Kochane forumowiczki!
Mój problem jest dosyć skomplikowany, ale żeby było jasne, opiszę wszystko.
Mam ciężką sytuację materialną, mieszkam ze swoją bezrobotną mamą i wujkiem (jej bratem) w małym mieszkaniu bez łazienki z dala od miejsca w którym studiuje (chodzi o to, że w innym województwie). Studiuję na Uniwersytecie Wrocławskim i pobieram najwyższe stypendium, ze względu na to, że ja i moja mama nie mamy żadnych dochodów. W regulaminie stypendium wyraźnie jest napisane, że liczą się tylko rodzice/opiekunowie prawni i rodzeństwo.
Inna część mojej historii:
Do tej pory mieszkałam w akademiku i opłacałam go ze swojego stypendium. Teraz chciałam zamieszkać w mieszkaniu prywatnym, razem ze swoim chłopakiem, żeby zmniejszyć koszty, bo wbrew pozorom, akademik wyszedł ostatnio drożej.
I tutaj zaczynają się problemy:
Mój wujek wymyślił, że jak komitet do przyznawania stypendium zauważy w moim wniosku o dodatek mieszkaniowy, że mieszkam w mieszkaniu prywatnym, na umowę, to zrobią nam "nalot" i gdy zobaczą, że mój wujek utrzymuje mnie i moją mamę, to odbiorą mi stypendium, a dodatkowo każą mi oddać to wszystko, co dostałam do tej pory. Czy jest to w ogóle możliwe? Dla ułatwienia wyszczególnię pytania:
1. Czy jest możliwe, aby doliczyli do dochodów mojego wujka, skoro nie jest ze mną spokrewniony w jednej linii?
2. Czy komitet może się przyczepić o mieszkanie w mieszkaniu prywatnym w czasie roku akademickiego? (W co sama wątpię, ale może jestem głupia)
3. Czy jest możliwe, aby odebrali mi stypendium w związku z pytaniem 1, gdy uznaliby to za oszustwo?
4. Czy naprawdę musiałabym oddać całe stypendium, jakie dostałam do tej pory?
W odpowiedziach bardzo bym prosiła o wszelkiego rodzaju paragrafy prawne, jeśli ktoś umiałby takie znaleźć.
Bardzo proszę o niekomentowanie faktu, że jestem w ciężkiej sytuacji materialnej.
Gdyby ktoś znalazł inne rozwiązanie również byłabym wdzięczna.