam w stanie zagrozić.
Tylko wiesz Olinko, jak rozpoznac, że on przeżył już wszystkie etapy żałoby? Moim zdaniem to nie jest takie proste...
No właśnie, dlaczego twoja koleżanka była zazdrosna o zmarłą żonę?
Jak potoczyły się dalsze losy tej pary? są razem? jak im się układa?
Kobieta może się czuć jak substytut zarówno w związku z wolnym kawalerem(którego rzuciła narzeczona), rozwodnikiem jak i wdowcem.
Czyli praktycznie zawsze wtedy, gdy ktoś wchodzi w związek za szybko po zakończeniu się poprzedniego, lub z niewłaściwych pobudek(np. facet potrzebuje kobiety, która pomoże mu odchować dziecko).
Tak więc wdowieństwo jak dla mnie nie różni się wiele, od sytuacji kiedy facet został porzucony. Jedynie odpowiedzialność za dzieci jest większa.
Ja jeśli ktoś się czuje jak substytut do zwykle dlatego, że jest traktowany jak substytut. Myślę, jednak, że takie równie często zdarzają się w związkach z rozwodnikami.
Kobieta może się czuć jak substytut zarówno w związku z wolnym kawalerem(którego rzuciła narzeczona), rozwodnikiem jak i wdowcem.
Czyli praktycznie zawsze wtedy, gdy ktoś wchodzi w związek za szybko po zakończeniu się poprzedniego, lub z niewłaściwych pobudek(np. facet potrzebuje kobiety, która pomoże mu odchować dziecko).
Tak więc wdowieństwo jak dla mnie nie różni się wiele, od sytuacji kiedy facet został porzucony. Jedynie odpowiedzialność za dzieci jest większa.
Ja jeśli ktoś się czuje jak substytut do zwykle dlatego, że jest traktowany jak substytut. Myślę, jednak, że takie równie często zdarzają się w związkach z rozwodnikami.
No widzisz niekoniecznie jak dla mnie. Rozwód to rozwód coś było nie tak i dlatego się skończyło. Tutaj los zadecydował za nich...bo odebrał kobietę, którą ten mężczyzna bardzo kochał.
No widzisz niekoniecznie jak dla mnie. Rozwód to rozwód coś było nie tak i dlatego się skończyło. Tutaj los zadecydował za nich...bo odebrał kobietę, którą ten mężczyzna bardzo kochał.
W przypadku rozwodu z powodu porzucenie według mnie jest podobnie. Też człowiek jest obarczony długotrwałą żałobą i silnym poczuciem straty. Poza tym nie każdy związek, gdy ktoś umiera, to taka filmowa para na melodramat, że wszystko było jak z bajki i ktoś umiera, zdarza się i tak, ale myślę, że może być różnie.
Na pewno ostatnią fazą żałoby jest akceptacja straty, powrót do codzienności., kiedy pojawiają się nowe cele, nadzieja, radość życia.
I to moment, że można wchodzić w nowy związek z osobą z przeszłością, bez poczucia, iż jest się substytutem. Kiedy przeszłość nie wpływa na teraźniejsze emocje, a człowiek po stracie widzi nową osobę i jej potrzeby.
Ja znałam jednego wdowca, z dziećmi, bardzo wartościowego zresztą i on zaczął się widywać z kobietami po około 2 latach. Nie wiem, czy ostatecznie się z kimś związał, ale wiem, że na pewno przynajmniej raz się zakochał w kimś, tylko coś tam chyba ostatecznie nie wyszło(kobieta też miała dzieci),a potem już nie mieliśmy kontaktów.
I to moment, że można wchodzić w nowy związek z osobą z przeszłością, bez poczucia, iż jest się substytutem. Kiedy przeszłość nie wpływa na teraźniejsze emocje, a człowiek po stracie widzi nową osobę i jej potrzeby.
Co to według Ciebie oznacza?
Jeśli cytujesz czyjeś słowa, zrób to, proszę, w sposób, który nie będzie budził wątpliwości co do ich pochodzenia. Z góry dziękuję i pozdrawiam
.
Tylko wiesz Olinko, jak rozpoznac, że on przeżył już wszystkie etapy żałoby? Moim zdaniem to nie jest takie proste...
No właśnie, dlaczego twoja koleżanka była zazdrosna o zmarłą żonę?
Jak potoczyły się dalsze losy tej pary? są razem? jak im się układa?
Nie mam pojęcia dlaczego była zazdrosna o zmarłą żonę, ona sama nie potrafiła tego określić. W tamtym czasie była młodziutka (kiedy ją poznałam miała 22 lata), więc przypuszczam, że dużą winę za ten stan ponosiła jej niedojrzałość. Zresztą ona ogólnie miała niskie poczucie własnej wartości, czuła się niepewnie sama ze sobą i w relacjach z innymi ludźmi.
Z kolei on wyraźnie uporał się ze stratą, choć być może wziął się w garść ze względu na syna i zwyczajnie nie miał czasu na rozczulanie się nad sobą. Ona jednak zdawała się tego nie widzieć.
Ja z tą dziewczyną pracowałam, sporo czasu spędzałyśmy razem, miałam więc okazję dużo i często z nią rozmawiać, wydaje mi się, że trochę jej to pomogło.
Przed ślubem byli ze sobą przez kilka lat, razem mieszkali, obecnie od kilku są małżeństwem. Tamten etap jest, tak sądzę, za nimi, ale duża w tym rola mężczyzny, który udowadniał, że zmarła żona stanowi ważną część jego życia, ale dla niego liczy się to, co jest tu i teraz. Niemniej to jest naprawdę świetny, odpowiedzialny i dojrzały facet, to on o nią zawalczył, to on starał się rozumieć jej emocje i stany, to on tak naprawdę zbudował ten związek.
Olinko zazdrość w sensie fizycznym nie ma sensu, ale mentalnym? A po za tym ja mam w sobie coś takiego że dla mnie on ma kobietę, ona nie żyje, tu nie chodzi o zazdrość mi samej byłoby głupio gdybym zajęła jej miejsce wobec niej.
Obserwuje też ciekawą rzecz, często takie małżeństwa to nie są małżeństwa z miłości ale z rozsądku, żeby nie być samym, mieć z kim wyjść, a miałam okazję nieco takich obserwować. Oczywiście często nie znaczy zawsze.
Tak jak napisała markiza, gdyby on był rozwodnikiem to zdecydowanie łatwiejsza sprawa, coś się wypaliło i już, a tu jednak kochał tą kobietę (pomijając kwestię że mógł nie kochać i po prostu nie chciał się rozstawać).
Olinko sama napisałaś, że duża tu rola mężczyzny, że to on tak naprawdę zbudował ten związek, że to on walczył.
Moje obawy związane są z emocjami i psychiką bliskiej mi osoby, która w taki związek "się ładuje". Czy w ogóle jest do zaakceptowanie, że jest się tą DRUGĄ, bo tą właściwą zabrał los?
A może właśnie to są małżeństwa z rozsądku? Wiesz, ostatnio się z nimi spotkałam i on powiedział takie zdanie: "samemu ciężko się żyje". Może właśnie tylko dlatego chce z nią byc. Z tego co wiem, próbował spotykac sie z innymi kobietami, które jednak po pewnym czasie odchodziły bo nie dały rady. Może on z nią jest tylko dlatego bo "samemu cieżko"???
A może właśnie to są małżeństwa z rozsądku? Wiesz, ostatnio się z nimi spotkałam i on powiedział takie zdanie: "samemu ciężko się żyje". Może właśnie tylko dlatego chce z nią byc. Z tego co wiem, próbował spotykac sie z innymi kobietami, które jednak po pewnym czasie odchodziły bo nie dały rady. Może on z nią jest tylko dlatego bo "samemu cieżko"???
Może być i tak. A widziałaś ich razem? Jak on na nią patrzy? Jaka jest między nimi interakcja, czy jest czuły na jej potrzeby? Czy widać, że mu zależy? Ja nie widzę, różnicy między kolejnym związkiem wdowca, a kolejnym związkiem nie wdowca. Kluczowe pytanie brzmi: czy tych dwoje ludzi łączy prawdziwe, silne, uczucie. Jeśli tak, a przeszłość jest już zamknięta, to ja nie widzę problemu.
Jeśli nie ma silnych uczuć, a jest lęk przed samotnością, to chodzi o substytut.
I to moment, że można wchodzić w nowy związek z osobą z przeszłością, bez poczucia, iż jest się substytutem. Kiedy przeszłość nie wpływa na teraźniejsze emocje, a człowiek po stracie widzi nową osobę i jej potrzeby.
Co to według Ciebie oznacza?
Często po zakończeniu ważnego związku przechodzi się długotrwały etap niepogodzenia ze stratą, a potem niechęcią na otwarcie się na drugą osobę.
Ten etap może trwać kilka lat. Ale nadchodzi taki moment, że nawet najlepsze wspomnienia blakną i człowiek nie chce żyć przeszłością, a koncentruje się na teraźniejszości. Wtedy można zaczynać kolejny związek.
Natomiast zgodziłabym się, że często "drugie małżeństwa" są bardziej z rozsądku , niż z miłości, przynajmniej w przypadku mężczyzn.
To pierwsze, zwykle jest poprzedzone silnym zakochaniem mężczyzny i dużą atrakcyjnością partnerki dla niego, a jeśli się ma już dzieci i swoje lata, to na drugi związek wybór ma się ograniczony do kobiet, który ten bagaż są wstanie zaakceptować, a nie koniecznie to są te, które się facetowi wydają najatrakcyjniejsze. Dla kobiety, która sama nie ma jakiejś dużej przeszłości taka sytuacja jest zapewne nie do zaakceptowania.
Mi by wdowiec z siedemnastoletnim synem nie przeszkadzał, pod warunkiem, iż bym czuła, że jestem jego miłością i autentycznie chce ze mną budować nową rodzinę. Ale to samo mogę powiedzieć o każdym innym mężczyźnie, nie będącym wdowcem.
Olinko zazdrość w sensie fizycznym nie ma sensu, ale mentalnym?
Dla mnie zazdrość jest procesem wyłącznie emocjonalnym, fizycznie można ją tylko uzewnętrzniać, dlatego przyznaję, że trochę nie rozumiem tego podziału.
Jestem zdecydowaną zwolenniczką indywidualnego traktowania drugiego człowieka i nie bardzo potrafię zgodzić się z przyklejaniem komuś łatki "wdowiec" jako wyznacznika pewnego, stałego zestawu cech. Z żałobą naprawdę można się uporać i w pełni otworzyć na nowe uczucie, przy czym przeszłość absolutnie nie musi kłaść się na nie cieniem. Jeśli pojawiają się wątpliwości i obawy, to należy taką osobę bliżej poznać, przekonać się, jakie kierują nią pobudki, na ile intencje są szczere i pozbawione zwykłego wyrachowania. Jeśli widzimy, że druga osoba nadal żyje przeszłością, to dajmy jej trochę czasu.
Oczywiście może tak być, że mężczyzna wchodzi w nowy związek z rozsądku - żeby było mu po prostu łatwiej, ale to jest bardzo egoistyczne, jednostronne podejście. Tak, jak wspomniałam, należy za sobą zamknąć pewien rozdział życia, aby otworzyć się na nowy, w przeciwnym wypadku nie ma mowy o stworzeniu w pełni zdrowej, wartościowej relacji. Bez tego łatwo można kogoś skrzywdzić.
W moim życiu też był taki moment, kiedy pojawiły się wątpliwości czy przypadkiem śmierć matki mojego męża nie była katalizatorem do podjęcia przez niego decyzji o małżeństwie. Wtedy zapytałam wprost, a uzyskana odpowiedź i obserwacje pokazały, że jednak się myliłam. Przykład oczywiście zupełnie inny, ale chciałabym pokazać, że nasze wątpliwości pojawiają się jakby poza naszą wolą, najczęściej zupełnie nie mamy na nie wpływu, są naturalne.
Widzisz szarlotko (nie wiem może ja jestem już przewrażliwiona), ale on np. mówi moja żona, moja małżonka- nie używa moja zmarła żona, moja świętej pamięci żona. Moim zdaniem o czymś to świadczy...Mówi tak, kiedy coś o niej opowiada. Wiesz kiedy ja opowiadam o zmarłej babci to mówię -moja świętej pamięci babcia.
Kiedy się pytałam czy są jakieś porównania z jego strony to ona odpowiada, że nie ma. Przy mnie był motyw, kiedy z jego portfela wypadło zdjęcie jego żony...
Dziewczyny czy żadna z Was nie jest w związku z wdowcem?????
Widzisz szarlotko (nie wiem może ja jestem już przewrażliwiona), ale on np. mówi moja żona, moja małżonka- nie używa moja zmarła żona, moja świętej pamięci żona. Moim zdaniem o czymś to świadczy...Mówi tak, kiedy coś o niej opowiada. Wiesz kiedy ja opowiadam o zmarłej babci to mówię -moja świętej pamięci babcia.
Kiedy się pytałam czy są jakieś porównania z jego strony to ona odpowiada, że nie ma. Przy mnie był motyw, kiedy z jego portfela wypadło zdjęcie jego żony...
Chyba żartujesz!!!! Facet nosi w portfelu zdjęcie zmarłej żony będąc w związku z twoją znajomą???!!! Masakra.
Poza tym po co on mówi o swojej zmarłej żonie?!!!
No to faktycznie, masz rację, że to marnie wygląda. Jak dla mnie nie do przyjęcia.
Zresztą pewnie, jakbyś czuła, że on jest autentycznie zaangażowany mocno w ten związek, to w ogóle nie miałabyś takich wątpliwości.
Myślę,że związki z wdowcami są w grupie wiekowej do 45 lat chyba jednak rzadkością, a jeśli dzieci są małe, to rzadko, która kobieta się zdecyduje na taki związek.
markiza napisał/a:Widzisz szarlotko (nie wiem może ja jestem już przewrażliwiona), ale on np. mówi moja żona, moja małżonka- nie używa moja zmarła żona, moja świętej pamięci żona. Moim zdaniem o czymś to świadczy...Mówi tak, kiedy coś o niej opowiada. Wiesz kiedy ja opowiadam o zmarłej babci to mówię -moja świętej pamięci babcia.
Kiedy się pytałam czy są jakieś porównania z jego strony to ona odpowiada, że nie ma. Przy mnie był motyw, kiedy z jego portfela wypadło zdjęcie jego żony...
Chyba żartujesz!!!! Facet nosi w portfelu zdjęcie zmarłej żony będąc w związku z twoją znajomą???!!! Masakra.
Poza tym po co on mówi o swojej zmarłej żonie?!!!No to faktycznie, masz rację, że to marnie wygląda. Jak dla mnie nie do przyjęcia.
Zresztą pewnie, jakbyś czuła, że on jest autentycznie zaangażowany mocno w ten związek, to w ogóle nie miałabyś takich wątpliwości.Myślę,że związki z wdowcami są w grupie wiekowej do 45 lat chyba jednak rzadkością, a jeśli dzieci są małe, to rzadko, która kobieta się zdecyduje na taki związek.
Zaraz ale dlaczego nie może nosić zdjęcia zmarłej żony w portfelu? Bo co? Bo ma ją zapomnieć wymazać? Przecież ona była częścią jego życia.
Chyba żartujesz!!!! Facet nosi w portfelu zdjęcie zmarłej żony będąc w związku z twoją znajomą???!!! Masakra.
Poza tym po co on mówi o swojej zmarłej żonie?!!!No to faktycznie, masz rację, że to marnie wygląda. Jak dla mnie nie do przyjęcia.
Zresztą pewnie, jakbyś czuła, że on jest autentycznie zaangażowany mocno w ten związek, to w ogóle nie miałabyś takich wątpliwości.
Szarlotkanagorąco, Ty tak poważnie?
Tutaj ja osobiście widzę różnicę między związaniem się z rozwodnikiem czy mężczyzną mającym jakieś wcześniejsze związki a wdowcem.
O ile przeszkadzałoby mi wspominanie o ex, o tyle wspomnienie zmarłej żony jakoś mnie nie bulwersuje (jeśli nie byłoby to typowe porównywanie). Jeżeli widziałabym jego uczucie do mnie, nie czułabym się zastępczynią, wspomnienie zmarłej żony nie traktowałbym jako przestępstwa.
Zdjęcie także by mi nie przeszkadzało.
Kontakty z rodziną, zależałyby od nastawienia tejże rodziny do mnie.
Co do syna w wieku 17 lat - to prawie dorosły chłopak, matkować mu nie trzeba, większa jednak byłaby tutaj rola ojca. Myślę, że dyskretnie dbałabym, aby ojciec nie zaniedbywał kontaktów z synem z mojego powodu.
Zaraz ale dlaczego nie może nosić zdjęcia zmarłej żony w portfelu? Bo co? Bo ma ją zapomnieć wymazać? Przecież ona była częścią jego życia.
Bo teraz jest związany z inną kobietą?
W portfelu się nosi zdjęcie bliskiej osoby z teraźniejszości, a nie z przeszłości.
Jak ktoś już zaakceptował stratę, to nie potrzebuje nosić czyjegoś zdjęcia. Miejsce zdjęć osób z przeszłości są w albumie ze zdjęciami.
Nikt nikomu nie każe wymazywać przeszłości.
Tylko, że jak ktoś ma zacząć nowy etap, to kończy poprzedni. Jeśli ktoś chce żyć wspomnieniami, to uczciwość nakazuje, nie zawracać głowy innym osobom.
Szarlotkanagorąco, Ty tak poważnie?
Tutaj ja osobiście widzę różnicę między związaniem się z rozwodnikiem czy mężczyzną mającym jakieś wcześniejsze związki a wdowcem.
O ile przeszkadzałoby mi wspominanie o ex, o tyle wspomnienie zmarłej żony jakoś mnie nie bulwersuje (jeśli nie byłoby to typowe porównywanie). Jeżeli widziałabym jego uczucie do mnie, nie czułabym się zastępczynią, wspomnienie zmarłej żony nie traktowałbym jako przestępstwa.
Zdjęcie także by mi nie przeszkadzało.
Kontakty z rodziną, zależałyby od nastawienia tejże rodziny do mnie.
Co do syna w wieku 17 lat - to prawie dorosły chłopak, matkować mu nie trzeba, większa jednak byłaby tutaj rola ojca. Myślę, że dyskretnie dbałabym aby ojciec nie zaniedbywał kontaktów z synem z mojego powodu.
Widzisz, to tylko pokazuje, że każda osoba gdzie indziej rozkłada akcenty i co innego, jest dla niej problematyczne.
Dla mnie mówienie o osobie z przeszłości jest nieprzyjemne i niepotrzebne.
To znaczy, na początku znajomości to oczywiście. Trzeba o tym porozmawiać.
Ale potem wspominanie osoby z przeszłości, według mnie jest zupełnie zbędne. To chyba, że w rozmowach z dzieckiem, lub przy rozwiązywaniu problemów.
Na co dzień nie powinna, według mnie zmarła osoba być wspominana. To według mnie świadczy o tym, że ta relacja jest traktowana jako przeszła i zamknięta.
Wspomnienie o zmarłej żonie to nie przestępstwo, ale wspominać ją można z jej rodziną i synem, a niekoniecznie przy obecnej partnerce.
Jozefina napisał/a:Zaraz ale dlaczego nie może nosić zdjęcia zmarłej żony w portfelu? Bo co? Bo ma ją zapomnieć wymazać? Przecież ona była częścią jego życia.
Bo teraz jest związany z inną kobietą?
W portfelu się nosi zdjęcie bliskiej osoby z teraźniejszości, a nie z przeszłości.
Jak ktoś już zaakceptował stratę, to nie potrzebuje nosić czyjegoś zdjęcia. Miejsce zdjęć osób z przeszłości są w albumie ze zdjęciami.
Nikt nikomu nie każe wymazywać przeszłości.
Tylko, że jak ktoś ma zacząć nowy etap, to kończy poprzedni. Jeśli ktoś chce żyć wspomnieniami, to uczciwość nakazuje, nie zawracać głowy innym osobom.
Niestety, ale uważam podobnie...
Noszę zdjęcie zmarłej babci chociaż przebolalam stratę. Mówiąc o zmarłych członkach rodziny nie zaznaczam że są świętej pamięci. Bo po co? Zdjęcie zmarłej osoby w portfelu nikomu nie zagraża. To tylko zdjęcie pamiątka. To nie fakt braku zdjęcia świadczy o przeboleniu straty.
Moja bliska przyjaciółka wyszła za mąż za wdowca. Jego żona zmarła na raka, zostawiła dwójkę małych dzieci. W ich domu ciągle wisi piękny portret pierwszej żony. I dla nikogo niej jest zagrożeniem
Noszę zdjęcie zmarłej babci chociaż przebolalam stratę. Mówiąc o zmarłych członkach rodziny nie zaznaczam że są świętej pamięci. Bo po co? Zdjęcie zmarłej osoby w portfelu nikomu nie zagraża. To tylko zdjęcie pamiątka. To nie fakt braku zdjęcia świadczy o przeboleniu straty.
Moja bliska przyjaciółka wyszła za mąż za wdowca. Jego żona zmarła na raka, zostawiła dwójkę małych dzieci. W ich domu ciągle wisi piękny portret pierwszej żony. I dla nikogo niej jest zagrożeniem
Jak im się układa?Jak wygląda to małżeństwo?
Tak Józefina, ale portret pierwszej żony tam wisi, bo to portret matki dwojga dzieci. To zupełnie coś innego.Ten portret wisi tam dla dzieci.
A nie dlatego, żeby mąż mógł podziwiać oblicze swojej zmarłej żony. Dla mnie to diametralna różnica.
Moja bliska przyjaciółka wyszła za mąż za wdowca. Jego żona zmarła na raka, zostawiła dwójkę małych dzieci. W ich domu ciągle wisi piękny portret pierwszej żony. I dla nikogo niej jest zagrożeniem
Wracając do przykładu, o którym wcześniej pisałam - kiedyś moja koleżanka z dumą opowiedziała, jak to kazała zabrać zdjęcie zmarłej żony z komody. Ja byłam szczerze zszokowana jej postawą. Zmarły to przecież zmarły, nie można komuś nakazać, aby wyrzucił go z życia, tak jakby nigdy nie zajmował w nim żadnego miejsca. Można usunąć wszystkie ślady obecności tej osoby, ale to przecież niczego nie zmieni. Ten etap albo zostaje zamknięty, albo nie i to dzieje się w psychice. Zdjęcia mogą być jednak piękną pamiątką i niczym więcej.
Wiadomo, że nie chodzi o to aby wdowiec prowadził długie codzienne dysputy o zmarłej żonie z obecną partnerką. Ale też nie powinien ciągle mieć się na baczności, aby nie daj Boże z czymś się nie wyrwać.
Tym bardziej jak utrzymuje kontakty z rodziną zmarłej żony, czego przy zwykłym rozwodzie czy rozstaniu raczej nie ma.
Wiadomo, że nie chodzi o to aby wdowiec prowadził długie codzienne dysputy o zmarłej żonie z obecną partnerką. Ale też nie powinien ciągle mieć się na baczności, aby nie daj Boże z czymś się nie wyrwać.
Tym bardziej jak utrzymuje kontakty z rodziną zmarłej żony, czego przy zwykłym rozwodzie czy rozstaniu raczej nie ma.
To nie chodzi o trzymanie się na baczności, tylko o to, że jak zostawiamy jakiś związek za nami, żyjemy teraźniejszością i w naszym życiu pojawia się nowa ważna osoba, to tamta w naturalny sposób zostaje usunięta z codziennych rozmyślań.
Zresztą to nie chodzi o poszczególne fakty, tylko o poczucie, że ktoś pożegnał jedną miłość i zrobił miejsce dla drugiej, która na ten moment jest równie ważna, jak ta pierwsza kiedyś.
Tak Józefina, ale portret pierwszej żony tam wisi, bo to portret matki dwojga dzieci. To zupełnie coś innego.Ten portret wisi tam dla dzieci.
A nie dlatego, żeby mąż mógł podziwiać oblicze swojej zmarłej żony. Dla mnie to diametralna różnica.
Nie portret tam wisi bo to pamiątka po pierwszej żonie. Ten portret nie wisi dla dzieci. To pamiątka to wszystko. Nie wiem o co Ci chodzi z tym podziwianiem. Podziwia to on oblicze swojej obecnej żony. Nie zapominając przy tym o zmarłej.
Jozefina napisał/a:Noszę zdjęcie zmarłej babci chociaż przebolalam stratę. Mówiąc o zmarłych członkach rodziny nie zaznaczam że są świętej pamięci. Bo po co? Zdjęcie zmarłej osoby w portfelu nikomu nie zagraża. To tylko zdjęcie pamiątka. To nie fakt braku zdjęcia świadczy o przeboleniu straty.
Moja bliska przyjaciółka wyszła za mąż za wdowca. Jego żona zmarła na raka, zostawiła dwójkę małych dzieci. W ich domu ciągle wisi piękny portret pierwszej żony. I dla nikogo niej jest zagrożeniemJak im się układa?Jak wygląda to małżeństwo?
Układa im się podobnie jak większości parom które znam. Wiem że na początku mieli problemy. Albo raczej moja przyjaciółka miała obawy. Najbardziej jej chodziło o kontakt z rodzicami tamtej dziewczyny. Była ich jedynym dzieckiem, młodo umarła, oni potem dużo pomagali zieciow i są generalnie żyta rodziną. Więc bała się tych kontaktów. Na szczęście okazali się w porządku. Chociaż pewnie i jej podejście miało duże znaczenie. Nie wymagała wyrzucenia pamiątek, wyrzucenia z pamięci i innych bzdur.
Ja sama jestem w związku, a gdyby nie, to pewnie nie związałabym się z wdowcem obecnie, ale to dlatego, że sama nie czułabym się na tyle dojrzała, a nie dlatego, że z nim coś nie tak. Jestem młoda, więc siłą rzeczy bardziej pasuje do mnie ktoś bez przejść. Choć nigdy nie wiadomo. No, ale jakbym była już przed 30stką, bliżej 30stki ogólnie, to sądzę, że jak najbardziej nie byłoby problemu, sama raczej byłabym już na innym etapie życia, miała jakieś przejścia, więc i łatwiej byłoby mi się związać. Najczęściej po prostu ludzie z przejściami wiążą się z innymi ludźmi po przejściach, normalna sprawa
A nawet jakbym nie była po przejściach, to jednak łatwiej związać się z kimś z bagażem jak ma się 30 lat, a nie 20kilka jak teraz mam, bo wtedy człowiek jest bardziej gotowy sobie z tym poradzić, są podobne poziomy dojrzałości (nie zawsze, ale często). Osobiście uważam, że związek z wdowcem lub wdową jest jak najbardziej możliwy i może być udany. Przecież nie umniejsza to jego wartości jako człowieka i nadal może kochać, związać się, jeśli chce. Nie musi szukać pocieszenia, to naprawdę różnie bywa
Czasem potrzeba więcej starań, bo są często jeszcze dzieci i dla nich trudna sytuacja, ale jeśli nie wiąże się od razu ojcem czy matka ich po śmierci partnera czy męża, to raczej wielkich problemów nie będzie, będą bardziej oswojeni (owszem, tu generalizuję, różnie bywa, ale myślę, że często tak jest), więc nie pomyślą, że pamięć jest "kalana". Choć oczywiście różnie bywa, ale wydaje mi się, że tutaj nie ma co się śpieszyć, także dlatego, że wtedy można kogoś zranić, trzeba dać sobie przecież czas na żałobę po ogromnej i na pewno okrutnie bolesnej stracie. Potrzebne jest zrozumienie, bo np gdy rozumiem, że jako nowa żona nikt nie chciałby, by partner ciągle porównywał, nawet do zmarłej żony, to np obrażanie się, że idzie na cmentarz do żony uważam za dziecinne. Wiadome jest, że nie wymaże żony z pamięci, że będzie dbał o grób, okrutnym jest oczekiwać, by było inaczej. Jeśli widzimy, że nas kocha, że nie traktuje jako pocieszenie, to nie ma co się raczej martwić. A to, że szanuje jej pamięć, pójdzie na grób to normalna sprawa jak dla mnie.
Jeżeli jednak ktoś by chciał być z rozsądku, to tak, tego nie popieram, to jest złe. Wtedy z tym facetem nie chciałabym być. Nie mogę być tego pewna, ale sądzę, że bym wyczuła, że on się z tym nie uporał, że nie kocha mnie, że po prostu nie chce być sam. Taki związek wtedy oczywiście nie ma dla mnie sensu. Ma sens dla mnie wtedy, gdy jest pogodzona ta osoba z przeszłością i autentycznie gotowa, a drugą osobę traktuje poważnie, chce z nią być po prostu na dobre i na złe, a nie jako substytut.
Netkobiety czy tylko dwie z Was miały taką sytuację, że ich bliższe lub dalsze znajome związały się z wdowcami???
Tylko taki mały odzew?
Odejście współmałżonka wcale nie jest dramatem,są gorsze dramaty,wierzcie mi!!!!!
Wdowiec,który od samego początku będzie wspominał zmarłą,to zawsze będzie to robił,jak najdalej od takiego typa!!!
Wdowiec,który od samego początku będzie wspominał zmarłą,to zawsze będzie to robił,jak najdalej od takiego typa!!!
Kasi ten temat ma osiem lat, jak Ty się do niego dokopałaś? Powinnaś dostać złotą łopatkę za ten wyczyn.
Strony 1
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » czy wyszłabyś za wdowca...
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026