Witajcie ponownie pojawia się kolejna sytuacja której nie rozumiem u siebie.
Moje życie nabrało sensu w jednej chwili. Gdy spotkałam swojego chłopaka. Mimo wielu wkrętów, jest wspaniały. Wiem, że z nim byłabym szczęśliwa. Jednak mamy problem. Według niego jest to komunikacja.
To nie jest tak że ciężko nam się rozmawia. Problem pojawia się wtedy kiedy on zada mi pytanie, które mnie ZABOLI. Pytanie które według mnie jest zupełnie zbędne i niepotrzebne a ja wówczas czuje się atakowana, osaczona i czuję jakby on coś chciał mi udowodnić.
Pytanie na przykład dotyczy tego. "Ktoś kiedyś coś chciał abyś mu oceniła nie wiem to był jakiś wiersz, czy coś, to był chyba ten wykładowca Aleksander który do Ciebie zarywał kiedy przychodził do sklepu?"
Dla mnie to pytanie było po prostu hmmm, atakiem, ale może dla niego nieświadomym. Tym bardziej , zawarł w jednym pytaniu dwie różne osoby. Informacje o Aleksandrze miał z emaili był to pisarz. A wykładowca to zupełnie inna osoba, która kiedyś za mną "łaziła". Jak jeszcze nie byliśmy razem. Byłam po prostu zaskoczona tym pytaniem nie miałam pojęcia o co chodzi. I zaczęłam się irytować i denerwować. Po pierwsze o co chodzi? A po drugie czemu pyta o coś takiego. Czy on mnie o coś podejrzewa?
Jego pytania działają tak na mnie, ale on twierdzi, ze ja mam problem ze sobą, bo włącza mi się tak zwany BÓLDUPY że on coś ode mnie chce. Tak włacza mi się bo pytania które zadaje są IRYTUJĄCE i dziwne.
Kolejnym pytaniem jest na przykład. "Na pewno pamiętasz tego typa w autobusie jak siedzieliśmy razem, co wsiadał do autobusu, patrzył się na Ciebie i ty go zobaczyłaś. Siedział tyłem do kierunku jazdy po Twojej Lewej stronie. Odwróciłaś głowę kiedy szukałaś w torebce sudoku, i tak samo jak ja zatrzymałaś wzrok na nim, więc musiałaś go widzieć." W ogóle po co to?? Nie rozumiem. Dlatego zaczęłam się irytować i powiedziałam że nie widziałam nikogo a już na pewno na nikogo nie patrzyłam. Ale on mi mówi że nie pamiętam przecież wszystkich na kogo patrze. Ale wie że na niego patrzyłam i musiałam go widzieć, ale rozumie że nie pamiętam. W ogóle powiedzcie mi po co rozmowa o czymś takim? TO MNIE IRYTUJE. PO CO O CZYMŚ TAKIM ROZPOCZYNA Rozmowę? Jaki jest jego motyw, co chce mi udowodnić. Takie myślenie mi się wtedy włącza. Zaczynam się tłumaczyć jakbym coś zrobiła.
Dzisiaj, w wyniku wielu takich sytuacji, ja się stresuje że on mnie chce atakować, a on ma nerwice kiedy widzi, że ja zaczynam się tłumaczyć i że się denerwuje jego pytaniami. Zaczyna się wydzierać na mnie że nie potrafię z nim normalnie rozmawiać, obraża mnie szale w miejscach publicznych. Mówi że już nad tym nie panuje. Że to ja go takim zrobiłam.
A ja się denerwuje bo to są pytania sami widzicie jakie. Może ja po prostu tylko je źle odbieram. A tak na prawdę to są normalne pytania? Normalne pytania odbierałabym normalnie. Dla mnie te nie są normalne. Dlatego moje zachowanie jest inne.
Wczoraj powiedział mi, że jego uczucie przez te kłótnie się wypala. Że on tak już nie da rady, że ma nerwice i ze umrze na serce. Dla mnie to w jaki sposób on to przeżywa jest wysoce wyolbrzymione. Bo ani go nie okłamuje, ani go nie ranię, ani nie mówię przykrych rzeczy. On przeżywa to w jaki sposób ja z nim rozmawiam kiedy zada mi tego typu pytania. Agresywnie i z oburzeniem. Bo nie wiem jaki jest cel w tych pytaniach.
To co napisałam dla większości z Was będzie zapewne chore. Zarówno moje zachowanie jak i jego, ale potrzebuję Waszej rady. Czy da się coś ze mną zrobić abym nie odbierała jego pytań jako ataki. Podkreślam że to wynika z poprzednich jego podejrzeń mnie o to że na przykład ja na kogoś patrzyłam itp.
